#Metoo nie ruszyło rapu. Za to wprowadziło sporo zmian na scenie niezależnej

Ducktails
Ducktails / Burak Cingi/Redferns via Getty Images

Czy muzyczny underground opierający się często na dostępności, inkluzywności i szczerości może być poligonem dla społecznych zmian, które pomogą walczyć z problemem przemocy wobec kobiet?

W zeszłym tygodniu Lech Podhalicz opublikował na newonce.net felieton dotyczący rapowych featuringów. A konkretnie wypadków, w których do współpracy zapraszani są artyści oskarżeni – lub skazani za – o godne potępienia czyny. Historia przemocy, także wobec kobiet, której dopuszczał się Chris Brown, jest publicznie znana. Wokalista był skazywany m.in. za pobicie Rihanny. Solidarność z piosenkarką nie jest jednak, jak widać, wystarczająco silna w muzycznych kręgach. A przynajmniej nie powstrzymała Kanye’ego Westa, Young Thuga, Meek Milla, G-Eazy’ego – a nawet H.E.R. – od zaproszenia Browna do współpracy. Ye na swojej ostatniej płycie skorzystał też z wokalnych talentów Marilyna Mansona, który oskarżany jest przez kilka kobiet o przemoc na tle seksualnym. W swoim tekście naczelny newonce wykazywał, że tzw. cancel culture nie ma zbytniego oddziaływania w rapowych kręgach.

Oddźwięk w komentarzach był dość spodziewany. Wielu komentujących uznawało prymat wymiaru sprawiedliwości, który swoim orzeczeniem o winie ma kluczowy głos. Ale czy nie trudno zauważyć, że na całym świecie nie wypracowano jak dotąd mechanizmów, które są w stanie w rzetelny sposób wyrokować w sprawie przestępstw na tle seksualnym? Te często odbywają się bez bezpośrednich świadków. Dowody w postaci śladów czy materiału genetycznego szybko znikają. Ofiary z kolei muszą mierzyć się z konfrontacją z często nieufną lub bagatelizującą problem policją oraz, w przypadku postępowania sądowego, samym oskarżonym, co także może być traumatycznym przeżyciem. Gdy sprawca jest z kolei osobą o wyższym statusie społecznym, ma wpływy oraz pieniądze, gra na gruncie cywilnym robi się nierówna i niezwykle skomplikowana. Wyparcie i przemilczenie jest więc trudną, ale pożądaną alternatywą wobec długich walk na płaszczyźnie prawnej. Zjawisko ma gigantyczną skalę. RAINN (Rape, Abuse & Incest National Network) szacuje, że 1 na 6 kobiet w USA padła ofiarą dokonanego lub niedokończonego gwałtu.

Dlatego właśnie #metoo jest tak ważną inicjatywą. Oskarżenia ponad tuzina kobiet wymierzone w Harveya Weinsteina, jednego z najbardziej wpływowych hollywoodzkich producentów filmowych, ostatecznie doprowadziły do jego skazania na 23 lata bezwzględnego więzienia za gwałt oraz molestowanie seksualnie. Samo głośne powiedzenie o problemie sprawiło, że setki tysięcy kobiet w social mediach z pomocą jednego hashtagu – #metoo właśnie – otwarcie przyznało, że były w swoim życiu molestowane lub zgwałcone. To ośmieliło z kolei część ofiar do wskazania konkretnych sprawców. Przede wszystkim wpływowych mężczyzn, którzy korzystają ze swojego statusu i pozycji, by bezkarnie stosować siłę i egzekwować stosunek seksualny.

I przemysł muzyczny okazał się jednym ze środowisk, które zostało mocno prześwietlone. Możemy przyglądać się poszczególnym przypadkom, ale to niezależne i alternatywne kręgi stanowią, moim zdaniem, najciekawszy przypadek. Uzależnione niemal wyłącznie od woli słuchaczek i słuchaczy chcących kupować muzykę oraz oglądać ją na żywo, tworzą dynamikę, w której to odbiorcy swoimi wyborami de facto decydują o bycie danego wykonawcy lub wykonawczyni.

Mogłoby się wydawać, że sfery, w których częściej pojawiają się społecznie liberalne oraz progresywne idee będą bardziej świadome potencjalnych zagrożeń oraz odporne na toksyczne, patriarchalne schematy. Takie, które doprowadziły do sytuacji, w której 995 na 1000 sprawców przestępstw seksualnych w Stanach jest bezkarna. I że na – bardziej świadomej problemów tego świata – scenie niezależnej takich sytuacji po prostu nie będzie. Ale jest zupełnie inaczej.

W 2019 roku The New York Times opublikował artykuł, w którym siedem kobiet (w tym Phoebe Bridgers oraz Mandy Moore) oskarżyły Ryana Adamsa, jednego z popularniejszych indie rockowych songwriterów początku XXI wieku, o tworzenie sieci zależności, w której on w zamian za pomoc w rozwoju kariery oczekiwał romantycznej relacji oraz seksu. Ciskał także przemocowymi wiadomościami, gdy jego zaloty były odrzucane. FBI badało także wiadomości Adamsa, w których wymieniał naszpikowaną seksualnymi odniesieniami korespondencję z nieletnią fanką. Muzyk przyznał się po czasie do zarzucanych mu czynów i opublikował długie przeprosiny na łamach Daily Mail.

Aha – Adams kontynuuje karierę. Ale od tego czasu jego albumy są konsekwentnie ignorowane przez amerykańskie media, które nie chcą w jakikolwiek sposób wspierać człowieka, który wykorzystywał swoją pozycję władzy i wyższości, by czerpać z tego benefity w postaci m.in. kontaktów seksualnych. W ten sposób utracił ten status, a o jego losie faktycznie decydują słuchacze i konsumenci. Jego tegoroczny album Big Colours znalazł się w setce najchętniej kupowanych płyt w kilku europejskich krajach. Nie można więc powiedzieć, że kariera Adamsa skończyła się zupełnie. Na pewno jednak odczuł on skutki swoich czynów.

Znamienną sprawą był także przypadek Matta Mondanile’a, byłego gitarzysty Real Estate. Grupy w pewnym momencie poważanej i wpływowej na indie rockowej scenie. Muzyk nadal nagrywa pod pseudonimem Ducktails. Pod koniec 2017 roku jego macierzysta kapela ogłosiła, że rozstała się z gitarzystą kilkanaście miesięcy wcześniej właśnie z powodu oskarżeń o molestowanie, które zostało im przedstawione. W rozmowie z portalem Pitchfork, Mondanile zaprzeczał, że ma sobie cokolwiek do zarzucenia. Dopiero kilka dni później ten sam portal opublikował fragmenty rozmów z trzema kobietami zarzucającymi muzykowi molestowanie. Wiele tygodni później Mondanile opublikował w social mediach oświadczenie, w którym przepraszał wszystkie kobiety, którym mógł wyrządzić krzywdę. Podkreślał też, że jest świadom popełnionych błędów i więcej ich nie powtórzy. Ducktails nadal jest aktywnym projektem i wydaje nowe albumy. Są one jednak niemal jednogłośnie ignorowane przez prasę muzyczną.

W zeszłym roku Pitchfork opublikował wyniki rozmów z trzema kobietami, które twierdziły, że Mark Kozelek – nagrywający jako Sun Kil Moon oraz liderujący niegdyś Red House Painters – zachowywał się w stosunku do nich niestosownie. Obnażał się, wprowadzał w błąd lub zmuszał do współżycia. Krótko potem zgłosiło się siedem następnych domniemanych ofiar. Kozelek w kolejnych oświadczeniach zaprzeczał wszystkim zarzutom. Ale liczba kobiet, które postanowiły się wypowiedzieć po latach robi wrażenie. Podobnie jak w opisanych wcześniej przypadkach, dla oskarżonego poskutkowało to odwołanymi trasami koncertowymi oraz ustaniem zainteresowania ze strony prasy muzycznej. Kwestia słuchania i kupowania muzyki pozostaje nadal jednak w rękach słuchaczy.

To trzy pojedyncze historie. Ale przypadek Burger Records jest szczególny. Niegdyś wpływowa w kategorii garażowego rocka wytwórnia zamknęła się po tym jak dziesiątki kobiet opisały przypadki molestowania ze strony członków wielu kapel. Tych skupionych pod egidą labelu, a także jego pracowników. Przypadek grupy PWR BTTM zwrócił z kolei uwagę na jeszcze inne aspekty gitarowej sceny niezależnej. Queerowy duet wydał właśnie swoją drugą płytę, gdy pod adresem gitarzysty Bena Hopkinsa wystosowane zostały oskarżenia dotyczące napaści na tle seksualnym. Zespół zaprzeczał doniesieniom, ale w oświadczeniach kryła się także asekuracyjna niepewność. Najsmutniejsze było jednak to, że osoba, która rozprzestrzeniała ducha inkluzywności miała popełniać czyny, które kłócą się z założeniami safe space’u, które są podstawą wielu działań społeczności LGBTQ+.

Są też oczywiście przypadki, w których muzycy są w stanie oczyścić dobre imię. William Benussen, czyli The Gaslamp Killer, został formalnie oskarżony o gwałt, przez kobietę, która twierdziła, że dosypał jej czegoś do drinka, a następnie wykorzystał seksualnie. Sprawa zakończyła się ugodą, a powódka w oficjalnym piśmie przyznała, że nie jest w stanie ustalić kto tego dokonał. Conor Oberst, znany z działalności w Bright Eyes oraz solowych dokonań, jeszcze w 2013 roku został oskarżony o wykorzystywanie seksualne fanki. Ta sama osoba kilka miesięcy później przyznała, że wszystko zmyśliła. Oberst w wywiadzie dla Vice powiedział potem: Nie jestem agresywny w stosunku do nikogo… Ale gdy przez moment cały świat myśli, że te oskarżenia wobec mnie są prawdziwe, moja psychika zupełnie siadła.

Wywód ten warto zakończyć sprawą, w której nie padły jak dotąd żadne oskarżenia. Ale padło wyznanie winy. Ian Svenonius, muzyk związany z kultowymi punkowymi kapelami – The Nation of Ulysses oraz The Make-Up, opublikował w social mediach list, w którym sam przyznał się do niewłaściwego zachowania: Chciałbym skorzystać z tego forum, by wyrazić wsparcie dla osób nawołujących do wyplenienia przemocowych zachowań. Sam jestem jednym z winnych – pisał. W dalszej części swojej wypowiedzi Svenonius pomstował, że scena punkowa i niezależna już dawno powinny były odciąć się od patriarchatu i skupić się na wartościach, które głosiły: dostępności, partycypacji, szacunku i szczerości. I w symbolicznym akcie muzyk postanowił potępić samego siebie i w rezultacie zakończyć karierę. Szczerze przepraszam wszystkich, którym sprawiłem przykrość lub wprawiłem w zakłopotanie. Zawsze wierzyłem, że jestem rewolucjonistą, a teraz moim rewolucyjnym aktem jest samospalenie.

Svenonius wskazywał także, że niezależna scena jest jedyną z gałęzi rynku muzycznego, w której faktycznie dokonuje się proces wskazywania sprawców przemocy. I trwa już niemal pięć lat. Czy w tej chwili można wyciągnąć jakieś wnioski? Wszystko wskazuje na to, że szybkie zmiany, które będą rezonowały na inne sektory nie są możliwe. Przemiany kulturowe wpływające na postrzeganie etyki i godne postępowanie, które nie opiera się na karmieniu żądz kosztem innych osób dopiero wydadzą swoje owoce. Zmiana będzie następowała dopiero wraz z następnymi pokoleniami. Ale jeśli kiedyś w naszym kręgu kulturowym przemoc na tle seksualnym wobec kobiet stanie się zjawiskiem marginalnym, czego wszystkim życzę, to będzie można spojrzeć na wydarzenia, które miały i nadal mają miejsce w muzycznym undergroundzie i może okazać się, że były przełomowe.

Podziel się lub zapisz
Do newonce.net przybył w letnim oknie transferowym sezonu 2021. W muzycznym świecie szuka ciekawych dźwięków, ale też wyróżniających się idei - niezależnie od gatunku. Bo najważniejszy jest dla niego ludzki aspekt sztuki. Zajmuje się także kulturą internetu i zajawkami, które można określić jako nerdowskie. Wcześniej jego teksty publikowały m.in. Aktivist, K-Mag, Poptown czy Art & Business.