Young Leosia: Chciałabym być przykładem tego, że dziewczyny są odważne i nie polegają na chłopakach (ROZMOWA)

young-leosia2.jpg
fot. @god.wifi

Zaczęło się od udziału w #Hot16Challenge2, na początku sierpnia ukazał się jej pierwszy singiel, a kilka dni temu - zagraniczny collab. Czy tego chcecie, czy nie, Young Leosia weszła do rapgry na dobre. Ale zanim zaczęła śpiewać, znaliście ją zza konsolety.

OK, to jak zaczęło się z tym didżejowaniem?

Mam dwóch braci, w sumie jeden to mój wujek, ale jest o rok starszy od mojego brata, więc nazywam ich po prostu braćmi - i oni robili cykliczne imprezy finesse; pierwsza odbyła się w warszawskim Metronomie. Ja wówczas chodziłam na warsztaty z produkcji muzycznej, więc zaproponowali mi, żebym zagrała na tej imprezie. Na początku nie byłam do końca przekonana, bo nie wiedziałam, jak to się robi i nigdy nie grałam, ale jakoś mnie namówili. Powiedzieli: dobra, masz jeszcze miesiąc, nauczysz się. A że uczył mnie kolega, który grał house, to pierwsze techniki miksowania, jakie poznałam, były bardziej house’owe niż hip-hopowe. Dlatego na początku śmiesznie miksowałam trap, bo ten gatunek miksuje się bardziej dynamicznie, są jakieś efekty, syreny, szybkie przejścia, a wokale średnio się na siebie nakładają. A przez to, że uczyłam się od house’owca, to miksowałam trap, tak jak się miksuje house czy techno, czyli robiłam loopy, nakładałam jedną nutę na drugą.

Zaczęło się od imprez z nimi, potem my jako skład finesse zaczęliśmy być bookowani i robiliśmy swoje imprezy, nawet raz czy dwa zagraliśmy na imprezach newonce. Moi bracia grali dosyć ciężki, fanowski i niepopularny trap, co w Warszawie się raczej nie sprawdza, bo tutaj nie ma takich trapheadów. W stolicy trzeba pograć trochę hitów, czasem podejść do trapu od tej bardziej popularnej strony, a oni nigdy tego nie robili. Dlatego organizatorzy zaczęli bookować nie cały skład, tylko mnie, bo ja byłam tą osobą, która robiła melanż i grała muzę do potańczenia.

leo-s2.jpg

Rzeczywiście jest tak, że co innego trzeba grać na imprezach w Warszawie, a co innego w innych miastach?

Warszawa jest chyba najbardziej wymagająca, bo tych imprez jest bardzo dużo, ludzie są zróżnicowani. Przez to, że w piątki w Warszawie jest na przykład po pięć różnych melanży, to trudno zgromadzić całe grono fanów trapu na jedną imprezę, oni rozchodzą się po różnych klubach. A w takich miastach, jak Kraków czy Wrocław, w których ja często grywam, są naprawdę ostre trapowe melanże. Takie, że pogo jest przez całą imprezę, bo tam jest jedna trapowa impreza raz na jakiś czas.

Mało kto wie, że masz niezłe zaplecze muzyczne.

Zdobyłam dyplom pierwszego stopnia w prywatnej szkole muzycznej, do której chodziłam w gimnazjum i liceum. Przez rok chodziłam też do szkoły policealnej na produkcję i zrobiłam w tym czasie państwowy egzamin z realizacji dźwięku.

A pierwszą zajawką był taniec?

Tak, najpierw tańczyłam hip-hop, później przez chwilę taniec współczesny, a na koniec jeszcze dancehall. Przez jakiś czas myślałam, że będę tańczyć, bo jeździłam na konkursy i dobrze mi szło, ale śpiewanie trochę zmieniło mi priorytety. Potem dowiedziałam się też, że taniec to ciężki kawałek chleba.

Zastanawiam się, dlaczego w ogóle ruszyłaś ze swoją solową karierą, bo już od jakiegoś czasu jesteś rozpoznawalna jako DJ-ka. Było coś, co skłoniło cię do tego, żeby wystartować tu i teraz?

Kocham DJ-ing, to jest zajebista praca. Ale nie przebija śpiewania, bo to ono sprawia mi największą przyjemność. Próbowałam przez parę lat pisać piosenki, ale dopiero teraz udało mi się coś skleić. Do tej pory zawsze wychodziły mi jakieś cringe’owe teksty. Nie chciałam wydawać czegoś, co jest słabe tylko po to, żeby już coś wydać, a potem zostać kolejną Kasią Cerekwicką, która śpiewa o tym, że się zakochała, ale nie wyszło. A wszystko, co mi przychodziło do głowy było w tym stylu.

Takie linijki kompletnie do ciebie nie pasują.

Wiem, ale jak próbujesz coś napisać, to najpierw przychodzą ci do głowy takie głupotki, byleby coś tam się zrymowało. Potem się poddałam na jakiś czas, bo stwierdziłam: bzdurzę, ja po prostu nie jestem zdolna do tego, żeby napisać jakikolwiek tekst. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie zagadać z jakimś tekściarzem, ale zrezygnowałam, bo po co przekazywać emocje, które nie są tak naprawdę twoimi emocjami. Zawsze chciałam wyrażać w tym wszystkim siebie, a nie żeby zarobić.

No i było #hot16challenge2. Ja miałam złamaną prawą rękę, siedziałam 4 miesiące w domu, chodziłam na rehabilitację i ogólnie było do dupy. Ten cały okres izolacji spędziłam z moim chłopakiem, już teraz byłym, i bardzo się do niego zbliżyłam, a on z kolei na odwrót - odsunął się ode mnie i się mną zmęczył, bo musiał się mną opiekować jak niepełnosprawnym dzieckiem z jedną ręką. Dużo się działo w tamtym czasie, a że było też hot16, to zagadałam z Żabą, że w sumie chciałabym nagrać swoją zwrotkę, a on mnie nominował i wrzucił to na swój kanał.

Moja pierwsza szesnastka na tym samym bicie była trochę bardziej skierowana do Borisa, ale wysłałam to na grupę, na której jest nasza fotograf, Beteo, Janusz i Żaba. Beteo napisał, że słabe rymy. Stwierdziłam więc, że zrobię to od nowa, ale byłam już umówiona na profesjonalne nagrywki w studiu, więc napisałam tę zwrotkę w 10 minut w drodze do studia. Od tego czasu mam tak, że piszę teksty w bardzo krótkim czasie, choć wiadomo, że potem trochę je poprawiam, ewentualnie uzgadniam z Żabą, czy nie ma żadnych niepotrzebnych rymów, ale szkielet i główne meritum utworu powstają szybko. To też jest śmieszne, bo jak jestem w studiu z chłopakami, to ja zawsze mam pierwszą zwrotkę, a oni godzinę chodzą i myślą.

Czujesz realne wsparcie ze strony kolegów z branży?

Udział w #hot16challenge2 był moim pomysłem, w przypadku Wysp też miałam poczucie, że ten numer jest na tyle dobry, żeby go wydać, ale chciałam, żeby to trafiło na digitale - i tyle. A wsparcie ze strony Żaby jest takie, że on chce tym dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Wysłałam mu Wyspy, usiedliśmy nad tekstem, żeby zastanowić się, czy nie ma tam jakichś niepotrzebnych wersów. Wspólnie pozmienialiśmy trzy zdania, żeby liczba sylab się zgadzała i żeby było bardziej rytmicznie, ale to już takie techniczne drobiazgi, przy których Żaba mi pomaga, bo nie ogarniam do końca techniki rapu.

Wiadomo, że w XXI wieku nikt tak bardzo nie zwraca uwagi na technikę, ale im te rymy są dokładniejsze, tym to wszystko jest bardziej rytmiczne i lepiej brzmi, więc dobrze, że mam kogoś, kto powie mi takie rzeczy. Żaba od razu jak usłyszał Wyspy, to do mnie zadzwonił, powiedział, że koniecznie musimy zrobić teledysk, wrzucić to na jego kanał i wydać w jego wytwórni, a ja myślałam, że posłucha tego z 1000 osób.

Teraz bardziej stawiasz na rap?

Chciałabym zrobić płytę w klimacie popowym i R&B, ale do tej pory nagrałam kilka tracków, które trafią na mixtape Żaby. Dużo osób ze środowiska rapowego poprosiło mnie o featy. Na początku nagraliśmy teledysk do kawałka, na którym jestem ja, Żaba, Beteo i Boris (Borucci - przyp. red), który, co ciekawe, też tam rapuje. Nie wiem, kiedy to wyjdzie, ale chcielibyśmy, żeby nastąpiło to jak najszybciej. Trafią tam też inne kawałki z chłopakami, na przykład mój numer w duecie z Januszem Walczukiem. Na moim albumie na pewno pojawi się coś rapowego, bo to jest mój gatunek, ale chciałabym jednak zrobić coś innego. Myślę, że to będzie fajne, jak na featach pokażę, że można mnie nazwać raperką, ale mój projekt będzie w głównej mierze śpiewany.

leos2.jpg
fot. @god.wifi

Nie myślałam o ekspansji za granicę i bardzo zaskoczyło mnie to, że Nik Tendo, drugi najbardziej rozpoznawalny raper z wytwórni Million Plus, napisał do mnie na Instagramie i zaproponował, żebym nagrała refren do jego piosenki. Cieszę się, bo to jest moja pierwsza współpraca - i od razu zagraniczna. Jeżeli jeszcze ktoś z zagranicy będzie chciał ze mną nagrywać, to jak najbardziej, ale w ogóle się na to nie spinam. Muszę przyznać, że mam wielkie szczęście w życiu i dużo rzeczy wychodzi samo z siebie, więc może kiedyś przypadek będzie chciał, że tak też się wydarzy.

Czyli numery po angielsku też na razie nie są w planach?

Nie i raczej nie będą. Gdyby udało mi się być rozpoznawalną za granicą. to chciałabym śpiewać w swoim języku, tak jak chociażby Niska i Dark Polo Gang. Jak masz dobry kawałek, to nie ma znaczenia, w jakim jest języku.

Chciałabym być określana po prostu jako artystka, muzyk. Nie wiem, czy kiedyś nie wrócę do produkcji i nie skupię się na tym bardziej. Ostatnio rozmawiałam z kimś na temat tego, co będę robiła za 30 lat, jak już nie będzie mi się chciało śpiewać, grać koncertów i DJ setów. Myślę, że wtedy w końcu będę miała czas, żeby usiąść nad produkcją i skupić się na robieniu bitów. Chciałam też wrócić do gry na fortepianie, bo bardzo to lubiłam, ale nigdy nie robiłam tego na zaawansowanym poziomie.

Granie imprez i nagrywanie muzyki jest super, ale jednak satysfakcja z tego, jak już wyjdzie twój numer i on dociera do szerszego grona odbiorców jest nieporównywalna z tym, jak grasz imprezę, bo to jest czymś bardzo ulotnym. Są mega emocje i adrenalina, większa niż nagrywanie w studiu, ale trwa przez godzinę-dwie, kiedy grasz tego seta. A do kawałka zawsze możesz wrócić - to jest coś, co po tobie zostaje.

W Polsce dalej pokutuje stereotyp: dziewczyny DJ-ki grają gorsze imprezy niż chłopaki?

Jest trochę taki stereotyp, ale myślę, że konsekwentnie go przełamujemy, bo jest już sporo DJ-ek na scenie. Może to przekonanie wynika trochę z zazdrości, bo umówmy się - przez to, że DJ-ek jest mniej, to one od początku swojej kariery są częściej bookowane. Już teraz to nie jest takie popularne, ale rok czy dwa lata temu były modne imprezy pod tytułem Girls Night, na których grały tylko dziewczyny.

leos4.jpg
fot. @god.wifi

Trudno było ci wbić się w środowisko?

Nie ukrywam, że nie jest to łatwe bez znajomości, ale z drugiej strony - te znajomości nabywa się, robiąc muzykę. Ja jestem ze Szczecina i na początku też nikogo nie znałam. To wszystko było przypadkowe - ktoś mnie zobaczył na imprezie, zabookował na kolejną, a tam poznałam innych ludzi z branży. To nie jest nic trudnego, jeżeli się chodzi na imprezy, ale od kogoś kiedyś trzeba zacząć. Jeśli ludzie robią coś dobrze to ktoś ich w końcu zauważy. Będąc już tak zupełnie szczerą - z moim DJ-ingiem było po prostu tak, że ja zawsze dobrze grałam, dlatego ludzie to docenili.

Z drugiej strony wciąż problemem jest ta nadreprezentacja facetów w branży.

Żyjemy w katolickim państwie i jeszcze długo będzie pokutował schemat: kobieta ma być w domu, opiekować się dziećmi, a mężczyzna zarabiać. Ale można też przekazywać wartości tak, jak ja to robię. Nie miałabym problemu z tym, żeby pracować na mojego chłopaka czy zabrać go na wakacje, jeżeli zarabiałabym więcej. Wyspy też są takim trackiem, który trochę obala ten stereotyp kobiety, bo ja jestem nauczona, że trzeba pracować. Od piętnastego roku życia zarabiam na siebie sama - jak chciałam sobie coś kupić to musiałam pójść do pracy i na to zarobić. Najpierw byłam kelnerką, długo pracowałam na barze, zdarzało mi się też zmywać naczynia.

Wiesz, ja ogólnie nie jestem delikatnym, supergrzecznym człowiekiem, ale z drugiej strony mam wizerunek słodkiej dziewczyny. W ogóle mi to nie przeszkadza. Często jest tak, że ludzie, którzy podchodzą do mnie po koncertach, są zdziwieni, że w rzeczywistości też jestem taka słodka i miła. Ludzie bardziej myślą, że to jest jakiś image, a ja nie tworzę sztucznego wizerunku, jak Miley Cyrus, która wywołała wielką aferę, jak ktoś przyłapał ją z jointem, a przecież miała być przykładem dla małych dziewczynek. Ja nie chcę być autorytetem, bo jasne - branie narkotyków, palenie marihuany i picie alkoholu nie jest dobre, ale nigdy nie ukrywałam, że sama to robię. Nie jestem idealnym człowiekiem, chciałabym być przykładem jedynie w takim sensie, żeby dziewczyny pracowały na siebie, były samodzielne, odważne i nie polegały na chłopakach. Bo cały czas jest dużo tych, które boją się robić to, co czują.

leo-s1.jpg
fot. @god.wifi
Podziel się lub zapisz
Karina Lachmirowicz
Jedyna dziewczyna w redakcji newonce.net i najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.