7 klasycznych polskich płyt rapowych, których nie znajdziesz w serwisach streamingowych

Zobacz również:W oczekiwaniu na część drugą - sprawdźcie wszystkie numery, które PRO8L3M samplował na mixtape Art Brut
maxresdefault-2.jpg

Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, są w Polsce bardzo ważne materiały, których nie możecie posłuchać na każdej platformie.

Mijającą dekadą zatrzęsło kilka rewolucyjnych wydarzeń, ale wielu się z nami zgodzi: nic tak nie wpłynęło na sposób konsumowania kultury, jak powstanie serwisów streamingowych. Chociaż stawki za kliki niekoniecznie podobają się samym wykonawcom, słuchacze zyskali niemal nieograniczony dostęp do swoich ulubionych albumów.

No właśnie, z naciskiem na słowo niemal – bo przecież istnieje szereg kozackich, uwielbianych płyt, których można posłuchać tylko z fizyka lub też dzięki wrzucie na YouTube. Dziś przypominamy wam siedem z nich. Subiektywnie i selektywnie, bo jest tego przecież dużo więcej!

1
Eis – Gdzie jest Eis?

Można stawiać dolary przeciw orzechom, że gdyby ten album wleciał kiedyś do szerokiego digitalu, to w mig nabiłby wielkie odsłony. Jeśli jakieś wydawnictwo znad Wisły wyprzedziło swoje czasy o kilka długości, to właśnie Gdzie jest Eis? – gość już w 2003 roku zupełnie nie krył się z tym, że na rapie chce zrobić gruby pitos i zacząć żyć jak hajpowani amerykańscy koledzy po fachu, zamieniając wielką płytę na wielką willę. Niezbyt przychylny odbiór tej luksusowej przewózki i osobnej bitowej stylistyki sprawił, że Jacek zajął się innymi, jak wieść gminna niesie, poważniejszymi rzeczami, czym zresztą utrwalił swoją legendę za życia. To nie marka, to pomnik.

2
Ortega Cartel – Lavorama

Polskie podziemie rapowe, wraz ze swoimi specyficznymi mechanizmami wybijania się kolejnych twórców, nawet po latach jest czymś fascynującym. Weźmy choćby taką Ortegę – ich kolejne materiały rok po roku zdobywały kolejnych fanów, ale dopiero po sześciu latach od aktu założycielskiego duet na dobre wystrzelił w Polskę, stając się z miejsca najważniejszym przedstawicielem laidbackowego, epikurejskiego nurtu i marką dla kumatych. Liczący sobie już dziesięć lat materiał do tej pory jest rapowym wzorcem pochwały życia... i tylko szkoda, że trzeba go wyszperać tu i tam.

3
PRO8L3M – Art Brut

C30-C39 pozwoliło Oskarowi i Steezowi zaistnieć w świadomości tych fanów, którzy poszukiwali kreatywnego odejścia od skostniałych form ulicyzującego rapu. Ale to właśnie Art Brut był pierwszym etapem szeroko zakrojonej rewolucji i zarazem kamieniem węgielnym pod ukonstytuowanie się movementu, łączącego pod jedną banderą słuchaczy ze wszystkich możliwych bajek. Wyjątkowo zmyślne zaadaptowanie polskich szlagierów i uczynienie z nich podkładu pod brawurowe barsy z gatunku czysta brudna prawda uformowało jedno z najciekawszych wydawnictw w historii gry. Czy zapowiadana dwójka przybije piątkę z cyfrą? Czekamy na info, podobnie jak i wy.

4
Smarki Smark / Pysk / Kixnare – Najebawszy (Moda na EP-kę)

Polskim raperom zdarza się mówić, że sława bywa przytłaczająca, a muzyka jest zarazem błogosławieństwem i przekleństwem. Nie odmawiamy temu racji, ale to (skądinąd krótka) kariera Smarka jest definicyjnym przykładem cringe'owego wręcz uwielbienia utalentowanej rymobitowej jednostki. Czego tu nie było – latające po latach po forach zdjęcia z gotowania komentowane jak na portalu Fotka.pl, uporczywe telefony do kancelarii, w której pracował, billboard w rodzinnym mieście... Wariactwo czystej wody. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Najebawszy, doskonały, biograficzny raport z momentu, w którym człowiek musi się dookreślić życiowo i przemyśleć, czy czas już zamienić Air Force'y na Gino Rossi. To się nigdy nie zestarzeje.

5
Szybki Szmal – Mixtape 2005

Musimy ze smutkiem przyznać, że takie składy pojawiają się jeszcze rzadziej niż niezaprzeczalnie dobrze dobrane pod względem umiejętności duety (a przecież te zjawiają się na scenie incydentalnie). Warszawski Szybki Szmal nigdy nie doczekał się atencji, na którą bezsprzecznie zasługiwał – w końcu był to jeden wielki miszmasz stylów, acz wspólnym elementem każdego z nich była graniczna pewność siebie. Najdobitniejszym wyrazem kolektywnej nieszablonowości jest właśnie Mixtape z 2005 roku, bangerowo-hedonistyczny pocisk tylko partiami ciążący ku refleksyjności. Może kiedyś jednak będzie nam dane posłuchać Gorączki Sobotniej Nocy na streamie przed melanżem?

6
Waco – Świeży materiał

Najnowsi słuchacze polskiego rapu mogą się zdziwić, że niegdyś pojawiały się płyty producenckie, które nie tylko brzmiały lepiej lub gorzej, ale naprawdę umiały swoim muzycznym anturażem sygnalizować zmianę w podejściu do bitów. Ta sztuka udała się w 2001 roku Świeżemu materiałowi Waca; to był jeden z pierwszych przykładów potwierdzających fakt, że rodzima rapgra może już zacząć podawać linijki na nieco bardziej skomplikowanych, bogatszych brzmieniowo podkładach. Stanowcza wlota do serwisów byłaby najlepszym prezentem osiemnastkowym dla tego wydawnictwa.

7
W.E.N.A. i Rasmentalism – Duże rzeczy

Piękne to były czasy, nie zapomnimy ich nigdy. Dziesięć lat temu do skutku doszła spontaniczna płytowa współpraca WudoE (już wtedy autora kultowego Wyższego Dobra) z Rasmentalismem (duetem, który rok wcześniej wydał ciepło przyjęty debiutancki krążek), a jej rezultatu nikt nie mógł przewidzieć. Nagle okazało się, że z tego połączenia urodziła się pozycja każąca spojrzeć inaczej niż dotychczas na jej twórców – Ras i W.E.N.A. zaczęli oswajać fanów ze swoim rozumieniem ładnego życia i dążeniem do niego, a Ment, bardzo czytelny pod względem czarnomuzycznych inspiracji, objawił się jako producent zdolny do wyważenia w swojej barokowej jeździe. Do lata jeszcze (hehe) trochę czasu, więc liczymy na wiadomo co.

Podziel się lub zapisz
Krzysiek Nowak
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.