Miliony dolarów, ambicje rodziców i YouTuberka, która dostała rykoszetem. Polecamy netfliksowy „Rekrutacyjny skandal”

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
Operation Varsity Blues
fot. materiały prasowe/Netflix

Pieniądze szczęścia nie dają? Być może, ale gwarantują bezkarność.

Z polskiej perspektywy, gdzie studia wyższe są darmowe, amerykański model edukacji jest kompletną abstrakcją i niezłym absurdem. U nas największą konsekwencją porażki na studiach jest strata czasu, tam, niezależnie od tego, czy się odebrało wartościową edukację, czy bimbało z ziomkami, efektem zawsze jest ogromny dług. A jednak mit wyższego wykształcenia jest wciąż mocny po obu stronach Oceanu. Powoli z niego wychodzimy - pokolenie Z będzie pierwszym, które poważnie przemyśli decyzję o studiach pod względem ich przydatności w późniejszym życiu.

Nie znaczy to, że pójście na uniwerek czy polibudę to głupia decyzja, po prostu nie jest to decyzja dla każdego. Na Netfliksie można obejrzeć bardzo ciekawy dokument Operacja Varsity Blues. Rekrutacyjny skandal. Rzecz jest na tyle fascynująca, że aż szkoda, że nie zrobiono z tego miniserialu. Opowiada o świetnie skonstruowanym oszustwie, które pozwalało wbijać bogatym dzieciakom na studia na prestiżowych uczelniach. Mówimy np. o Stanfordzie, UCLA czy USC. Rick Singer, człowiek tyleż aktywny, co mocno szemrany, wykorzystywał słabość systemu, by przy pomocy łapówek - trudno nazwać je czymś innym - zabezpieczać edukacyjną przyszłość chętnym do zapłaty. Amerykańskie uczelnie mogą przyjmować najróżniejsze datki. To mogą być nieruchomości, sprzęt do nauczania, czy po prostu pieniądze. Oczywiście, ufundowanie budynku biblioteki, albo przekazanie kilku, a nawet kilkudziesięciu milionów dolarów (!) nie jest bezpośrednią przepustką na uczelnię dla dziecka fundującego rodzica. Ale nie da się ukryć, że pomaga.

Rick Singer poszedł o krok dalej - nie tylko służył za pomost między rodzicami a uczelniami, dbając o to, żeby pieniądze trafiały we właściwe ręce, również fingował sportowe kariery aplikantów. Łącznie z photoshopowaniem ich zdjęć tak, by wychodzili na sportowców. Następnie uruchamiał zaprzyjaźnionych trenerów biorących takie talenty do swoich drużyn uniwersyteckich. Stypendium sportowe to ważny element amerykańskiego krwioobiegu akademickiego, a Singer wiedział, jak go sprawnie wykorzystać.

OPB
fot. materiały prasowe/Netflix

Nie trzeba mówić, że efektem tego procederu były łzy wielu osób, którym spod nosa zabrano należne miejsce na uczelni. Z drugiej strony na uczelniach pojawiło się wiele jednostek, które nie miały czego tam szukać. Szajka Singera działała od dawna, obsługując kilka pokoleń. Główny sprawca dostał zarzuty federalne, a w samej sprawie oskarżono kilkadziesiąt osób. Cała ta sytuacja nie jest niespodzianką - ponownie osoby uprzywilejowane z przywileju korzystają, a system podatny na korupcję korupcję uskutecznia. Natomiast ciekawym aspektem, o którym film Netfliksa mówi za mało, jest to, że jedną z osób, które na studia dostały się dzięki przekrętowi jest Olivia Jade, znana YouTuberka. Olivia nie była pocieszona, ba, w ogóle na studia iść nie chciała. Zapewne nie jest odosobniona - kosztowna decyzja o podjęciu studiów wyższych bardzo często stoi po stronie rodziców, nie dzieci. Świat się zmienia i posiadanie wyższego wykształcenia jest dość archaicznym wyznacznikiem statusu, czego wiele osób pochodzenia boomerskiego zrozumieć nie umie. Jade miała w rękach udaną karierę, nie mogła narzekać na brak pieniędzy, ale czy vlogowanie to zajęcie na długie lata jest już inną kwestią.

YouTuberka zniknęła z przestrzeni publicznej na kilka miesięcy i choć jej content nie jest zbyt wysokich lotów - standardowe vlogi i filmiki z makijażem - to trzeba jej oddać, że umiała się dobrze zachować w trudnej sytuacji. Jak sama twierdzi, nie wiedziała o konszachtach jej rodziców z Singerem. Nigdy nie wróciłam na studia, bo byłam bardzo zawstydzona. Przede wszystkim nie powinnam się tam znaleźć, więc nie było sensu tam wracać - wyłożyła swoje zaskakująco dojrzałe stanowisko po powrocie do mediów społecznościowych. Trajektoria jej kariery została złamana tylko na chwilę, w 2021 Olivia z powrotem bryluje na YouTube i Instagramie, gdzie ma ponad milion followersów. Niedawno widziano ją na imprezie z członkami Vlog Squadu (którzy muszą sobie radzić z o wiele gorszymi zarzutami), więc wszystko wraca do balansu w świecie influencerów i influencerek. Nie ma tu zatem mowy o jakiejś historii z morałem, bo ciężko o morał w świecie, w którym konsekwencje nie istnieją. Zresztą cykl wpadek i przeprosin YouTuberów i YouTuberek to już niemal osobny gatunek contentu, zupełnie naturalny dla platformy.

Operation Varsity Blues
fot. materiały prasowe/Netflix

Jeśli można się czegoś z Operation Varsity Blues nauczyć, to przede wszystkim wartości egalitarnych, relatywnie przejrzystych systemów edukacji. Owszem, ten polski ma sporo wad, ale jego uniezależnienie od prywatnego kapitału (mowa oczywiście o uczelniach publicznych) chroni go od zbytniej eksploatacji przez bogaczy z aspiracjami, a przede wszystkim nie generuje długów niszczących życie. Edukacja ma potężne walory, ale można ją zdobywać na wiele sposobów - zresztą eksperci w filmie wskazują, że wybór w teorii gorszej uczelni nie musi wcale oznaczać katastrofy, a wszelkiego rodzaju rankingi to grząski teren. Inną lekcją jest pewnie ta o rodzicielskich aspiracjach: jeśli nie są w porę powstrzymywane lub ograniczane, to prowadzą do niezbyt wesołych konsekwencji. Konsekwencji? Wróć, skazani w aferze opisywanej w filmie dostali symboliczne wyroki, zarówno pod względem kwot grzywien, jak i czasu w więzieniu. Rick Singer wciąż oczekuje na wyrok, w międzyczasie zdążył zacząć studia psychologiczne i z nich zrezygnować. Wystarczy być bogatym, nic się wtedy człowieka nie ima!

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.