Zamieszki i bójki z policją na hiszpańskich ulicach, 30 osób rannych. A wszystko to przez... rapera

Riot police beating protesters during clashes in a
fot. Getty Images

Podejrzewamy, że raczej nie zapętlacie kawałków Pablo Hasela na streamingach i nie macie jego plakatów nad łóżkami. Tymczasem ten 33-latek wywołał jedną z większych rozpierduch ostatnich miesięcy w Hiszpanii.

Inna sprawa, że wydarzenia, które pośrednio sprowokował Hasel, stały się wśród Hiszpanów przyczyną do szerokiej dyskusji na temat wolności słowa. Jak to wszystko się zaczęło?

GRAPO to antyfaszystowska grupa, zaklasyfikowana jako terrorystyczna. Działają od 1975 roku, zaczynali będąc zbrojnym skrzydłem Odbudowanej Komunistycznej Partii Hiszpanii. Choć w dwóch ostatnich dekadach pozostali nieaktywni, to w latach 70., 80. i 90. byli odpowiedzialni za wiele ataków, które kosztowały ludzkie życia. Przykłady? W maju 1979 podłożyli w kawiarni bombę, a w wyniku eksplozji zginęło 8 osób. A w 2000 terroryści zaatakowali furgonetkę przewożącą pieniądze, zabijając dwóch ochroniarzy. Oczywiście takich ataków było więcej.

Co ma z tym wspólnego Pablo Hasel? W 2011 roku wypuścił utwór, w którym chwalił działalność GRAPO. Wywołał tym spore kontrowersje i trafił na usta Hiszpanów... oraz do aresztu. A to dopiero początek jego działalności, bo Pablo nie gryzł się w język i nawijał m.in. o katalońskiej organizacji terrorystycznej Terra Lliure, separatystycznej organizacji terrorystycznej hiszpańskich Basków ETA oraz o słynnej niemieckiej grupie Baader-Meinhof. Ich chyba nie musimy wam przedstawiać. Oczywiście o wszystkich rapował pozytywnie, więc zainteresowania i przekaz ewidentnie mu się nie zmieniły.

Press Conference With Rapper Pablo Hasel After His Imprisonment Order
fot. GettyImages

Gęsto zrobiło się, gdy Hasel zaczął obrażać rodzinę królewską, nazywając w tekstach i na twitterze króla Juana Carlosa I mafiozem i tyranem. W 2018 roku został za to skazany na dwa lata więzienia, ale domagał się zawieszenia. I kiedy w lutym br. hiszpański Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o zawieszenie wykonania wyroku (argumentując, że byłby to niebezpieczny wyjątek), Hasel przeszedł od słów do czynów. W poniedziałek zabarykadował się na uniwersytecie w katalońskiej Lleidzie razem z grupką sympatyków. Mundurowym udało się wyprowadzić go dzień później, ale o sprawie mówiła już cała Hiszpania. Po czym ludzie wyszli na ulice, protestować przeciwko ograniczeniom wolności słowa. Nie możemy pozwolić, by dyktowali nam, co mamy mówić, czuć i robić - mówił raper w wywiadzie dla Associated Press.

Protesters with placards during a demonstration to protest
fot. Marcos del Mazo/LightRocket via Getty Images

Efekt tego pospolitego ruszenia był taki, że we wtorkowy wieczór w wielu hiszpańskich miastach doszło do manifestacji, które przerodziły się w ostre starcia z policją. Wolność dla Pablo Hasela! - krzyczeli protestujący. W Barcelonie było ich około 1700. Ludzie rzucali w policję petardami, wznieśli barykadę z kontenerów na śmieci. W Geronie pięć tysięcy osób starło się z policją, rzucając w funkcjonariuszy butelkami, a w Leridzie atakowano miejscowe komisariaty petardami.

Second Day Of Protests Against The Imprisonment Of Pablo Hasel
GettyImages

W wyniku starć rannych zostało 30 osób, na szczęście nikt nie zginął. Tymczasem hiszpańscy celebryci wystosowali list w obronie Pablo Hasela i wolności słowa, pod którym podpisali się m.in. aktor Javier Bardem i reżyser Pedro Almodovar. Głos w tej sprawie zabrała też Amnesty International. Organizacja stwierdziła, że pochwała terroryzmu to szerokie pojęcia, które może być nadużywane, by walczyć z wolnością słowa.

Hasel obecnie przebywa w areszcie. Wisi na nim wciąż nieodbyta kara dwóch lat pozbawienia wolności.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.