Klarenz: cieszę się, że już się nie boję, ale nie wstydzę się lęków (WYWIAD)
Created with Sketch.

RADIO

Gramy 24h/7

POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Adam Kurdynowski

To być może jedna z najdziwniejszych karier ostatniej dekady w polskim rapie. Klarenz był jednym z najbardziej nieszablonowych Młodych Wilków, mógł zostać też motorem napędowym dopiero tworzącego się QueQuality. Sprawy przybrały jednak inny obrót…

Gdybyś miał wybrać jedno słowo, którym określiłbyś obecny polski rap, to na jakie byś postawił?

Dyskoteka.

Dlaczego?

Bo skupia się na szeroko pojętej dyskotece.

To wyjaśniłeś… Inaczej – do czego pijesz? Do brzmienia ze wschodniej tancbudy?

To nie musi mieć rytmu hands up techno – polski rap bardzo zbliżył się do disco polo. Gdybyś wyjął wokale z kawałków i dodał do nich inny rytm, dostałbyś disco polo, ale w bardziej wulgarnej odmianie. Tu nie chcesz być miłym zięciem, tylko ewentualnie chcesz zapiąć teściową.

Twoje słowa mnie szczególnie nie dziwią – w branży funkcjonujesz jako jeden z większych krytyków. Myślę nawet, że część słuchaczy mogłaby cię określić mianem piątej kolumny naszej gry.

Oj, słyszałem wiele razy, że jestem hejterem, nie czaję i nie mam otwartej głowy… Pewnie się zdziwisz, ale próbuję odbić od tego nieco naciąganego wizerunku, sam siebie kontroluję w nowych kawałkach – chociaż odruchowo wpadają mi linie typu: twój ulubiony raper jak brzydka lesbijka w piżamie. Wolę braggę z ciekawymi panczami od chwalenia się hajsem czy brandami, no i gadania, że mama jest lub będzie ze mnie dumna po raz enty. Ja naprawdę jaram się głównie nowymi rzeczami, np. z TDE czy A$AP Mob, chociaż w sumie uważam, że nie ma nic nowego – jest tylko łączenie elementów w inny sposób niż do tej pory.

To co cię najbardziej wkurza?

To, że wszystko jest gimbusiarskie i XD, nie ma nic na serio. Raperzy to wizerunki – gdyby szukać jakiegoś odpowiednika to nie są nawet filmami, tylko krótkimi metrażami. Pamięć słuchacza sięga maksymalnie tygodnia, toteż idole mogą sobie pozwolić na mówienie skrajnie sprzecznych ze sobą rzeczy co wywiad czy wpis na Facebooku. I jest ok, ciuchcia jedzie dalej. To jest nowy tani pop napędzany presją środowiskową – sprawdź, czego słucha rówieśnik, bo nie możesz zostać z tyłu, tak jak nie możesz nie nosić markowych, modnych na dany sezon ciuchów. Obłęd.

Z drugiej strony raperzy nigdy nie byli bliżej swojego słuchacza.

Poznałem część z tych najbardziej rozpoznawalnych i widziałem, jak się zmieniają. To zresztą domena tych instagramowych czasów. Rzecz nie dotyczy tylko środowiska. Pracowałem kiedyś dla jednego mówcy motywacyjnego i mogłem podpatrzeć, jak się zachowuje na co dzień. Stary, zdziwiłbyś się, ze można funkcjonować w mediach społecznościowych, będąc takim hipokrytą. Jako młody aspirujący raper miałem dość naiwną wizję społeczności hip-hopowej oraz raperów jako ludzi honorowych i pełnych zasad. Teraz mnie to tylko bawi, mówiłem o tym w numerze Złe Intencje.

Zaczęliśmy na ostro, więc od razu spytam: skąd ty się wziąłeś w QueQuality? To nawet po czasie wygląda dziwacznie.

Quebonafide dopiero planował stworzenie wytwórni i zadzwonił do kilku osób, m.in. do mnie i Guziora. Najpierw jednak napisał na Facebooku i spytał, czy może jeszcze kupić moją płytę. Zaraz pewnie odezwą się głosy w stylu: na chuj Quebo krążek jakiegoś noname’a, jeszcze na dodatek średnio brzmiący? Ale tak właśnie było. Nie czułem mega podniety, ale cieszyłem się, że ktoś nieprzypałowy chce mnie w labelu, który w założeniu miał być ciekawszy niż inne.

Co było dalej?

Spytałem, kiedy możemy się spotkać, a on na to, że na spokojnie, jak będzie w Bydgoszczy na koncercie, to pogadamy. No i zjebało się na starcie, bo czekałem na niego cztery godziny – nie odpisywał na smsy i nie oddzwaniał. Jak się okazało, był z Pawbeatsem na backstage’u i wrzucał foty na Snapa czy inne gówno. Po jakimś czasie był kolejny koncert, w tym samym klubie, a ja nie najlepiej zniosłem takie traktowanie, bo u mnie zawsze na pierwszym miejscu znajduje się szacunek. Tym bardziej do osób, które nic złego mi nie zrobiły. Byłem troszkę wstawiony…

Tak zaczyna się wiele wspaniałych historii, których się człowiek potem wstydzi w towarzystwie. Dawaj.

Moja ówczesna laska, z którą się zresztą już się kończyła znajomość, podbiła do Quebonafide i powiedziała piskliwym głosem: he, he, Kuba, zajebisty koncert, jestem tu z twoim kolegą. On na to: ale z kim? Spojrzał, poznał mnie i zmieszany zagadnął: ooo, Klarenz, jak ci się podobał koncert? Ja, że spoko, energia, ludzie fajnie reagują. I wtedy pojawiła się gadka o wrzuceniu moich kawałków na kanał. Pomyślałem: hm, początek nie był miły, ale mam szanse się w końcu po tylu latach pokazać szerzej, muszę zapomnieć o ego. Ale było dziwnie, nie czułem się tam mile widziany. Chociaż były plany i początkowa akceptacja budżetów, żeby Poza wyszła pod szyldem QueQuality.

Naprawdę?

Tak. Tyle że już po ustaleniu, że wychodzi właśnie tam, szef dopiero po dziesięciu miesiącach znalazł czas na przesłuchanie demo i powiedział, że to zbyt ambitny materiał. Usłyszałem taką informację oczywiście nie od samego Kuby, tylko od posłańca. Pojawiła się gadka: słuchaj, tak czy inaczej powodzenia i jak już ta płyta wyjdzie, to podeślij nam trochę sztuk i wleci na nasz sklep. Co tu mówić, wtedy się wkurwiłem, bo za długo wstrzymywałem emocje. Powiedziałem coś w stylu: stary, ja nie chcę, żeby to się tam znalazło, a do tego dziękuję za współpracę, ogłoszę to oficjalnie, gdy trochę ochłonę.

No i ładnie wyjaśnione.

Chciałbym, by ten wywiad był ostatnim, w którym jest poruszana ta kwestia. Bardziej wyczerpującej odpowiedzi na to już nie dam i przy każdym kolejnym pytaniu będę odsyłał wszystkich do naszej rozmowy. Temat jest już dla mnie przestarzały i nie mam ochoty ciągle do niego wracać. Dawno już jestem mentalnie gdzie indziej.

Mówiłeś o ignorowaniu ego. Poczułeś wtedy, że mimo bycia piątym kołem u wozu masz szansę na większą karierę?

Inaczej – wierzyłem, że uda się tym dorobić do normalnej pensji, pojeździć po kraju i się tym pocieszyć. Tak się jednak nie stało. Z drugiej strony raptem parę lat wcześniej scena była zabetonowana, drzwi wyważył VNM i jego transfer do Prosto. Pamiętam, że po jego ogłoszeniu schlałem się w trupa z radości z moim kumplem.

Czemu?

To było dla mnie pierdem nadziei – że wszystko się da. Na składaku wytwórni V brzmiał w końcu jak jakiś żołnierz z mieczem laserowym, podczas gdy reszta miała kije z trzciny. Nie chcę wywoływać sztucznych afer i skandali i na tym budować powracające skoki zainteresowania, a najwyraźniej tak się teraz powinno robić. Może gdybym tego nie znał od kuchni, to bym widział ich zachowania inaczej, dlatego nie dziwię się aż tak mocno młodszym słuchaczom. Ale jeśli ktoś ma w granicach 25 lat i nie dostrzega tego, to albo jest upośledzony, albo udaje, że tego nie widzi, bo ma z tego korzyści.

Czekaj, czekaj, wróćmy do tych koncertów. Ile ich zagrałeś w życiu? Takich plakatowanych, a nie z cyklu: przegląd bydgoskiego podziemia?

Chyba ze trzy większe jako jeden z headlinerów, jeden, na którym byłem headlinerem, a supportów było pewnie z dwadzieścia czy ze trzydzieści. Jeden z tych, jak to ująłeś, plakatowych, był dla mnie kubłem zimnej wody na głowę. Na koncercie promującym Utopię Pawbeatsa leciałem na tabletkach uspokajających, bo wcześniej występowałem dla maksymalnie pięćdziesięciu osób, a tu nagle był jakiś tysiak pod sceną.

Powiem ci, że trochę mnie zaskoczyłeś. Szokująco mało tych występów.

Widocznie to, co robię, nie sprzedaje się tak jak topowe rzeczy. Nie mogę jednak robić pod publikę, bo nie miałbym z tego żadnej radości i satysfakcji. Wolę już w nudnej pracy zarobić na życie, a potem wyładować się artystycznie, robiąc taką muzykę, której sam bym słuchał.

No i doszliśmy do stwierdzenia, które pewnie często słyszysz – że jesteś niszowy.

Nie zgadzam się z tym. Niszowe były kawałki sprzed paru lat, takie jak Mamamuminka. Teraz mam znacznie lepszy flow, teksty są prostsze, choć nie głupsze, pojawiło się nieporównywalnie większe wyczucie muzyczne… Wiadomo, kiedyś tam czułem się niedoceniony, ale teraz mam to w dupie. Mam stałe grono odbiorców, niekoniecznie tych, którzy katują YouTube’a, wielu z nich woli inne źródła. Jestem pewien, że sięgną po Ghettopop, który wyjdzie 31 października. Nie uważam się też za malkontenta, dużo działam i staram się też wspomagać młodych, o ile czas pozwala.

Po odsłuchu Pozy odniosłem wrażenie, że niewiele w niej ciebie. Mało mówisz o swoich doświadczeniach, dużo o przemyśleniach.

Pojawiło się tu parę rzeczy, które mnie kłują, ale je zuniwersalizowałem.

Czemu?

Trudno to teraz opisać. Nie miałem ochoty się nadto uzewnętrzniać, chciałem po prostu zrobić spójny projekt, z uniwersalną treścią dotyczącą wyobcowanego życia jeszcze trochę żywego człowieka w świecie androidów.

Brzmi ambitnie, ale nie jak pełna odpowiedź.

W końcu zdecydowałem się na podjęcie terapii. Moje życie było domkiem z kart, niestabilną układanką, aż w końcu ostatnia nitka pękła. Wtedy pierwszy raz poczułem, że już nie wytrzymam, nie poradzę sobie sam. Stopniowo pozbywam się absurdalnych lęków, a jak każda osoba z depresją żyłem albo przeszłym, albo przyszłym, nigdy tu i teraz.

Trudno było się odkryć na terapii?

Bardzo. A jak wszystko się nasiliło, to trudno było również odkryć się w kawałkach. Teraz jestem na to gotowy. Nie chcę przesadzać i robić ze swojego życia ołtarza, ale czuję, że jest coraz lepiej, nie mam skrajnych myśli. Dokonuje się stopniowo wiele korzystnych przemian, na które nie czekam z założonymi rękoma. Działam intensywnie.

Zacząłeś się cieszyć małymi rzeczami?

Tymi cieszyłem się zawsze. Teraz najbardziej cieszy mnie to, że się nie boję. Nie wstydzę się mówić, że są lęki, które prowadzą do skrajnych myśli i nieraz nagłych nieodwracalnych decyzji. Nie uważam się za najmądrzejszego na świecie i ostatnimi czasy więcej słucham, niż mówię, odwrotnie niż kiedyś.

Jak mniemam, swojego pochodzenia się jednak nie wstydziłeś?

Co tu kryć – jestem chłopakiem ze wsi, przywożę z domu słoiki z zajebistymi jagodami z lasu. Miałem kiedyś tak, że jak przypięto mi taką łatkę, to był łeb w dół i garda. Potem miałem okazję poznać wiele osób z miast, które przyjeżdżały na wakacje. Wiesz, miastowi raperzy mówią o ciężkim życiu i braku perspektyw, a to się wiąże z najebaniem, naćpaniem i zrobieniem z siebie gówna. U nas się po szkole i nieraz nawet po treningu piłki pracowało fizycznie przy drewnie lub żniwach. Praktycznie codziennie, jeśli pozwalała na to pogoda.

Trochę tego osiedlowego życia jednak liznąłeś?

Poznałem je dopiero w wieku 19 lat, gdy przeprowadziłem się do Bydgoszczy. Zawsze miałem ukształtowany system wartości, dlatego trudno było mi znieść rzeczy, które poznałem w tym środowisku rapowym, o czym już ci mówiłem. Był też czas, w którym zachłysnąłem się życiem imprezowym, którego wcześniej nie miałem, przez co zrobiłem kilka głupich rzeczy. Wstyd mi za nie, jednak kiedy porównam je sobie z dowolnym incydentem z Glamrapu, to łatwo mi racjonalizować samego siebie na zasadzie: Polacy, nic się nie stało.

Nigdy nie myślałeś o przeprowadzce do Warszawy?

Dziś, jak gadamy, jest mi bardzo przyjemnie, ale jakoś nie wyobrażam sobie żyć tutaj na dłuższą metę. Nie czuję się komfortowo w takim pędzie i bardziej natężonym masowym szukaniu mocnych nocnych wrażeń. Inna sprawa to większa możliwość wpadnięcia w nałogi, do których miałem skłonność. Gdybym po Młodych Wilkach wyprowadził się do stolicy, to kto wie, co by się stało. Jednak nie żyjmy przeszłością.

No to skoczmy w przyszłość. Masz teraz 32 lata, pomału zbliżasz się do wieku chrystusowego…

Odkąd się leczę, nie wjeżdża mi na banię konieczność jak najszybszego zakładania rodziny. Widziałem osoby, które pod wpływem wieku uległy presji własnej i ze strony bliskich, po czym okazało się, że jest zjebanie i męczą się teraz na co dzień. Chcę założyć jakieś gniazdo, czyli kupić mieszkanie i układać życie w możliwie dobrą stronę.

Co się pod tym kryje?

To, że nie chciałbym być strasznie nieszczęśliwym. Szczęście to dla mnie pokój ducha, tyle i aż tyle. Ogólnie łatwiej definiuje się nie to, czego chcesz, tylko to, czego nie chcesz. Nie chcę już lęku na każdym kroku, nie chcę niczego na siłę, nie chcę sprawiać komuś nieszczęścia i by ktoś mi to nieszczęście sprawiał. Proste rzeczy, harmonia. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie spędzają więcej czasu na planowaniu wesela niż na planowaniu małżeństwa. Większość osób szuka impulsów, dreszczyku emocji. Rozmaite media wmówiły im, że miarą szczęścia są tak ulotne w perspektywie całego istnienia rzeczy. Ja na tym nie chcę opierać swojego życia.

Dla tego wspomnianego spokoju ducha można też przestać rapować?

Gdybym umiał powiedzieć koniec, wyprzedać studio i żyć bez rapu, to byłby zajebisty sukces. Tworzenie muzyki trochę ciąży, jest przekleństwem i błogosławieństwem jednocześnie. Idzie na to ogrom czasu, a i tak ktoś ci napisze, że kiedyś brzmiałeś lepiej. Na razie jest to jednak taka część mojego życia, że jakbym miał przestać, byłoby to równoznaczne z obcięciem sobie ręki.

#Klarenz
POKAŻ KOMENTARZE

Najnowsze

Grafika do artykułu: 7 dobrych filmów, których nie grano w polskich kinach, a są na serwisach streamingowych

7 dobrych filmów, których nie grano w polskich kinach, a są na serwisach streamingowych

Rzecz jasna sporą część ofert polskojęzycznych platform z filmami zajmują pozycje znane i lubiane, ale jeśli głębiej pogrzebać, wówc ...

Grafika do artykułu: Szaleniec wkracza na salony. Czy niebawem muzyka Kiełasa przestanie być tylko dla wtajemniczonych?

Szaleniec wkracza na salony. Czy niebawem muzyka Kiełasa przestanie być tylko dla wtajemniczonych?

Do tej pory mogło się wydawać, że nieszablonowy gość pozostanie na z góry upatrzonej pozycji, mimo dorobienia się podziemnego kultu. ...

#Kiełas
#LSO
Grafika do artykułu: Lockdown daje się wszystkim we znaki, ale ballerzy to dopiero mają teraz ciężkie życie (FELIETON)

Lockdown daje się wszystkim we znaki, ale ballerzy to dopiero mają teraz ciężkie życie (FELIETON)

Gdyby Danuta Rinn nadal żyła, to śpiewałaby teraz: Gdzie ci ballerzy, prawdziwi tacy / Mmm, orły, sokoły, herosy? / Gdzie ci ballerz ...

Grafika do artykułu: Od 18 lat jesteśmy „Zawieszeni w czasie i przestrzeni”. Pijani Powietrzem w ogóle nie chcą się zestarzeć

Od 18 lat jesteśmy „Zawieszeni w czasie i przestrzeni”. Pijani Powietrzem w ogóle nie chcą się zestarzeć

Powiedzenie o tym projekcie, że był jak na swoje czasy nowatorski, to fałszowanie przesz ...

#Paktofonika
#Pijani Powietrzem
Grafika do artykułu: Autorka „Placu Zbawiciela”, Joanna Kos-Krauze, mocno skrytykowała Patryka Vegę na antenie newonce.radio

Autorka „Placu Zbawiciela”, Joanna Kos-Krauze, mocno skrytykowała Patryka Vegę na antenie newonce.radio

W ostatnim odcinku Michał Walkiewicz rozmawiał m.in. z reżyserką i członkinią Gildii Reż ...

#newonce.radio
#Walkie Talkie
Grafika do artykułu: Jest już trailer netfliksowego programu „Gotowanie na marihuanie”. Premiera? Oczywiście 20.4

Jest już trailer netfliksowego programu „Gotowanie na marihuanie”. Premiera? Oczywiście 20.4

Mamy dobry czas na wzmocnienie swoich kulinarnych skilli. Kiedy już popiszemy się świątecznymi wypiekami, to nową inspirację może ok ...

#Cooked with Cannabis
#Netflix
Grafika do artykułu: Nudzicie się? Ta para stworzyła miniaturową galerię sztuki dla swoich myszoskoczków

Nudzicie się? Ta para stworzyła miniaturową galerię sztuki dla swoich myszoskoczków

Każdemu czas w samoizolacji upływa inaczej. U jednego - chleb bananowy, u drugiego - wiadomo, #końzwalony. Bank rozbili jednak Filip ...

Grafika do artykułu: Statystyki pokazują, że porady seksualne biją obecnie rekordy wyszukiwań. Skok nawet o 5000%!

Statystyki pokazują, że porady seksualne biją obecnie rekordy wyszukiwań. Skok nawet o 5000%!

Od tygodni miliony ludzi na całym świecie przebywają w izolacji. Co robimy w ukryciu? Ujmijmy to w ten sposób – czterdzieści lat tem ...

Grafika do artykułu: Nie żyje amerykańska raperka Chynna

Nie żyje amerykańska raperka Chynna

O tragicznym wydarzeniu poinformował jej management. Przyczyny śmierci 25-letniej artystki z Filadelfii nie są na razie znane.

#Chynna
Grafika do artykułu: „Dom z papieru”? Raczej domek z kart, który zaraz runie. Obejrzeliśmy czwarty sezon serialu (SPOILER ALERT)

„Dom z papieru”? Raczej domek z kart, który zaraz runie. Obejrzeliśmy czwarty sezon serialu (SPOILER ALERT)

Wyczekiwany powrót ekipy z Banku Hiszpanii okazał się chwilowym wybuchem emocji, a porzą ...

#Dom z papieru
#La Casa de Papel
#Netflix
POKAŻ WIĘCEJ
Store

newonce.paper #2

39.99 PLN

newonce.hoodie

199 PLN

newonce.paper #1

29.99 PLN

Szanowny Użytkowniku,

W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 roku nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych (RODO), pragniemy przypomnieć Ci podstawowe informacje z zakresu przetwarzania danych dostarczanych przez Ciebie podczas korzystania z naszego serwisu. Klikając w przycisk z napisem „W PORZĄDKU”, potwierdzasz, że zgadzasz się na wymienione niżej działania.

W PORZĄDKU

Cookies, czyli ciasteczka

Wraz z naszymi partnerami wykorzystujemy pliki cookies, potocznie zwane ciasteczkami, oraz inne pokrewne technologie. Mają one na celu zapewnienie Twojego bezpieczeństwa i udoskonalanie naszego serwisu poprzez wykorzystanie danych w celach analitycznych. Zakres wykorzystywania plików cookies możesz określić w preferencjach przeglądarki. Jeśli nie wprowadzisz zmian ustawień, informacje te mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Pragniemy Cię zapewnić, że przechowywane przez nas dane osobowe są bezpieczne. Ich administratorem jest firma Skills Warsaw Michał Michalski z siedzibą w 00-161 Warszawa, ul. Anielewicza 9/25. Twoje dane osobowe są przetwarzane na zasadzie dobrowolności i będą przetwarzane tylko tak długo, jak długo są niezbędne do realizowania ww. celów lub do momentu, gdy wyrazisz skuteczny sprzeciw wobec ich przetwarzania. Co ważne, dostęp do nich ma tylko wyznaczony inspektor, a Tobie przysługuje prawo żądania dostępu do treści danych, ich usunięcia, ograniczenia przetwarzania oraz przenoszenia. Masz też prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych na podstawie uzasadnionego interesu z przyczyn uzasadnionych Twoją szczególną sytuacją. Gdy uznasz, że firma Skills Warsaw Michał Michalski narusza przepisy Rozporządzenia RODO, masz prawo wnieść skargę do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.

okiPopupPlugin-close