Limity Rakowa i przyspieszony kurs dojrzewania. Dlaczego tak bardzo żałujemy paczki Papszuna

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
SK Slavia Praga - Rakow Czestochowa
fot. Lukasz Sobala

Nikogo nie dziwi, że polski klub ląduje poza pucharami i w kuriozalnych okolicznościach żegna się w eliminacjach. Mieliśmy wystarczająco okazji, aby przywyknąć do tego jako kibice. Dziwi jednak, że przez większość czasu zawiesza poprzeczkę tak wysoko jak na ucznia, który stawia pierwsze kroki w Europie. Żałujemy Rakowa, bo zrobił więcej niż początkowo zakładano, ale kończy gigantycznym ciosem emocjonalnym. Pewnie na dziesięć takich rewanżów ze Slavią Praga w kilku przypadkach to wicemistrz cieszyłby się z Ligi Konferencji. A tak zostaje z doświadczeniem, które zaprocentuje, ale i ze zmarnowanym idealnym momentem, aby wykonać wielki krok do przodu jako organizacja.

Porażka Rakowa w dogrywce w 122. minucie boli polskich kibiców z bardzo wielu powodów. Bo Raków był tuż przed serią rzutów karnych decydujących o wejściu do Ligi Konferencji, bo wyłożył się na ostatniej prostej, gdy zwykle był wytrawnym graczem, bo nawiązał równą walkę z silniejszą i bardziej doświadczoną Slavią Praga, w końcu dlatego, że wyleczył polskiego kibica z kompleksów i pokazał, że nie trzeba się kajać przed rywalem. Źle to świadczy o stanie polskiego futbolu, gdy dochodzi do pochwały porażki, ale odkładając emocje na bok, Raków po prostu stał się wybitnie zdolnym uczniem, który maksymalnie zwiększył oczekiwania, by na końcu minimalnie im nie sprostać.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.