10 przerażających filmów, które nie są horrorami

climax-kopia.jpg

Bo przecież najbardziej boimy się tego, co jest za rogiem. Zapomnijcie o Draculi i klaunie z To, tu się dzieją dużo gorsze rzeczy.

1
Requiem dla snu (2000)

Powieści Huberta Selby'ego juniora, na której Darren Aronofsky oparł scenariusz swojego filmu, po prostu nie idzie czytać. I to nie dlatego, że jest zła - ten gęsty, wielofakturowy język, jakim napisano Requiem dla snu, jest tak osobny i trudny w odbiorze, że lektura więcej niż jednej strony dziennie grozi trwałymi zmianami w umyśle. Co innego film, który ogląda się świetnie, ale z zimnym potem na ciele. Aronofsky niesamowicie oddał stan umysłu człowieka uzależnionego, podgrzewając emocje słynną już ścieżką dźwiękową Clinta Mansella i Kronos Quartet. Scena, w której matka głównego bohatera przyjmuje serię elektrowstrząsów w szpitalu sprawia, że czujemy się mniej więcej tak, jak ona.

2
Pogrzebany (2010)

Przyznajcie się - każdy z nas zastanawiał się kiedyś, jak to jest obudzić się w trumnie. No więc ludzie od Pogrzebanego przelali te fantazje na duży ekran. Przez cały film kamera znajduje się właśnie w trumnie - znajdujący się w niej Ryan Reynolds ma 90 minut czasu, by skontaktować się ze światem, zanim zupełnie skończy mu się tlen. Nie trzeba mieć klaustrofobii, żeby na seansie poczuć dziwny ucisk w klatce piersiowej. Z materiałów pomocniczych polecamy lekturę tego, co 400 lat temu wydarzyło się księdzu Piotrowi Skardze (temu od kazań). Brr!

3
My, dzieci z dworca ZOO (1981)

Ten film jest tak dosłowny, że bardzo trudno obejrzeć My, dzieci z dworca ZOO bez bólu głowy. Oparta na książce Kai Hermann produkcja odsłania prawdziwie brudny obraz rzeczywistości osoby uzależnionej od twardych narkotyków. Cała opowieść jest wpisana w tytułowy dworzec ZOO – miejsce spotkań berlińskich narkomanów. Niektóre sceny momentami mrożą krew w żyłach. Uzależnione od narkotyków osoby, będąc często jeszcze dziećmi (główna bohaterka Christine ma 12 lat) chwytają się wszystkich sposobów, włączając w to prostytucję, by zdobyć pieniądze na zniewalający ich narkotyk. W tym świecie pozbawionym złudzeń, nie ma miejsca na oderwanie się od wyniszczających organizm i pozbawiających moralnego kręgosłupu dragów. To podróż bez ostatniej stacji.

4
Climax (2018)

Zaczyna się tak, że w pomieszczeniu, które wygląda jak salka osiedlowego domu kultury, spotyka się grupka tancerzy, którzy trenują skomplikowany układ choreograficzny. Wszystko się udało, zbijamy piątkę, odpalamy sangrię, didżej włącza muzykę i zaczyna się afterparty. No właśnie. Bo nagle okazuje się, że sangria jest bogato nafaszerowana środkami halucynogennymi, a miłe spotkanie zamienia się w surrealistyczną jatkę pełną przemocy, seksu i... tańca. Climax wygląda jak chory sen jakiegoś wygrzańca, który po kilkudniowym narko-maratonie techno postanowił chwycić za kamerę i zarejestrować to, co przydarzyło mu się w tzw. międzyczasie. Tak wyobrażamy sobie wesele marzeń!

5
Nieodwracalne (2002)

A skoro już jesteśmy przy Climax, to nie możemy nie wspomnieć o bodaj najsławniejszym filmie Gaspara Noe, szokującym Nieodwracalnym z Monicą Bellucci i Vincentem Casselem w rolach głównych. Ogólnie sam obraz, puszczona od tyłu historia zemsty mężczyzny, którego dziewczyna została brutalnie okaleczona nie jest wybitnie przerażający, ale są tu dwie sceny, które ustawiają całość. Pierwsza - bodaj najokropniejszy, ciągnący się w nieskończoność gwałt, jaki kiedykolwiek zarejestrowała taśma filmowa. Druga - scena morderstwa gaśnicą, gdzie jeden facet miażdży drugiemu głowę w rytm ostrego industrialu, a wszystko to widać aż zbyt dobrze. Jeśli szukacie filmu na pierwszą randkę, nie mogliście wybrać lepiej.

6
Bliskie spotkania z wesołym diabłem (1986)

Szanujący się ranking most disturbing movies ever made nie powinien obyć się bez diabła Piszczałki. I tu małe spostrzeżenie - my jesteśmy młodsi, ale generalnie dzieci, które wychowywały się w latach 80. powinny ubiegać się dziś o zadośćuczynienie za straty moralne. No bo tak: w telewizji Wojciech Jaruzelski, w radiu zespół Kombi, a w kinie albo Pan Kleks w kosmosie - gdzie trafiały się takie cuda, jak potwór z czymś a'la jądra na twarzy - albo właśnie Piszczałka, czyli mityczny stwór przypominający ruszającą się kupę nawozu. Miało bawić, a straszyło do łez. A wy tu wydziwiacie, że dzisiaj maluchy mają w sieci styczność z nieodpowiednimi treściami.

7
Lot 93 (2006)

Bo najstraszniejsze historie to te prawdziwe. Lot 93 jest naprawdę wstrząsającą projekcją tego, co działo się w jednym z samolotów porwanych przez Al-Kaidę 11 września 2001 roku. W dodatku projekcją widzianą oczyma pasażerów. Nie ma co śmieszkować - film Paula Greengrassa kopie w łeb, przygnębia i przyprawia o łzy jak mało który wytwór tzw. kultury popularnej. Na własną odpowiedzialność.

8
Gummo (1997)

Jeden z najważniejszych amerykańskich filmów niezależnych w historii; obraz, który katapultował Harmony'ego Korine'a do grona czołówki niszowych reżyserów świata. O Gummo i jego wpływie na popkulturę pisaliśmy tak: Wszechobecna nuda, na którą sposoby starają się znaleźć bohaterowie filmu, świetnie współgrała z życiem na blokach. Po którym tak jak Tummler poruszaliśmy się na deskach. Ale nigdy byśmy nie podejrzewali, że będzie to miało tak przemożny wpływ na amerykańską – a co za tym idzie i światową – popkulturę. W jak wielkim stopniu ten język wypowiedzi wpłynie na estetykę późniejszej fotografii, projektowania graficznego, filmu i muzyki z rapem na czele. Bo choć obraz środowiska skejtowego mieliśmy wówczas nieco zaburzony i w Stanach nigdy nie było ono tak mocno związane z hip-hopem jak w Polsce, to w ostatnich dekadach mocno się ta amerykańska, punkowo-hardcore’owa deskorolka z rapem pomieszała i dziś – tak jeśli chodzi o modę, design jak i samo brzmienie – obie te inspiracje trudno rozdzielić.

Co jeszcze? Gummo dołuje, i to niesamowicie. Opis surrealistycznego życia w miasteczku zniszczonym przez tornado jest jak wizyta na kolonii karnej ludzi-zombie, pustych, zagubionych i bez przyszłości. Najbardziej dołujący film o dojrzewaniu, jaki zobaczycie - to już chyba weselej było w Czarnobylu.

9
Ken Park (2004)

To naprawdę ciężkie klimaty i film, po którym możecie stracić wiarę w ludzkość. Fabuła? Według opisu producentów: młodzi kalifornijscy skejci poszukują mocnych wrażeń odkrywając własną seksualność. Sorry, to brzmi jak odcinek The O.C. Gwałciciele, religijni fanatycy, nastoletni zabójcy – kogo nie ma w tym filmie? A wszystko to poprzetykane skejtowymi ujęciami, choć akurat deskorolkowcy po Ken Park mogliby się na reżysera trochę obrazić za to, że sportretował ich kulturę jak siedlisko chorych popaprańców. Nie dziwimy się, bo też nie chcielibyśmy oglądać filmu o sobie, w którym jeden z bohaterów najpierw szlachtuje dziadków, a potem zaciekle się masturbuje, podwiesiwszy uprzednio na pasku.

10
Funny Games (1997)

Na koniec bodaj najambitniejszy obraz z całej dychy, głośny film Michaela Haneke, austriackiego mistrza kina, który uwielbia przyglądać się z bliska najbardziej wstydliwym aspektom egzystencji. Tu na warsztat wziął przemoc - oto do domku na działce, gdzie typowa austriacka rodzina spędza wolny czas, puka dwóch bardzo kulturalnych młodzieńców, którzy następnie długo i okrutnie znęcają się nad całą familią. Ze strefy komfortu wyprowadzi was już pierwsza scena, w której sielskiej przejażdżce rodziny na urlop towarzyszy piekielnie głośny, zupełnie nie pasujący do obrazka death metal. A potem jest już tylko mocniej.

Podziel się lub zapisz
Jacek Sobczyński
Współzałożyciel i media owner serwisu newonce.net. Jeśli zastanawiacie się, kto wymyśla te wszystkie absurdalne opisy przy wrzutkach na niuansowym Facebooku - z reguły on.