Rosalie: odwagi nauczyłam się w call center (WYWIAD)
Created with Sketch.

RADIO

Gramy 24h/7

POKAŻ WIĘCEJ
fot. materiały prasowe

Od zeszłego piątku możecie już kupić jej debiutancki album Flashback. Nam Rosalie opowiada o życiu pomiędzy Poznaniem a Berlinem, korzeniach hip-hopowych i tym, dlaczego nie widzi dla siebie innej kariery niż solowa. A fragment wywiadu w formie wideo możecie zobaczyć na końcu tekstu – za pomoc w realizacji dziękujemy marce SKYN (która jest partnerem naszego cyklu filmów z ciekawymi postaciami polskiej sceny muzycznej) oraz restauracji SHOKU.

Jak to właściwie było z tym Berlinem?

To znaczy?

Czytałem już o wokalistce z Berlina, która wróciła do Polski, Polce niemieckiego pochodzenia… Rozwiejmy od razu wątpliwości.

W Berlinie mieszkałam przez pierwsze pięć i pół roku swojego życia, razem z siostrą i rodzicami, stuprocentowymi Polakami, którzy po prostu wyjechali pracować w Niemczech. Wiadomo, że nie kojarzę za dobrze tych pierwszych lat, ale pamiętam ten moment, kiedy wróciliśmy do Polski. Najbardziej chyba zaszokowało mnie porównanie tego, jak życie wyglądało wtedy w Niemczech, a jak w Polsce.

Słodycze na półkach?

Bardziej place zabaw! Jak zobaczyłam te polskie, pomyślałam: co tu się dzieje? W Niemczech dzieci jest masa, wszystko jest robione specjalnie pod nie. Pamiętam też takie wspomnienie z Polski; przyjechałam z tatą do Poznania, remontowaliśmy mieszkanie i ja, pięcioletnia dziewczynka, jedząca w wieczór wigilijny kurczaka z rożna na wiadrze od farby, w mieszkaniu, które było w rozsypce. A jak zobaczyłam moją tapetę… no to wtedy stwierdziłam, że życie nie ma sensu (śmiech). My w ogóle razem z siostrą bardzo się buntowałyśmy: nie chciałyśmy oglądać polskiej telewizji, słuchać polskich bajek, rozmawiałyśmy po niemiecku. Co prawda po paru miesiącach nam przeszło.

Nie miałaś takiego poczucia rozdwojenia? Że niby masz swoje miejsce, a jednak nie wiesz, czy to Poznań, czy Berlin?

Tak, przez pewien czas faktycznie tak było. Zawsze mówiłam znajomym, że chciałabym wrócić do Berlina i tam zamieszkać. Tęsknię za vibe’em tego miasta, ale teraz moje miejsce jest w Polsce. Chociaż… To tak a’propos tego dzieciństwa, ale jeżeli miałabym wrócić do Berlina, to najlepszym momentem byłby ten, w którym wychowywałabym dzieci. Żeby też poczuły to, co ja, kiedy byłam mała.

Przekopuję się przez informacje o twoim dzieciństwie i trafiłem na: „nagrywanie piosenek do podręczników nauki języka niemieckiego”. Rozwiniesz?

Ja jestem native’em, moja mama uczy niemieckiego, miała styczność z osobami, które tworzyły takie podręczniki. I wtedy szukano małych dziewczynek, które płynnie mówiły po niemiecku, nagrania odbywały się w studiu. Ja oszalałam, mówię zupełnie serio. To studio, sprzęt elektroniczny. Nagrywałyśmy piosenki… ale nie szukajcie tego, proszę (śmiech)!

To były kasety?

Nie, nagrywałam już na płyty. Niesamowite wspomnienie, bardzo się cieszę, że zdobyłam to doświadczenie, bo marzy mi się bycie lektorem, chciałabym podkładać głos pod bajki. Potem skończyłam podstawówkę pierwszego stopnia. Grałam na fortepianie i czułam, że to nie było to, ale inna sprawa, że ja nie należę do osób, które lubią pracować i są bardzo sumienne. A jak masz instrument, to wiadomo, musisz ćwiczyć i ćwiczyć. I w którymś momencie to mi się przestało podobać, stwierdziłam, że się poddaję. Ale pod koniec szkoły zaczęłam śpiewać w chórze i nagle stwierdziłam, że to podoba mi się dużo bardziej. Nie wymaga wiele wysiłku, w dodatku płynie gdzieś prosto ze mnie.

Hip-hop był takim buntem i odskocznią od muzyki klasycznej, którą przerabiałaś w szkole?

Nie patrzyłam na to z tej strony, to bardziej była kwestia konkretnego towarzystwa. Pamiętam, że pierwszy chłopak mojej siostry sprezentował jej na gwiazdkę płytę The Game’a The Documentary. Ona się nie wkręciła, za to ja zakochałam się i w płycie, i w hip hopie. Zaczęłam słuchać mnóstwa zagranicznej muzyki, tłumaczyć teksty, rapować – OK, tego akurat wolę już nie robić (śmiech). To nie był bunt, raczej czysta ciekawość. Gdzieś tam zaskoczył mnie Masta Ace i jego album A Long Hot Summer, niesamowita płyta, też wałkowałam ją cały czas.

A co robiłaś na filologii tureckiej? Chodziło o powiązania z Niemcami?

Tak, znajomość języka niemieckiego i chęć powrotu do Berlina sprawiły, że pomyślałam: a gdyby tak nauczyć się tureckiego? To by było ciekawe: blondynka mówiąc po polsku, niemiecku i turecku obsługiwałaby Turków w Berlinie. No ale muzyka dała o sobie znać i musiałam się z tego wycofać.

O ile wiem, już po wydaniu pierwszych kawałków, ale jeszcze przed płytą pracowałaś w call center?

Tak. I powiem szczerze: tak po prostu powinno być. Ja wiedziałam, że muszę pracować jak każdy człowiek, nawet wydawało mi się, że jeśli nie pracuję, to gorzej mi się tworzy: nic się nie dzieje, jestem wyspana, mam za dużo czasu i nie wiem, o czym pisać. Ale po prostu w pewnym momencie zauważyłam, że nie nagram albumu, będąc księgową w IKEI, a właśnie tam pracowałam. Kilka miesięcy temu odeszłam i jestem szczęśliwa, że miałam odwagę na ten krok. Ale wygrał rozsądek; wiedziałam, że po prostu dopiero teraz mogę pozwolić sobie na utrzymywanie się tylko z muzyki.

Swoją drogą call center potrafi ośmielić? Wspominałaś, że stres na pierwszych koncertach to był dramat.

Na pewno! Ja nie cierpię rozmawiać z obcymi przez telefon, zamawiam wszystko tak, żebym nie musiała dzwonić. A tutaj call center po niemiecku i wciskanie ludziom ankiet a propos mediów. Byłam przerażona! Ale potem poczułam się pewniejsza siebie… chociaż taksówki nadal nie zamawiam, tylko korzystam z Ubera, bo nie muszę wtedy z nikim rozmawiać (śmiech).

Wtedy też nagrywałaś Enuff

Długo się zastanawiałam, co mam zrobić – w Poznaniu w ogóle mi nie szło, nie miałam weny. Moja przyjaciółka zasugerowała, żebyśmy pojechały na chwilę do Berlina. Mieszkałam tam trzy miesiące, czytałam masę książek, słuchałam płyt, pracowałam i po prostu było pięknie. Ten klimat Berlina, to miejsce sprawiło, że chciałam pisać. Zresztą to tam, półtora roku temu powstał mój tajny instagram ze zdjęciami, których nikt wcześniej nie widział. To jest 1600 amatorskich fotek, taki pamiętnik. Widać na nich pewne emocje, mam nadzieję, że ludzie będą zainteresowani. Ja w ogóle jestem osobą, która dużo chodzi, patrzy, słucha, chłonie, a potem wychodzi z tego płyta. Nigdy nie myślę, że chcę nagrać album o tym i o tym, to po prostu płynie samo. Stąd nazwa Flashback – w tym przypadku chodziło o wspomnienia.

Od twojego pierwszego kawałka do premiery debiutanckiej płyty minęło 2.5 roku. To nie jest mało.

Ten czas był mi potrzebny. Potrzebowałam rozbiegówki, świadomości samej siebie. Musiałam mieć czas na poznanie producentów – myślę, że nie każdy może się pochwalić taką ekipą na pierwszym albumie. Coś sprawiło, że ci ludzie chcieli ze mną współpracować. Pojawił się nagle Michał Wiraszko, który pomagał mi w tekstach, pojawił się Ras. To jest miłe, że mogłam się od nich tylu rzeczy nauczyć. Wiesz, ja dobrze sobie radzę z angielskim i polskim, ale gdy mogę skorzystać z pomocy profesjonalisty, to ja chętnie podejmę się takiej współpracy.

Mes mówił mi, że dobrze się z tobą pracuje, bo jesteś zorganizowana. Może to w tym tkwi sekret?

OK, może jestem punktualna, chociaż z mailami… No, ostatnio ciężko mi się odpisuje. Próbuję pracować nad jak najlepszą komunikacją z ludźmi. Ale prawie wszystkie utwory powstały na zasadzie współpracy internetowej, kilku producentów nawet nie poznałam.

A tak serio, bo trochę się znamy: nie jesteś aby zbyt poukładana na showbusiness?

Może i częściowo jestem, ale jeśli uważnie słuchasz moich numerów, to wiesz, że jestem niezłym emocjonalnym ziółkiem. Emocjonalnym i bardzo wrażliwym.

Czego się boisz na początku swojej kariery?

Chyba tylko tego, że się w ogóle nie wyśpię! A poza tym niczego. I cieszę się, że mi się udało.

 

Na ile płyta Flashback pokazuje to, w którym teraz jesteś miejscu?

Ona pokazuje, czym żyję, czego słucham i co kocham. Są cięższe, elektroniczne produkcje, jest soul, jest superświeże r’n’b z nutką lat 90… Chciałam pokazać słuchaczom, kim jestem, co chcę pokazać – w Enuff miałam jeszcze z tym problem.

Jesteś odważna: sięgnęłaś po bardzo wymagające bity.

Lubię być troszeczkę mroczna. Na festiwalu Up To Date jakiś diabeł we mnie wstąpił (śmiech). To była taka kameralna scena i nagle zauważyłam, że podoba mi się ciemność, mrok. Tacy producenci jak 1988, Stendek czy Hatti Vatti potrafią sprawić, że ten mrok jest do tego bardzo zmysłowy. A ja się tym po prostu bawię.

Czemu wybrałaś na singiel dość uniwersalny i delikatny numer Królowa?

Bo jest bardzo osobisty, pokazuje moją wrażliwość. Klip jest totalnie w moim klimacie, Tatiana Pancewicz i Karol Wysmyk nakręcili piękną rzecz. Zależało mi na estetyce retro, zresztą to w ogóle jeden z moich ulubionych utworów na albumie. Moo Latte też zrobił wspaniały beat. Co ciekawe, ten numer powstał na początku po angielsku, ale wszyscy stwierdziliśmy, że powinien być polski. Ras jest doskonałym tekściarzem, zachował całą miękkość języka angielskiego, to było niesamowite.

A dlaczego na tej płycie nie ma rapu? Jesteś bardzo kojarzona z tym nurtem.

Bardzo mi zależało na tym, żeby mój pierwszy album był głównie z moim udziałem. Jest tylko jeden wymarzony feat z zespołem Bitamina. Nie chciałam tworzyć płyty, jakiej ludzie oczekują – wiesz, czy nagrałaś coś z tym i tamtym. Może jeszcze nagram, ale na pierwszej płycie w całości chcę przedstawić siebie. Były już w mojej karierze featy z Ablem, z Rasmentalism, ale chciałam być w tym wszystkim sama. Ludzie pytają mnie: czemu nie jakaś grupa, czy możesz być członkinią bandu? Nie, wolę solo.

Nie masz wrażenia, że ostatnio w popie i rapie zawiązała się fajna ekipa: ty, XXANAXX, The Dumplings, Flirtini, Rasmentalism… Ludzie współpracujący ze sobą przy wielu projektach, ale też przyjaźniący się na co dzień. 

Na pewno jest to swego rodzaju fala, jesteśmy osobami wychowanymi na konkretnej muzyce, to jest nasz czas. Nie myślałam, że kontakty z tymi ludźmi mogą być tak miłe i łatwe! Ja bałam się branży, jakiegoś głupiego gadania za plecami, a tu jest zupełnie inaczej. To niesamowite, że tak się da i jesteśmy grupą.

Możemy ci życzyć tego, żebyś kiedyś pojawiła na Sylwestrze w TVP, czy niekoniecznie?

Powiem tak: chciałabym zagrać dla szerszej publiczności. A czy będzie mi to dane? Nie wiem. Ale w sumie tego akurat możesz mi życzyć.

#Rosalie
#muzyka
POKAŻ KOMENTARZE

Najnowsze

30 najlepszych rapowych soundtracków w historii. Miejsca 30-21

Swego czasu podejmowaliśmy już ten temat na niuansie, ale teraz, na chwilę przed galą wręczenia Oscarów, doszliśmy do wniosku, że warto do niego wrócić i wreszcie domknąć go ja ...

Jest praca w newonce.media! Udowodnij, że potrzebujemy właśnie ciebie

Nie pytaj, co newonce może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla newonce - moglibyśmy napisać, parafrazując słynne sło ...

Niezły zwierzyniec w newonce.radio! W środę odwiedzą nas Małpa i Sokół

Żeby było śmieszniej, 2019 funkcjonuje w chińskim kalendarzu jako Rok Świni. Jej akurat nie będziemy nikomu podkładać, ale sprawdźci ...

21 Savage opowiada o tym, jak znalazł się w USA i o całym zamieszaniu z deportacją

Każdy wie o tym, że Savage był w poważnych tarapatach. Raper udzielił wywiadu dla New York Timesa i opowiedział o szczegółach swojej ...

Już od piątku przedpremierowy odsłuch nowego PRO8L3Mu… w wirtualnej rzeczywistości. Są jeszcze bilety!

PRO8L3M przekuwa w czyn klasyczne wersy o pisaniu historii i robieniu furory. Holografic ...

Mama Miley Cyrus chwali się paleniem zioła… a kolorowi Amerykanie są oburzeni. Dlaczego?

Wystarczyło, że głowa rodziny, pan Billy Ray Cyrus zamieścił fotkę swojej małżonki Tish - wraz z ilością zioła, którym można byłoby ...

Nowy iPhone ma być… bezprzewodową ładowarką dla innych urządzeń

Kiedy już myśleliśmy, że Apple nie zaskoczy nas niczym nowym, okazało się, że technologiczny gigant trzyma jeszcze kilka asów w ręka ...

#iPhone
#ładowarka

Netflix mówi „nie” serialom Jessica Jones oraz Punisher. I anuluje ich produkcję

To jest koniec pięknej przyjaźni na linii Netflix - Marvel. Współpraca produkcyjna przy obu serialach została oficjalnie zakończona. ...

W końcu! Wiemy już, kiedy ukaże się książka Quebonafide

Jacek Pałkiewicz, Wojciech Cejrowski, Martyna Wojciechowska, a teraz Quebonafide. Kuba dołącza do grona twórców tzw. beletrystyki podróżniczej, a pierwsze literackie dziecko Qu ...

Chcecie wkręcić się w amerykański stand-up? Zacznijcie od skeczów tych 10 komików

Jaki kraj, taki żart. Podczas gdy nasi starzy zapuszczają sobie Mazurską Noc Kabaretową, my zamiast podcinania sobie kabli wybieramy ...

POKAŻ WIĘCEJ
Store

newonce.paper #2

39.99 PLN

newonce.hoodie

199 PLN

newonce.paper #1

29.99 PLN

Szanowny Użytkowniku,

W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 roku nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych (RODO), pragniemy przypomnieć Ci podstawowe informacje z zakresu przetwarzania danych dostarczanych przez Ciebie podczas korzystania z naszego serwisu. Klikając w przycisk z napisem „W PORZĄDKU”, potwierdzasz, że zgadzasz się na wymienione niżej działania.

W PORZĄDKU

Cookies, czyli ciasteczka

Wraz z naszymi partnerami wykorzystujemy pliki cookies, potocznie zwane ciasteczkami, oraz inne pokrewne technologie. Mają one na celu zapewnienie Twojego bezpieczeństwa i udoskonalanie naszego serwisu poprzez wykorzystanie danych w celach analitycznych. Zakres wykorzystywania plików cookies możesz określić w preferencjach przeglądarki. Jeśli nie wprowadzisz zmian ustawień, informacje te mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Pragniemy Cię zapewnić, że przechowywane przez nas dane osobowe są bezpieczne. Ich administratorem jest firma Skills Warsaw Michał Michalski z siedzibą w 00-161 Warszawa, ul. Anielewicza 9/25. Twoje dane osobowe są przetwarzane na zasadzie dobrowolności i będą przetwarzane tylko tak długo, jak długo są niezbędne do realizowania ww. celów lub do momentu, gdy wyrazisz skuteczny sprzeciw wobec ich przetwarzania. Co ważne, dostęp do nich ma tylko wyznaczony inspektor, a Tobie przysługuje prawo żądania dostępu do treści danych, ich usunięcia, ograniczenia przetwarzania oraz przenoszenia. Masz też prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych na podstawie uzasadnionego interesu z przyczyn uzasadnionych Twoją szczególną sytuacją. Gdy uznasz, że firma Skills Warsaw Michał Michalski narusza przepisy Rozporządzenia RODO, masz prawo wnieść skargę do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.

okiPopupPlugin-close