Def Jam Recordings Poland rośnie w siłę. Włodi, Ero czy Bonson opowiedzieli nam, dlaczego zdecydowali się tam przejść

5.jpg

Polski oddział światowego giganta fonograficznego wjechał w branżę z futryną, szybko kontraktując kilkanaście postaci z różnych bajek. Jak to się właściwie stało?

To banał, ale wart powtórzenia: konkurencja na rynku zawsze działa pobudzająco na samych konkurentów. Polski rap pod względem promocyjno-hajsowym poszedł do przodu także dzięki temu, że walka w cyfrze o coraz większy tort zrobiła się coraz bardziej zażarta. Choć nie na noże.

Spory kawałek, nie tylko w rymach i bitach, ma szansę zgarnąć Def Jam, który przypuścił dealdone'ową ofensywę, biorąc pod swoje skrzydła ciekawych i różnorodnych twórców. My zajrzeliśmy za kulisy ich labelowych wyborów.

1
Doświadczenie zawsze w cenie
7.jpg

Są z różnych roczników, ale łączy ich jedno – patrząc nie tylko przez pryzmat młodych, już bardzo rozpoznawalnych graczy, można uznać ich za środowiskowych weteranów. W szeregach wytwórni mamy zarówno Ero, niegdyś featuringowego mordercę, zaś obecnie jednego z najbardziej cenionych raperów, wreszcie z solówką na koncie (a nie tylko albumami kojarzonymi z JWP), jak i Włodiego, warszawiaka tworzącego klasyczną Molestę. Ten drugi odpowiada nam krótko: - Def Jam doskonale dopasowuje się do tego, jak widzę swoją przyszłą płytę, a nasze kontakty są takie jak rapera legendy z labelem z historią.

Ero niejako wtóruje starszemu koledze po fachu, mówiąc, że propozycja była z gatunku tych nie do odrzucenia, bo Def Jam to marka. A oczekiwania? - Liczę na to, że szefowie będą po prostu forsować fajne rozwiązania, by moja muzyka dotarła do jak największej rzeszy słuchaczy. A jeśli nie, to chociaż pomogą mi dostarczyć wiernej grupie fanów rozrywki podanej na jak najwyższym poziomie.

Jest jeszcze trzeci muszkieter, który swój pierwszy kojarzony nielegal puścił już 12 (!) lat temu, więc też w innej epoce. Mowa oczywiście o Bonsonie, z którym mieliśmy okazję porozmawiać kawał czasu przed premierą jego solo Królu Złoty.

- Na pierwszym spotkaniu powiedziałem wprost: ja już się nasłuchałem w życiu, ile to milionów płyt sprzedam i ile będę mieć pieniędzy. Mnie najbardziej zależy na pracy w zespole oraz emocjach, jakie będą temu towarzyszyły. Chciałem stworzyć grupę, z którą będziemy pracować, nie chcąc sytuacji, w której ktoś mi mówi: Damianku, jak ty pięknie to nagrałeś, naleję ci herbatki, żebyś się nie oparzył. Jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym i cały czas pracujemy nad nowymi pomysłami – mówi sam szczecinianin. I dodaje, że lubi, gdy ktoś patrzy z boku na jego poczynania i może mu coś rzetelnie podpowiedzieć.

2
Młodzi, głodni, zmotywowani
6.jpg

Ważną siłą napędową wytwórni mają być młodzi gracze, głównie ci, którzy są już przynajmniej nieźle rozpoznani przez słuchaczy środowiskowych, ale mają chrapkę na dużo, dużo więcej. O ile Young Igi jest nieustannie na fali wznoszącej i od dawna kręci chore wyniki w streamingach, o tyle Miły ATZ, Frosti Rege, Hodak czy KPSN nadal pozostają w przedsionku największego grania, jakkolwiek je zdefiniujemy.

U dwóch pierwszych, jak sami przyznają, przeważyły kwestie czysto wydawnicze – znany z kolektywu Mordor Muzik raper chciał jak najszybciej rozpocząć prace nad albumem, za to Frostmen sam wyszedł z inicjatywą współpracy, mając już nagrany materiał. Z pozostałą dwójką sprawy miały się nieco inaczej. Hodak wymienia jednym tchem rzeczy, które go skusiły: skład, zamysł i możliwości. Zambrowski MC KPSN jeszcze rozwija tę myśl: - Def Jam to marka światowa. Nie ma tam ludzi z przypadku. W polskim oddziale działają ludzie od lat związani z naszą sceną i dla niej zasłużeni. A ja chcę działać z najlepszymi ludźmi w swoim fachu.

To, co łączy bardzo różnych stylistycznie graczy, da się wyczuć, gdy zaczynają odpowiadać na pytanie, czy nie lepiej byłoby postawić szybko na własne wydawnictwo. Nieźle ilustruje to podejście Miłego: - Label pomaga w rzeczach, o których zupełnie nie chce mi się myśleć. Od kwestii finansowych przez papierkowe aż po takie, o których nawet pewnie nie mam pojęcia. Chwilę później dodaje, że dla niego najważniejsze jest studio, w którym może siedzieć i robić swoje ile zechcę, nie musząc za to płacić.

3
Polsko-ukraiński girl power
9.jpg

Do tego momentu mówiliśmy wyłącznie o starych i młodych wilkach, a przecież w Def Jamie jest również kobiecy duet, którego składowe działają w pojedynkę, ale mają ze sobą coś wspólnego. Tym czymś jest odwaga w nagrywaniu kawałków bez wykalkulowanego podejścia, przeszczepionego wprost z komórek Excela.

Rosalie. konsekwentnie budowała swoją pozycję w Alkopoligamii, po czym postanowiła przenieść się pod skrzydła majorsa. Nie przyszło jej to jednak z dnia na dzień – dłuższą chwilę zastanawiała się, gdzie wydać kolejny materiał, bo zależało jej na tym, by w którymkolwiek z fonograficznych gigantów czuć się komfortowo. W ostatecznym rozrachunku spory udział miał czynnik ludzki: - Tak się składa, że A&R-em Def Jamu jest Witek Michalak, z którym dobrze znałam się z czasów pracy z Alkopoligamią. Od początku we mnie uwierzył, a w nowym labelu pozwolił mi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Dla mnie najważniejszym aspektem jest to, żeby nikt mnie nie ograniczał i dawał mi możliwość pójścia wyżej, rozwijanie się to podstawa.

Szybko da się zresztą wyczuć, że nie są to słowa pod publiczkę lub/i przypodobanie się nowemu labelowi. Świadczy o tym bardzo sympatyczna anegdotka związana z klipem do kawałka Nie mów. Podobno w dniu premiery wszyscy członkowie wydawnictwa oglądali ten teledysk wspólnie i... do niego tańczyli. - To znak, że mam oddanych ludzi, którzy wierzą w mój sukces. Dodaje mi to dużej pewności siebie jako artystce.

Pewności siebie nie można odmówić także alyonie alyonie, która niedawno pojawiła się kawałku Ostatni raz wspomnianego Mesa, Szoguna i Bartosza Tkacza, czyli projektu Biały Tunel. Jej historia ma w sobie sporą dawkę romantyzmu, bo przecież jeszcze do niedawna raperka pracowała na wsi jako przedszkolanka. Jak sama tłumaczy w rozmowie z nami, większość jej ulubionych raperów ma swoje powiązania z Universal Music Group, czyli wytwórnią-matką Def Jamu, a pierwszy raz spotkała się z przedstawicielami polskiego oddziału labelu, gdy ci przylecieli na jej solowy koncert w Kijowie, na których sama ich zaprosiła.

Plany Ukrainki są zresztą dużo większe niż tylko zbudowanie popularności nad Wisłą – w tym roku chce koncertować nie tylko na polskim OFF Festivalu, ale też w USA i Chinach, może także w Kanadzie i Brazylii. Jej album (zresztą nagrywany na Bali) będzie wydany poza granicami naszego kraju.

4
Zmiany i zjawiska
1.jpg

Albumy producenckie nie są najczęstszymi materiałami, jakie pojawiają się w polskim środowisku rapowym, ale podpisy Def Jamu sugerują, że niebawem może nadejść czas dużych przemian. W szeregach wytwórni mamy bowiem dwóch producentów – Nocnego, stojącego za hitami Jana-rapowanie oraz Deemza, współtworzącego hity takie jak choćby Eldorado, Candy czy Hinata.

- Pijemy razem alko i jestem codziennie molestowany na Messengerze, żeby pracować, więc współpraca dosyć bliska, przynajmniej według mnie – śmieje się Nocny, a przy tym wspomina, że była to dla niego naturalna droga rozwoju. Kontrakt nie ogranicza go w kwestii pracy dla artystów spoza labelu, a podpisanie go daje i nowe kontakty, i możliwości. Deemz nie ukrywa za to, że na jego płycie doczekamy się defjamowych zawodników w ciekawych i nietypowych collabach. To jednak wierzchołek góry lodowej, bo chciałby także wyjść ze swoimi bitami na zagraniczne rynki.

Zupełnie osobnym bytem wewnątrz rodzimej odnogi legendarnego wydawnictwa jest Vito Bambino, jeden z motorów Bitaminy. To właśnie on, spytany o różnorodność stylistyczną w obrębie DJ, wyłożył (jak się wydaje) myśl przewodnią takiego, a nie innego line-upu: - Nigdy nie identyfikowałem się z resztą katalogu jakiegokolwiek labelu, jednak im większa i bardziej kolorowa mieszanka, tym lepiej. Przecież nikt z nas nie słucha tylko jednego gatunku muzy, prawda?

Podziel się lub zapisz
Krzysiek Nowak