Do UFC inną drogą. Mateusz Rebęcki z kontraktem w najlepszej federacji świata

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
Mateusz Rębecki
fot. Chris Unger/Zuffa LLC

Wiadomo, że w świecie MMA każdy lub niemal każdy chcący walczyć o najwyższe cele zawodnik celuje w UFC. Dana White szuka talentów na całym globie, co zresztą widać po różnorodności w rankingach każdej kategorii. Jednym ze sposobów jest istniejący od kilku lat program Dana White’s Contender Series, w którym właśnie zaprezentował się Mateusz Rębecki. Polak zrobił to na tyle dobrze, że z marszu otrzymał kontrakt w UFC.

Dana White’s Contender Series nieco różni się od innych programów federacji pokroju „The Ultimate Fighter” czy „Road to UFC”. Tam zawodnicy często są skoszarowani razem, przez kilka tygodni, formuła jest bardziej turniejowa i wszystko przypomina reality-show. DWCS jest znacznie prostsze – dostajesz walkę… i w sumie tyle. Jak wygrasz w dobrym stylu, to dowiadujesz się, że właśnie podpisałeś kontrakt z federacją.

Te wszystkie formaty rzecz jasna są tylko dodatkiem do najprostszego sposobu ze wszystkich – wyrobienia sobie takiej renomy, by UFC od razu zadzwoniło z kontraktem. W przypadku Mateusza Rębeckiego jednak nie było tak łatwo, ponieważ „Chińczyk” nawet w Polsce nie był aż tak bardzo znany – szczególnie że walczy w wadze lekkiej, w której bryluje Mateusz Gamrot. Po tym, jak sam „Gamer” podpisał kontrakt w UFC, mistrzem KSW został Marian Ziółkowski. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w ciągu ostatnich sześciu lat, czyli od momentu, w którym zaczął się piąć na szczyt polskiej wagi lekkiej, Ziółkowski przegrał tylko z dwoma innymi Polakami – Gamrotem i właśnie Rębeckim.

Rebęcki do KSW nigdy nie trafił – od 2018 roku był mistrzem federacji FEN. Na koncie ma zaledwie jedną porażkę i to w dodatku w jakichś zamierzchłych czasach, na samym początku kariery. Środowisko MMA od dawna zdaje sobie sprawę z jego talentu – w kwestiach międzynarodowych potrzebna była szansa, a to właśnie dla fighterów pokroju Rębęckiego Dana White stworzył swoją serię.

Walka Polaka z Rodrigo Lidio trwała trzy minuty. Rebęcki zakończył całą sprawę duszeniem zza pleców. Mówiliśmy o tym, że do kontraktu nie wystarczy samo zwycięstwo – trzeba je odnieść w dobrym stylu. Niech o stylu świadczy więc fakt, że siedzący przy oktagonie Dana White zgotował Polakowi owację na stojąco, a po pojedynku nadał przydomek „Rebeastie”. Powiedzmy, że znamy lepsze ksywy, ale jeśli ma ona oznaczać podziw dla polskich fighterów ze strony najważniejszego człowieka w UFC, to niech White wymyśla ich jak najwięcej.

Co więcej, Dana spierał się z Danielem Cormierem w kwestii tego, jak imponujące było zwycięstwo Rębeckiego. Według niego były mistrz UFC sklasyfikował je zbyt nisko, a poddanie Polaka może być numerem jeden całego sezonu programu. Rebęcki po wszystkim pochwalił się też zegarkami, jakie otrzymał od swojego nowego szefa.

Mistrz europejskiej federacji, bilans 16-1 i pochwały od Dany White’a na wejściu – widzieliśmy gorsze starty w najlepszej organizacji MMA na świecie. Podobnie jak właściciel UFC, nie możemy się doczekać pierwszego starcia Mateusza na pełnoprawnej gali. Z DWCS do UFC trafiali już bowiem i tacy, którzy nieźle sobie radzili, jak Sean O’Malley, Alex Perez, Augusto Sakai czy Greg Hardy. Jest na tej liście też inny Polak – Łukasz Brzeski – jednak jego start naznaczony jest na razie pozytywnym testem dopingowym i porażką w kontrowersyjnych okolicznościach.

Miejmy nadzieję, że Rębeckiemu pójdzie znacznie lepiej. Trafia do niezwykle mocno obsadzonej wagi lekkiej, na czele której coraz mocniej rozpycha się Gamrot, ale to nie znaczy, że i dla drugiego z Polaków nie będzie tam miejsca. Może być to tylko kwestia czasu i kolejnych efektownych zwycięstw.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Komentarze 0