Przyszedł czas świętych krów. Jak narrację o Gerardzie Pique buduje perspektywa

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
FC Barcelona v Real Valladolid CF - LaLiga Santander
Fot. Getty Images

Karuzela futbolu jest bezlitosna. Jeszcze przed chwilą Gerard Pique był podawany jako przykład kapitana, który obniża pensję i dzięki któremu można rejestrować nowych zawodników. Po nagłówkach latały honorowe hasła, że jeśli będzie trzeba, to odejdzie jako pierwszy. I wszystko brzmi pięknie, dopóki dobrze grał w piłkę, bo kiedy znajdują się lepsi, narracja zupełnie się odwraca. Napięcie między Pique a Barceloną rośnie, bo 35-latek niesie ze sobą zbyt dużo problemów. Od rozstania z Shakirą i trudnego emocjonalnie czasu, przez wycieki rozmów z Rubialesem i koncentrację na innych biznesach, po znaczne obniżenie formy i trudności z zaakceptowaniem roli piątego stopera.

Po sieci latał ostatnio dialog puszczony w eter przez dziennikarzy. Gerard Pique miał w szatni narzekać na swoją pozycję i marudzić, że gra absolutne ogony i nawet w najgorszej sytuacji nie wchodzi na boisko. Coś jak z klasykiem od Bartka Drągowskiego, że przed nim jest sześciu innych, łącznie z kierowcą autobusu. Wszystko miał usłyszeć Xavi i to podburzanie grupy skwitować konkretnym: „To teraz zagrasz jeszcze mniej”. Wiadomo, jak można podchodzić do takich zasłyszanych w głuchym telefonie dialogów. Niemniej problem z Gerardem Pique naprawdę istnieje.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.