Fall Guys to jeden z największych gamingowych hitów tego roku. Dlaczego warto dać mu szansę?

Fall Guys
fot. materiały prasowe

Przybliżaliśmy wam fenomen Among Us, nie mogliśmy zatem pominąć drugiej wieloosobowej gry, która w 2020 osiągała zawrotne wyniki i ściągnęła uwagę graczy z całego świata.

Podstawowa różnica pomiędzy tymi twitchowymi fenomenami jest taka, że o ile Among Us zachęca do podejrzewania innych graczy o najgorsze, o tyle Fall Guys: Ultimate Knockout to czysty entertainment i wirtualny hedonizm. Chwilę po premierze w produkcję studia Mediatonic grało już 1,5 mln playerów, a pod koniec sierpnia podano, że sprzedaż dobiła do 7 mln pecetowych egzemplarzy - a w ramach subskrybcji PlayStation Plus była to najchętniej pobierana pozycja w historii. Korzystny trend utrzymywał się przez długi czas i pomimo tego, że zwariowane wyścigi przechodzą właśnie lekki kryzys, warto dać im szansę, bo to idealna opcja na oderwanie się od ciężaru trudnej do przetrawienia rzeczywistości. Salwy śmiechu gwarantowane.

Azjatyckie teleturnieje w trybie battle royale

Jedną z głównych IRL inspiracji dla Fall Guys był japoński teleturniej Takeshi's Castle. Azjaci słyną z totalnie szalonych sposobów na telewizyjną rozrywkę, którą momentami - w większości przypadków nieudolnie - próbowano przeszczepić na europejski rynek. Ale do meritum - gra studia Mediatonic jest w zasadzie wirtualną, piękną wizualnie fantazją na temat japońskiego show, w którym uczestnicy (ich liczba przekraczała setkę!) mieli do pokonania karkołomny tor przeszkód. W finale programu trzeba było zmierzyć się z pomysłodawcą - słynnym aktorem i reżyserem Takeshim Kitano. Przerwa na fun fact: w 2000 roku Kitano zagrał w filmie Battle Royale, który dał nazwę całemu gatunkowi popularnych gier online, do których należy również Fall Guys. Wracając do tematu - transmitowany w drugiej połowie lat 80. teleturniej po dziś dzień ma w Japonii status kultowej pozycji. Główną inspiracją dla samego formatu była… gra Super Mario Bros. Wszystko zostaje w rodzinie.

Hiperglikemia gwarantowana

Wystarczy tylko spojrzeć na screeny z Fall Guys, aby skutecznie zapełnić sobie dzienny limit na cukier. Niepotrzebne już żadne pączki, rogale świętomarcińskie czy eklery. Podobnie jak inny fenomen 2020 roku - Animal Crossing, czyli hitowa gra na Nintendo Switch, w Fall Guys gracze czerpią dużą przyjemność z customizowania własnych awatarów, które w podstawowej opcji wyglądają jak urocze personifikacje słodkich jellybeans.

Na czym polega mechanika gry? Powiedzielibyśmy, że na wyścigach, ale to duże uproszczenie. Areną zmagań nie jest klasyczny tor, jak w F1 czy Mario Kart, ale trójwymiarowa platforma pełna zawalidróg, barier do przeskoczenia czy wielu innych utrudnień, które muszą sforsować gracze w drodze do zwycięstwa. Wielką przyjemność sprawia już samo oglądanie gameplayów z tych wyścigów, co szczerze wam polecamy, bo dostarcza to co najmniej tylu pozytywnych emocji, co odsłuch nowego Kazka.

Fall Guys to nie żadna bezmyślna gonitwa, bo żeby w ogóle dotrwać do mety, trzeba się często mocno nagimnastykowąć. Poza tym, że fragmenty planszy zmieniają się jak w kalejdoskopie, a pokonanie kolejnych przeszkód to nie lada wyczyn, wyeliminować mogą nas też inni gracze np. poprzez zepchnięcie w przepastną otchłań z waty cukrowej. Czysty fun.

Wartością dodaną wyścigów są przeróżne mini-gry (jest ich ponad 20), wśród których znajdują się zabawy o takich nazwach, jak np. Jinxed, Fall Ball, Block Party, Hit Parade czy Hex-A-Gone. Podczas każdej z nich czekają nas zupełnie inne łamigłówki i zręcznościowe wyzwania. Śmiechom i zabawie nie było końca.

Lockdownowa odtrutka

Wiele wskazuje na to, że najbliższe miesiące spędzimy głównie w czterech ścianach. Poza nieskończoną listą lektur, seriali i filmów do nadrobienia, nadmiar wolnego czasu (hehe) z pewnością przeznaczymy na gaming. Jedni będą testować nową generację konsol (polska premiera Xbox Series S/X już 10 listopada, a PlayStation 5 - 9 dni później), jedni pogrywać w Fortnite’a czy Apex Legends, kolejni pielęgnować swoje wyspy w Animal Crossing, a jeszcze inni - szukać wrażeń w nietypowych grach online.

Jeśli planujecie znaleźć się w tej ostatniej grupie, to Fall Guys będzie dla was idealną opcją. Dlaczego? Między innymi dlatego, że na starcie jednej rozgrywki udział bierze aż 60 playerów - doskonała okazja do interakcji. Wyobraźcie sobie ten przyjemny adrenalinowy strzał, jaki towarzyszy na starcie każdego z wyścigów, kiedy obok was tłoczy się kilkudziesięciu konkurentów. Dwa - większość meczów trwa około kilkunastu minut, a więc można je sobie dawkować np. w ramach szybkich, rozluźniających przerw pomiędzy obowiązkami. Jeśli poza aktywnością fizyczną szukacie źródła czystych endorfin, ciężko o lepszą rekomendację.

Piękne smutnego początki

Na koniec, do tego słoika pełnego słodkości, musimy wsadzić łyżkę dziegciu. Popularność Fall Guys eksplodowała podczas wakacji, niedługo po premierze pierwszego sezonu gry (w październiku wystartował drugi, który zabiera graczy do średniowiecznych czasów) i choć produkcja studia Mediatonic nadal ma wielu zwolenników, to ziarno przerażenia w sercach deweloperów zasiała niedawna tendencja spadkowa. Powód? A niech to gęś kopnie - Among Us!

Spora w tym rola najpopularniejszych streamingowców, którzy po intensywnej początkowej ekscytacji Fall Guys zaczęli zalewać Twitcha i YouTube'a wideosami z potyczek pomiędzy Crewmates i Impostors. Oczywiście to nie tak, że gierka ludzi z InnerSloth jest stuprocentowo odpowiedzialna za mniejszą popularność Fall Guys, natomiast bez dwóch zdań miała w tym spory udział. O ile pozycja z gatunku murder-mystery jest dostępna na PC i systemach Android/iOS, o tyle w radosne battle royale pobawimy się jedynie na PS4 i PC, co na pewno ma wpływ na częstotliwość korzystania z tych dobrodziejstw. Trochę dziwi nas fakt, że obie nie pojawiły się jeszcze na Switchu, który wydaje się konsolą stworzoną do tego rodzaju gier. Sporo gamerów uważa, że skutecznym antidotum na podtrzymanie żywotności gry będzie systematyczne i sprawne apdejtowanie, dodawanie nowych map i opcji customizowania postaci. Oby tak było, a my wracamy zrobić kolejną rundkę, pa!

Podziel się lub zapisz
Lech Podhalicz
Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne, czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu. Redaktor newonce.net i prowadzący autorską audycję KOLEKCJE w newonce.radio.