20 lat temu powstała Radiostacja - kultowa rozgłośnia radiowa, która dała głos polskiemu rapowi

radiostacja.jpg

Nie byłoby fenomenu Fisza, Paktofoniki czy Grammatika, gdyby nie Radiostacja. W tym roku mija 20 lat od jej powstania. Jej czasy świetności były krótkie, ale intensywne i śmiało można powiedzieć, że to ta rozgłośnia wychowała muzycznie całe pokolenie dorastających w latach 90. Była kultowa, opiniotwórcza i absolutnie nieprzewidywalna.

No bo wyobraźcie sobie taką sytuację, w której radio zaczyna nagle grać… jingiel konkurencji.

A to był akurat mój pomysł - uśmiecha się Andrzej Szajewski, w Radiostacji prowadzący poranne pasmo Pobudka ruchu. - Ściągnąłem na minidisc jingiel RMF FM i puściłem go parę razy na antenie zamiast tego radiostacyjnego, po czym powiedziałem, że RMF właśnie nas wykupił i od tej pory będziemy grać tylko pop.

Życie dopisało do tego niezłą puentę: pod koniec swojej działalności Radiostacja faktycznie grała tylko pop. Ale po kolei.

Będę słuchał cię w aucie

Pomysł na Radiostację narodził się latem 1997 roku w… samochodzie. Kiedy Justyn Depo, wówczas konsultant w skandynawskim koncernie medialnym Kinnevik, jechał ze swoim szwedzkim znajomym Jörgenem z Warszawy do Krakowa, uderzyło ich, że polskie rozgłośnie radiowe grają jedno i to samo. Dojeżdżając do stolicy Małopolski mieli już w głowach pomysł - robimy radio dla młodzieży. Niepokorne, poszukujące, eklektyczne. Inne.

Wiedziałem, że istnieje Rozgłośnia Harcerska, oni mieli jakiegoś pseudofrancuskiego inwestora, który jej niedoinwestowywał. Porozumiałem się z harcerzami, bo właścicielem licencji był Związek Harcerstwa Polskiego. I na mocy porozumienia między ZHP, norweskim radiem P4 oraz Kinnevikiem powstała Radiostacja - opowiada Depo.

Skąd w tej układance wzięło się norweskie radio? P4 było częścią koncernu Kinnevik. Do założenia Radiostacji były potrzebne spore pieniądze, stąd jednym z potencjalnych inwestorów, których wskazał Kinnevik, była właśnie ta rozgłośnia, która zapewniła pomoc finansową, merytoryczną i techniczną. Problemy były tylko w kwestii koncepcji radia; Norwegowie proponowali format bardziej uniwersalny, dla masowego odbiorcy, Depo chciał, żeby było stricte młodzieżowe. I dopiął swego. Radiostacja przejęła częstotliwość Rozgłośni Harcerskiej i wystartowała 11 listopada 1998 roku, dokładnie o 6 rano. Nie bez przygód.

34875101502044617353754739779n.jpg

Poprzedniego wieczora odbyła się konkretna redakcyjna impreza, z której przed 6 rano musieliśmy przenieść się na Konopnickiej 6, do studia Radiostacji. I jakby to powiedzieć, byłem jednych z nielicznych, którzy kontaktowali, jeden kolega na przykład po drodze zasnął w windzie. A że miałem przy sobie minidisc z jinglem Radiostacji, to jako pierwszy puściłem go na antenie - mówi Szajewski.

Trzon Radiostacji tworzyli dyrektor programowy Paweł Sito - którego zadaniem było dobranie prowadzących i stworzenie ramówki - oraz kierownik muzyczny Grzegorz Hoffmann. I obok odpowiadającej za księgowość Martyny Janiszewskiej byli jedynymi etatowcami w zespole. Resztę ponad 80-osobowej ekipy stanowili prezenterzy - pasjonaci, których Sito rekrutował na bardzo wiele sposobów.

Ja zaczynałem w Rozgłośni Harcerskiej, która przekształciła się w RH Kontakt, potem znowu w Rozgłośnię Harcerską, a potem dopiero w Radiostację. Jak już pojawił się Paweł Sito, to odbyło się spotkanie ludzi związanych z poprzednim radiem. Paweł powiedział, że wszyscy, którzy chcą pracować w nowej stacji, będą musieli przechodzić przez rozmowy kwalifikacyjne. A jedyną osobą, która przechodzi ze starej stacji do nowej z automatu, bez żadnych spotkań, byłem ja - wspomina Druh Sławek, legenda polskiego dziennikarstwa hip-hopowego, gospodarz audycji Raptime.

Pan Justyn lubił mówić o mnie, że jestem jedyną dziennikarką Radiostacji, która przyszła tam z ulicy - to z kolei Agnieszka Szydłowska, wtedy prowadząca pasmo Już po, dziś jedna z twarzy radiowej Trójki. - Chociaż może nie tyle z ulicy, ile z gazety; odpowiedziałam na ogłoszenie o tym, że Radiostacja poszukuje kreatywnych prezenterów, poszłam na spotkanie kwalifikacyjne i przyjęli mnie. Podobno jako jedyną z ponad setki kandydatów, ale wydaje mi się, że było nas więcej.

Konwencjonalne sposoby rekrutacji to jedno, ale zaproponować pracę jakiemuś anonimowemu małolatowi, który ma ciekawy głos - no, to już było możliwe tylko w latach 90. A tak do Radiostacji trafił Bartek Czarkowski, późniejszy szef muzyczny Roxy FM.

W grudniu 2000 roku zadzwoniłem do Listy Tygodnia, by zagłosować na kolejne notowanie, prowadził je wtedy Paweł Sito. Telefonu wyjątkowo nie odebrał żaden jego pomocnik, ale on sam. Zapisał moje typy i powiedział, że mam na tyle interesujący głos, że może bym wpadł w przyszłym tygodniu. Przyszedłem - to była sobota 16 grudnia 2000. I od tej pory już z Radiostacji nie wychodziłem. Na przełomie stycznia i lutego była taka lista, podczas której Paweł nagle wyszedł, chyba do łazienki, i kazał mi zapowiedzieć miejsce siódme. Dzisiaj to byłoby nie do pomyślenia, ale w Radiostacji nikt nie miał z tym problemów. Ja to zrobiłem, on powiedział, że świetnie, po czym nagle zadzwonił Grzegorz Hoffmann i zapytał, kto to zapowiada, bo ma bardzo radiowy głos. A potem mnie zatrudnili - przypomina sobie Czarkowski.

Grunt to bunt

Na muzycznym rynku medialnym końca lat 90. Radiostacja wyróżniała się tym, że miało w niej być nowocześnie i młodzieżowo. Jeśli będziemy mówili, że jesteśmy dla wszystkich, to daleko nie zajedziemy. Najbardziej dumny jestem z tego, że wśród emerytów i rencistów mamy słuchalność zerową. To świetna reklama młodzieżowej rozgłośni - mówił w 2001 roku w wywiadzie dla miesięcznika Press Paweł Sito. Ale nie było tak, że wpadało tam wszystko bez selekcji, bo ta istniała; filtrem była wrażliwość muzyczna prowadzących. Przy programach autorskich nie było czegoś takiego, jak odgórnie narzucona ramówka. A i pod kątem stylistyki w Radiostacji leciało praktycznie wszystko: od elektroniki, przez hip-hop, ciężkie gitary, aż po zupełnie odklejone eksperymenty pokroju… muzyki węgierskiej.

1875513358242022211847421n.jpg

Papierowym odpowiednikiem Radiostacji był wówczas magazyn Machina, piszący z równą swadą i zadziorem o muzyce, kinie, internecie i ogólnie kulturze popularnej. Krótko istniał też polski odpowiednik MTV, kanał Tylko Muzyka (wśród prowadzących byli m.in. późniejszy jurorzy Idola, Robert Leszczyński i Kuba Wojewódzki - ten pierwszy miał też swoją audycję w Radiostacji, drugi był jedynym kandydatem do radia, na którego kategorycznie nie zgodził się zwykle nieingerujący w skład osobowy Depo. Ten człowiek był po prostu pseudoomnibusem - mówi po latach). A poza nimi były rockowe pisma Brum, XL i Tylko Rock, poświęcone elektronice Plastik oraz Kaktus, hip-hopowy Ślizg (którego lwią część i tak zajmowała deskorolka), lifestyle’owe Fluid czy City Magazine… Zresztą mało kto pamięta, że nawet Aktivist zaczynał jako pismo mocno muzyczne, opisujące świat ambitniejszych brzmień. Mało kto pamięta też, że na antenie RMF FM w piątkowe wieczory można było posłuchać progresywnej elektroniki, np. zespołu Coldcut, a stricte mainstreamowa Zetka przemycała do swoich playlist takie perełki, jak… rave’owy soundtrack do filmu Biegnij, Lola, biegnij. Tak, dziś trochę trudno uwierzyć w to, jak wyglądały media w najntisach. A jednak Radiostacja potrafiła bardzo skutecznie zawalczyć o słuchacza. Słuchacze dostali nowe, żywe radio, promowane w gazetowych reklamach charakterystycznym pomarańczowym layoutem. Skąd ta barwa? Justyn Depo nakazał pomalować tak ściany w redakcji, żeby nie było smutno. I to my z Pawłem Sito wpadliśmy też na nazwę - chcieliśmy, żeby było nowocześnie, ale i z nawiązaniem do harcerskich korzeni naszych poprzedników. A że harcerze mieli swoje radiostacje, to właśnie tak nazwaliśmy nasze radio - opowiada.

W Radiostacji było biednie, ale superciekawie. Ludzi nie łączyły upodobania muzyczne, łączył ich stosunek do rzeczywistości. My się buntowaliśmy przeciwko każdemu bytowi medialnemu: radiu, internetowi, telewizji, która jak chciała coś zrobić o młodzieży, to aż zęby bolały; były fatalne polskie filmy, rozgłośnie puszczały jakiś pop… Kiedy w Radiostacji doszły kłopoty finansowe, nikt się nie wykruszył, mieliśmy poczucie, że nie ma alternatywy dla tego, co robimy. Pokazywaliśmy ludziom, że jest inna rzeczywistość, że jest jakaś energia do zrobienia - opowiada Szydłowska.

Wspomniane przez nią kłopoty wzięły się z decyzji Norwegów o wycofaniu z radia. I to bardzo szybko, bo zaledwie po kilku miesiącach działalności. Powodem były zawirowania finansowe w Kinnevik. Podjęto decyzję o zmniejszeniu kosztów, postanowili pozbyć się radia polskiego, ale Depo twardo zarządził, że skoro zapłacili za wejście do Polski, to muszą też zapłacić za wyjście, zwłaszcza, że Radiostacja miała zobowiązania wobec swoich współpracowników. Zespół radia stanął murem za swoim szefem, choć wizja zapaści była wyraźna. Norwegowie się wycofali, Depo przejął odpowiedzialność… i wraz z radiem wszedł w okres totalnego braku pieniędzy, przez kilka miesięcy walczył o inwestora i sfinalizowanie umowy.

Chciałem uratować Radiostację jako program. Takich, którzy chcieli przejąć licencję było pełno, ale wtedy mogliby wyrzucić cały zespół i kompletnie zmienić profil rozgłośni. Ja się na to nie godziłem, interesowała mnie tylko kontynuacja projektu - opowiada. Zostało dwóch potencjalnych inwestorów, gwarantujących przetrwanie: Agora i Eurozet. Finalnie Depo dogadał się z tymi ostatnimi. I… odszedł, bo tak zażyczyli sobie nowi inwestorzy.

Ja wziąłem pożyczkę, postawiłem wszystko na jedną kartę. Kiedy wychodziłem z Radiostacji, spłaciłem potężny dług, gdyby się nie udało, byłbym totalnym bankrutem. Zaryzykowałem pożyczkę własnymi podpisami. Zresztą przez chwilę istniała groźba, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odbierze nam licencję. Były dwie próby podjęte przez różnych członków tej rady, co ciekawe, jedna próba była z lewej strony politycznej, a druga z prawej. Obie nieudane, bo Związek Harcerstwa Polskiego był organizacją wspieraną przez obie strony oraz Kościół. W związku z czym ci, którzy próbowali nas zamknąć, zostali lekko spacyfikowani. W końcu przejął nas Eurozet, który nie widział mnie w zarządzie, ja odszedłem, oni przez dwa lata trzymali się wytyczonej przez nas linii programowej, a potem zaczęli kanibalizować Radiostację, wyrzucając programy autorskie i wciskając na playlisty masę popu.

Radio, w którym nie było zajebiście

Największymi siłami Radiostacji były zróżnicowanie muzyczne i nieprzewidywalność. To pierwsze brało się nie tylko z tego, że na antenie obok siebie leciały metal, drum’n’bass, hip-hop czy techno, ale przede wszystkim z faktu, że słuchacze każdego z tych gatunków ufali prowadzącym, bo wiedzieli, że ci po prostu znają się na rzeczy. Dlatego często nie zawężali się do swojego nurtu, otwierając na inne; mieli pewność, że jeśli np. włączą Radio Leniwą Niedzielę, to Kasia Nowicka, szerzej znana jako Novika, zaprezentuje im tylko to, co wówczas było najciekawsze w łagodnej muzyce elektronicznej. A jeśli posłuchają Makakofonii, to dostaną porcję doskonałej muzyki gitarowej. I jeszcze więcej żartów.

Zawsze był spontan. Pamiętam, jak kiedyś przyszli do mnie Pudelsi z Maleńczukiem, to było zaraz po wydaniu płyty „Psychopop”. I mieliśmy jakiś zupełnie absurdalny quiz z telewizorem marki Herbapol i pytaniami o to, co zrobisz, gdy w parku napadnie cię banda zbirów - wspomina prowadzący rockową Makakofonię Piotr Makak Szarłacki. Innym razem zadawałem słuchaczom pytania o to, za ile się sprzedadzą. W pewnym momencie pojawiły się grożenia palcem - zostałem np. wezwany przez Sitę na dywanik. Powiedział, że pewne wyrazy nie są już dopuszczalne na antenie. No to ja zacząłem program wieczorny od konkretnej wiązanki, a potem powiedziałem, że niestety akurat na te słowa mam zakaz.

Jedno, o co zawsze walczyłem, to brak przekleństw na antenie. Dbałem o kulturę języka, nawet toczyłem boje o bardzo popularne wtedy określenie „zajebiście” - dodaje Depo.

A propos przekleństw - to właśnie na antenie Radiostacji odbył się słynny wywiad z Liroyem, do dziś będący viralem na YouTube. W największym skrócie: słuchacze dzwonili podczas audycji i zamiast zadawać raperowi pytania, lżyli go niemiłosiernie; zdanie: Dlaczego ty, fiucie, kojarzysz się z hip-hopem w Polsce? było jednym z łagodniejszych.

To była moja audycja „Słowotok show”. Może nie wszyscy wiedzą, ale my, dziennikarze, realizowaliśmy nasze programy sami, na żywo. Były dwa suwaki, trzeba było wcisnąć guzik i już byłeś na antenie. To wszystko było mocno punkowe. Poza tym generalnie trudno było namówić ludzi, żeby dzwonili, a podczas Liroya telefon się nie wyłączał - mówi prowadzący wywiad Marcin Chłopaś.

Liroy w ogóle był niezły: kiedyś wpadł do mnie, rozmawialiśmy i było miło, może zrobiło się nawet jak na gust Liroya zbyt miło, bo nagle z kamienną twarzą oświadczył: no to przestańmy lizać sobie chuje na antenie - dodaje Druh Sławek.

Faktycznie, nie można było przeklinać. Ale poza tym tam była super atmosfera i takie specyficzne poczucie wolności. Ja naprawdę musiałem nawywijać, żeby być zawieszony, a byłem chyba cztery razy. Raz koleżance, która prowadziła serwis informacyjny, podłożyłem kartkę, na której były jakieś durne słowa, przez co newsy zamieniły się w bełkot. To się nie spodobało szefostwu. Pamiętam też casting na bohatera kolejnej części filmu „Braveheart”, wymyśliliśmy sobie, że zagra tam Harrison Ford. No i zgraliśmy na minidisc wszystkie zgrane kwestie Harrisona Forda z jakichś kaset z wypożyczalni, wypisaliśmy je po jednym zdaniu. Nasz kolega podszywał się pod anglojęzycznego producenta, który opowiadał, że drugi „Braveheart” będzie kręcony w Polsce, pod Grunwaldem, i że szukamy aktorów. I jak się ludzie rzucili! A z tyłu leciał ten Harrison Ford, któremu zadawaliśmy bardzo konkretne pytania, a on odpowiadał kwestiami z filmów i wszystko pasowało. Brzmiało, jakby siedział z nami w studio. I paru znanych polskich aktorów zadzwoniło, ale nie wymienię nazwisk - śmieje się Szajewski.

A dlaczego nieprzewidywalność? Bo tylko tam obok poważnej audycji o problemie narkotykowym wśród młodzieży mógł polecieć program Dwa Braty, czyli parodia superpopularnych wówczas reality shows Big Brother i Dwa Światy. Albo prowokacyjne Jeśli niedziela, to Piątek, gdzie gospodarzem był Tomasz Piątek, dziś kojarzony przede wszystkim z głośnej książki o Antonim Macierewiczu. Albo Dzikie pola, czyli gra RPG w wersji radiowej. Druh Sławek zapraszał do swojej audycji nieznanych raperów, żeby przychodzili do niego z ulicy, bez zapowiedzi (po prostu pukali do drzwi i tyle, przynosili własne demówki, których zawsze słuchaliśmy dopiero na antenie, ja też ich przedtem nie znałem - przyznaje po latach), prowadzącemu Listę Tygodnia Marcinowi Ziółkowi zdarzało się puścić całe zestawienie od miejsca 1 do 40, a nie odwrotnie - żeby było inaczej - a Andrzej Szajewski wydzierał się o 6 rano do mikrofonu jak opętany, każąc wszystkim wstawać, bo czas do pracy.

O Jezu, najtrudniejsze było to wstawanie, ja generalnie urodziłem się i umrę spóźniony. Najgorzej było, jak nie przyjechał pociąg na 4.57, parę razy zdarzało mi się prowadzić audycję z domu przez telefon, np. z kuchni, spod prysznica, kosząc ogród, wyprowadzając psa - wspomina.

Pokolenie RDST

Wychowaliśmy się na Radiostacji. To zdanie - klucz usłyszycie na pewno od ludzi, którzy swoją przygodę z muzyką rozpoczęli pod koniec lat 90. Radiostacja kreowała nowe trendy, nie bała iść pod prąd. Gdy w innych rozgłośniach leciał pop, tam pasma codzienne składały się z raczkującego dopiero polskiego rapu, starannie wyselekcjonowanej elektroniki czy muzyki gitarowej pokroju Toola czy System Of A Down. To Radiostacja jako pierwsza puszczała Fisza, Grammatika czy Paktofonikę; utwór Jestem bogiem chwilę po śmierci Magika stał się olbrzymim przebojem, spędzając na radiostacyjnej Liście Tygodnia ponad trzy lata. Jeszcze dłużej w zestawieniu znajdowały się Konfrontacje Kalibra 44. Radiowi didżeje nauczyli Polaków słuchania house’u, propagowali drum’n’bass, french touch i techno. Na antenie oszałamiającą karierę zrobiły nieznane wcześniej zespoły - jak choćby Sigur Ros, których album Justyn Depo przywiózł do radia po wycieczce na Islandię. A wszystko to w latach, gdy cała Polska słuchała numerów duetu Kayah i Bregović albo Powiedz Ich Troje.

Wtedy internet był, zresztą forum Radiostacji działało bardzo prężnie, ale nie wszyscy go mieli. Dlatego to radio, te audycje, to wszystko naprawdę było przepustką do niedostępnego świata muzyki, no i do Zachodu. Poza tym nie chodziło o samą antenę, Radiostacja angażowała się w masę imprez, na które przychodziły tłumy słuchaczy, to naprawdę żyło i nie było napędzane kasą. Była w tym jakaś szczerość, podjarka - wspomina Novika. Ale nie wszyscy lubili dość specyficzny styl radia. Kiedyś Mirosław Pęczak na łamach Polityki zjechał moją audycję, bo mówiłem to, co mi ślina na język przyniosła - dodaje Szajewski. Sprawdziliśmy - i faktycznie, chodziło o artykuł Ptasie radio. Radiostacja, spadkobierczyni Rozgłośni Harcerskiej, realizuje od pewnego czasu osobliwą strategię pozyskiwania publiczności. Oto prezenter wdaje się ze słuchaczami w rozmowę, z której ma na przykład wynikać, że główną czynnością, jaka zajmuje ludzi na poboczach dróg w autach, jest dłubanie w nosie. Innym razem przedmiotem rozważań są spodnie na gumce. Prezenter zadaje dramatyczne pytanie: a co by było, gdyby spodnie na gumce nosili hip-hopowcy? (…) Skąd to znamy? Ano z dzieciństwa. Kłania się słynny wierszyk Tuwima „Ptasie radio” - pisał Pęczak, który zupełnie nie wczuł się w konwencję przyjętą przez rozgłośnię.

A ludzie to kochali. W miastach, do których nie docierała Radiostacja, fani prosili znajomych z Warszawy czy Poznania, żeby nagrywali im konkretne audycje na taśmy. Inni, którzy mieszkali akurat na granicy radiostacyjnego zasięgu, budowali sobie amatorskie anteny, żeby tylko uchwycić sygnał - na przełomie wieków radia internetowe jeszcze nie funkcjonowały. Fama Radiostacji szła pocztą pantoflową jak burza.

Napędzana norweskim kapitałem Radiostacja ruszyła jesienią 1998 roku. Wiosną Norwegowie się wycofali, a radio przez blisko rok borykało się z ogromnymi problemami finansowymi. W 2000 roku głównym inwestorem radia została firma Eurozet, która od 2001 roku, wbrew prośbom Justyna Depo, zaczęła przeprowadzać własne porządki na antenie. Powoli, ale systematycznie alternatywa była zastępowana popem, a autorskie audycje ściągane z anteny. Wszystko po to, by otworzyć radio dla szerszego grona odbiorców. Efekt był odwrotny - słuchacze Zetki czy RMF FM nie przekonali się do wciąż zbyt młodzieżowej dla nich rozgłośni, a dawni fani Radiostacji ostro protestowali przeciwko zmianom. Nie podobał się na przykład Justin Timberlake w regularnej playliście - niby dziś nikt nie powinien mieć z nim problemów, ale w tamtych czasach pop, nawet dobry, nie był akceptowany przez bardziej alternatywne audytorium. Zresztą jeden z prowadzących Radiostację pożegnał się z przytupem: puścił The Bitter End zespołu Placebo, po czym oznajmił na antenie, że taka muzyka niestety już tu nie będzie grana. W następnych latach profil radia stawał się stricte popowy, aż w końcu, w 2008 roku, Radiostacja zakończyła swoją działalność i stała się częścią Planety FM. Ale wtedy w redakcji nie było już nikogo ze złotej ery radia.

Mnie wyjebali, niech pomyślę… He, he, to była nawet zabawna sytuacja. W radiu objawił się nowy człowiek, który najpierw wyciął programy po mnie, które zresztą i tak były robione bez wynagrodzenia dla prowadzących, a potem, któregoś dnia, zadzwonił słuchacz i spytał, czy te programy zdjął ktoś, kto podróżuje samochodem… i tutaj podał jego markę, kolor oraz numer rejestracyjny. No i po tej audycji on mnie wyrzucił z anteny, bo myślał, że to ustawka. Jak mnie zdjęli, to nawet były protesty fanów pod siedzibą, ale ja nie byłem w to zamieszany - wspomina Makak. Podobnie, ale bez takich przygód, było w przypadku Raptime Druha Sławka. Na początku Zetka oświadczyła, że nic nie będzie zmienione, w co ja oczywiście nie wierzyłem. Potem zaczęły się zmiany; nie pamiętam, co zlatywało z anteny w jakiej kolejności, ale kiedyś wezwano nas wszystkich od rapu - a to była mocna ekipa, ja miałem trzy audycje, byli Tytus, DJ 600 Volt, był JanMarian i DJ Deszczu Strugi - żeby powiedzieć, że Radio Zet nam dziękuje.

Krajobraz po burzy

Co właściwie Radiostacja dała polskiej popkulturze? To nie przypadek, że na początku minionej dekady mocno czuło się przypływ nowej fali. Swoją hitową Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną wydała Dorota Masłowska, a zanim książka w ogóle stała się znana, jej fragmenty na antenie Radiostacji czytał Vienio. Dominował stale obecny w rozgłośni krajowy hip-hop. Bardzo silna była też krajowa elektronika, bodaj najważniejszy odłam radiostacyjnych playlist (zresztą mało kto pamięta, że to w radiu powstał zespół Futro, którego współzałożycielami byli pracujący w Radiostacji Novika i Wojtek Appel), wraz z promowanymi na antenie Cool Kids Of Death narodziła się nowa generacja polskiego rocka. W 2002 odbyła się także pierwsza edycja Open’era, której głównym patronem była właśnie Radiostacja. Flagowy dziś polski festiwal przez pierwsze lata działalności sprowadzał artystów, propagowanych przede wszystkim przez tę rozgłośnię - Chemical Brothers, Fatboy Slima, Kosheen czy Layo & Bushwacka. Radiostacja stworzyła pewien kanon, dość szeroką i barwną strefę alternatywy, która była dla odbiorców szalenie inspirująca - uważa Novika.

Ale bardzo ważny jest też kontekst czasów, w jakich Radiostacja przeżywała swoją świetność. Lata 1998 - 2002 były przeskokiem w dystrybucji i odbiorze muzyki; gdy rozgłośnia pojawiła się w eterze, wszyscy - jeszcze! - kupowali płyty i kasety. Kilka lat później masową popularnością cieszyły się już mniej lub bardziej legalne pliki mp3. Na przełomie wieków upadło wiele muzycznych pism i programów telewizyjnych, a popkultura powoli przenosiła się do internetu. Gdzie oczywiście nie była podawana na tacy - w końcu te pliki trzeba było ściągać, a wiadomości pozyskiwało się poprzez organiczne wejścia na strony, nie portale społecznościowe, które zresztą wówczas nie istniały. Dlatego Radiostacja trafiła na wyjątkowo romantyczne czasy diggingu połączonego z otwieraniem się na wszystko, co nowe i wirtualne, była pomostem między mediami analogowymi i cyfrowymi. I to ją, jako jedną z ostatnich, cechowały jakość i eklektyzm.

Wiesz, co było w tym wszystkim najdziwniejsze? - zastanawia się Agnieszka Szydłowska. Pamiętam, jak podziękowano mi za pracę, to było chyba w 2002. I ja wtedy myślałam, że to już koniec. A potem na drugi dzień obudziłam się, włączyłam z przyzwyczajenia Radiostację, i okazało się, że ona wciąż żyje, że leci muzyka i jest tak, jakby nic się nie wydarzyło. To ludzie tworzą miejsce, lecz miejsce bez tych ludzi też jakoś może sobie poradzić.

Ale nie w tym przypadku.

50 utworów, których powinniście posłuchać, jeśli chcecie poczuć klimat Radiostacji

Kaliber 44 - Konfrontacje

Paktofonika - Jestem bogiem

Tede - Wyścig szczurów

WWO - Wierzę że

Fisz - Czerwona sukienka

O.S.T.R. - Kochana Polsko

Ego - Rytmy zwątpienia

Electric Rudeboyz - Nie ma lekko

Noon & DJ Twister - Vision

Busta Rhymes - Break ya neck

Outkast - The whole world

Missy Elliott - 4 my people (Basement Jaxx remix)

Massive Attack & Mos Def - I against I

The Streets - Weak become heroes

Audio Bullys - The things

Roni Size - Dirty beats

Gorillaz - Clint Eastwood

DJ Shadow - Six Days

Chemical Brothers - Hey boy, hey girl

Underworld - Two months off

Groove Armada - Easy

Moloko - Familiar feeling

Dirty Vegas - Days go by

Kosheen - Catch

Layo & Bushwacka - Love story

Futureshock - On my mind

Puretone - Addicted to bass

Tok Tok vs Soffy O - Day of mine

Cassius - Sound of violence

Gus Gus - David

Mighty Dub Katz - Let the drums speak

Roger Sanchez - Another chance

Turntable Rockers - No melody

Basement Jaxx - Romeo

Tiga & Zyntherius - Sunglasses at night

Francisco Savier - This is not about you

Etienne De Crecy - Am I wrong?

Boogie Pimps - Somebody to love

Junior Senior - Move your feet

X-Press 2 feat. David Byrne - Lazy

15 Minut Projekt - Soca

Dr No feat. Karolina Kozak - Dziesiątka

Futro feat. Fisz - Wyspy

Reni Jusis - Ostatni raz

Smolik feat. Novika - T.time

Super Girl and Romantic Boys - Spokój

System Of A Down - Chop suey!

Korn - Here to stay

Tool - Schism

Godsmack - Voodoo

Tekst pochodzi z trzeciego numeru magazynu newonce.paper. Fotki pochodzą z facebookowej grupy Dawna Stara Radiostacja

Podziel się lub zapisz
Jacek Sobczyński
Współzałożyciel i media owner serwisu newonce.net. Jeśli zastanawiacie się, kto wymyśla te wszystkie absurdalne opisy przy wrzutkach na niuansowym Facebooku - z reguły on.