Na HBO GO obejrzeliśmy serial Betty - historię grupy nowojorskich skaterek. Jest świetny

Zobacz również:Androidy wychowujące dzieci, Rambo i dystans społeczny w wersji komediowej. Oto wrześniowe premiery na HBO GO
betty-cover.jpg

W natłoku głośnych premier łatwo przegapić ten skromny tytuł. Tymczasem to jeden z niewielu seriali, który mówi o ważnych rzeczach bez walenia widza kijem po głowie.

Gdzie najlepiej znaleźć temat na swój film? Proste - na ulicy. Na początku minionej dekady młoda reżyserka Crystal Moselle przypadkowo spotkała na Manhattanie sześciu identycznie ubranych w czarne garnitury i Ray-Bany chłopaków. Okazało się, że to rodzeństwo, których rodzice nie posłali do szkoły, a zamiast tego uczą ich w domu poprzez... wspólne oglądanie najważniejszych filmów w historii kina, mających wyjaśnić im, jak działa świat. To punkt wyjścia jej debiutanckiego dokumentu The Wolfpack, laureata wielu festiwali - w tym Sundance, gdzie wyróżniono go Nagrodą Jury.

Już po sukcesie filmu Moselle jechała jedną z nowojorskich kolejek, gdzie natknęła się na grupkę skaterek - zafascynowana tym, o czym i jak ze sobą rozmawiają, zaczepiła je i zaproponowała współpracę. Tak powstała fabuła Skate Kitchen, a poszerzoną wersją opowiadanej w niej historii jest właśnie serial Betty, który możecie oglądać na HBO GO. Dlaczego Skate Kitchen? Bo stereotypowa kobieta wciąż kojarzy się wielu ludziom ze staniem przy garach.

betty-2.jpg

Betty też jest tytułem z kluczem; to imię w slangu określa dziewczynę jeżdżącą na desce. Zjawisko wbrew pozorom wciąż nie tak często spotykane, nawet w Stanach, kolebce skatingu. Bo my tu #metoo i uświadamianie społeczeństwa, a skaterki dalej trzymają się tylko w swoich grupach, przynajmniej na ekranie. I taki serial jak Betty może to zmienić. Nakręcony w powolnym stylu, trochę w duchu wczesnego Jima Jarmuscha, a trochę współczesnego amerykańskiego kina niezależnego spod znaku mumblecore, pokazuje, jak ważny jest team spirit. Można jeździć, rywalizować między sobą na tricki, ale przecież nie o to tutaj chodzi, zresztą w Betty tych popisów nie ma za wiele. Te dziewczyny czerpią siłę z tego, że są razem. Trudno im nie uwierzyć, bo poza ekranem też się przyjaźnią.

To było bardziej naturalne niż kręcenie dokumentu. Tam musiałabym stanąć z boku i obserwować, a tu stałam się częścią ich paczki - powiedziała Moselle w wywiadzie dla highsnobiety.

Nie spodziewajcie się scenariusza z dziesiątkami zwrotów akcji, bo to serialowa życiówka; bohaterki - grane przez te same dziewczyny, które Crystal Moselle spotkała w pociągu - borykają się z codziennymi problemami. Kłopoty z rodzicami. Kłótnie. Zaginiony telefon. Oczywiście dla wzmocnienia całości pojawiają się bardziej filmowe wątki; dług związany z narkotykami, molestowanie seksualne, sieciowy trashtalking, ale reżyserka wkleiła je w fabułę tak umiejętnie, że zupełnie nie czuć, jakby powstały na siłę. Plus parę mądrych, nienachalnych spostrzeżeń - zwróćcie uwagę na scenę, będącą krytyką turystów, którzy z biednych dzielnic Nowego Jorku robią sobie krajoznawczą ciekawostkę. To samo niedawno działo się w rzeczywistości, gdy mieszkańcy Bronxu byli wściekli na ludzi, robiących sobie zdjęcia na schodach Jokera. Widać, że Betty dobrze trzyma rękę na pulsie tego, czym żyje Nowy Jork.

I najważniejszy, przewijający się przez wszystkie odcinki wątek feministyczny. Tu wracamy do tytułu - walka kobiet o swoje nie bije po oczach, chociaż bardzo łatwo było wpaść w ideologiczną agitkę. Tymczasem Crystal Moselle traktuje widza jak osobę inteligentną, która nie potrzebuje krzykliwych tez, by samodzielnie zrozumieć, o co chodzi w jej serialu. Zamiast wzniosłych haseł - proste gesty, jak ten z pierwszego odcinka, gdy do samotnej dziewczyny w skateparku podchodzą dwie inne, przedstawiają się i zachęcają do wspólnej jazdy. Nie o to chodzi w dyscyplinach, w których sport płynnie miesza się lifestylem? Jedna społeczność, wiele wpływów, wspólne cele i ich realizowanie. Tym jest dla mnie skateboarding - powiedziała w rozmowie z platformą Medium profesjonalna skaterka i fotograf Sierra Prescott.

betty.jpg

Betty jak album ze zdjęciami łapie ostatnie chwile młodzieńczej beztroski. Za chwilę te dziewczyny nie będą miały czasu, by rozbijać się całe dnie na desce. Studia, praca, więcej pracy, rodzina i ogólnie dorosłość. Ale to dopiero za chwilę - dlatego serial dobrze ogląda się też jako coming-of-age movie, pochwałę zwykłości. Właśnie - w czasach, w których główną obowiązującą strategią walki o swoje prawa jest strategia szokowania, zwykłość Betty działa o wiele silniej. Bo to jest właśnie taki serial - produkcja skrojona pod czasy przesytu.

Obejrzyjcie ją koniecznie. Być może wyda się wam zbyt leniwa, zdziwicie się, że na przestrzeni tych trzech godzin dzieje się niewiele. Ale dopiero chwilę po napisach odkryjecie, że dawno nikt nie mówił do was w ten sposób.

Trzy pierwsze odcinki Betty możecie już obejrzeć na platformie HBO GO. Premiery kolejnych - 23 i 30 maja.

Podziel się lub zapisz
Redakcja newonce
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.