Czy sneakersy mogą być dziełem sztuki?

Zobacz również:Nike, adidas i PUMA wspierają sportowców, którzy protestują po wydarzeniach z Kenoshy, gdzie postrzelono Jacoba Blake'a
Bonhams' Pop X Culture Sale Photo Call In London
fot. WIktor Szymanowicz/NurPhoto

W londyńskim Design Museum właśnie rozpoczęła się wystawa sneakersów. Wydarzenie Sneakers Unboxed: Studio to Street - sponsorowane przez StockX - skupia się na rozwoju kultury sneakerheadów, bada innowacje w obuwiu sportowym oraz stawia pytania na temat zrównoważonej przyszłości tego elementu garderoby.

Wystawa ponad 200 par jest dobrą okazją do zastanowienia się: czy buty mogą być dziełem sztuki? Sneakersy, które swego czasu były jedynie atrybutem sportowców, dziś są dominującym sektorem modowym o wartości stu miliardów dolarów rocznie. Sektorem, napędzanym mieszanką popytu konsumentów, udanych kampanii reklamowych i innowacyjnych rozwiązań.

Stale rosnąca bańka, skupiająca spore - ale nadal hermetyczne - środowisko buciarzy doprowadziła do tego, że jedna para może osiągnąć cenę prawie dwóch milionów dolarów. Rekordowy wynik aukcji Sotheby's w Hongkongu ustanowiły prototypy Yeezy Kanyego Westa, które raper założył na galę Grammy w 2008 roku. Zostały tym samym najdroższymi sneakersami wszech czasów, co świadczy o gigantycznym wpływie rapera i jego serii Yeezy na świat mody. Dla porównania - to ponad trzykrotnie więcej od finalnej ceny podczas zeszłorocznej licytacji pary Nike Air Jordan 1, należących do Michaela Jordana. Yeezy zostały zakupione przez amerykański startup Rayes, która chce sprzedawać ułamkowe udziały w najdroższych parach. Założyciel firmy w rozmowie z Complex stwierdził, że Nike Air Yeezy 1 to dzieło sztuki i kultowy kawałek historii świata sneakersów. To, co Kanye zrobił dla muzyki i przemysłu obuwniczego było czymś kolosalnym, a te buty nadały temu ton.

Podobnie jak w przypadku wielu innych funkcjonalnych przedmiotów codziennej mody, pojawia się pytanie - czy buty powinny być postrzegane jako sztuka. Aby na nie odpowiedzieć, warto zastanowić się nad jak zmianą samego postrzegania buta. Kiedyś - element garderoby, który przechodził z pokolenia na pokolenie, a po kompletnym znoszeniu został wyrzucany. Dziś może nawet nigdy nie zostać przymierzony i stanowić jedynie szczelnie zapakowany dodatek do kolekcji najbardziej pożądanych par - niczym dzieło sztuki umieszczone w szklanej gablocie. A nawet, jeśli już do tego dojdzie, sneakersy zawsze mogą zostać odnowione przez licznych specjalistów i doprowadzone do stanu like brand new.

Jednak czy umieszczenie butów sportowych w muzeach nie brzmi jak absurd? I czy przedmioty codziennego użytku powinny być uznawane za dzieła sztuki? Zapytaliśmy o to kolekcjonerkę butów, Aleksandrę Gąsior i krytyka sztuki, dziennikarza Newsweek Polska - Aleksandra Hudzika.

Mogę udzielić ci najnudniejszej odpowiedzi, jaka istnieje: i tak, i nie - mówi Hudzik. Jeżeli przyjmiemy sobie taką kategorię dzieła sztuki, która wytworzyła się w XIX wieku, a utrwaliła w połowie XX, czyli że sztuka ma być nie tylko czymś, co nas satysfakcjonuje estetycznie, ale jest o czymś i ma jakąś ogólnie mówiąc wartość dodaną, to trudno jest uznać buty za dzieło sztuki - choć oczywiście zakładam, że jakiś artysta może stworzyć na przykład instalację z ich wykorzystaniem.

Jednak z drugiej strony historia sztuki podpowiada, że od lat to, co piękne, to, co użytkowe, trafiało w gusta ludzi, którzy się sztuką interesowali. Ołtarze gotyckie, obrazy czy cukiernice renesansowe to też nie były dzieła sztuki w dzisiejszym rozumieniu, a mimo to są w muzeach. Uważam, że umieszczanie czegoś w muzeum niekoniecznie musi oznaczać, że jest to dzieło sztuki. Na pewno jest dziełem, które w bardzo ciekawy sposób opisuje nasze czasy i dlatego też nie dziwię się, że do muzeum trafia.

Pewne obawy na ten temat ma Aleksandra, która w swojej kolekcji ma ponad 200 par butów.

Nie wiem, czy podniesienie sneakersów do rangi eksponatów muzealnych to dobry pomysł. Brzmi zbyt poważnie - w końcu buty są do noszenia. Niemniej jednak myślę, że wiele osób byłoby zainteresowanych tego typu miejscem. Począwszy od tych, którzy mocno siedzą w sneakersach - kolekcjonerów zajawionych ich historią, resellerów - po ludzi, którzy są w temacie kompletnymi laikami, a chcieliby wiedzieć, dlaczego świat zwariował na tym punkcie. Ponadto zauważa, że same sklepy resellerskie są swego rodzaju małymi muzeami z obiektami, które od czasu do czasu znikają z półek.

Swoją drogą - wystawa Sneakers Unboxed: Studio to Street nie jest pierwszym wydarzeniem, w ramach którego buty trafiły do muzealnych gablot. Projektanci od lat tworzą legendarne - nie tylko sportowe - modele, które trafiają do zbiorów licznych galerii sztuki. Są to buty, które pozostawiły trwały ślad na branży modowej, wyróżniają się innowacyjnymi rozwiązaniami, są symbolem subkultur lub których premiera sama w sobie okazała się popkulturowym wydarzeniem. Przykład? Niebieskie platformy od Vivienne Westwood, które są stałym elementem wystawy w Victoria and Albert Museum po szeroko komentowanym upadku Naomi Campbell na wybiegu w 1993 roku. Największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie ma w swoich zbiorach w sumie około 2000 par butów, przedstawiających historię różnych kultur na przestrzeni minionych tysiącleci.

No więc właśnie, jak sklasyfikować pary, które mogą trafić do muzealnych gablot?

Na pewno Air Maxy od Nike, które kolekcjonował Virgil Abloh. To są buty, które są w stanie nam dużo powiedzieć o czarnej kulturze Stanów Zjednoczonych lat 90. czy o kulturze rapu. Nie jestem sneakerheadem i nie znam konkretnych modeli, ale zdaje sobie sprawę z tego, że one coś nam mówiły. Z perspektywy tego, o czym może nam dany przedmiot opowiedzieć, historia sneakersów jest naprawdę ciekawa i wiele mówiąca nie tylko o ich samych, ale też o ludziach, którzy je nosili - podkreśla Aleksander Hudzik.

AUwzględniłabym podział na marki, konkretne modele oraz daty wydania, by osoba, która jest spoza sneaker-świata mogła zobaczyć, jak rynek się rozwijał na przestrzeni czasu, jak niektóre marki ewoluowały, a jak inne pozostały przy oldschoolowym designie. Przykładowo, w moim wyobrażeniu, muzealnym eksponatem, za którym każdy odwracałby wzrok, byłyby Nike Air Jordan 1 Retro High Dior, znajdujące się w złotej gablocie wolnostojącej, na wprost wejścia do pomieszczenia z kolekcją Nike - dodaje Ola Gąsior.

Jednak czy poprzez umieszczanie sneakersów w muzeach nie dojdzie do jeszcze szczelniejszego zamknięcia bańki, jakim jest świat buciarzy i wzmocnienie kultury niedoboru?

Porównałbym to do akcji BMW Art Cars, w ramach której od lat 70. tworzono serię, do której zapraszano artystów, by ozdobili ich samochody czy stworzyli swoje wersje tego auta. Jeżeli analogiczna sytuacja występuje na rynku butów, to oczywiście artysta nie tworzy tutaj niczego niezwykłego, tylko jest elementem reklamy, dobrego PR-u marki. Jeżeli to muzeum ma służyć tworzeniu kolejnej warstwy mitologii wokół butów - takiej, która potem będzie oczywiście wykorzystywana po to, żeby je lepiej sprzedawać - to rzeczywiście może nie jest to najlepsza rzecz, jaka może spotkać sztukę. Pamiętajmy jednak, że butom jest raczej bliżej do designu, a przecież design mamy w muzeach i nikogo nie dziwi, że znajdzie się tam krzesło czy stroje Alexandra McQueena, które są jeszcze bardziej niedostępne. Takie muzeum codzienności, w którym wszyscy się odnajdujemy i są tam również basicowe buty, które przeciętna osoba może mieć, nie wydaje mi się niczym złym. Z kolei wystawianie tych, które są nieosiągalne, też nie jest niczym dziwnym, bo tzw. dobra luksusowe też trafiają do muzeów - kończy Hudzik

Choć Aleksandra Gąsior również zauważa w tym pewne niebezpieczeństwo, kreśli prawdopodobną wizję przyszłości.

Muzea będą uczestniczyć w rynku buciarskim, poszukując cennych eksponatów do swoich kolekcji, przez co ceny butów mogą osiągać horrendalne ceny (o ile przyjmiemy, że ceny, które funkcjonują teraz na rynku wtórnym, są normalne). Kultura niedostatku to ciągłe „nigdy dość” i patrząc na to, jak aktualnie rozwija się temat sneakersów, raczej nic mnie już nie zaskoczy.

Nikogo nie powinno też dziwić, że sneakersy określane są jako dzieła sztuki kolekcjonerskiej, a domy aukcyjne prześcigają się w ustanawianiu nowych rekordów cen ich sprzedaży. Choć kolejne wystawy mogą rozszerzyć listę nieosiągalnych modeli, stanowią ciekawy przegląd historii, która dzieje się na naszych oczach.

Londyńska wystawa, która potrwa do października, zwraca uwagę na rolę młodych zajawkowiczów, stopniowo przekształcających sneakersy w gigantyczny, warty miliardy biznes. Biznes, który nadal opiera się na kulturze niedostatku, robiąc z poszczególnych modeli święte Graale buciarskiego świata. Dlatego też porównań do świata sztuki i najbardziej cenionych dzieł nie brakuje. Samo zorganizowanie gigantycznej wystawy, poświęconej temu tematowi jest dostatecznym potwierdzeniem statusu kultury sneakerheadów. Oraz tego, że sportowe buty rzeczywiście sprawdzają się w roli obiektu muzealnego. Już nie tylko w świadomości najwytrwalszych kolekcjonerów, którzy gotowi są wydać na nie krocie, ale szerszego grona, często spoza grupy, która wyczekuje komunikatu Got ’Em w dniu ważnej premiery.

Podziel się lub zapisz
Jedyna dziewczyna w redakcji newonce.net i najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.