Pezet, Steez83, Wini - mamy dla was fragmenty wywiadów z książki To nie jest hip-hop
Created with Sketch.

RADIO

Gramy 24h/7

POKAŻ WIĘCEJ
fot. Maciej Bogucki

Steez83 z PRO8L3M-u o wirtualnej rzeczywistości oraz kontrkulturze, jedyny w swoim rodzaju Wini o gangsta rapowej Maryli Rodowicz, a Pezet – o finansach i więziach towarzyskich. Sprawdźcie!

Jak już informowaliśmy na łamach niuansa, już wkrótce ukaże się To nie jest hip-hop. Rozmowy, czyli pierwsza w historii książka złożona z wywiadów z wyjątkowymi postaciami polskiej branży hip-hopowej. Przedsprzedaż już się rozpoczęła, a my jako główny patron medialny tej publikacji ekskluzywnie przedstawiamy wam fragmenty wywiadów ze Steezem83, Winim oraz Pezetem:

Steez83: bardziej być niż mieć

Na debiutanckim LP PRO8L3M-u Oskar przewidywał, jak będzie wyglądał świat w 2040 roku – a jak będzie wyglądał 2040 u Steeza?

(zastanowienie) Mogę ci powiedzieć, jak chciałbym, żeby wyglądał. 

W 2040 roku – pomimo tego, że ludność koncentruje się wokół miast i ta tendencja będzie narastać – nie chciałbym już żyć w dużym mieście. Tutaj trzymają mnie tak naprawdę tylko praca i kontakty towarzyskie. Bardziej mnie pociągają góry, Mazury… Będę miał wtedy pięćdziesiąt siedem lat, ale planuję jak najdłużej być aktywny zawodowo, żeby utrzymywać formę intelektualną. Nie wiem jednak, czym się będę zajmował – być może tym, co teraz, a może pójdę w zupełnie innym kierunku.

Wydaje mi się, że w 2040 roku – co akurat nietrudno przewidzieć – będziemy super blisko z internetem. Gdyby spojrzeć na to w perspektywie czasowej – od lat osiemdziesiątych i zalążków komputerów osobistych, przez lata dziewięćdziesiąte i początki internetu aż do teraz, kiedy właściwie na okrągło jesteśmy w sieci – to wszystko zmierza w stronę pełnej integracji. Pytanie tylko, kto będzie w tym siedział, a kto będzie tworzył kontrkulturę – podejrzewam bowiem, że wraz z rozwojem wirtualnej rzeczywistości jakaś kontrkultura, która będzie to kontestować, musi powstać. Mnie natomiast bardziej marzy się model życia cyfrowego nomady, który ma określone skillsy i może zarabiać na życie, będąc w dowolnym miejscu na świecie. Być może w wieku sześćdziesięciu lat nie będę już aż tak zafascynowany tym, żeby ciągle zmieniać miejsce zamieszkania, ale póki co staram się do tego dążyć.

Wirtualna rzeczywistość versus kontrkultura – po której stronie siebie widzisz?

Właśnie nie wiem…! Jestem natomiast przekonany, że w momencie, w którym się zagłębimy w tę wirtualną rzeczywistość, kiedy już powstaną interfejsy brain-to-computer i computer-to-brain, będzie można w tym odpłynąć. Trochę taki matriksowy przelot.

Bardziej cię przeraża czy fascynuje taka wizja?

Fascynuje, bo to są zawsze jakieś kroki do przodu. 

Wydaje mi się, że cała potęga naszej cywilizacji zbudowana jest na dążeniu do zaspokojenia potrzeb indywidualnego ego. Podstawowe instynkty napędzają różne gałęzie gospodarki. Mam też jednak wrażenie, że powoli dochodzimy do punktu, w którym ludzi jest zbyt wielu i zbyt łatwo jest doprowadzić ten świat do samozagłady. Przez to kolejnym krokiem rozwoju cywilizacyjnego może być przejście z self-driven ego do pewnej globalnej świadomości. Gdybyśmy byli w stanie zbliżyć się na płaszczyźnie sieci, to podejrzewam, że ludzkość mogłaby przekształcić się z charakterystycznego dla zwierząt modelu stadnego na taki model, jaki mają owady, żeby grupowo i w świadomy sposób pracować na własne dobro. Gdyby wszyscy ludzie skupili się nad pracą nad dobrobytem i gdyby te pieniądze, które rządy przeznaczają na zbrojenia, spożytkowano na inne cele, świat wyglądałby inaczej. Dzisiaj brzmi to jak utopia, ale wraz z integracją człowieka z siecią może być możliwe.

Wróćmy do miasta – co jest w nim takiego złego, że chcesz się z niego wymiksować?

Od urodzenia mieszkałem w centrum Warszawy i być może to sprawia, że moje spojrzenie jest nieco wypaczone. Potem był Żoliborz, gdzie jest więcej zieleni i jest trochę ciszej, a teraz znowu duże miasto po drugiej stronie oceanu – wybrałem jednak spokojną okolicę.

W wyniku różnych doświadczeń, również psychodelicznych, w którymś momencie swojego życia nagle poczułem nierozerwalną więź z naturą. My, ludzie, zostaliśmy inkubowani w ten betonowy świat, co nie jest do końca fajne. Chodzimy na spacery do lasu, bo podświadomie czujemy, że to jest dla nas naturalne środowisko. Nie kupuję tego, że środowisko wielkomiejskie jest OK. Ludzie śmiecą na ulicach, napierdalają się, upijają do nieprzytomności – o czym to świadczy?… Dlaczego ktoś wsiada w mieście do samochodu, pakuje do niego trzy worki śmieci i jedzie do lasu je wyrzucić?… Taka osoba całe życie spędza w wielkiej betonowej dżungli, w jakiejś chorej opresji społecznej i nie rozumie, że robi coś wbrew sobie.

Wini: Przez 20 sekund jest nam smutno

Handlowałeś kiedyś winylami [ten wątek jest rozwinięty w książce – przyp. red.] – to był dla ciebie start w hip-hopie czy już wcześniej na jakichś płaszczyznach się udzielałeś?

Ja hip-hopu słuchałem już za komuny. Mój kolega wyemigrował w tamtych czasach do RFN-u i gdy po pięciu latach wrócił, opowiedział mi, co tam się dzieje. Dla mnie to było tak, jakby on, kurwa, z kosmosu wrócił. U nas szaroburo, a ten mówi: Stary, my tu mamy rockersów, popersów, rapersów, piździelców, punków, kolorowe Nike’i i figurki z Gwiezdnych Wojen, a Haribo wpierdalamy na śniadanie. Co?!. Tak! Masz, słuchaj – to jest rep!. On nawet rap na to nie mówił, tylko: rep. Puścił mi jakąś płytę i jak tylko ją usłyszałem, pomyślałem: Ja pierdolę, całe życie na to czekałem!. Zwariowałem.

Co ciekawe, ja wcześniej nie byłem w ogóle za bardzo wkminiony w muzykę. Podejrzewam, że wynikało to z tego, że wszyscy dookoła mnie słuchali beznadziejnie gównianej muzyki. Wszystko to brzmiało jak kompletne gówno i tak zresztą brzmi do dzisiaj.

Czego wtedy słuchano?

Polskiej muzyki rozrywkowej – wszystkich tych Maryl Rodowicz i innych wynalazków, choć akurat płyta Sing Sing Rodowicz bardzo mi się podobała za dzieciaka. Dziś już nawet wiem, dlaczego mi się podobała – bo jest funkowa i jest pierwszą gangsta rapową płytą w Polsce.

A co to były za rzeczy, które kolega ci przywiózł z RFN-u?

Trzy kasety: Run DMC, Fat Boysów i Beastie Boysów. Ja tych kaset pewnie przez jakieś trzy lata słuchałem bez przerwy, bo niczego innego nie było. Potem pojawiła się w Polsce jakaś składanka – oczywiście bez licencji – na której było napisane rap, a na okładce były takie usta jak z Rolling Stonesów. Jak to zobaczyłem, to, kurwa, oszalałem. Kupiłem tę kasetę i od razu pobiegłem do chaty, żeby ją odpalić. Tak sobie słucham i słucham, aż stwierdziłem: Kurwa, przecież to nie jest taki rap, jakiego ja słucham! To jakiś inny rap. Myślałem wtedy, że rap jest zawsze wykurwiasty, a to było gówno, na którym były jakieś europejskie szlagiery, nagrane przez Murzynów, którzy wyjechali z Ameryki razem z żołnierzami, zaczepili się w jakiejś kolonii i uznali, że od teraz będą rapować. Kompletny syf.

Kiedy poznałeś inne osoby, które też słuchały tego repu?

W momencie, gdy zacząłem jeździć na deskorolce. Wtedy na desce jeździła cała masa indywidualności – ludzie, którzy lubili rzeczy inne od tych, które lubili wszyscy inni. Deskorolkowcy przechodzili wówczas okres fascynacji punk rockiem, na który i ja się dość mocno przerzuciłem. Potem przyszło jednak kilku takich kolegów, którzy byli zdeklarowanymi hiphopowcami. Zaczęliśmy jeździć po płyty z rapem do Berlina. Kupowałem tam dwie–trzy płyty (na tyle starczało mi pieniędzy), ktoś inny kupił kolejne dwie–trzy i później każdy każdemu pożyczał. Jak wchodziliśmy do sklepu w Berlinie, to myśmy nie wiedzieli, co mamy, kurwa, wybrać – wszyscy ci Murzyni na tych okładkach wyglądali zajebiście, mieli na sobie fajne ubrania, przybierali jakieś dziwne pozy… Patrzyłem na to i myślałem: Kurwa, wszyscy są najlepsi, co mam kupić?!.

Cytowany przeze mnie na początku opis głosi, że jesteś wiecznym skaterem.

Deskorolka jest moją największą pasją obok muzyki. Do dzisiaj regularnie mi się śni, że jeżdżę na deskorolce i że nie mogę zrobić kickflipa, przez co dostaję szału, albo że jeżdżę całkiem OK i jestem zdziwiony, że tak fajnie mi wychodzi.

Jak długo jeździłeś na desce?

Jakieś sześć–osiem lat. Jeździłem non stop. Jak tylko skończyłem lekcje, od razu leciałem na deskę. Miałem absolutnego bzika na tym punkcie. Kiedy ktoś ze znajomych miał urodziny, to ja na te urodziny nie szedłem, bo wydawało mi się kompletnym frajerstwem, żeby zmarnować tam dobry dzień, który mógłbym spędzić na deskorolce. Przestałem jednak jeździć kilkanaście lat temu. Jakbym się teraz wypierdolił na desce, to bym złamał sobie rękę. Jestem tak gruby, że to w ogóle nie wchodzi u mnie w grę.

Pezet: Zawsze chciałem nagrać coś depresyjnego

Przypuśćmy, że spełnia się amerykański sen o zarobkach z muzyki i jeszcze przed trzydziestką masz na koncie kilka milionów złotych. Jak wyglądałoby wtedy twoje życie? 

Mogłoby mi to zaszkodzić – szczególnie w czasach, kiedy był największy boom na moją muzykę. Obecnie – z wiedzą, którą posiadam – byłby to pożądany efekt wieloletniej pracy. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Nie bardzo jednak umiem sobie wyobrazić to, o czym mówisz, bo cały czas widzę pewien efekt skali. Obraz dużego bogactwa, który mam w głowie, jest nieosiągalny dla polskich gwiazd.

Wszedłeś na scenę jako bardzo młody człowiek, a ludzie młodzi – jak wiadomo – lubią myśleć naiwnie. Widziałeś swoich amerykańskich idoli na ociekających luksusem teledyskach, jednak poziom życia, który ten zawód gwarantował w naszym kraju, był dużo niższy.

Nie zastanawiałem się nad tym intensywnie, ale miałem gdzieś z tyłu głowy taką myśl. Oprócz całej kultury, sposobu przekazywania myśli i zajawki na muzykę, kasa była jednym z powodów sięgnięcia po rap. Przepych i bogactwo amerykańskich wykonawców docierały do nas nagminnie. Dość szybko jednak zyskałem perspektywę i świadomość, że u nas to nie będzie tak wyglądać. Przy pierwszej płycie z Noonem wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi. Nagle wszyscy zaczęli mnie rozpoznawać. Cały czas ktoś podchodził, zagadywał. Co godzinę można było zobaczyć mój teledysk na Vivie. Gdzie są pieniądze z tego…? Kiedyś gadaliśmy bodajże z Sokołem i liczyliśmy, ile byśmy zarobili, gdyby stacje muzyczne rozliczyły się z nami z tantiem. Uwierz, że wychodziły spore sumy. Być może realia wtedy byłyby inne.

Musieliśmy szybko nauczyć się odpowiedzialności finansowej, ale w przypadku artystów, czyli ludzi z innej bajki, to ciężka sprawa. Po Muzyce klasycznej pojeździliśmy z koncertami po kraju i zarobiłem trochę pieniędzy. Mieszkałem wtedy jeszcze z rodzicami, więc za pierwsze tysiąc złotych zarobionych na rapie kupiłem sobie mnóstwo rzeczy. Później zdałem sobie sprawę, że w zasadzie nic nie mogę zrobić za pieniądze, które zgarniam. Liczyłem na kwoty, które w pewien sposób mogłyby ustawić życie – tak się nie stało, choć niektórym wydawało się, że zgarnialiśmy fortuny.

Wracanie od razu po koncercie do domu i oszczędzanie zarobionej kasy nie było możliwe?

To jest problem z zawodem artystycznym. Nie żyje się taki sposób, żeby grzecznie wracać do domu i odkładać pieniądze do skarpety. Kreuje się pewien wizerunek, który wymaga, żeby żyło się w zgodzie z nim. Trochę pułapka.

Zdarzało ci się czasem być niewolnikiem własnego wizerunku? Niejednokrotnie byłeś postrzegany jako kobieciarz i hedonista, więc ludzie mogli na ciebie dziwnie spoglądać, gdy widzieli cię idącego z dziewczyną za rękę.

Tak, to czasem rodziło rozczarowanie zainteresowanych. Mam taką niechlubną historię, gdzie przez wiele lat byłem w relacji fuck buddies z koleżanką. Jak powiedziałem jej o moich problemach ze zdrowiem i o tym, że zmieniam priorytety i nie chcę być już na afiszu, zainteresowanie moją osobą stało się żadne. Słyszałem teksty w stylu: Jesteś takim słabym gościem, który chce mieć normalne życie?. Nie była zainteresowana mną, tylko postacią, którą stworzyłem.

Twoja ostatnia płyta Radio Pezet wyszła w 2012 roku. Koncerty grasz bardzo rzadko. Czy różne relacje międzyludzkie z tego powodu też się ukróciły?

Tak, niestety. Bardzo często współpracowałem zawodowo z kolegami. Patrzyłem na te relacje jak na towarzyskie więzi, tymczasem okazało się, że były one oparte przede wszystkim na wspólnych interesach, więc kiedy tych interesów zabrakło, relacje kompletnie zniknęły. Czasem ktoś do mnie dzwoni i pyta, czy nie chciałbym ponownie czegoś z nimi zrobić, ale gdy odmawiam, to już nikt nie pyta, czy możemy po prostu się spotkać i pogadać przy herbacie.

Zdarza mi się jednak wzruszyć, bo na scenie nie ma mnie już od jakiegoś czasu, ale środowisko ciągle o mnie pamięta – a to ktoś zaprosi na plan klipu, a to ty namówisz do udziału w tej książce. Daje mi to poczucie, że zrobiłem coś ważnego. Jest to przyjemne i podnoszące na duchu – szczególnie w momentach, w których się myśli, że tylko się zmarnowało życie na muzykę.

#To nie jest hip hop
POKAŻ KOMENTARZE

Najnowsze

Street Supply wybrało dla was ciuchy, dzięki którym nie zmarzniecie tej zimy

Zima na razie szykuje się łagodne, ale lepiej dmuchać na - nomen omen - zimne. W Street Supply oprócz klasycznych kurtek Carhartt WI ...

Girl Power! 10 najlepszych rapowych płyt 2018 roku, które zostały nagrane przez kobiety

Choć nie jesteśmy prymusami ze statystyki, to wydaje nam się, że tak mocnego roku w historii żeńskiego rapu jeszcze nie było. Poniżs ...

Phunk’Ill i Black Belt Greg rozkręcają największe rap-urodziny roku

Jaki jest pięciolatek? Bardzo aktywny, zarówno w sferze poznawczej, fizycznej, jak i emocjonalno-społecznej. Jest niesłychanie energ ...

#DJ Black Belt Greg
#DJ Phunk'ill

Tak było na dotychczasowych domówkach Desperadosa. A już w weekend ostatnia – w Krakowie

In The House by Desperados - ten pomysł okazał się sukcesem. Wystarczyło tylko ogarnąć kamienice w czterech miastach Polski, ściągną ...

Pornhub podsumował 2018 rok w raporcie – wiemy już, jakie porno najchętniej oglądali Polacy!

Elsa Jean, Mia Khalifa, Riley Reid czy Madison Ivy - obstawiamy, że gdyby te panie wpadły na tournee do Polski, zgarnęłyby większą w ...

#PornHub
#Mia Khalifa
#Riley Reid

Kraków organizuje najlepszego Sylwestra Miejskiego w tym kraju i mamy na to dowody

To prawda, że kiedyś wszyscy w Sylwestra tańczyliśmy do Parostatku albo Szklanej pogody - tak samo jak kiedyś istniały dinozaury i e ...

#Quebonafide
#Otsochodzi
#Flirtini

Wjechał nowy trailer trzeciego sezonu True Detective. Serial powróci już za miesiąc

Oglądając kolejną zapowiedź Detektywa poczuliśmy się jak w czasach Matthew McConaugheya w roli Rusta Cohle'a, kiedy nikt nie przeczu ...

#Detektyw

Serwis Showmax wycofuje się z Polski!

A miało być tak pięknie: Ucho Prezesa, Rojst, Saturday Night Live... Tymczasem po dwóch latach Showmax zawija żagle. I to mając naprawdę niezłe wyniki!

#Showmax

Netflix zdradził, które z jego produkcji w 2018 roku uzależniały najbardziej

Wielu z nas bliskie jest zjawisko tzw. binge-watchingu. Netflix zdecydował się ujawnić, przy których tytułach z jego oferty najłatwi ...

#Netflix

7 najbardziej nietrafionych Oscarów ostatnich lat

Nikt nie jest nieomylny, nawet Amerykańska Akademia Filmowa. Ale w tych przypadkach akademicy naprawdę konkretnie przegięli strunę.

#Oscary
POKAŻ WIĘCEJ
Store

newonce.paper #2

39.99 PLN

newonce.hoodie

199 PLN

newonce.paper #1

29.99 PLN

Szanowny Użytkowniku,

W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 roku nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych (RODO), pragniemy przypomnieć Ci podstawowe informacje z zakresu przetwarzania danych dostarczanych przez Ciebie podczas korzystania z naszego serwisu. Klikając w przycisk z napisem „W PORZĄDKU”, potwierdzasz, że zgadzasz się na wymienione niżej działania.

W PORZĄDKU

Cookies, czyli ciasteczka

Wraz z naszymi partnerami wykorzystujemy pliki cookies, potocznie zwane ciasteczkami, oraz inne pokrewne technologie. Mają one na celu zapewnienie Twojego bezpieczeństwa i udoskonalanie naszego serwisu poprzez wykorzystanie danych w celach analitycznych. Zakres wykorzystywania plików cookies możesz określić w preferencjach przeglądarki. Jeśli nie wprowadzisz zmian ustawień, informacje te mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Pragniemy Cię zapewnić, że przechowywane przez nas dane osobowe są bezpieczne. Ich administratorem jest firma Skills Warsaw Michał Michalski z siedzibą w 00-161 Warszawa, ul. Anielewicza 9/25. Twoje dane osobowe są przetwarzane na zasadzie dobrowolności i będą przetwarzane tylko tak długo, jak długo są niezbędne do realizowania ww. celów lub do momentu, gdy wyrazisz skuteczny sprzeciw wobec ich przetwarzania. Co ważne, dostęp do nich ma tylko wyznaczony inspektor, a Tobie przysługuje prawo żądania dostępu do treści danych, ich usunięcia, ograniczenia przetwarzania oraz przenoszenia. Masz też prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych na podstawie uzasadnionego interesu z przyczyn uzasadnionych Twoją szczególną sytuacją. Gdy uznasz, że firma Skills Warsaw Michał Michalski narusza przepisy Rozporządzenia RODO, masz prawo wnieść skargę do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.

okiPopupPlugin-close