10 najbardziej kultowych polskich programów TV z lat 90.

traperzy.jpg
kadr z programu "Komiczny Odcinek Cykliczny"

Może trudno w to uwierzyć, ale były czasy, w których telewizję oglądali także ludzie poniżej 50. roku życia.

Nie byłoby tego tekstu, gdyby nie program Kamila Bałuka. Nasz kolega z newonce.radio w swoim cyklu Dawno temu w telewizji przepytuje postacie, które lata temu rządziły milionami polskich dusz. Był na przykład Marcin Meller (Agent), był Jacek Kawalec (Randka w ciemno), był Mariusz Szczygieł - znacie go jako wybitnego pisarza i reportera, ale pewnie mało kto pamięta, że facet w 90's był gwiazdą telewizyjnego talk show Na każdy temat. Podcasty Dawno temu w telewizji odsłuchacie tutaj - bardzo polecamy, bo to kopalnia anegdot i popkulturowej wiedzy.

Audycja Bałuka zainspirowała do tego, żeby pogrzebać w archiwach YouTube'a i wybrać 10 programów, dla których w latach 90. ludzie potrafili urywać się z pracy. Dzisiaj mamy wszystko on demand, ale wtedy albo załapaliście się na czas, albo nie. I trzeba było obejść się smakiem - chyba że ktoś miał wyższej klasy magnetowid i w porę ogarnął ustawienie nagrywania na konkretną godzinę. O Randce w ciemno Kawalec opowiedział w audycji sporo, dlatego nie dajemy jej do poniższej dziesiątki. Resztę dobraliśmy gatunkowo; są tam i talk-shows, i programy satyryczne, sportowe, muzyczne czy rozrywkowe hybrydy. Punkt wspólny - w latach 90. oglądał je każdy. Nie wierzycie? Spytajcie rodziców.

Przy powstaniu tekstu korzystałem z książki "333 popkultowe rzeczy lat 90." Bartka Koziczyńskiego

1
30 Ton - lista, lista, lista przebojów

Ekwiwalent dzisiejszych playlist Spotify i Karty Na Czasie. 30 Ton była wypadkową dwóch zestawień - najchętniej słuchanych singli w polskich rozgłośniach radiowych oraz listy najpopularniejszych albumów. To drugie prowadziło czasem do absurdów; w 1999 roku bardzo wysoko znalazła się... modlitwa Pater Noster Jana Pawła II, bo do sklepów trafił krążek Abbà Pater z zapisem deklamowanych i śpiewanych przez Ojca Świętego psalmów. Jeśli dobrze pamiętamy, zaraz obok Prawy do lewego i Ricky'ego Martina. Takie to były czasy.

Program oglądali wszyscy, bo producenci w ledwie półgodzinne odcinki pakowali multum atrakcji. Nie dość, że fragmenty 30 najpopularniejszych teledysków, to jeszcze ogłoszenia koncertowe, pierwsze miejsca z list radiowych, informacje o tym, jaki muzyk ma w danym tygodniu urodziny oraz... życzenia od widzów. Do tego wywiady z zaproszonymi gośćmi, a wszystko czytane przez Dariusza Odiję, lektora, który przez te 30 minut wypluwał z siebie w ekspresowym tempie więcej słów, niż normalny człowiek przez miesiąc.

30 Ton utrzymywało się na antenie TVP2 do roku 2006, ale po 2000 mocno straciło na popularności, bo do Polski weszły stacje MTV Polska i Viva Polska. Tam klipy można było oglądać w całości, więc mało kogo interesowały pojedyncze fragmenty - a przecież to głównie dla teledysków włączało się tę listę. Wspominamy ją ciepło, bo była tak zwariowana, bezpretensjonalna, kolorowa i kiczowata, jak całe lata 90. Obejrzyjcie koniecznie fragment powyżej - oprawa wizualna wygląda jak sen fanów vaporwave'u.

2
Czar par

Absolutny przebój TVP1; najpopularniejsze odcinki Czaru Par oglądało aż 14 milionów widzów! Według producentów rywalizacja małżeństw miała pokazać widzom, kim jesteśmy my, Polacy, co nas bawi, śmieszy, wzrusza. Skończyło się na paru głośnych przypałach i wypromowaniu Krzysztofa Ibisza - to w tym programie swoją poważną karierę rozpoczął wiecznie młody prezenter.

Generalnie chodziło o to, że zgłaszające się z całej Polski małżeństwa brały udział w rozmaitych zadaniach i quizach, a najsłabsi odpadali drogą eliminacji. W finale zwycięska para otrzymywała ogromne nagrody: Mercedesa 200D i dom o powierzchni 260 metrów. I tu aż dwukrotnie czar pryskał, a zaczynała się ponura rzeczywistość. Zwycięzcy pierwszej edycji już po zakończeniu programu dowiedzieli się, że wszystko OK, ale zgodnie z nową ustawą muszą wyłożyć 10% wartości domu i samochodu, a takiej sumy nie mieli. Potem sponsor oznajmił, że sfinansuje tylko prace budowlane, a dom laureaci muszą kupić sobie sami, później dogadał się z nimi, że zrobi wszystko, ale dom będzie o 100 metrów mniejszy, a jeszcze później zbankrutował. Ostatecznie pieniężną równowartość obu nagród wypłaciła im Telewizja Polska, w porę unikając gigantycznego skandalu.

Jeszcze lepszy numer, który ostatecznie ściągnął Czar par z anteny, miał miejsce przy trzeciej odsłonie programu. Wtedy na antenie Ibisz przedwcześnie zapowiedział wyniki konkurencji w finale, a dwie rywalizujące ze sobą pary dogadały się, że najuczciwiej będzie, jeśli podzielą się wygraną, niezależnie od tego, kto zwycięży. Niestety laureaci po zakończeniu programu wykręcili się z umowy. Cała sprawa skończyła się w sądzie, a program trafił do lamusa. Science-fiction? Nie, lata 90.

3
Gol

Ten poświęcony polskiej pierwszej lidze piłkarskiej program był namiętnie oglądany przede wszystkim przez młodych kibiców. Powód? Leciał we wtorki po godzinie 15., kiedy dorośli byli jeszcze w pracy, ale uczniowie podstawówek i liceów kończyli już lekcje. I lecieli jak na skrzydłach do domów, żeby zobaczyć skróty wszystkich meczów z ostatniej kolejki. Oraz dowiedzieć się... kto wygrał.

Dziwne? Pamiętajcie, że to okres przedinternetowy. Mecze odbywały się w weekend, o wynikach informowały telewizja, radio i poniedziałkowe gazety. No i rzecz jasna nieśmiertelna Telegazeta, do której jednak nie każdy miał dostęp. Ale jeśli ktoś z różnych względów nie mógł dowiedzieć się o tym, czy jego faworyci wygrali czy przegrali, musiał czekać na Gol. Nie był to program szczególnie oryginalny, ale nie o to w nim chodziło. Liczyło się tylko oglądanie najważniejszych akcji z polskich boisk, bo nigdzie indziej nie było to możliwe.

Co jeszcze? Absolutnie legendarna, złożona z fragmentów dawnych spotkań czołówka. Idziemy o zakład, że wielu dzisiejszych 30. albo 40-latków nawet po wybudzeniu ze snu z pamięci wykrzyczy: Szansa... o Jezus Maria! albo I proszę państwa, trzecia bramka wisi w powietrzu! Redaktor Piotr Kędzierski zna na przykład całą na wyrywki.

4
Idź na całość

Poprzednie programy z tego zestawienia były emitowane przez Telewizję Polską, a tu mamy flagowca Polsatu, bodaj najmocniejszej prywatnej telewizji lat 90. Jego właściciele odważnie umieścili Idź na całość w dość specyficznym miejscu ramówki - teleturniej leciał w niedziele o godzinie 19., konkurując z wieczorynką i Wiadomościami w TVP1. Tymczasem na punkcie programu wytworzyło się takie szaleństwo, że już po paru miesiącach Idź na całość przebiło wynikami oglądalności oba nieruszalne - jak mogło się wydawać - tytuły Jedynki.

Fenomen polsatowskiego show tkwił w jego uniwersalności. O ile w innych teleturniejach trzeba było wykazać się wiedzą (czasem ogromną - jak w przypadku Miliarda w rozumie), o tyle tutaj należało po prostu dostać się na widownię studia, najlepiej w jakimś przebraniu, i liczyć, że prowadzący Zygmunt Chajzer wybierze właśnie nas. Co dalej? Dalej były trzy bramki, ale tylko za jedną kryła się nagroda. Za dwiema pozostałymi siedziały zonki, czyli maskotki sympatycznych, czerwonych kocurów. I... tyle. Wystarczyło, żeby regularnie przyciągać przed ekrany ponad 10 milionów widzów. W końcu każdy z nich mógł się tam dostać i wygrać.

Nie chcemy tu nikogo obrażać, bo za dzieciaka sami jaraliśmy się Idź na całość, ale dopiero po latach widać, jak strasznie głupi był to program. Jego jedyną spuścizną okazał się właśnie zonk - to słowo weszło do codziennego użytku, oznaczając po prostu wtopę.

5
KOC - Komiczny Odcinek Cykliczny

Co to był za wspaniały program! To nic, że wszystkie żarty opierały się na grach słownych i absurdalnych rebusach, które zawsze były potężnymi sucharami. Główną siłą KOC-a był lekki, zupełnie niewymuszony humor i absolutnie fantastyczne pomysły.

To stamtąd wzięli się T-Raperzy Znad Wisły, czyli dwóch typków w dziwacznych ciuchach, którzy nawijali o królach i władcach Polski. Zresztą KOC zawsze składał się z szeregu humorystycznych epizodów, z reguły pogrupowanych w konkretne cykle. Jak choćby AHŻ, czyli Akademia Humoru Żołnierskiego. Albo parapoetyckie Strofy z Sofy. Albo Wypożyczalnia żartów. Przykłady specyficznego humoru KOC-a? Mamy parę prezenterów telewizyjnych, panią i pana. Pani przekazuje panu mikrofon, mówiąc: Waldku, twoja kolej. A Waldek odpowiada: masz nienajświeższe informacje Halinko. Kolej jest państwowa! I tak to zwykle wyglądało.

Ciekawostka - jeden z głównych aktorów i autorów KOC-a, Sławomir Szczęśniak, po latach został cenionym reklamowcem. No ale trzeba było mieć kreatywny umysł, żeby tydzień w tydzień wymyślać tak cudownie betonowe dowcipy.

6
Koło Fortuny

Program, który pojawiał się w polskiej telewizji i znikał. Pierwsze, najsłynniejsze sezony to lata 1992-1998 - i przy nich za chwilę się zatrzymamy. Drugi rzut odbył się w latach 2007-2009, prowadzącym był Krzysztof Tyniec (czyli ten aktor, który podkładał głos Timonowi w Królu Lwie), a starzy fani najtisowego Koła Fortuny byli w ciężkim szoku - miejsce wąsatego i jak na stardardy telewizyjne dość ponurego Wojciecha Pijanowskiego zajął facet, który podskakiwał i podśpiewywał. A trzecie wejście Koło Fortuny zanotowało w 2017 roku. Tu najpierw Rafał Brzozowski, którego obecność w programie pamiętamy głównie ze wstrząsającego wykonania Blue Da Ba Dee, a potem Norbi.

Mało kto pamięta, że Koło Fortuny było pierwszym zagranicznym teleturniejowym formatem, który został zakupiony do Polski. Zasady znacie - to tradycyjna gra w wisielca z odgadywaniem haseł na podstawie podawanych przez uczestników liter. Prowadzącym był wspomniany Wojciech Pijanowski, ale prawdziwą gwiazdą Koła Fortuny okazała się jego pomocnica, długonoga studentka polonistyki Magda Masny, której zadaniem było odsłanianie liter. Dzięki najczęściej powtarzanemu przez Pijanowskiego hasłu Magda, odsłoń powstał szereg mniej lub bardziej - ale raczej bardziej - sprośnych żartów, które musicie już sobie sami dopowiedzieć.

Na wyobraźnię działała nie tylko Magda, ale i główna nagroda. Zwycięzca Koła Fortuny wygrywał bowiem nowiutkiego Poloneza z bagażnikiem wypchanym jedzeniem - nagrodami od sponsorów. Nie wiemy, co rozpalało bardziej - Polonez czy zawartość bagażnika. Pamiętajcie, że jeszcze kilka lat wcześniej mieliśmy komunę, a Polacy wystawali po żywność w długich kolejkach.

7
Małe Wiadomości DD

Jeden z najbardziej absurdalnych pomysłów w historii telewizji tamtej dekady. Ale i... jeden z najsympatyczniejszych, bo to, że żółty stwór z długimi uszami prowadził dziecięcą wersję dziennika telewizyjnego, było urocze.

Małe Wiadomości DD powstały w 1993 roku, żeby uprzyjemnić dzieciakom czas między wieczorynką a prawdziwymi Wiadomościami, które przecież były nudne i dla dorosłych. Opowiadały o codziennych rzeczach prostym, może nieco infantylnym językiem, ale takim, który trafiał do mas. Co więcej, pod koniec 1993 Małe Wiadomości DD zaczęły ukazywać się jako czasopismo; później przekształcono je w DeDe Reportera. Telewizyjnego starszego brata gazety zamknęli oczywiście dorośli. W 1994 roku prezes TVP Wiesław Walendziak wykazał się kompletnym brakiem dystansu, stwierdził, że nie można nakłaniać dzieci do powielania zachowań znanych z kultury masowej i ku rozpaczy milionów zdjął program z anteny. Ale już jego gazetowa wersja - programu, nie Walendziaka - działała aż do roku 2008.

8
Od przedszkola do Opola

Obok Tęczowego Music Boxu i Mini Playback Show chyba najbardziej znany przedstawiciel grupy programów, w których najmłodsi prezentowali Polsce swoje talenty wokalne. Wszystko odbywało się w ciepłej, rodzinnej atmosferze, prowadzący Michał Juszczakiewicz był trochę klaunem, a trochę sympatycznym panem przedszkolankiem, zaś laureata wybierało się za pomocą... natężenia braw publiki. Każdy odcinek był poświęcony utworom konkretnej gwiazdy polskiej sceny rozrywkowej; trudno wymienić wszystkich, którzy się tam pojawili (od 1995 do 2007 nakręcono ponad 600 odcinków), to chociaż powiedzmy, które ze śpiewających dzieciaków porobiły w dorosłym życiu niezłe kariery. W Od przedszkola do Opola pierwsze kroki stawiały m.in. Daria Zawiałow, Natalia Szroeder, Iza Lach czy Sylwia Grzeszczak.

Minęło już trochę lat, to możemy szczerze powiedzieć: jeśli nie byliście albo w wieku przedszkolnym, albo w wieku rodziców i dziadków, którzy byli wzruszeni, że takie małe, a tak ładnie śpiewają, oglądanie Od przedszkola do Opola było katorgą. Niestety program kochały wszystkie babunie świata, a do tego leciał w porze niedzielnego rosołu. No i nie ma zmiłuj - co tydzień trzeba było to znosić.

9
Śmiechu warte

Ale już ten program oglądało się z ogromną przyjemnością. Oczywiście jeśli miało się kilkanaście lat. Zanim powstały kompilacje faili na YouTube - więcej, zanim powstał YouTube - było Śmiechu warte. Program, którego żelaznymi punktami były filmiki typu: o patrz, facet się wywalił.

Śmiechu warte miało dwie części. Najpierw oglądaliśmy filmiki z zagranicy - na przykład ze śmiesznymi psami albo ludźmi, którzy ślizgali się na skórkach od banana - a potem był konkurs i pięć filmów z Polski, nadesłanych przez widzów. Generalnie już wtedy czuło się, że produkcje krajowe były strasznym przypałem. Jakby to wam opisać - rodzice podstawówkowego kolegi jednego z redaktorów newonce wysłali do konkursu wideo, na którym mały dzieciak wlazł na duży stół. I tyle.

Film zajął drugie miejsce.

Prowadzącym był satyryk Tadeusz Drozda, człowiek obdarzony wujaszkowym humorem prosto z wesela. Jakby tego było mało, twórcy przemycali do Śmiechu warte komputerowe animacje - na przykład głowa Drozdy dostawała skrzydełek i odlatywała w górę ekranu. Bardzo podobał nam się też proces wyboru gospodarza, który po latach ujawnił reżyser show, Leszek Stopa. Zacząłem się zastanawiać, kto może poprowadzić program. Zadzwoniłem do pierwszej osoby - nie było jej w domu. Drugiej też nie. Trzeci był Tadeusz Drozda.

10
Wieczór z wampirem

Na finał sztandarowy program stacji RTL7, talk-show Wieczór z Wampirem, którego prowadzącym był obdarzony nieco wampiryczną urodą dziennikarz radiowy Wojciech Jagielski. I to już był klasyczny, robiony na amerykańską modłę talk-show bez udziwnień. Oglądało się go świetnie, bo Jagielski może i czasami lekko przynudzał, ale generalnie zadawał ciekawe pytania, był błyskotliwy, czasem dowcipny i, co najważniejsze, dawał się gościom wygadać. Na kanapę zapraszał nie tylko najpopularniejszych wówczas celebrytów, ale i osoby spoza głównego nurtu, za to takie, które gwarantowały ciekawą rozmowę. Taki był choćby Tomasz Beksiński, taki był też Maciej Maleńczuk - i tę rozmowę, którą wkleiliśmy powyżej, po prostu musicie zobaczyć.

Swój talk-show Ibisekcja miał w latach 90. Krzysztof Ibisz, ale on był tam akurat trochę sztywny. Był też Wieczór z Alicją w TVP1 - prowadząca Alicja Resich-Modlińska była profesjonalistką, chociaż często miało się wrażenie, że buduje między sobą a gośćmi lekki dystans. Natomiast Jagielski był dużo bardziej wyluzowany, więc to jego wspominamy z tamtych czasów najcieplej.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, prowadzący audycję Nevermind w newonce.radio. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej ze sprawami społecznymi.