Imponujący restart NBA. LeBron bohaterem ostatniej akcji

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Los Angeles Clippers v Los Angeles Lakers
Fot. Mike Ehrmann / Getty Images

Po 140 dniach wymuszonej przerwy NBA wróciła w wielkim stylu. LeBron James momentami męczył się na parkiecie w Orlando, ale ostatecznie to on zdecydował o wyniku derbów Los Angeles.

Korespondencja z USA

- W pierwszej połowie grałem źle, więc zmieniłem buty w przerwie. To pomogło - mówił zaraz po zakończeniu spotkania James. Lakers w ten sposób praktycznie rozstrzygnęli kwestię rozstawienia z pierwszym numerem przed rozpoczęciem play-offów. Po trzech tygodniach wyczerpujących treningów, codziennych testów na obecność Covid-19 oraz wałęsania się godzinami po campusie, jakby cofnęli się do czasów studiów albo szkoły średniej, koszykarze wreszcie wrócili do grania.

NBA zadbała o to, aby byli bezpieczni i się nie nudzili. W ostatnim tygodniu organizatorzy wpadli na pomysł, że skoro zawodnicy lubią spędzać czas przy jeziorku, to wpuszczą tam ryby, aby mogli sobie urozmaicić czas wolny. Dlatego grupa graczy Lakers w czwartkowe popołudnie wybrała się na wędkowanie.

Hitem restartu miały być derby Lakers - Clippers. Zaczęło się jednak od konfrontacji dwóch innych drużyn z Konferencji Zachodniej - ciągle walczących o play-offy (choć w coraz trudniejszej, by nie powiedzieć beznadziejnej sytuacji) New Orleans Pelicans z mocną, chyba niedocenianą przez fachowców ekipą Utah Jazz. Dziennikarze spekulowali, że po tym, co stało się w marcu - gdy "zachowujący się beztrosko w szatni", cytat z tekstu z ESPN, Rudy Gobert zaraził koronawirusem najlepszego strzelca drużyny Donovana Mitchella - w zespole dojdzie do podziałów.

Jak było w pierwszym meczu po długiej kwarantannie? W decydującej akcji Mitchell obsłużył dokładnym podaniem pod kosz Goberta, ten następnie został sfaulowany przy próbie wsadu przez Derricka Favorsa, wykorzystał dwa rzuty wolne i wygrał ten mecz dla Jazz. Spiskowe teorie zostały więc obalone błyskawicznie.

W najważniejszych momentach gwiazdor Pelicans i jedna z największych, młodych gwiazd NBA Zion Williamson siedział na ławce. Najstarszy trener w lidze Alvin Gentry, który skrupulatnie monitoruje liczbę minut wracającego do pełnej formy debiutanta, znów więc naraził się kibicom.

- Szkoda, że nie mogliśmy z niego skorzystać w końcówce, ale wyczerpał liczbę minut, jaką uzgodniliśmy wcześniej ze sztabem medycznym - tłumaczył się Gentry, dolewając oliwy do ognia. Williamson, porównywany przez wielu do młodego Shaqa z uwagi nie tylko na posturę, ale siłę niszczenia pod koszem, zagrał bowiem ledwie kwadrans.

Później przyszedł czas na główne danie wieczoru - derby Los Angeles… po drugiej stronie Ameryki. W roli kibiców tym razem wystąpili koszykarze innych drużyn. Na meczu zjawili się bowiem m.in Carmelo Anthony, CJ McCollum i Damien Lillard z Portland Trail Blazers oraz DeMar DeRozan z San Antonio Spurs. Brak fanów na trybunach spowodował także niespotykaną do tej pory wartość produkcyjną w TNT, która umieściła aż 25 kamer praktycznie wszędzie, gdzie tylko chciała.

W jednym z pierwszych fragmentów Kawhi Leonard poczekał aż miał przed sobą LeBrona Jamesa, a następnie popisowo minął go, kończąc akcję z lewej strony. Zupełnie jakby chciał powiedzieć "słuchaj, staruszku, teraz ta liga należy do mnie". LeBron zanotował pięć asyst w pierwszych pięciu minutach meczu. Później wbił się pod kosz, przepychając się przez Leonarda, a następnie popisał się atomowym wsadem. Zrobił wtedy minę, jakby chciał powiedzieć: "ciągle jestem królem NBA". To jednak przez długi czas nie był jego wieczór. Aż do ostatnich minut…

nbaglowne1211210179.jpg
Harry How/Getty Images

Warto dodać, że Clippers nie mieli do dyspozycji dwóch kluczowych zawodników. Lou Williams został poddany przymusowej kwarantannie po tym jak odbył wizytę w… restauracji ze striptizem w Atlancie, a Montrezl Harrell opuścił czasowo "bańkę" z przyczyn osobistych. Pat Beverley wrócił do ośrodka w ostatniej chwili, więc w pierwszej piątce zastąpił go pozyskany w trakcie sezonu z Detroit Reggie Jackson i spisał się całkiem nieźle. Pod nieobecność Avery’ego Bradleya (został w domu) i Rajona Rondo (kontuzja dłoni), w ekipie Lakers debiutowali weterani - Dion Waiters (dał świetne wsparcie z ławki) i dawny kompan Jamesa z mistrzowskiego składu Cleveland Cavaliers, który w NBA nie grał od dwóch lat, czyli szalony J.R Smith.

Analityk Charles Barkley mówił w programie Colina Cowherda w Fox Sports, że "Lakers mają szanse zdobyć mistrzowski tytuł tylko wtedy, gdy ich najlepszym zawodnikiem będzie Anthony Davis". Ten jakby go posłuchał. Już w pierwszej kwarcie niemiłosiernie ogrywał Ivicę Zubaca oraz weterana Joakima Noaha. Davis miał nie wystąpić z powodu kontuzji oka, której nabawił się na treningu, a tymczasem od samego początku prezentował się wybornie. Dominował pod koszem, rzucał z półdystansu, a nawet trafił dwukrotnie z rzędu za trzy. Występ zakończył z 34 punktami i ośmioma zbiórkami. Rywale nie mieli na niego żadnej odpowiedzi.

- Clippers mają obrońców, którzy mogą uprzykrzyć życie LeBronowi. Dlatego w czterech tegorocznych meczach trafiał jedynie 37 procent z gry. Nie możemy wymagać od Jamesa, aby zdobywał po 30 punktów, a do tego krył Leonarda i Paula George’a. Davis musi być najważniejszym zawodnikiem w ofensywie - komentował w pomeczowej analizie Barkley.

To jednak LeBron zdecydował o wyniku meczu. Najpierw, jak za dawnych lat, wbił się pod kosz, a następnie znakomicie przypilnował w defensywie Leonarda. Tym razem nie pozwolił mu nawet na oddanie rzutu. Piłka trafiła na obwodzie do Paula George’a, ale on też nie potrafił znaleźć czystej pozycji i Lakers - podobnie jak w marcu - znów okazali się lepsi w bezpośrednim starciu.

- Graliśmy w okrojonym składzie i popełnialiśmy mnóstwo błędów. Gubiliśmy krycie i notowaliśmy dużo strat. To ważna lekcja, z której powinniśmy się sporo nauczyć - oceniał trener Clippers Doc Rivers. Teraz w ostatnich siedmiu spotkaniach sezonu zasadniczego jego zespół musi uważać. Może jeszcze spaść poniżej trzeciego miejsca w Konferencji Zachodniej i tym samym trafić na Lakers już w drugiej rundzie.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
W jego sercu na zawsze pozostaje Los Angeles i drużyna Jeziorowców. Marcin Harasimowicz przesyła korespondencję z USA, gdzie opisuje najważniejsze wydarzenia ze świata NBA.