Oglądaliśmy już Tuca i Bertie - czy twórcy BoJack Horseman znów zrobili świetny serial?

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
TucaBertieSeason1Episode200034403-1.jpg

Jak zrozumieć kobiety? Na to odwiecznie zadawane przez mężczyzn pytanie spróbują odpowiedzieć tytułowe bohaterki. Co prawda mają skrzydła i generalnie są ptakami, ale to nie szkodzi.

Tuca (w tej roli Tiffany Haddish) to lekkomyślna tukanica, a Bertie (Ali Wong) – wiecznie niespokojna reprezentantka gatunku ptaków śpiewających. Najlepsze przyjaciółki poznajemy w momencie, w którym przestają być współlokatorkami, a Bertie zaczyna mieszkać z chłopakiem. Serial zadebiutował 3 maja na Netfliksie, więc postanowiliśmy spędzić z nim długi weekend, aby ocenić, czy warto sprawdzić nową serię od twórców słynnego BoJack Horseman.

1
Serial, w którym kobiety opowiadają o kobietach

Tuca i Bertie to pierwszy od dawna przykład animacji dla dorosłych z kobietami w rolach głównych. Leela z Futuramy, bohaterki Simpsonów czy Family Guya - nieee, to nie to samo. Nowa produkcja Netfliksa jest serialem stworzonym przez kobiety, który w centrum stawia ich problemy, wątpliwości i wyzwania dnia codziennego. Autorką serii jest Lisa Hanawalt - to także producentka oraz ilustratorka kultowego już BoJack Horseman. W rolach głównych występują Tiffany Haddish i Ali Wong, czyli komiczki odnoszące w ostatnich latach gigantyczne sukcesy.

Tuca jest impulsywna, przebojowa i ma kilka różnych zajęć, które (razem z pomocą finansową ciotki) ją utrzymują. Bertie to obowiązkowa, ułożona i ciężko pracująca na awans w wydawnictwie ptaszyca. Obserwujemy typową dynamikę dla duetu introwertyczka-ekstrawertyczka, a odmienne style życia pozwalają na postawienie ważnych pytań zarówno dla singielek, jak i kobiet w związku. Tuca ma problemy z alkoholem i wejściem w poważną relację, z kolei Bertie dostrzega zagrożenia wynikające z monotonnego i stabilnego życia. Na serialu również piętno odcisnął ruch #Metoo, co widać chociażby w wątku molestowania seksualnego w biurze Bertie - uwaga na mizoginistycznego koguta Dirka, ale także niepoważną pracownicę działu HR, która bagatelizuje oskarżenia. Feministyczny aspekt serii jest kluczowy, a Wired w swojej recenzji zauważyło, że różnica pomiędzy Tuca i Bertie a nudnym sitcomem, jest taka, jak w ukazaniu postaci granej przez Gal Gadot w Wonder Woman i Lidze SprawiedliwościTa sama kobieta, ta sama postać, ten sam kostium, ale w Wonder Woman kobieta jest ukazana jako bohater, a w Lidze Sprawiedliwości jako niunia w spódniczce.

2
Zabawa z formą

Nowy serial Netflixa eksperymentuje ze środkami wyrazu jeszcze mocniej niż BoJack Horseman. Animacja plastelinowa, wyświetlanie na ekranie fotografii przedstawiających świat rzeczywisty, teledyskowe montaże, animacja 2D przypominająca grę Donkey Kong - twórcy prezentują szeroki wachlarz środków, wnoszących dynamikę i surrealizm, który wyróżnia serię Hanawalt. Na ekranie panuje pewnego rodzaju uporządkowana anarchia, gdzie co chwilę załamują się prawa fizyki i przyrody. Kiedy Tuca poznaje przystojnego małpiszona pracującego w delikatesach, jest tak poruszona, że szkielet opuszcza jej ciało. Może właśnie tak reagowałyby postaci Looney Tunes, gdyby potrafiły się podniecić? Nie ukrywamy jednak, że wiecznie pulsujący ekran i teledyskowa formuła odcinków potrafią zmęczyć oczy, więc wiele osób może nie dotrwać do dziesiątego odcinka pierwszego sezonu.

3
Skąd my to znamy?

Tuca i Bertie nie wymyśla koła na nowo, a jedzie na stylu wykształconym przez BoJacka Horsemana. Humor oparty jest na wrzuceniu widza do antropomorficznego świata, gdzie zwięrzęta i rośliny żyją w iście ludzki sposób. Człowieka też można spotkać w tej rzeczywistości, ale występuje niezwykle rzadko i raczej na potrzeby żartu - np. sąsiadka śledząca przez lornetkę seks Bertie i jej chłopaka, argumentując, że po prostu obserwuje życie ptaków. Jednak z każdym kolejnym odcinkiem Tuca i Bertie udowadnia, że ma własną tożsamość, a nie jest tylko ubogim kuzynem, który stara się przetrwać na fejmie znanego i lubianego wujka. Warto zwrócić uwagę na to, jak szybko ewoluują i zmieniają się tytułowe ptaszyce, podczas gdy urok BoJacka tkwił raczej w powtarzaniu ciągle tych samych błędów przez protagonistę. BoJack Horseman to show o dziwaku z kryzysem wieku średniego, a Tuca i Bertie o dorosłych kobietach, których okazjonalnie przerażają dziwacy w wieku średnim. Ta różnica jest kluczowa w budowie radosnego i psychodelicznego świata Hanawalt - napisał New York Times.

4
Czy warto?

To zależy z jakim nastawieniem podchodzicie do nowej serii Netflixa. Jeśli oczekujecie mrocznego i nihilistycznego klimatu w stylu BoJacka - na bank się zawiedziecie. Pomimo że kreska i styl animacji są łudząco podobne, a poczucie humoru z początku może wydać się zbliżone - Tuca i Bertie traktuje o zupełnie innych problemach, używając własnego języka. To trochę przypomina sytuację, gdy po latach kolejnych sukcesów Family Guya ukazał się spin-off The Cleveland Show. Niby kolejny show o grubym i głupim ojcu rodziny, ale rezultat był kompletnie inny. Jeśli natomiast szukacie wykręconej i pełnej pozytywnego przekazu animacji skupionej wokół żeńskich postaci - śmiało odpalajcie Tuca i Bertie. Nie wróżymy gigantycznego sukcesu serii, ale powinna sobie przyzwoicie poradzić w walce o uwagę masowego widza.

Podziel się lub zapisz
Bartek Strowski
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.