Zastanawiamy się, dlaczego Step Records jest najpopularniejszą wytwórnią muzyczną na polskim YouTube

gang.jpg

Trzy miliony subskrybentów na kanale polskiego labelu muszą robić wrażenie, niezależnie od osobistych sympatii i antypatii. Taki pułap osiągnęło dosłownie chwilę temu Step Records, więc sprawdziliśmy, skąd się wziął ten niewątpliwy sukces.

Słuchacze przychodzą i odchodzą, mody na scenie zmieniają się jak w kalejdoskopie, a dawni idole nagle zatrzymują się na poziomie góra kilkuset tysięcy wyświetleń. Ot, rzeczywistość polskiego rapu. Podobnie jest z wytwórniami, ale głównie tymi mniejszymi, które boleśnie doświadczają drenażu nawijaczy i nagle kurczy im się katalog – najstarsze labele nadal radzą sobie dobrze, nawet jeśli zdarza im się mieć gorszy okres.

Najlepszym przykładem jest Step, który ponad dekadę temu wydał pierwszy album, a dziś może kolejny raz otwierać szampany, bo właśnie wbił mu trzeci milion obserwatorów w serwisie YouTube. Ten wyczyn rozłożyliśmy na czynniki pierwsze, żebyście wiedzieli, co, jak i dlaczego.

1
Pochwała konsekwencji

Na początku stycznia 2009 roku w sieci pojawił się kawałek Wóda Tank Klan białostockiej grupy Fabuła. Była to pierwsza youtube'owa wrzuta Stepu, który pojawił się w serwisie nieco później niż inni potentaci – Asfalt zaczął w 2007, a Prosto w 2008 roku. Obecnie na kanale hula ponad 2200 utworów, wywiadów i specjalsów, więc mówimy o naprawdę potężnym zbiorze, w którym każda składowa ciuła sobie nadal lepsze lub gorsze wyświetlenia, siłą rzeczy przyciągając odbiorców. Część z nich po czasie staje się tzw. martwymi duszami, czyli porzuconymi kontami, ale wciąż podbijają statystyki, bo ich subskrypcje zostają.

Konsekwencja produkcyjno-muzyczna to jedno, biznesowa – drugie. Opolska firma to nie kolos na glinianych nogach. Paweł Krok miał sklep płytowy, później wszedł w winyle, a dopiero na końcu, nauczony doświadczeniami, ogarnął szeroką dystrybucję i własną wytwórnię, która nigdy nie była zachcianką możnych czy wyłącznie wynikiem zajawy bez grama pomyślunku. Pasja przodem, ale z tyłu jest jednak projekt, który musi się spinać.

2
Wyraziste gwiazdy i (nie)spodziewane strzały

2700000000 odtworzeń całego kanału to kapitalny wynik, którego by nie było, gdyby nie postaci współtworzące label, kiedy dopiero raczkował.

Premierowym wydawnictwem Stepu były Kwiaty Zła Piha, które nawet w 2019 roku są uznawane za najlepszy i zarazem najważniejszy album weterana. Dobry timing, ale w tym właśnie rzecz – raperów z wyjątkowo wiernymi fanami było tu zawsze całkiem sporo. Oprócz wspomnianego białostocczanina pierwszy przychodzi na myśl rzecz jasna ś.p. Chada, ulicznik, którego Proceder poniósł się swego czasu jak zły, a kolejne materiały, także przez pogmatwany życiorys samego zainteresowanego, znajdowały rzesze odbiorców. Wypada również wspomnieć o Gangu Albanii i przyległościach (Rozbójnik Alibaba, Popek z Matheo), które na luzie notowały i po trzydzieści milionów wyświetleń. Ogólnie rzecz biorąc byli tu zawsze ci gracze, którym zdarzało się całkiem często nagrywać rzeczy straszno-cringe'owe, ale jednak nie pozostawiali nikogo obojętnym.

Nie mniej ważne było też budowanie od podstaw mniej znanych artystów. Konia z rzędem temu, kto przewidział, że ZBUKU, Sulin czy South Blunt System staną się – nawet nie bardzo szybko, a kiedykolwiek – clickmakerami pełną gębą.

3
Wygrywanie przez anektowanie

Historia opolskiego biznesu to też historia łapania fali i szybkiego reagowania w polskiej rapgrze. Analiza bieżącej dekady pokazuje, że drogi ku rozszerzaniu wpływów i zdobywaniu kolejnych odbiorców są trzy. Pierwsza i najbardziej oczywista to dobieranie do ulicznej szufladki raperów, którzy już mniej lub bardziej wybijali się w chodnikowym stylu. W taki sposób trafili tu m.in. DoBo i Murzyn współtworzący radomski skład ZDR, HipoToniA, Nizioł, Kizo, a nawet Rogal DDL i Major SPZ. Ostatnio najmocniej promowane nabytki to zaś Bajorson i Kaczor BRS.

Rozsądnym posunięciem okazało się też namówienie do współpracy – czy to dystrybucyjnej, czy wydawniczej – święcących niegdyś triumfy weteranów przyciągających i skillem, i sentymentem, no i ludzi, którzy mają ugruntowaną pozycję na scenie. Ci pierwsi są tu reprezentowani przez chociażby tercet Moleściaków (Pelson, Włodi, Vienio), Onara i Wojtasa ze Wzgórza, drudzy – przez Te-Trisa, Białasa czy Miuosha. A że to procentuje, pokazuje przykład Zeusa, który swego czasu oddał na stepowego YouTube'a swoje single ze znakomitego Zeus. Nie żyje i dość zaskakująco zamknął liczniki.

Tym sposobem dochodzimy do trzeciego, być może najzmyślniejszego pomysłu, czyli uśmiechnięcia się do nawijaczy, którzy błysnęli w podziemiu, dzięki czemu można ich przyrównać do rapowych mikroinfluencerów. Rover, Braddu, Shot, Haju, Projekt Nasłuch, Oxon, Sarcast, Penx... Było ich trochę. Ten patent został zresztą kreatywnie przetworzony przy Kazie Bałagane (album Źródło), Pawbeatsie i Quebonafide (wspólny kawałek Euforia), a także HuczuHuczu, bo to byli twórcy stojący w przedsionku wielkiego grania, acz jeszcze nie z ogólnopolską sławą. Tylko ostatni nie odpalił na miarę talentu.

4
Brak dbania o katalog

Twierdzenie, że wytwórnie muzyczne powinny być swego rodzaju znakami jakości, to wcale nie puryzm. Chodzi w końcu o praktyczność i zaufanie – dzięki takiemu podejściu, gdy w danym miejscu pojawia się płyta mniej znanego artysty X, możemy śmiało założyć, że nas zainteresuje, bo przybito na niej odpowiedni stempel.

Step, co też można jasno wywnioskować choćby z wcześniejszego opisu transferów i wypożyczeń, bazuje od dawna na intensywnym poszerzaniu katalogu, a nie dbaniu o jakąś większą myśl wydawniczą. Z tego powodu złośliwi zaczęli nazywać label przetwórnią i po prawdzie ciężko odmówić im racji.

O ile jednak ten model działania nie sprawdził się w przypadku całkiem mocnego niegdyś UrbanRec (tam naprawdę był chyba każdy – lepiej sprawdźcie, czy wasze rodzeństwo nie miało tam swojego kawałka), o tyle w Opolu radzi sobie bardzo dobrze sprzedażowo, bo przecież nie zawsze jakościowo.

Największa wada została obrócona w najpoważniejszą broń, ale wydaje się, że molochy zaczynają już ustępować małym, konkretnym wydawnictwom. Warto więc wypić lampkę szampana wieczorem, zasiąść do biurka o poranku i podumać, jak tu stawić czoła nowej fali, która teraz wiedzie prym. Wieczny rozkrok pozwala czerpać z różnych źródełek, ale łatwo obudzić się z ręką w głośniku.

Podziel się lub zapisz