W bramce Legii stoi żywa legenda 41-letni Artur Boruc, defensywą dowodzi mający w klubie ponad 300 występów Artur Jędrzejczyk, a kapitanem do końca sezonu został introwertyczny, niemówiący po polsku Luquinhas, który do tego miesiąc wcześniej oberwał od własnych kibiców. Już teraz został ochrzczony przez szatnię „Vuquinhas” jako synek powracającego trenera. Nominacja Brazylijczyka to nie tylko socjotechniki Aleksadara Vukovicia mające na nowo pobudzić drużynę, lecz także sygnał, czego oczekuje od pozostałych: mniej gadania, a więcej pokazywania swoją postawą, ile znaczy dla nich Legia. Wybór cichego przybysza z Brazylii zaintrygował szatnię, ale też wiele mówi, czego dzisiaj brakuje 17. drużynie ekstraklasy.
Korespondencja z Dubaju
Przekleństwo „obyś żył w ciekawych czasach” jak nigdy pasuje do legijnej rzeczywistości, gdzie w ciągu dwóch tygodni wszystko wywraca się do góry nogami. Jacek Zieliński ze sztucznej, niewiele znaczącej funkcji stał się najbardziej decyzyjną osobą w pionie sportowym. Marek Papszun był przedstawiany jako wybawiciel ze wszystkich kłopotów, by znów powrót do normalności zawierzyć zakochanemu w klubie Aleksandarowi Vukoviciowi. Jeszcze w grudniu Luquinhas zastanawiał się nad swoją przyszłością w Polsce, gdy kibice po zatrzymaniu autokaru potraktowali Brazylijczyka siłą. Jego żona Jessica zamieszczała wpisy będące mieszanką strachu, bezradności i wściekłości, a wydawałoby się najmniej winny piłkarz został ofiarą patologicznego ataku. Niespełna miesiąc później to Luquinhas biega z opaską kapitana na ramieniu, gdy na murawie przebywa Artur Boruc, a Vuković deklaruje: „To zmiana przemyślana. Luqui będzie naszym kapitanem w najbliższej rundzie”.
„Uciekałem ze szkoły, żeby gonić marzenia” – przeczytaj duży wywiad z Luquinhasem
KARTA PRZETARGOWA
Zatrzymanie i atak na piłkarzy Legii miał dwie największe ofiary: Mahira Emreliego oraz Luquinhasa. Dzisiaj to oni dwaj są stawiani po dwóch zupełnie różnych stronach barykady w klubie. Azer nie wrócił z Baku i domaga się rozwiązania kontraktu, strasząc sądem, lecz jego otoczenie powoli zdaje sobie sprawę, że przeholowało w tym przeciąganiu liny. Prawnik wycofuje się z rzuconych słów, część oskarżeń o ormiańską prowokację i współpracę klubu zostaje przedstawionych jako przekształcenie dziennikarskie. Ci, którzy doradzają Mahirowi, wiedzą, że zabrnęli za daleko. A on już miejsca w tej szatni nie odzyska. Sprawa może toczyć się miesiącami i wszyscy na niej stracą. Po drugiej stronie jest Luquinhas, który wrócił z Brazylii z entuzjazmem, gotowością do pracy, nie dając po sobie poznać, że w grudniu autentycznie był przerażony. I niejako na dowód docenienia i pokazania jakie postawy będą wystawiane na świecznik przez Vukovicia to 25-latek biega dzisiaj z opaską kapitana.
Vuković rozmawiał z Emrelim w cztery oczy przed jego wylotem, co miało zmienić jego postrzeganie azerskiego napastnika. Nie dałby sobie po tej dyskusji uciąć ręki, że Mahir wróci do Legii, ale był pełen nadziei, że tak się właśnie stanie. Sam piłkarz tak się na to wtedy zapatrywał. A jednak prowadzony w różne strony przez kilku doradców ruszył na wojnę z Legią. W rozmowach z Luquinhasem opaska kapitańska nie była żadnym argumentem ani podnoszonym tematem. Nikt nie kusił go większym statusem, ale również spotkano się z rodziną Brazylijczyka, aby ją uspokoić i zapewnić o bezpieczeństwie. Inicjatywa zmiany kapitana wyszła oddolnie od Vukovicia. Niejako niczym chęć podkreślenia sprawy: zobaczcie, mamy w klubie dwa skrajne przypadki, oto przykład, jak wychodzi się z twarzą z naprawdę trudnych sytuacji.
SYNEK VUKOVICIA
Kiedy Aleksandar Vuković wpadł na taki pomysł, wszyscy byli zdziwieni. Przyszedł z nim do dyrektora sportowego Jacka Zielińskiego, który początkowo zareagował tak samo jak wszyscy, by na końcu powiedzieć: „Sam bym tego nie wymyślił”. To przypadek pokazujący, ile chłopak wyciągnięty z portugalskiego Desportivo Aves znaczy dla całego klubu. W szatni ten pomysł został przyjęty z gigantycznym entuzjazmem. Zszokował, zaintrygował, zdziwił, ale na końcu wywołał masowe poczucie, że to choć kandydatura bardzo niestandardowa, to jej wytłumaczenie trafia do większości. Jeśli wskazać jakieś ważne momenty początku roku w Legii, to na pewno wybór nowego kapitana taki stanowił. Niemniej już teraz Brazylijczykach w oczach kolegów nie będzie „Luquim”, tylko „Vuquinhasem”, bo taką nową ksywą został ochrzczony przez kolegów.
„Nie wiem, jak to odbierzecie, ale ja kocham Luquinhasa. Chciałbym, aby był z nami za wszelką cenę. Jeśli będzie trzeba, to poproszę go o to na kolanach. Próbowałem mu przekazać, że jest tutaj ulubieńcem wszystkich ludzi chodzących na mecze Legii za to, kim jest. Za klasę, jaką ma, ale najbardziej za wysiłek, który wkłada w każde spotkanie. 99 procent kibiców mających Legię w sercu tak go właśnie traktuje i zapamięta” – mówił Vuković w trakcie grudniowego #LegiaTalk.
Pamiętam taką scenkę z pierwszej kadencji Vukovicia. Byłem jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy z racji języka przeprowadzili naprawdę długi wywiad z Luquinhasem, siedzącym wtedy w kącie i niemówiącym po angielsku, ale przemawiającym wysokimi umiejętnościami. Kiedy rozmowa o trudnym dzieciństwie, spaniu na dworcu, oszustwach i niebezpieczeństwach Brazylii oraz pogoni za marzeniami ukazała się w „Przeglądzie Sportowym”, szkoleniowiec legionistów przyniósł gazetę do szatni i rzucił do wszystkich: „Nie każdy może z nim porozmawiać, ale każdy powinien go poznać”. I zostawił szatnię z przekazem, że każdy powinien przeczytać ten materiał i dowiedzieć się, kto siedzi obok nich. Chociaż Luqui nie będzie wśród najgłośniejszych w szatni, dzisiaj nikomu przedstawiać go nie trzeba. To przykład człowieka, który nie mówi, a jest powszechnie ceniony. I dlatego jego nominacja wywołała takie poruszenie.
BRAZYLIJCZYK NIEMOWA
„Nie było potrzeby, aby Luquinhasa o cokolwiek prosić. To ważny temat, który dał mi wiele przemyśleń, tym bardziej kiedy w klubie mamy odniesienie do zupełnie innego przypadku. Wszyscy doceniliśmy zachowanie Luquiego: jego lojalność, gotowość, szacunek dla drużyny i klubu. Nie trzeba go było prosić o przyjazd na zgrupowanie, pojawił się tutaj z uśmiechem. Pewnych rzeczy nie cofniemy i nie zmienimy, ale możemy docenić, w jakich okolicznościach działa z nami dalej, dlatego Luquinhas będzie kapitanem do końca sezonu. To zmiana przemyślana. Póki jest z nami, będzie nosił opaskę. Liderzy drużyny dalej nimi zostają i są najważniejszymi postaciami tak jak Boruc, Jędrzejczyk czy Wieteska. Tutaj nic się nie zmienia. Tym gestem chciałbym wysłać sygnał, jak doceniamy ludzi, którzy na to zasługują” – tłumaczył przed kamerami Vuković po sparingu z Krasnodarem (2:1).
Zaskoczyło to również samego Brazylijczyka, który rozradowany dzwonił z Dubaju do bliskich, aby pochwalić się dobrymi nowinami. Może to zaskakiwać, kiedy weźmiemy pod uwagę, że Luquinhas jest jedną z bardziej cichych osób w szatni. Nie wychyla się, nie jest jej centralną postacią, nie prowadzi młodych przy wejściu do szatni. To po prostu nie jest jego natura. Sam Luqui to jednak cicha woda, bo kiedy już wejdzie w jakieś otoczenie i pozna kogoś bliżej, bardzo się rozkręca. Natura introwertyka. „Nie wiecie, co on wyprawia w pokoju, to człowiek nie do poznania. Tutaj będzie udawał, że nie zna angielskiego, a rozumie wszystko, co mówicie po polsku” – śmiał się jego największy kompan Josue.
Najczęściej Luquinhasa zobaczycie właśnie w otoczeniu Rafy Lopesa czy Josue. Komfortowo czuje się w środowisku portugalskojęzycznym, ale wykonał duże postępy komunikacyjne w każdym tego słowa znaczeniu. Nie oznacza to, że nagle będzie prowadził przemowy na środku szatni czy doskakiwał do sędziów jako ten, któremu wolno więcej. To bardziej symboliczna funkcja dla człowieka, który raczej woli nie zabierać głosu. A jeśli już to bardziej w stonowany sposób. „Nawet nie wiesz, jak mnie to zaskoczyło i jaka to radość. Nie spodziewałem się. Jestem bardzo wdzięczny za takie wyróżnienie, bo wiem, ile znaczy Legia i czuję to od prawie trzech jakie tutaj spędziłem” – mówił nam Brazylijczyk.
OPASKA ZMIENIŁA WARTOŚĆ
Na koniec jest to decyzja bardzo dziwna i niecodzienna. Gdyby zapytać przeciętnego kibica o zaprzeczenie wartości potrzebnych kapitanowi, z dużym prawdopodobieństwem wskazałby Luquinhasa. Obcokrajowiec niemówiący po polsku, po angielsku raczej nieczęsto, skryty i cichy, introwertyk, bardziej obserwujący niż będący bohaterem wydarzeń. Pewnie w szatni częściej słychać Filipa Mladenovicia czy Tomasa Pekharta, a jednak to Brazylijczyk będzie kapitanem w rundzie, w której Legia będzie uciekać ze strefy spadkowej.
Brawa i entuzjazm, jaki wywołało to w szatni, pokazują, ile znaczy Brazylijczyk dla całej organizacji. Nie da się nie kochać Luquinhasa, bo nie daje ku temu pół powodu. Zawsze uśmiechnięty, zawsze przygotowany i oddający się dla sprawy, bez odrobiny maruderstwa, pretensjonalności czy wygórowanych wymagań. Definicja skromności, pracowitości, poświęcenia. Pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie taka wspinaczka do tego miejsca i walka, by w ogóle zarabiać z piłki nożnej. Ze strony Aleksandara Vukovicia jest to pewnego rodzaju socjotechnika. Ale też pokazanie wszystkim: ja nie chce gadania ani krzykaczy, tylko gestami macie pokazać, ile dla was znaczy Legia. W tej całej idei nadawania polskości drużynie i odzyskiwania tożsamości właśnie mianowanie Brazylijczyka kapitanem ma być podświetleniem wszystkich wartości, jakich wymaga stary-nowy szkoleniowiec.
Kiedy Artur Boruc wracał do Warszawy, Dariusz Mioduski był wielkim entuzjastą, aby to on symbolicznie został kapitanem. Ponad czterdzieści lat doświadczenia na karku i gigantyczna charyzma. Ale Boruc, jak to Boruc, chodzimi swoimi ścieżkami i trudno nadążyć, co będzie z nim jutro. Dusza wolnościowca o wielkiej charyzmie, ale opaskę wręczono Arturowi Jędrzejczykowi. Teraz okazało się, że ponad bycie ikoną Legii oraz ponad 300 meczów w klubie wyniesiono wartości skromnego chłopaka, który do Warszawy przyleciał 2,5 roku temu.
Opaska kapitańska straciła moc. Nie ma takiej estymy i znaczenia jak dawniej, ale nadal jest obiektem dyskusji oraz tematem łechtającym ego piłkarzy. Każdemu na koniec zależy, aby ją założyć. Pokazuje to niezgoda i konflikt na linii Robert Lewandowski - Jakub Błaszczykowski, gdy temu drugiemu odebrano opaskę. Pokazują to ambicje Kamila Glika i wielu innych piłkarzy, którzy czują się liderami i są nimi, ale jeszcze pewniej wyrażaliby to z opaską na ramieniu. Niby to kawałek materiału, ale potrafiący mocno poróżnić dorosłych ludzi. W tym przypadku Vuković chce go wykorzystać do pobudzenia szatni. Naświetlił Luquinhasa przed wszystkimi i pokazał: on nie ruszy do sędziego, nie przeklnie, nie będzie rugał młodych, ale to jest kapitan, jakiego powinniście naśladować. Każda szatnia potrzebuje innego autorytetu. Ale coraz mniej dziwi, kiedy dzisiaj jest kapitan jest młody, cichy i broni się postawą na boisku oraz poza nim. Krzyczenie „ku...” przestało być wartością. Mniej gadaj, więc rób – w tych słowach zawarta jest nominacja Luquinhasa na kapitana warszawskiego zespołu.
