Pełne przypadku początki wirtuoza. Manu Ginobili trafia do Hall of Fame

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Manu Ginobili
Fot. Maddie Meyer/Getty Images

Zanim stał się jednym z największych wirtuozów koszykówki, Manu Ginobili był nieoszlifowanym diamentem, który do NBA wszedł trochę tylnymi drzwiami. Teraz – drogą pełną przypadku wiodącą od Argentyny, przez Włochy, aż do Teksasu – zasłużenie trafia do Hall of Fame. W jaki sposób ta przygoda w ogóle się więc zaczęła?

1997 rok na stałe zapisał się w historii San Antonio Spurs. Oczywisty powód to wybór Tima Duncana z pierwszym numerem draftu. Jak się jednak okazuje, także wtedy po raz pierwszy na radarze teksańskiej drużyny znalazł się Manu Ginobili. Jego droga do NBA to nie tylko ciężka praca i duży talent, ale także sporo przypadku, który będzie się w tej historii czasami przewijał.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Komentarze 0