Ciężki czasy dla Sevilli. Nawet formuła Monchiego kiedyś się wyczerpuje

Zobacz również:Bawarski obyczaj: nie ekscytuj się, człowieku. Dlaczego Bayern nie miał zamiaru walczyć o Leo Messiego
Sevilla FC v Manchester City: Group G - UEFA Champions League
Fot. David Ramos/Getty Images

W zeszły weekend żadna defensywa w Hiszpanii nie rozegrała tak złego spotkania jak Sevilla z Barceloną, gdy piłkarze Julena Lopeteguiego stracili trzy gole, a powinni znacznie więcej. W sobotę terroryzował ich Robert Lewandowski, we wtorek Erling Haaland. I mimo wzorowej atmosfery na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, w czerwonej części miasta wylewa się gigantyczna frustracja. 1/12 punktów i dwanaście straconych bramek nie przystoi drużynie z poziomu Champions League. Logika nakazuje cierpliwość, aby przebudowana drużyna złapała odpowiednie flow, ale instynkt podpowiada, że trzeba spoglądać w kalendarz i zastanawiać się, kiedy Sevilla poszuka trzęsienia ziemi.

Nikogo nie dziwi, że w ciągu czterech dni Sevilla poległa z Manchesterem City oraz rozpędzoną Barceloną. To powinno być wliczone w koszty trudnego terminarza. Bardziej niepokoi jednak, kiedy drużyna grającą i aspirująca o Ligę Mistrzów traci siedem bramek w obu spotkaniach, a powinna znacznie więcej. Z Katalończykami mogła przegrać nawet trzy razy wyżej, a z Anglikami dwa razy wyżej. To były testy najwyższej próby, lecz pokazujące, ile takiej marce jak Sevilli brakuje do futbolu z pierwszego szeregu.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.