Vienio i Kosi opowiedzieli nam o tym, gdzie kryją się prawdziwe #UliczneLegendy
Created with Sketch.

RADIO

Gramy 24h/7

POKAŻ WIĘCEJ
fot. materiały prasowe

Już za kilka dni swoją premierę będzie miał numer, w którym reprezentanci Molesty i JWP połączyli siły, by wspólnie opowiedzieć historię dwóch dekad polskiego hip-hopu.

Na bicie Magiery, w klasycznych Suede’ach dostarczonych im przez wspierającą cały projekt markę Puma, Vienio i Kosi w Ulicznych Legendach – jak nazywa się efekt ich kolaboracji – odmalowali pełną perspektywę rapu w Polsce, od namiocików po wieżowce – jak w rozmowie z nami wspomina Vieniek.

Czujecie się legendami?

Kosi: Nie! Tego kawałka nie można brać dosłownie.

Vienio: Legendy – tak, generalnie to są na mapie. A w tym wypadku to słowo oznacza ludzi, którzy zobaczyli swego czasu pustkowie, a później widzieli, jak rozbijają się na nim pierwsze namiociki, powstają ulice i budynki, a teraz już wieżowce. Ja bym rozumiał to tak, że jesteśmy osobami, które to wszystko widziały, zbudowały coś z tego, co w międzyczasie powstało i do dzisiaj coś tworzą. A legendy to krążą o ludziach, którzy już przestali to robić i wypadli z obiegu. Albo którzy nie żyją.

Kosi: My wszyscy razem – od twórców po słuchaczy – tworzymy tę legendę. I ten kawałek jest właśnie o tym, że na historię hip-hopu w Polsce składają się tysiące, dziesiątki czy nawet setki tysięcy ludzi, którzy dokładali do niej swoje cegiełki. To nie tyczy się bezpośrednio Piotrka czy mnie.

Wasze ostanie krążki – czy to HORE, czy debiut Jetlagz – mają bardzo współczesny sznyt, natomiast Uliczne Legendy są mocno zanurzone w 90’sowych kanonach rapu.

Kosi: To prawda, ten numer jest mocno osadzony w konwencji, na której się wychowaliśmy, ale ma też ten ciut nowocześniejszy sznyt. Tempo jest dosyć klasyczne, ale brzmieniowo wyszło mniej więcej pośrodku – pomiędzy tym, co robiłem kiedyś, a tym, co robię teraz. Nie wiem, być może jest to jakaś moja forma pożegnania z taką konwencją… Ale też nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jak jakaś deklaracja, bo tak czuję na ten moment, a co przyniesie przyszłość… zobaczymy. Cały czas poszukuję, a to często wiąże się z powrotami do rzeczy, które kiedyś wymyśliłem. I nigdy nie mówię nigdy.

Vienio: Pracowaliśmy nad tym numerem z Magierą, ale mieliśmy też swój rider techniczny na ten bit. Powiedzieliśmy więc Tomkowi – masz być takim starym dobrym Magierą, który pokazuje, co to znaczy klasyczne brzmienie w hip-hopie, ale też chcielibyśmy, żebyś mu nadał pewien newschoolowy posmak. A on potrafi być i nowoczesny, i ekstremalnie oldschoolowy, więc potrafił to świetnie zrównoważyć. Swoją drogą słyszałem ostatnio rozmowę dwóch młodych producentów, którzy gadali o tym, że elektronika to już była, a teraz wraca się do sampli, więc to wszystko się miesza – konteksty wracają i na przykład brzmienie DJ’a Premiera, które jest bardzo klasyczne, wciąż pozostaje kwintesencją hip-hopu. A kolejni raperzy co roku udowadniają, że na tych bitach można siąść w zupełnie inny sposób.

Kosi: Historia zatacza koło. Ja przed chwilą wróciłem z Los Angeles i tam skejci chodzą teraz w takich baggach, jak Lenary, z łańcuszkami od paska do kieszeni, krótko obcięci. ‘92-’93 rok.

Vienio: Wszystko wraca i niektórzy widzą tę szerszą perspektywę – tak jak my, którzy robimy to od ponad 20 lat i o tym też jest ten kawałek. Bo jeśli ktoś widzi tylko pewien mały wyimek, czepia się jednego stylu – że on jest najlepszy i to dla niego już zawsze będzie jedyny słuszny hip-hop, to gówno się zna. Dopiero szersza optyka pozwala zobaczyć pełen obraz – można się do czegoś odwołać, pokazać coś, co było wcześniej, można wprowadzać w to różne konteksty. Warto wiedzieć, kto robił coś na lata przed tym, jak to stało się modne. Że taki Sir Mix-A-Lot – na przykład – był jednym z pionierów bounce’u, a takie brzmienia często przewijają się przez dzisiejsze produkcje.

Kosi: Dziś ludzie kojarzą oldschool z latami 90., a przecież prawdziwy oldschool był wcześniej i był często bardzo elektroniczny – wszystkie te breaki, sample z Kraftwerku, b-boyowe rytmy, to było oparte w dużej mierze na syntezatorach.

Wydaje mi się, że w Polsce oldschool utożsamia się z latami 90. – zamiast całą dekadą, która wyprzedzała wydanie płyty Paid in Full Erica B i Rakima – ze względu na to, że w Polsce początki hip-hopu to właśnie lata 90. Swoją drogą dosyć słabo udokumentowane i nieco przekłamane, bo ostatnimi czasy mówi się o nich właściwie tylko i wyłącznie pozytywnie. Wam chyba nie jest jakoś szczególnie tęskno do tego okresu…

Kosi: Młodość zawsze się idealizuje. Młodość dla większości osób jest niesamowicie barwna i pełna pozytywów – pierwsza miłość, pierwszy alkohol, pierwsze spontaniczne akcje. Ale ja nie tęsknię za tymi czasami, bo mam fajne czasy teraz. Od kiedy zaczęliśmy to robić w latach 90., to właściwie cały czas mam fajne czasy i cały czas czuję się młodo – mam bogate życie towarzyskie, gram dużo koncertów, zadaję się często z ludźmi w tym samym wieku, co kiedyś. To jest trochę tak jak z wyjazdami – zawsze jak wyjeżdżasz skądś, gdzie było fajnie, to jest ci trochę smutno i te stare czasy są takim wyjazdem, który opuszczasz i czasami trochę za nim tęsknisz i go wspominasz. Ale teraz jest kolejny wyjazd i cieszę się z tego, że trwa.

Vienio: Każde czasy przynoszą i radości, i rozczarowania. Co innego było wtedy i co innego jest teraz. Jeśli jednak jesteś skorelowany ze światem, to powiesz, że i wtedy było fajnie, i teraz też jest fajnie. I ja tak mam, ale bez jakiegoś sentymentu. Raczej mi się uśmiech na twarzy pojawia, jak sobie pomyślę, że szyliśmy spodnie Respekt albo jechaliśmy gdzieś na koniec Warszawy po bluzę z kapturem, bo nigdzie indziej takiej nie było. Nie było nagrywarek kompaktów, bity były na kasetach, w radio była jedna audycja hip-hopowa, a ja byłem jedynym skejtem w szkole, jedyną osobą w hip-hopowych ciuchach. Czułem się jak black sheep. A teraz jak idzie wycieczka szkolna, to wszyscy mają sportowe buty i rapowe ciuchy, każdy ma czapeczkę i jakiś gadżecik. Bo niby mówimy o latach 90., a ja hip-hop w tamtym czasie wspominam trochę jak PRL – że nic nie ma w sklepach i musisz wszystko sam sobie ogarnąć. A teraz wszystko jest na talerzu i miło mieć świadomość tego, że miało się w tym swój udział. Że my wszyscy to dla tych dzieciaków zorganizowaliśmy, bo może ja nie wymyśliłem mp3, ale…

Kosi: Wymyśliłeś słowo elo.

To według mnie ważna kwestia, żeby nie zapominać w tych wszystkich wspominkowych akcjach też o tych mniej pozytywnych stronach lat 90. – o tym, jak bardzo wówczas różniła się Warszawa, jak ciężko było zdobyć jakąkolwiek płytę czy ciuch, jaka to była – de facto – orka na ugorze.

Kosi: Pewnie, bo mi się lata 90. kojarzą dziś bardzo kolorowo, a prawda jest taka, że Warszawa była wtedy nieporównywalnie bardziej szara niż teraz. W moich wspomnieniach zawsze widzę te ładne dziewczyny, melanże, wiosnę i skejtów pod Witosem, a jak bym się tam dzisiaj cofnął, to byłbym pewnie w szoku, bo nie było mnóstwa rzeczy, z których teraz korzystam. Nie było klubów, nie było sklepów, a dziewczyny nawet jak były tak samo ładne, to nie były tak fajnie ubrane i zadbane, bo nie miały takich możliwości. Jak patrzę czasem na stare zdjęcia klasowe i te moje koleżanki, to rzeczywiście wyglądały tak… średnio – jakieś sweterki, babcine bambosze. A teraz jak przejeżdżam obok mojego liceum, a przejeżdżam codziennie, bo chodziłem do Limanowskiego i wciąż mieszkam na Żoliborzu, to te dziewczyny wyglądają nieporównywalnie fajniej niż moje dawne koleżanki.

Vienio: Jak mnie czasem najdzie, żeby sobie powspominać dzieciństwo i myślę o Polsce w tamtych latach, to zwykle odpalam sobie Podróż za jeden uśmiech czy którąś inną kolorową komedię młodzieżową i sobie idealizuję tamten okres, bo wtedy – po prostu – dobrze się czuję. I tak samo jest z tymi czasami hip-hopowymi – pamiętasz głównie, jak pierwszy raz słuchałeś płyty Wu-Tang Clanu czy A Tribe Called Quest i to był wręcz jakiś orgazmiczny haj, jak przegrałeś pod Capitolem Souls of Mischief na kasetę – bo Kowal jako jedyny miał kompakt i wszyscy go sobie zgrywaliśmy, z 20 osób – i słuchałeś tego, aż kaseta cała była zajechana i rozciągnięta.

Kosi: Ja miałem całą stronę kasety z nagranymi tylko jednym numerem – 93’Til Infinity, żeby nie musieć jej cofać cały czas.

Vienio: Trzeba było się nie lada postarać, żeby coś dopaść. Ale później jaka z tego była radocha!

Kosi: Coś za coś. Kiedyś było czegoś mniej, ale bardziej to doceniałeś, a dziś jest więcej i często nie wiesz, co wybrać. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Tak samo było z komuną, która była podła i nigdy bym nie chciał, żeby wróciła, ale pamiętam jak moi rodzice – którzy byli jej zagorzałymi przeciwnikami – mówili mi, że im będzie po niej trudniej. Bo za niej mogli dłużej pospać, ale nie mieli prawdziwej wolności, w Dębkach mieli swoją hipsowską odpinkę, bo nie było tam takiego zje***ego kurortu jak teraz, nie mieli wystarczająco benzyny, ale mogli chodzić na golasa po plaży, bo nikogo tam nie było, ale nie mieli dobrego wina i… tak to można ciągnąć w nieskończoność na temat każdych czasów. Nie jest tak, że za komuny wszystko było szare i mroczne i też nie jest tak, że w latach 90. wszystko było piękne i wspaniałe.

I też poniekąd duża część rapu brała się z tego, co szare i mroczne, czyli z ulic. Wydaje mi się jednak, że dopiero w ostatnich kilku latach zaczyna się tak naprawdę doceniać ową ciemną stronę sceny – Molesta zagrała na OFF-ie, PRO8L3M mimo tematyki wielu swoich tekstów nie jest postrzegany jako projekt uliczny, a wy – choć sami jesteście już zupełnie gdzie indziej niż w tym ’98 – robicie akcję z Pumą. Przez ponad dekadę wcześniej na piedestał wynosiło się jednak głównie tzw. inteligentny rap.

Kosi: Zupełnie odwrotnie niż w Stanach, gdzie wszyscy się ze sobą kumali – Nas nagrywał z Q-Tipem, a popowe gwiazdki z hardkorowymi raperami. A u nas zawsze istniały jakieś podziały – gitarowcy nie słuchali rapu, hip-hopowcy gardzili techno… Wydaje mi się jednak, że my jako hip-hopowcy zawsze mieliśmy tę przewagę, że mieliśmy bardziej otwarte głowy. Bo choć metalowcy czy punkowcy nie przyjęli rapu z otwartymi ramionami, to przynajmniej pierwsze pokolenie rapu odrobiło wcześniej swoje lekcje z punk rocka czy heavy metalu. Ja zanim dotarłem do rapu, przeszedłem moją punkową drogę – słuchałem dużo europejskich i kalifornijskich kapel, jeździłem na hardcore’owe festiwale, chodziłem na giełdy czadowe i bujałem się z punkowcami.

I tych osób, które przeszły podobną drogę jest dużo więcej, a to często one właśnie są rzeczonymi Ulicznymi legendami.

Kosi: Dokładnie, ja w tym kawałku nie myślałem o nikim konkretnym, a tym bardziej nie o sobie czy Piotrku. Myślałem o całej tej sumie ludzi i wydarzeń, które stworzyły społeczność i też nie można jej całej zamknąć w ramach hip-hopu, bo chodziło mi też o punkowców czy skejtów. Nie wymieniamy ich wszystkich, bo cały kawałek musiałby wtedy składać się tylko z nazwisk i ksywek, a i tak na pewno byśmy kogoś pominęli. Pod koniec numeru pada tylko kilka nazw najlepiej nam znanych ekip, z którymi się przecinaliśmy, ale tych osób jest dużo więcej. Na pewno nie chcieliśmy nikogo urazić tym, że go tam nie ma, a tym bardziej nie chcieliśmy wynosić siebie do statusu legend, bo to oceni historia, co zresztą w tym kawałku jest powiedziane. Jest mnóstwo osób, które stworzyły bardzo wiele, a przez ogół są dziś zapomniane. Choćby writerów; zrobili kawał dobrej roboty, ale graffiti polega na tym, że niekoniecznie wszyscy muszą o tym wiedzieć, nikomu na tym nie zależy. I podobnie jest ze skejtami, którzy też nie przepadają za światłami reflektorów. A to oni mają najlepiej udokumentowane lata 90., bo oni jedyni w tamtym czasie mieli kamery. Jeśli ktoś by szukał zdjęć Warszawy z lat 90., to najwięcej materiałów można wyciągnąć od skejtów. Bo my jako raperzy nie mieliśmy kamer – pierwsze klipy zaczęliśmy robić późno i zwykle robiły je jakieś zewnętrzne ekipy, a skejci nagrywali swoje filmiki już na początku lat 90.

Vienio: Wszyscy, którzy są wymienieni w tym kawałku – od pana nagłośnieniowca do tego gościa, który stał na scenie i był przez niego nagłaśniany, to równie ważne osoby. O każdym z nich można powiedzieć, że jest legendą, bo są i legendarni realizatorzy, i legendarni graficy, którzy robili okładki do pierwszych płyt, i legendarni managerowie, i legendarne impresariaty koncertowe…

Kosi: I legendarni dilerzy, i legendarne groupies z dawnych lat, i legendarni ochroniarze z nieistniejących już klubów.

Vienio: Trzeba by w tym numerze wymienić każdego. Kto mundry, ten zrozumie, że w naszych zwrotkach oddajemy szacunek wszystkim tym ludziom, którzy to przez lata tworzyli. Każdy jest częścią tego ruchu i nikt nie został pominięty. A to jest ciekawe, że kiedy przychodzisz na plan klipu w 2018 roku i jest młody reżyser, młody kierownik planu, ale już techniczni są często ci sami, co przewijali się, jak kręciliśmy Wiedziałem, że tak będzie. Legendarni techniczni.

Wspomnieliście o writerach i skejtach, którzy – choć deskorolka nigdy nie była elementem hip-hopu i w Stanach często trzyma się z dala od rapu – w Polsce aktywnie współtworzyli środowisko, natomiast jest jeszcze jedna grupa, której zwykle nie poświęca się należnej jej uwagi – b-boye.

Kosi: Ja niestety muszę przyznać, że z b-boyami mam niewiele wspólnego, bo po prostu nie znam ich zbyt wielu. Szanuję ich ciężką pracę, umiejętności i fach, ale przez te wszystkie lata znałem się właściwie tylko z niewielką częścią tej warszawskiej ekipy – z Kfiatkiem, Miłoszem, Zajcewem czy Spike’em. Mało na ten temat wiem i nie znam historii b-boy’ingu w Polsce, choć wiem, że zaczęła się ona wcześniej niż rap i wcześniej nawet niż deskorolka, jeszcze pod koniec lat 80. W czasach, gdy odbywało się Battle of the Year, to miałem z tym większy kontakt, bo były tam też zawsze rapowe koncerty, ale z całego tego środowiska hip-hopowego najmniejszy kontakt miałem właśnie z b-boyami.

Vienio: Ja znam na pewno więcej b-boyów, bo z Rockafellaz Crew się kumplujemy – spotykamy na imprezach i zawsze też pojawiają się na planach moich klipów. Chłopaki nawet dorobili się ich logo wklepanego w beton na skejtparku na Bemowie, gdzie kiedyś miałem okazję występować, jak to się jeszcze wszystko budowało. I choć nie jestem jakoś bardzo zaznajomiony z tematem, to oddaję im dokładnie taki sam szacunek, jak każdej innej reprezentacji tej kolorowej kultury, jaką jest hip-hop.

Wspomniałeś o skejtparkach, które – podobnie jak skejtshopy – zawsze były miejscami spotkań hip-hopowców. I choć w tych pionierskich czasach rapu, o których głównie gadaliśmy, to ławki, klatki i szkolne boiska pełniły rolę podwórkowych domów kultury, w których rodziła się ta kultura, zawsze intrygował mnie fakt, że nigdy właściwie nasze środowisko nie dorobiło się własnych miejsc. Bo były co prawda jakieś pojedyncze kluby, ale zwykle też nie były one stricte rapowe.

Vienio: To prawda, właściwie nigdy czegoś takiego nie było. Jednego dnia w Alfie była rapowa impreza Volta, a następnego była już jakaś dyskoteka. I choć przez te 20 lat hip-hop stał się na tyle silny, rozległy i modny, że myślę, że takie miejsce miałoby rację bytu, to do dzisiaj go nie ma.

Kosi: Tak jak wspominałeś – zawsze rolę takich miejsc spotkań pełniły miejsca… niekoniecznie do tego przeznaczone. Był taki moment, że Rondo Jazdy Polskiej było ważnym punktem na mapie Warszawy, bo było właściwie całe stricte skejtowo-streetwearowo-muzyczne. Przed dobre kilka lat cała stołeczna kultura uliczna kumulowała się właśnie tam, bo też był to okres, w którym można było zarobić na tym już jakieś pieniądze – powstawały pierwsze firmy odzieżowe i pierwsze sklepy. W przejściu podziemnym pod Rondem był Vert, RecordHeadShop, Metropolis i… monopol, więc to był ważny spot. Poza tym też pasaż pomiędzy Hybrydami a Rotundą przez pewien okres pełnił rolę takiego miejsca spotkań – w piątek i w sobotę zawsze był tam kocioł i wszyscy siedzieli. A do tego jeszcze skejtowe miejscówki – Capitol, KC, Grób i pojedyncze wydarzenia, które mam wrażenie, że choć było ich kiedyś mniej, to były dużo większe. Teraz nie ma czegoś takiego jak wielka impreza snowboardowa z koncertem rapowym w centrum Warszawy. Ogólnie mniej się działo, ale zdarzały się takie pojedyncze wydarzenia, na których wszyscy się spotykali, wszystkie te legendy.

A jeśli chcecie poznać ich kilka więcej niż w tej rozmowie, dowiedzieć się, gdzie jeszcze chadzali Vienio z Kosim pod koniec lat 90., czego wówczas słuchali i które zagraniczne koncerty rapowe zmieniały krajobraz warszawskiego środowiska przełomu milleniów, sprawdzajcie koniecznie kolejny odcinek cyklu Uliczne Legendy – już 15 lutego!

#Kosi JWP
#Puma
#ulicznelegendy
#Vienio
#muzyka
POKAŻ KOMENTARZE
  • Albert Gąszowski

    Dwie dekady polskiego hip hopu. Dziękuję pozamiatane. Hip Hop w Polsce miał się dobrze, zanim Vienio i Kosi usłyszał pierwszy rap. Paradoks jakiś.

Najnowsze

50 najważniejszych numerów w historii rapu, miejsca 40-31

W czwartej dziesiątce naszego zestawienia będziemy jak porządne linie lotnicze: na szybkości z Francji do Los Angeles, z międzylądowaniami m.in. w Wielkiej Brytanii i Nowym Jor ...

Kolejna dziesiątka zagranicznych wykonawców dołącza do tegorocznego Kempa!

Czechy jeszcze nie były tak mocne - za kilka miesięcy w Hradec Králové spotkacie reprezentantów Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i ...

#Hip Hop Kemp
#Young M.A.

Szopeen założył nowe Timberlandy Flyroam Go i przeszedł się z nami po Tarchominie

Tarcho nie było tak mocne nigdy wcześniej - nawijał Otsochodzi i miał rację, bo na północy Warszawy za chwilę będą działy się rzeczy ...

#Flyroam
#Szopeen
#Timberland

5 nowych modeli butów od Tylera – bez szans na easy cop

Oczywiście chodzi tu o kolekcję Converse x GOLF le FLEUR*. Nasz ulubieniec wjeżdża w kolejny sezon - dosłownie - z buta. Już na dniach będzie można dorwać pięć nowych par tyler ...

#Converse
#Le Fleur
#Tyler The Creator

Netflix zamieni Szybkich i wściekłych w serial animowany

Siadamy głęboko w fotelach i zapinamy pasy… Filmowa seria, która na całym świecie zarobiła już w sumie kilka miliardów dolarów doczeka się wersji animowanej.

#Szybcy i wściekli
#Netflix

50 najważniejszych numerów w historii rapu, miejsca 50-41

Mieliśmy już analogiczne zestawienie płytowe, ale czym jest album, jeśli nie zbiorem piosenek? No to pogrzebaliśmy i wybraliśmy te, które najwięcej - naszym zdaniem - namieszał ...

QueQuality zaprasza na imprezę z okazji… 1 miliona subów na YouTube

Świętować można absolutnie wszystko - na przykład w pierwszy piątek maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Tuby. To co się dziwicie, ż ...

#QueQuality

Mass Denim bierze nas w podróż do początków polskiego rapu

No bo kto z nas nie nosił w najtisach czegokolwiek od Massa? Oczywiście wyłączamy tu wszystkich tych, którzy w tamtych czasach ogarniali outfit w Smyku.

#Lookbook
#Mass DNM

Dycha na trzeźwo: Eminem świętuje dziesięć lat alkoholowej abstynencji

Co robiliście 22 kwietnia 2008 roku? Bo na przykład Marshall Mathers golnął wtedy ostatniego drina w życiu. Od tego czasu alkomonoga ...

Supreme składa hołd człowiekowi, którego bali się wszyscy

W latach 80. Hellraiserem straszono niegrzeczne dzieci, trzeba jednak przyznać, że ten zakazany, naszpikowany ryj robił wrażenie na każdym. Teraz Pinhead pojawił się na nowej k ...

#Hellraiser
#Supreme
POKAŻ WIĘCEJ
Store

newonce.paper #2

39.99 PLN

newonce.hoodie

199 PLN

newonce.paper #1

29.99 PLN