POKAŻ WIĘCEJ
fot. materiały prasowe

Jest was na naszym facebooku już 30 tysięcy, wow! Z tej okazji przygotowaliśmy naszą płytową trzydziestkę – jeśli zastanawialiście się, czego najbardziej lubimy słuchać, to tu macie odpowiedź.

Tak, to są nasze ukochane albumy; na części z nich się wychowaliśmy, część lubimy akurat tu i teraz, a część wybraliśmy jeszcze z innych powodów. Każdy z nas – czyli: Michał Michalski, Jacek Sobczyński, Aleksandra Jaskuła, Kuba Domański, Andrzej Groch, Izaak Rodrigo Pereira i Dawid Raźny – wybrał po 3, 4, 5 albo nawet 6 płyt, które są dla niego szczególnie ważne. Wyszedł nam taki niuansowy kanon:

Alicia Keys – The Diary of Alicia Keys

Alicia ma na koncie już sześć albumów studyjnych, ale to numer 2 pozostaje moim ulubionym. To na nim znajdują się utwory, które mają dla mnie specjalne znaczenie i działają na moje emocje. To chyba najbardziej równa i reprezentatywna płyta w dorobku artystki, wyjątkowo dojrzała muzycznie i lirycznie jak na dwudziestodwuletnią wówczas Alicię. Przepiękna płyta i osobisty klasyk. (Andrzej Groch)

Beyonce – Beyonce

World stop. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Beyonce wydała album wizualny. 17 klipów do 14 piosenek nagle trafia do sieci, przez co temat B. nie schodzi ludziom z języków przez kolejne kilka dni. Sasha Fierce przeistacza się w Yonce, która nie boi się poruszać ważnych tematów społecznych – self-titled bazuje na miłości, macierzyństwie, seksie i dojrzałości, szerząc feministyczne hasła wśród kobiet na całym świecie. Spośród sześciu solowych albumów muszę pozbyć się sentymentów i stawiam w tym wypadku na progres. – carry on. (Aleksandra Jaskuła)

Bon Iver – Bon Iver, Bon Iver

Bo nie samymi bangerami człowiek żyje. Nie tak minimalistyczny jak akustyczny debiut, nie tak alternatywny jak najnowsze, bardziej elektroniczne kroki. Self titled, albo raczej self titled, self titled, to album, którego najlepiej słucha się na dobrych słuchawkach z zamkniętymi oczami i bez żadnych bodźców zewnętrznych. Uwierzcie, nie chcecie zagłuszyć emocji, które są przy tym odsłuchu są pewniejsze niż to, że Kanye zmieni jeszcze nieraz kolor włosów. (Dawid Raźny)

Burial – Untrue

Pierwszy kontakt z tą płytą to było coś jak worek założony na głowę i podróż w przemysłową część miasta. W bagażniku. Untrue jest albumem, który nie uznaje niedzielnych słuchaczy – albo jesteś wyznawcą i oddajesz się w całopalnej ofierze, albo idź słuchać dramów. By the way – Archangel to moim zdaniem najbardziej zmysłowy numer wszechczasów, a ten album w swojej życiowej topce ma też na pewno red. Jacek Sobczyński. (Mih Michalski)

 

Childish Gambino – Because the Internet

Człowiek renesansu i jeden z moich ulubionych artystów, więc nie mogło obejść się bez jego albumu. Wybór nie był prosty, bo równie dobrze mógłbym wybrać Camp, czy najnowszy Awaken, My Love!, ale postawiłem na BTI ze względu na jego niesamowitą różnorodność – zarówno w tematyce, jak i w beatach. Na pamięć od deski do deski since 2013. (Kuba Domański)

Drake – If You’re Reading This It’s Too Late

Po tym albumie nic już nie było takie samo. Agresywny Drizzy lirycznie wspiął się na wyżyny i wydał swój najlepszy krążek w karierze. Naładowany negatywną energią, która miała związek ze spięciami z wydawnictwem Cash Money Records udowodnił, że wrócił na dobre toryWidoki na przyszłość po jego ostatnim projekcie nie są już jednak tak pozytywne – pozostało sporo miejsca na poprawkiTak więc najlepiej będzie, jeśli skończycie czytać ten tekst, nim będzie za późno i odpalicie sobie 10 Bands lub 6 God, które do tej pory zniknęły z wielu odtwarzaczy – w moim pozostaną na zawsze. I pamiętajcie – później mi podziękujecie. Trzymajcie się! (Kuba Domański)

Frank Ocean – channel ORANGE

Już przy pierwszym sprawdzeniu Thinkin Bout You wiedziałam, że mam do czynienia z jednym ze swoich ulubionych albumów i nie przeszkadzało mi to, że jeszcze go nie słyszałam. channel ORANGE swoim brzmieniem daje odczucie spokojnego, lekko mistycznego rytuału obnażającego duszę; jest to zdecydowanie jeden z najlepszych męskich albumów soul/r’n’b, chociażby ze względu na odejście od stereotypów i zawartą w sobie intymność. Zamiast dawać w kanał, lepiej słuchaj kanału – wrażenia nawet lepsze. (Aleksandra Jaskuła)

Gangstarr – Moment Of Truth

Ten wydany w 1998 roku album nowojorskiego duetu mógłby równie dobrze wyjść w 2008 albo 2018 i nadal brzmiałby świeżo. Zwrotki Guru traktują o sprawach uniwersalnych, a bity DJ-a Premiera są tu ponadczasowe i najlepsze w jego karierze. Czasy się zmieniają, rap się zmienia, ale ten album nadal jest genialny i taki pozostanie, a w moim sercu i uchu zajmuje szczególne miejsce. (Andrzej Groch)

J.Cole – 2014 Forest Hills Drive

Życiówka Cole’a, dosłownie i w przenośni, bo to zarówno jego najlepszy album w dorobku, jak i opowieść o drodze życiowej, wybojach, marzeniach, wzlotach i upadkach, o miłości, rodzinie i domu. Tej płyty mogę słuchać na okrągło, na repeacie, a i tak się nie nudzi. Może to przez teksty, może to przez bity, a może po prostu Cole ma coś w sobie – coś, co odróżnia artystów dobrych od wybitnych. (Andrzej Groch)

Jay Z & Kanye West – Watch The Throne

Po ogłoszeniu wspólnego albumu przez dwójkę najbardziej rozpoznawalnych przyjaciół w rap-środowisku, nikt chyba nie miał wątpliwości, że The Throne przejdzie do historii – szczególnie, że poprzedził go wydany przez Kanye’ego My Beautiful Dark Twisted Fantasy, gdzie Ye jeszcze raz udowodnił, że jego zdolności w nawijce są na tak samo wysokim poziomie, jak te producenckie. Dobrze wyselekcjonowane featuringi (Beyonce i Frank Ocean), mistrzowskie bity, idealnie dobrane sample i chemia pomiędzy przedstawicielami Brooklynu i Chicago sprawiają, że mamy do czynienia ze złotem w czystej postaci – nie tylko w wersji wizualnej. (Aleksandra Jaskuła)

 

Kanye West – 808s & Heartbreak

Przez lata najbardziej niedoceniana płyta w dorobku Ye jest chyba paradoksalnie tą, która najwięcej zmieniła we współczesnym rapie. Czysty majstersztyk, którego również na początku nie doceniłem, plus piękna okładka KAWS-a. (Kuba Domański)

Kanye West – My Beautiful Dark Twisted Fantasy

Opus magnum Kanye’ego to nie tylko niekwestionowanie najlepszy album w jego karierze, to także jedno z najlepiej skompowanych i zrealizowanych wydawnictw we współczesnym rapie, a i odrzucenie podziałów na gatunki nie byłoby zbytnim nadużyciem. To ten przykład, gdy megalomania i perfekcjonizm artysty bezpośrednio przekładają się na jakość produktu, a po skończonym odsłuchu nie razi już żadna nieskromność, z której tego pana dobrze znamy. (Dawid Raźny)

Kendrick Lamar – Good Kid, M.A.A.D. City

Ilekroć słucham tej płyty, zawsze mam w głowie film Miasto Boga, bo to też podobny przykład wrażliwca, wychowanego w paskudnej dzielnicy. Ale już pomijając cudowną, łączącą starą i nową szkołę warstwę muzyczną, pomijając Kendricka, który umiejętnie przeskakuje od figury chłopaka z Compton do uduchowionego romantyka i w obu tych postaciach jest szalenie naturalny. Czysto prywatnie – ten album pomógł mi w bardzo trudnym półroczu życia i choćby dlatego nie mogę o nim tutaj zapomnieć. (Jacek Sobczyński)

Kid Cudi – Man On The Moon: The End Of Day

Debiut Cuddera to naturalne następstwo 808s and Heartbreak, w którego powstanie mocno był zaangażowany, ale tylko w postaci mieszania i naginania ram gatunków. Poza tym ta płyta jest nieporównywalnie weselsza i po brzegi wypełniona hitami. A przede wszystkim to album, bez którego nie byłoby tu dziś prawdopodobnie połowy z waszych ulubionych artystów. Synonim GOOD Music. (Dawid Raźny)

Kid Cudi – A Kid Named Cudi

Debiutancki projekt jest w życiu każdego artysty czymś na kształt pierwszej miłości, nawet jeśli ta okazała się niespełnioną. Jeśli jednak uczucie związane z takim wydarzeniem jest jeszcze ci obce, spróbuj puścić swojej wybrance w odpowiedniej atmosferze ten mixtape. Jeśli dotrwacie razem do Pillow Talk, to zwiastuję wam piękną przyszłość i błogosławię. Ale chwila, posłuchajcie jeszcze Cleveland Is The Reason, to jest prawdziwa perełka! Już w 2008 roku – kiedy Cudder na poważnie zaczynał swoją karierę samplami z kawałków m.in. Outkast, N.E.R.D czy Band of Horses – można było przypuszczać, że ten chłopak zajdzie naprawdę daleko. (Izaak Rodrigo Pereira)

 

Lana Del Rey – Born To Die

Ten głos, powstały jakby z połączenia Amy Winehouse i Adele, był chyba największym objawieniem 2012 roku. Dla Lany prorokowano duże rzeczy, ta do dużych rzeczy aspirowała coraz to ambitniejszą muzyką, ale to wciąż ten komercyjny debiut pozostaje najjaśniejszym punktem w jej karierze. Być może najbardziej popowy, ale i najzwyczajniej w świecie najprzyjemniejszy w odsłuchu, BTD jest zbiorem chwytliwych melodii, które pokazały, że nowoczesna produkcja (świetny Emile Haynie!) może śmiało współgrać z wokalem zupełnie nie z tej ery. (Dawid Raźny)

Lauryn Hill – The Miseducation Of Lauryn Hill

…czyli jak stać się legendą, wydając tylko jeden solowy album – album, który towarzyszy mi od najmłodszych lat i którego utwory wprowadziły mnie do świata czarnych brzmień. Miseducation to zdecydowanie definicja lat 90. na krążku; kobieca siła na tle oldschoolowych bitów i chwytliwych tekstów, czyli złoty okres dla wykonawców r’n’b. W tym miejscu moje serce aż prosi się o shoutout dla poszczególnych artystek, ale pozostawię to na inną okazję. (Aleksandra Jaskuła)

Mac Miller – The Divine Feminine

Najnowszy album Maca prowadzi go ku mainstreamowi. I bardzo dobrze! The Divine Feminine to list miłosny na krążku, który brzmi jak hymn ku kobiecości. Ryzykowne, lecz w pełni udane połączenie dźwięcznych instrumentali wraz z oryginalnym flow Fishermana skradnie serce niejednej kobiecie. Kto by się spodziewał, że tak wyluzowany gość wyda tak ładną, dojrzałą płytę? Dzięki temu wydawnictwu nabrałam pewności, że miłość wydobywa z nas to, co najlepsze, a Miller podczas wizyty w Starbucksie zamawia kawę w opcji Grande. (Aleksandra Jaskuła)

Madvillain – Madvillainy

Ta płyta jest jak Las Vegas Parano, gdyby Hunter S. Thompson skupił się tylko na jaraniu. Wielowarstwowa, totalnie przepalona podróż po Ameryce przedmieść i sklepów całodobowych, naszpikowana setkami, czy wręcz tysiącami nawiązań do popkultury – uwielbiam Madvillainy za to, że nawet po setnym odsłuchaniu potrafię znaleźć jakiś niewyłapany wcześniej smaczek. No i wiadomo, okładka. (Jacek Sobczyński)

N.E.R.D. – In Search of…

Choć cenię całą twórczość Pharrella, to ze wszystkich jego wydawnictw właśnie ten album jest mi najbliższy. Debiut N.E.R.D. jest początkiem bardzo ważnego epizodu w życiu Williamsa i kamieniem węgielnym dla jego dalszej twórczości. To właśnie pod tym szyldem wydał swój pierwszy kawałek Happy – znawcy tematu numer ten na pewno znają, a tym, którzy nie są zaznajomieni, polecam szybko go poznać. (Izaak Rodrigo Pereira)

 

Ortega Cartel – Lavorama

Od 2009 roku Lavorama nieustannie staje się letnim soundtrackiem wywołanym przez pierwsze promienie słońca i podmuchy ciepła. Swobodne podejście do rapu i bity, które mogą sprawiać wrażenie niedopracowanych, za pomocą Pitera i Patr00 łączą się w doskonałą całość. Dzięki nim odległość z Polski do Kanady wydaje się dużo krótsza. To nic nie zmienia, że chłopaki wyszły z podziemia, ale w newonce działa się legalnie, dlatego też wśród całej dyskografii stawiam na zielone. Nie masz wyboru – musisz klaskać. (Aleksandra Jaskuła)

Plan B – The Defamation of Strickland Banks

Na długo przed tym, jak polskie radia odkryły kawałek Prayin’, którym katowały dzień i noc, kierowany tajemniczą intuicją ściągnąłem nic nie mówiący mi album o długiej nazwie i klimatycznej okładce, który momentalnie podbił moje serce. Pod pseudonimem Plan B ukrywa się angielski aktor i raper Ben Drew, który, jak się okazało, umie też fantastycznie śpiewać i nagrał album w stylo retro soul i retro rock, inspirowany oldskulowymi filmami gangsterskimi. Czysta magia, mógłbym to zabrać na bezludną wyspę. (Andrzej Groch)

 

Q-Tip – The Renaissance

Tak szczerze? To mój wzorzec płyty hip-hopowej. Przepięknie skomponowana, pełna mądrych tekstów doświadczonego faceta po 30-tce, który już wie, co jest najważniejsze w życiu; ta fuzja organicznego soulu, jazzu i hip-hopu podbita osobistymi tekstami Q-Tipa przebija – a niech tam, będzie kontrowersyjnie – wszystko, co zrobił z A Tribe Called Quest. W erze trapu trudno uwierzyć, że tak znakomitą muzykę można nagrywać przy pomocy sampli z tylko sześciu utworów, za to na żywych instrumentach (Jezu, jak to w ogóle brzmi…). (Jacek Sobczyński)

 

Rockie Fresh – Electric Highway

Rockie w momencie wydania tego mixtape’u był dla mnie niedościgniony – niczym młody Simba czekający na przejęcie tronu po Mufasie (w Królu Lwie było jednak szczęśliwe zakończenie). Przygarnięty przez Ricka Rossa do Maybach Music Group wypuścił mixtape idealny – utrzymany w bardzo charakterystycznej, metafizycznej stylistyce, w której Fresh czuje się zdecydowanie fresh. Dużo świeżych i mocnych wersów oraz przemyślana produkcja przyniosły spodziewany efekt. Zdecydowanie mój Mr. Slow Flow (sorry Evidence). (Kuba Domański)

 

Roy Wood$ – Waking at Dawn

Wraz z Mihem jesteśmy w redakcji największymi zwolennikami tego pana. Wydana w 2015 roku Exis postawiła poprzeczkę bardzo wysoko, ale Waking at Dawn przebiła ją kilkukrotnie. Płyta kompletna i bardzo równa od pierwszego do ostatniego kawałka. Ten gość ma papiery na bycie wielkim, czekamy na koncert w PL! (Kuba Domański)

Sonic Youth – Daydream Nation

Pewnie nie zacząłbym słuchać Sonic Youth, gdyby w ich koszulkach nie chodziły najfajniejsze dziewczyny z mojego liceum. Daydream Nation to dla mnie absolutny wzorzec muzyki jednocześnie nieokrzesanej i introwertycznej. Klamra prywatna jest taka, że kiedy grałem w zespole, bardzo chciałem brzmieć jak Sonic Youth i czasami mi się wydawało, że to się udaje. A potem się okazywało, że po prostu nie stroimy. (Mih Michalski)

The Streets – Original Pirate Material

Był rok 2002 albo 2003, licealna wycieczka do Wielkiej Brytanii. Do dziś pamiętam moment, kiedy podczas godzinnego czasu wolnego weszliśmy z przyjaciółmi do kultowego sklepu HMV przy Piccadilly Circus i nogi ugięły nam się w kolanach – ile tam było płyt! Wybrałem jedną, najlepszą z możliwych; Mike Skinner z tym swoim niemożliwym akcentem zrobił mi soundtrack do czasów wchodzenia w tzw. dorosłość. Te jego wszystkie opowieści o straconych pannach, wymiksowywaniu się z dawnych, niebezpiecznych znajomości czy wpieprzaniu KFC o piątej rano na kacu to najbardziej szczery opis dojrzewania w rapie, jaki znam. That’s the one, oi. PS. przy okazji bardzo dziękuję mojej pani od angielskiego, która w Londynie pożyczyła mi na wieczne nieoddanie 2 funciaki – oczywiście byłem już pod kreską i nie miałem waluty na ten album. (Jacek Sobczyński)

Travis Scott – Days Before Rodeo

Muzyczne dziecko Kanye Westa i Kid Cudiego – jak określa się sam zainteresowany – swoimi mixtape’ami trzyma poziom równy swoim albumom. Skyfall z beatem od Metro Boomin to jeden z moich faworytów od tego artysty, a EPka Days Before Rodeo – zawierająca wyżej wspomniany kawałek – jest moim ulubionym materiałem Scotta. Ale nie z powodu jednego utworu ten tejp tak bardzo przypadł mi do gustu. Zarówno pod kątem lirycznym, jak i producenckim to Travis w pigułce! (Izaak Rodrigo Pereira)

The Weeknd – House of Balloons

Co prawda nasz ranking płyt Abla nie jest mojego autorstwa, ale pod dwiema pierwszymi pozycjami podpisuję się niezmywalnym markerem. HoB jest kwintesencją bezkompromisowego hedonizmu i kanonem muzyki pościelowej, która nie lubi zgaszonego światła. The Weeknd to dziś dla mnie super-sprawny festyniarz, ale za to, że zrobił Trylogię, nie powiem mu tego w twarz. Wolę odpalić wideo do The Morning. (Mih Michalski)

Young Thug – Barter 6

Nie jest łatwo obiektywnie wybrać najlepszy album Thuggera, a już zwłaszcza, jeśli jest się jego true fanem. W tym zestawieniu wrzucam Barter 6 ze względu na związaną z nim ciekawą historię. W ramach uznania geniuszu Lil Wayne’a (którego Young Thug wymienia jako największy autorytet), Thugger swój album nazywa najpierw Carter 6. Ściąga to jednak na Young Thuga złość Weezy’ego, więc ten szybko podmienia nazwę. Nikt przecież nie chce podpadać swojemu mistrzowi. (Izaak Rodrigo Pereira)

#Alicia Keys
#Beyonce
#Bon Iver
#Burial
#Childish Gambino
#Drake
#Frank Ocean
#Gangstarr
#J. Cole
#Jay Z
#Kanye West
#Kendrick Lamar
#Kid Cudi
#Lana Del Rey
#Lauryn Hill
#Mac Miller
#Madvillain
#N.E.R.D
#Ortega Cartel
#Plan B
#Q-Tip
#Rockie Fresh
#Roy Woods
#Sonic Youth
#The Streets
#The Weeknd
#Travis Scott
#Young Thug
POKAŻ KOMENTARZE

Najnowsze

10 najlepszych zagranicznych singli 2017 roku

Z wybraniem 10 najlepszych numerów mijających miesięcy jest jeszcze gorzej niż z albumami, bo te możesz przynajmniej odrzucać na podstawie słabszych tracków, a tu - wiadomo - n ...

Spotted: Tyler, the Creator kupił swoje pierwsze Air Jordany

Przyznać się - kto z was może pochwalić się szafą pełną Jordanów? Bo Tyler, lat 26, właśnie zakupił swój pierwszy model ever.

#Air Jordan
#sneakersy
#Tyler The Creator

2.5-godzinny film o Brockhampton jest już w sieci

Pokażcie nam mocniejszych debiutantów 2017. Trzy albumy - a co jeden to lepszy - i pozycja najmocniejszego nowego zjawiska nie tylko na rapscenie. To był rok Brockhampton!

#Brockhampton

Trailer do serialu o zabójstwach 2Paca i Biggiego jest tu. Znamy też datę premiery

Wydaje się, że ten temat został już przeryty przez popkulturę na wszystkie możliwe sposoby, ale okazuje się, że jednak nie.

#Unsolved
#2Pac
#The Notorious B.I.G.

Jakub Gierszał sparodiował Taco Hemingwaya, ale chyba coś nie wyszło

Wszystko wydarzyło się w ramach kolejnego odcinka polskiej wersji Saturday Night Live. Kiedyś Nostalgia, teraz Wspomnienia. Chyba ni ...

#Saturday Night Live Polska
#Taco Hemingway

Czy autor The Room faktycznie pochodzi z Poznania?

Za chwilę do kin wejdzie The Disaster Artist, dlatego oczy całego świata będą zwrócone na Jamesa Franco i Tommy'ego Wiseau. Kim jest ten drugi, dlaczego na zawsze zapisał się w ...

#The Room
#Tommy Wiseau

Street Supply pomoże wam ogarnąć świąteczne prezenty ASAP

Z zakupami świątecznymi jest jak z nauką do sesji - wszyscy odkładają je na ostatnią chwilę. W takiej sytuacji, jeśli byliście wyjątkowo grzeczni, możecie liczyć na pomocną dło ...

#akcesoria
#Street Supply

Razem z marką PUMA świętujemy 50. urodziny modelu Suede

Jeśli interesujecie się historią hip-hopu albo po prostu widzieliście The Get Down, wiecie doskonale, jak to się wszystko zaczęło. Te buty mogłyby nam opowiedzieć niejedną hist ...

#Piotr Książek
#Puma
#Puma Suede

Wybraliśmy 10 najlepszych beatów Pharrella Williamsa

Od wczoraj możecie już sprawdzić najnowszy album N.E.R.D. NO ONE EVER REALLY DIES, a my z tej okazji wjeżdżamy w dyskografię Pharrella i jak się domyślacie - robimy to z szerok ...

#N.E.R.D
#Pharrell Williams

Lepiej późno niż wcale: serial Snowfall od stycznia w polskiej telewizji

Co zapoczątkowało narkotykową epidemię na ulicach Los Angeles w latach 80.? Odpowiedź da serial Snowfall, którego autorem jest John ...

#Snowfall
POKAŻ WIĘCEJ
Store

newonce.paper #2

39.99 PLN

newonce.hoodie

199 PLN

newonce.paper #1

29.99 PLN