Żyjemy w złotej erze rapowego rynku koncertowego. Tylko dlaczego live'y potrafią być tak słabe? (FELIETON)
Created with Sketch.

RADIO

Gramy 24h/7

POKAŻ WIĘCEJ
fot. @post_renaissance

Rapowy rynek koncertów w Polsce? To ogromny rozkwit z zagrożeniem w tle – pisze Paweł Klimczak, współpracownik newonce.net

Nie ma wątpliwości, co do tego, że polski rap jest koncertową potęgą. Wyprzedane trasy gigantów i koncerty w największych halach, udane trasy korzystających z popytu średniaków, spora ilość festiwali o różnorodnym profilu… Warto się tym cieszyć, bo w dobie streamingu i malejącej sprzedaży fizycznych nośników (choć hip-hop jest jednym z ostatnich bastionów płyty CD), dla artystów to koncerty stają się głównym źródłem zarobku. To także świetna okazja do bezpośredniego kontaktu z publicznością, od zawsze dobry sposób na budowanie swojej pozycji. Hip-hop rezonuje najsilniej z młodymi, ale nie tylko – Sokół, PRO8L3M czy Taco Hemingway przyciągają różnorodną publikę, w tłumie miesza się młodzież i normalsi z klasy średniej, studenciaki z bywalcami Zbawixa. Mało który gatunek muzyczny wywołuje tyle emocji, przebiega przez tyle klas społecznych, tak mocno przekracza bariery wiekowe. Mimo ogromnej saturacji rynku odwoływanie koncertów i tras nie jest zbyt powszechne (w USA co chwilę słyszymy o problemach nawet sporych gwiazd – jak Chance the Rapper czy Nicki Minaj), prędzej można się pochwalić sold outem. To fascynujące zjawisko, z wielu różnych powodów.

Pierwszy jest naprawdę optymistyczny – ludzie chcą obcować z muzyką na żywo, a przynajmniej sprawdzić, o co ten cały raban. Oczywiście nie dotyczy to tylko hip-hopu, z koncertowej hossy mogą cieszyć się choćby jazz i metal, nie mówiąc już o mrocznej otchłani disco polo. Jest sporo miejsc, gdzie można grać, całość się coraz mocniej profesjonalizuje. Dochodzi do lekkich scysji, jak w Nowogrodzie, gdzie agresywni nastolatkowie doprowadzili do odwołania koncertu Kaliego, wiele występów organizowanych jest wciąż na lekkim przypale, ale z drugiej strony nie brakuje profesjonalnych promotorów, a największe trasy czy specjalne koncerty premierowe (w zeszłym roku szczególnie imponująco wypadł właśnie Kali czy Żabson, który premierę swojej płyty świętował 3,5 godzinnym występem) wychodzą imponująco i w niczym nie ustępują popowej machinie. A czasami nawet ją przewyższają – zaangażowanie publiczności na występie Igiego znacząco przebija dowolną radiową gwiazdkę na Święcie Grzyba w Węglińcu, gdzie bardziej niż muzyka liczy się kiełba na tacce i chrzczone piwko. Ta energia, świetnie zagospodarowywana szczególnie przez trapistów w rodzaju Multiego czy Żabsona, to piękne świadectwo unikalnej więzi, jaką mają dzisiaj gwiazdy rapu ze swoją publiką.

Ale jest i druga strona medalu, bo ta więź zbudowana jest często na ślepym uwielbieniu i czystej energii. Mosh pity, ściany śmierci i inne zbiorowe emanacje koncertowej euforii to wspaniały widok. Szkoda, że zdarza się, że po drugiej stronie zaangażowanie jest mniejsze bądź niepoparte odpowiednimi umiejętnościami. Innymi słowy – jest wiele koncertów słabych wykonawczo, sprowadzonych do darcia japy pod mp3 i wyciągania mikrofonu w stronę publiczności. Raperom zdarza się zamelanżować za mocno czy spóźnić kilka godzin. Dzięki niewygórowanym standardom panującym na scenie i relatywnie niskim oczekiwaniom publiczności skupionej bardziej na własnej zabawie i przeżywaniu doświadczenia, wiele rzeczy uchodzi na sucho.

I w zasadzie nie ma w tym nic złego, bo ani publiczności, ani tym bardziej raperom taki stan rzeczy nie przeszkadza. Ale co jakiś czas ktoś podnosi tę kwestię, jak Koza, który w wywiadzie do newonce paper dość ostro skrytykował ignorowanie własnej publiki. Nie zawsze to wina samych raperów, bardzo często warsztatowe braki wynikają z tempa, w jakim dzisiaj robi się karierę. Jakiś czas temu Mateusz Natali z Popkillera bardzo trafnie zdiagnozował to zjawisko: nie masz czasu na szlifowanie skillsów i nagrywanie iluś tam numerów w podziemiu, zagranie kilkudziesięciu koncertów na przeglądach dla 10 osób, gdzie sobie wyrobisz emisję głosu, kontakt z publiką itd. Często puszczasz pierwsze numery, jest szał, masz trasy i już wchodzisz na scenę na pierwszy koncert i masz pełny klub. I jest oczekiwanie, że umiesz ten koncert zagrać, ale jak się miałeś tego nauczyć, skoro nigdy nie grałeś? A młodsi raperzy wiedzą, że muszą skorzystać z tego, że masz swój moment. Trudno winić artystów, że robią lemoniadę, kiedy mają pod ręką cytryny. Ale czają się w tym pewnie niebezpieczeństwa.

Jeśli twój koncert nie jest imponujący wykonawczo (lub choćby porządny), to masz mniejszą szansę na długą karierę. W przyszłym roku pojawi się kolejny młodzian, do którego można pokrzyczeć na koncercie, a jeśli nie masz opinii dobrego widowiska, same hity – na tym etapie już przebrzmiałe – mogą nie wystarczyć. Również mądre przygotowanie do trasy – fizyczne i psychiczne – daje ci większą szansę na artystyczną długowieczność. Wielu o tym zapomina, ignorując wymagania, jakie stawia intensywne granie koncertów. To także droga do wypalenia, nadszarpnięcia zdrowia, albo ryzyko występu, w trakcie którego traci się głos (spytajcie stachanowca naszej sceny, TDF-a, któremu życie między studiem a sceną przeorało głos na wskroś). Parę razy powinie się noga – a plotkarskie portale rapowe wykorzystują to bez skrupułów – i kariera otrzymuje cios, po którym może się już nie zebrać. Warto o tym pamiętać, szczególnie na początku swojej drogi.

Badania australijskich naukowców wykazały jasno związek między poczuciem szczęścia, a chodzeniem na koncerty. Ludzie, którzy na nie chadzają regularnie, są po prostu szczęśliwsi. Koncert to także piękne, wspólnotowe doświadczenie w czasach, w których następuje rozpad więzi społecznych, a depresja jest zbiorową chorobą cywilizacyjną. Muzyka to przestrzeń, w której więcej może nas połączyć, niż podzielić. Warto chodzić na koncerty! Ale warto również przyglądać się krytycznie rynkowi koncertowemu i wymagać więcej. Niespodziewanie jednym z lepszych koncertów, na jakim byłem w zeszłym roku, był występ Żabsona. Głównie dlatego, że był to energetyczny gig, zaangażowany, ale przede wszystkim – z ogromnym szacunkiem do własnej publiczności. Tylko i tyle i aż tyle. I na takim poziomie powinniśmy trzymać wymagania wobec wszystkich występów, niezależnie od stylistyki i stażu osób na scenie. To gwarant nie tylko długowieczności karier, ale i tego mitycznego szczęścia, o którym pisali australijscy naukowcy. A kto nie chciałby być szczęśliwy?     

POKAŻ KOMENTARZE

Najnowsze

Grafika do artykułu: Nasz ranking filmów Wojciecha Smarzowskiego od najgorszego do najlepszego

Nasz ranking filmów Wojciecha Smarzowskiego od najgorszego do najlepszego

Czekamy na - póki co - skąpo zapowiadaną kontynuację Wesela, a na razie robimy sobie przelot po filmografii najpopularniejszego obec ...

#Wojciech Smarzowski
Grafika do artykułu: Dlaczego wyjątkowo czekamy na 4. sezon Fargo?

Dlaczego wyjątkowo czekamy na 4. sezon Fargo?

Jeden z najlepszych seriali ostatnich lat wraca z nowym sezonem. Rzucamy wszystko i oglądamy.

Grafika do artykułu: 16-latek, który brzmi jak młodszy brat Earla Sweatshirta? Tak – nazywa się redveil i robi świetne rzeczy

16-latek, który brzmi jak młodszy brat Earla Sweatshirta? Tak – nazywa się redveil i robi świetne rzeczy

To nie jest kolejny nastolatek, który postanowił zostać raperem. Ba, to nie jest nawet t ...

#Niagara
#redveil
Grafika do artykułu: Joji wypuścił swój nowy album Nectar. Czy jest tu się czym jarać? (RECENZJA)

Joji wypuścił swój nowy album Nectar. Czy jest tu się czym jarać? (RECENZJA)

To już drugi pełnoprawny album Joji’ego. Od follow-upu do debiutu oczekuje się progresu, pokazania się z jeszcze lepszej strony, alb ...

#Joji
#Nectar
Grafika do artykułu: 7 projektów, od których warto zacząć przygodę z nowym polskim jazzem

7 projektów, od których warto zacząć przygodę z nowym polskim jazzem

Jazz, wbrew stereotypom, jest muzyką świeżości, buntu, energii. Zebraliśmy najciekawsze polskie projekty, od których warto zacząć pr ...

#Wojtek Mazolewski
#Błoto
#EABS
Grafika do artykułu: Nowy album Vito Bambino spodoba się fanom Bitaminy. A co z resztą słuchaczy? (RECENZJA)

Nowy album Vito Bambino spodoba się fanom Bitaminy. A co z resztą słuchaczy? (RECENZJA)

Nawiązanie do zespołu nieprzypadkowe, bo solówka Vito brzmi tak, jak muzyka jego składu. Przyznamy, że liczyliśmy na lekką zmianę.

#Vito Bambino
Grafika do artykułu: Przerażeni jesienną szarugą? Carhartt WIP przychodzi z pomocą i przedstawia kolekcję FW 2020

Przerażeni jesienną szarugą? Carhartt WIP przychodzi z pomocą i przedstawia kolekcję FW 2020

Rozpoczęcie kalendarzowej jesieni już za nami, a pogoda od razu stała się mniej przyjazna. Nie może być jednak tak, że trochę deszcz ...

#Carhartt WIP
Grafika do artykułu: Czailiście się, by obejrzeć Skandal: Ewenement Molesty? W ten weekend macie do tego perfekcyjną okazję

Czailiście się, by obejrzeć Skandal: Ewenement Molesty? W ten weekend macie do tego perfekcyjną okazję

Dziś i jutro w Multikinach w całej Polsce odbędą się specjalne pokazy przedpremierowe. T ...

#Skandal Ewenement Molesty
Grafika do artykułu: Parę dni temu swój album wydał Marceli Bober. Teraz… Bober. Który lepszy?

Parę dni temu swój album wydał Marceli Bober. Teraz… Bober. Który lepszy?

Ja nie mam rozterek, która ksywa jest prawdziwa, wiadomo że moja, wybacz - nawijał lata temu Mezo w kawałku Panczlajner, części beef ...

#Bober
#Marceli Bober
Grafika do artykułu: Legenda NBA w ogniu krytyki po słowach o zastrzelonej przez policjantów Breonnie Taylor

Legenda NBA w ogniu krytyki po słowach o zastrzelonej przez policjantów Breonnie Taylor

Charles Barkley skomentował case zamordowanej przez policję Taylor. I teraz musi odpierać zarzuty. Słuszne? 

#Breonna Taylor
#Charles Barkley
POKAŻ WIĘCEJ

Szanowny Użytkowniku,

W związku z wejściem w życie 25 maja 2018 roku nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych (RODO), pragniemy przypomnieć Ci podstawowe informacje z zakresu przetwarzania danych dostarczanych przez Ciebie podczas korzystania z naszego serwisu. Klikając w przycisk z napisem „W PORZĄDKU”, potwierdzasz, że zgadzasz się na wymienione niżej działania.

W PORZĄDKU

Cookies, czyli ciasteczka

Wraz z naszymi partnerami wykorzystujemy pliki cookies, potocznie zwane ciasteczkami, oraz inne pokrewne technologie. Mają one na celu zapewnienie Twojego bezpieczeństwa i udoskonalanie naszego serwisu poprzez wykorzystanie danych w celach analitycznych. Zakres wykorzystywania plików cookies możesz określić w preferencjach przeglądarki. Jeśli nie wprowadzisz zmian ustawień, informacje te mogą być zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Pragniemy Cię zapewnić, że przechowywane przez nas dane osobowe są bezpieczne. Ich administratorem jest firma Skills Warsaw Michał Michalski z siedzibą w 00-161 Warszawa, ul. Anielewicza 9/25. Twoje dane osobowe są przetwarzane na zasadzie dobrowolności i będą przetwarzane tylko tak długo, jak długo są niezbędne do realizowania ww. celów lub do momentu, gdy wyrazisz skuteczny sprzeciw wobec ich przetwarzania. Co ważne, dostęp do nich ma tylko wyznaczony inspektor, a Tobie przysługuje prawo żądania dostępu do treści danych, ich usunięcia, ograniczenia przetwarzania oraz przenoszenia. Masz też prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych na podstawie uzasadnionego interesu z przyczyn uzasadnionych Twoją szczególną sytuacją. Gdy uznasz, że firma Skills Warsaw Michał Michalski narusza przepisy Rozporządzenia RODO, masz prawo wnieść skargę do organu nadzorczego zajmującego się ochroną danych osobowych.

okiPopupPlugin-close