Policzek wymierzony z premedytacją. Czemu rząd porzucił branżę koncertową?

Koncert
fot. Angel Garcia/Bloomberg

Maj okazał się przełomowym miesiącem walki z pandemią. Trzecia fala ustępuje, a rząd rozpoczął wyczekiwane luzowanie obostrzeń.

Porzuciliśmy maseczki na zewnątrz, ruszyliśmy tłumnie do restauracyjnych ogródków i wpadaliśmy do ulubionych miejscówek. 21 maja otworzyły się sale kinowe i teatralne. Widzowie mogą uczestniczyć w stand-upach, kabaretach i wydarzeniach z udziałem solistów. Ostatnia kolejka piłkarskiej Ekstraklasy odbyła się przy ograniczonej liczbie kibiców. I fajnie, ale...

Brakującym elementem odmrożeniowej układanki pozostaje branża koncertowa. Czyli ta, która ze względu na pandemię koronawirusa ucierpiała w porażającym stopniu. Nie tylko popularni artyści i artystki, ale też ogrom znakomitych wykonawców/-czyń z kręgów undergroundowych i niezależnych. Do tego obsługa eventowa: realizatorzy dźwięku, ekipa od naświetlenia, produkcja wydarzeń, opieka nad grającymi. Wszyscy zostali odcięci od źródła przychodu. Przykłady można mnożyć. Agencje bookingowe, organizatorzy letnich festiwali i inne podmioty są pomijane przy okazji kolejnych luzowań. Rząd naśladuje słynne japońskie małpy - Mizaru, Kikazaru i Iwazaru - robiąc wstydliwy unik i udając, że nic nie widzi, nie słyszy, a na dodatek niewiele mówi.

O tę kuriozalną sytuację i niezrozumiałą grę ze strony polskich władz zapytaliśmy organizatorów wydarzeń. Opinię na temat podjętych decyzji wyrazili Mikołaj Ziółkowski - szef agencji Alter Art i prezes SOIAR-u - a także Tomasz Masłowski (Winiary Bookings) i Magda Dubrawska (Sold Out Agencja). Zapytaliśmy o ocenę rządowych działań, ich pokłosie oraz perspektywę, jaka rysuje się na horyzoncie.

Sytuacja jest absurdalna, a działań rządu nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Przez dwa tygodnie próbowaliśmy rozmawiać z Ministerstwem Kultury oraz Instytutem Muzyki i Tańca. W pierwszej fazie wydawało nam się, że to pomyłka, bo takie zdarzały się w przypadku rozporządzeń. Później dostaliśmy informację, że to działanie zamierzone, a koncerty zostaną zablokowane. Następnie powiedziano nam, że realizacja postulatów nastąpi w najbliższym rozporządzeniu, które miało się ukazać w ubiegłym tygodniu. Tak się nie stało. - mówi Mikołaj Ziółkowski.

Ministerstwo Zdrowia i KPRM w niewytłumaczalny sposób zgadzają się, żeby na stadionie mogło być 10 tys. widzów na meczu. Na tym samym obiekcie - podczas potencjalnego koncertu - nie może być nawet dziesięć osób. Można brać udział w przedstawieniu czy stand-upie, pójść do kina, ale nie na koncert. W żadnej formie, czy to w plenerze, czy na siedząco, czy na stojąco. Jest to niezgodne z tym, co dzieje się w innych krajach europejskich. W Austrii, Wielkiej Brytanii, Danii czy Francji koncerty się odbywają, branża ma rozpisany cały harmonogram działań. Szczerze mówiąc, komunikaty, które otrzymujemy, są na poziomie “nie, bo nie”. - dodaje szef Open’era.

Tomasz Masłowski reprezentujący agencję Winiary Bookings, tak mówi o całym zamieszaniu: Przyjęliśmy srogi policzek. Przygotowaliśmy ponad 100 koncertów na lato i liczyliśmy, że wszystkie się odbędą. Nie ukrywam, że to komplikuje plany. Póki co, przenieśliśmy jedno wydarzenie i czekamy - jak na szpilkach - co z resztą. Kolejny w kalendarzu jest występ RAU Performance. Co ciekawe - ten koncert może się odbyć, bo artysta jest solistą. Ale już raper z didżejem nie zagrają, co jest absurdem. Kto obserwuje wydarzenia, ten wie, że w Barcelonie - i innych miastach - odbywały się testowe eventy na pięć tysięcy osób. Jedynie 6 osób wyszło z pozytywnym testem na COVID-19 po barcelońskim eksperymencie. Nie ma żadnych argumentów za tym, że koncerty są bardziej niebezpieczne od pójścia np. na wieczorną imprezę w Poznaniu. My cały czas żyjemy w niepewności. Ludzie kupują bilety, potrzebują koncertów, a my nie wiemy, czy możemy zrealizować plany.

Decyzje polskiego rządu dziwią tym bardziej, że - poza wakacyjnym wyjątkiem - branża koncertowa pozostaje uśpiona od piętnastu miesięcy. Przez ostatnie tygodnie zdarzały się sytuacje, w których nie potrafiliśmy sobie wytłumaczyć wielu irracjonalnych decyzji. I to jest jedna z nich. W połowie maja, po 15 miesiącach pandemii, nie powinno mieć to miejsca. Brakuje jakichkolwiek argumentów za decyzją, która przebiła wszystkie granice absurdu. Nie da się wytłumaczyć, że można zorganizować wesele, a kameralnego koncertu już nie. Do tego pełne centra handlowe czy kościoły. Wiemy, co się dzieje nad Wisłą i w ogródkach gastronomicznych. Sytuacja nie do obrony na żadnym poziomie: logiki, medycyny, wiedzy naukowej i współżycia społecznego. - podkreśla Ziółkowski.

Masłowski jest podobnego zdania. Nie użalamy się, chcemy rozmawiać z rządem. Należymy do SOIAR-u i jesteśmy gotowi do współpracy. Nie możemy sobie pozwolić na czekanie w nieskończoność. Zorganizowanie ponad stu wydarzeń w ramach cyklu Lato w Plenerze kosztowało nas miesiące pracy. W zasadzie od przełomu listopada/grudnia 2020 roku non stop działamy. Trzymanie nas w niepewności - bez żadnych wytycznych i planu dla branży - jest kpiną i splunięciem w twarz. Nie traktuje się nas w kategorii poważnej branży i dużego procentu polskiego PKB.

Magda Dubrawska: Ogłosiliśmy ogólnopolski strajk w ramach akcji Otwieramy Koncerty. W geście solidarności, żeby pokazać rządzącym - i społeczeństwu - że jesteśmy gotowi zorganizowaliśmy niespodziankę. Mówię o imprezie Maty na barce, czyli hip-hopowym, rebelianckim ruchu. Nie powtórzymy tego więcej, bo chcemy robić koncerty biletowane i dopracowane do perfekcji i przede wszystkim - legalne. Jasne, że bez koncertów i imprez da się żyć. Jednak przy każdym kryzysie musi być kozioł ofiarny. Według rządzących ludzie nie potrzebują bawić się w czasie pandemii. Co innego pokazały ostatnie dni. Jeśli chodzi o lipcowe i sierpniowe wydarzenia - nie widzę przeciwwskazań, żeby się nie odbyły. I mam nadzieję, że rząd również pokieruje się rozsądkiem. Nie wytłumaczy się z wpadki, zniesie jedynie obostrzenia. Liczę na zmiany, ale nie liczę na dobre słowo.

A koncertów w sezonie letnim zostało ogłoszonych setki. Właściwie każde duże miasto posiada cykl, w ramach którego pojawi się czołówka polskiej sceny. Lokalne festiwale, które - dostosowując się do pandemicznej sytuacji - musiały, często drastycznie, zmienić formułę. Weźmy chociażby trójmiejski Soundrive, katowickie OFF i Tauron Nowa Muzyka czy popularnego Open’era. Ten ostatni ma się odbyć w formie Open’er Park i wrócić z pełną siłą w 2022 roku.

W niedzielę, 23 maja, ukazało się wspólne oświadczenie IGMAP-u, SOIAR-u i PITE. W ramach strajku Otwieramy Koncerty głos sprzeciwu wyraziło wielu artystów i artystek. Dawid Podsiadło, Daria Zawiałow, Katarzyna Nosowska czy Artur Rojek to tylko niektórzy z nich. Poza głośnymi nazwiskami akcja uzyskała wsparcie wielu agencji eventowych, bookerów czy organizatorów. Czy pospolite ruszenie przyniesie oczekiwany skutek?

Docierają do nas sygnały, że nastąpi opamiętanie. Jesteśmy gotowi na każdą merytoryczną dyskusję, ale póki co, nikt sensownie nam nie odpowiedział. Akcję z niedzieli zrobiliśmy w ramach dobra wspólnego. Zadajemy proste pytanie: o co wam chodzi, jaki macie na to pomysł? Nie zgodzimy się na dyskryminację koncertów. Dobrze, że odbywa się mecz z tysiącami kibiców. Niedobrze, że nie może się wydarzyć koncert na wiele mniejszą skalę. Mamy dużą siłę przebicia - jako organizatorzy i publika - i chcemy ją wykorzystać. Jeśli się to nie zmieni, rozszerzymy formę protestu. - zapowiada Ziółkowski.

Współzałożyciel Winiary Bookings liczy na konkretne rozwiązania. W zeszłym roku akcja Otwieramy Koncerty przyniosła skutek, więc mam nadzieję, że tym razem będzie podobne. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że nie każdemu z rządu zależy na blokowaniu wydarzeń. Zachodzą pewne wewnętrzne tarcia. Pamiętajmy, że obecna władza ma artystów, którym też zależy na powrocie do koncertowania. Gdyby rząd zainteresował się nauką - i tym, co robi się w Europie - myślę, że łatwiej byłoby podjąć zdecydowane ruchy. Obecne wynikają z ignorancji lub “prztyczka w nos” branży artystycznej, która zawsze była antysystemowa. Brakuje odpowiedniej komunikacji i wierzę, że nagłaśniając problem w mediach rząd spojrzy na nas poważnie. Od początku pandemii zwracam uwagę, że poza aspektem finansowym chodzi o poczucie wartości. To, co robimy, dla większości stanowi pasję, sposób na życie i coś, z czym się utożsamiają. Wierzę, że wspólne zaangażowanie i solidarna postawa doprowadzą do wyczekiwanych zmian. Musimy wiedzieć, na czym stoimy - kończy Masłowski.

Jak wygląda sytuacja w Sold Out Agency? Raperzy są wygłodniali grania, ale też pogodzeni z sytuacją. Jako SBM cieszyliśmy się sukcesami wydawniczymi, co stanowi pewną rekompensatę. Każdy chciałby koncertować, ale nie kierujemy się tylko kwestią finansową. Na razie nie blokujemy sprzedaży, nie podejmujemy ryzykownych decyzji. Nauczeni pandemiczną historią i doświadczeniem: nie ma to sensu. Przekładałam już koncerty wielokrotnie - była to strata czasu mojego i moich pracowników. Czekamy na rozwój wydarzeń i pozostajemy w kontakcie z fanami. - uspokaja Dubrawska.

Czy to oznacza, że bez względu na rozwój sytuacji Open’er Park i inne koncerty się odbędą? Nie zgadzamy się na niszczenie polskiej kultury przez czyjekolwiek widzimisię. Będziemy jej bronili, a koncerty będą się odbywały. Jeśli nie w tradycyjnej formie, to w innej. Jako kabaret, jako cyrk, jako przedstawienie teatralne. Dostosujemy się. Ten protest to nie tylko walka o wydarzenia. Chcemy być postrzegani jako ważny i najbardziej powszechny element kultury. Branża koncertowa liczona jest w milionowej skali. Dotyczy to również dziesiątek tysięcy osób, które pracują przy muzycznych wydarzeniach i z tego żyją. Koncerty są kołem zamachowym rozwoju muzyki i głównym źródłem zarobku dla artystów. Jest to zatem ewidentne, świadome niszczenie tkanki kulturowej. Wymagamy poważnego traktowania. Nie kopmy dalej leżącego, nie przekraczajmy granicy absurdu. Brak argumentów opartych na badaniach, sprawiedliwości społecznej, na wiedzy. Niech rząd jasno powie, o co chodzi. Wtedy będzie przestrzeń do jakiejkolwiek dyskusji. Niech spróbuje obronić ten absurdalny zakaz. Nie poddamy się i będziemy protestować aż do skutku. - podsumowuje Ziółkowski.

Czego powinniśmy spodziewać się w najbliższej przyszłości? Sprawę na pewno rozjaśni konferencja premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Adama Niedzielskiego dotycząca znoszenia obostrzeń. Póki co, całość nie mieni się w jasnych barwach. Z drugiej strony: sytuacja jest na tyle dynamiczna, że obecnie podejmowane działania, akcja Otwieramy Koncerty i medialny rozgłos mogą przynieść oczekiwane skutki.

Podziel się lub zapisz
Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne, czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu. Redaktor newonce.net i prowadzący autorską audycję KOLEKCJE w newonce.radio.