TOP 10 najlepszych zagranicznych utworów 2023 roku

Single zagranica

Przeboje viralowe – co nie znaczy, że gorszego sortu. Dominacja genetyczna raperów, którzy od dekady uchodzą za klasyków, ale też odnotowanie movementu Opium. Earwormy, stylowo wyegzekwowana retromania i awangarda. Dokonaliśmy tej selekcji według zasady all killers, no fillers, starając się jednak, żeby oddawała również ducha czasów. Kiedyś to było? Litości – teraz to jest!

W ubiegłym tygodniu zamknęliśmy podsumowania serialowe i filmowe. To pierwsze znajdziecie w tym miejscu, drugie natomiast dostępne jest tu. Czas na muzykę. Na wejście – single zagraniczne, w czwartek (7 grudnia) – single polskie, a następnie w przyszły wtorek (12 grudnia) – albumy ze świata i na finał – płyty roku made in Poland (14 grudnia).

10
björk ft. rosalía – „oral”

Bjӧrk napisała tę piosenkę w końcu lat dziewięćdziesiątych, ale numer o magii pierwszego spotkania z kimś potencjalnie ważnym nijak nie pasował jej do Vespertine; albumu, który właśnie nagrywała i który miał być celebracją wszystkiego, co zwykłe, codzienne i świetnie znane. Schowała piosenkę do szuflady, zapomniała. A po latach okazało się, że Oral – odświeżony, nagrany wspólnie z Rosalią – świetnie sprawdza się jako aktywistyczny hymn, bo jest wystarczająco intensywny i zamaszysty. To właśnie ten zuchwały optymizm jest największą siłą numeru, bo wyróżnia go spośród stereotypowo posępnych protest songów. Bjӧrk i Rosalia w idealistycznym wznieceniu przypominają, że są granice, których się nie przekracza, a pieniądze ze sprzedaży singla przekazują na pomoc prawną dla Islandczyków, którzy protestują przeciwko przemysłowej hodowli łososia u wybrzeży Islandii. Angelika Kucińska

9
Olivia Rodrigo – „vampire”

Do połowy kameralna ballada, od połowy – wysooktanowy pop-rock. Chyba jednak najważniejsza piosenka z GUTS, bo doskonale pokazująca wachlarz umiejętności Rodrigo, pięknie odnajdującej się i w krainie łagodności, i poppunkowym anturażu córki Avril Lavigne. Ale chyba tylko vampire ma z całego krążka musicalowy rys. Spróbujcie zwizualizować sobie to, jak dobrze numer siadłby na Broadwayu. W sumie to nie ma co sobie wyobrażać, wystarczy obejrzeć klip, zaliczający zwycięstwo na tegorocznych MTV Video Music Awards. Jak już o nagrodach – vampire ma jako singiel aż trzy nominacje do nagród Grammy i wydaje się, że to chyba będzie jeden z singli, oczywiście obok Flowers, z których nawet za dwie dekady będzie się pamiętać mijający rok. Jacek Sobczyński

8
Destroy Lonely – „if looks could kill”

Średni album, bardzo dobry singiel – tak w skrócie można podsumować if looks could kill. Bo choć sam krążek rozczarował, to utwór tytułowy zasługuje na najwyższe uznanie. Spokojniejszy niż na No Stylist klimat lekko zaskakuje, ale w połączeniu z rockowym samplem, ciekawym głosem i mroczną atmosferą zapewnia dosyć unikalne brzmienie, stając się idealnym podkładem pod życiowe przekminki autora. Zwykle w przypadku Opium więcej niż o liryce mówimy o świeżej stylówie, ale w tym przypadku warto zwrócić uwagę na tekst. Na całej płycie Destroy Lonely opowiada o swoim życiu; o miłości, byciu artystą i narkotykach. I choć po 25 trackach, które znalazły się na if looks could kill, opowieść ta robi się nudna, to w samym tym kawałku wciąga i pozwala się w pewnym stopniu utożsamić. Gdyby reszta materiału stała na podobnym poziomie, mówilibyśmy o projekcie roku. Jj Święcicki

7
Lola Young – „Conceited”

Jest w tym coś wyjątkowo odświeżającego, kiedy newcomerka w randomowy jesienny piątek wrzuca jeden z najlepszych tracków tego roku, trafiający na wszystkie playlisty. Tak było z Lolą Young. Brytyjska piosenkarka w maju wydała debiutancką EP-kę My Mind Wanders And Sometimes Leaves Completely, na której zaprezentowała surowe brzmienie i potencjał na nową gwiazdę południowego Londynu. Sama mówiła, że wydawnictwo było jej podróżą w stronę prawdy o sobie. To prawie jak mówienie do siebie; radzenie sobie z trudnościami, przez które przechodzisz dorastając; ze swoją niepewnością. Płyta okazała dosyć introspektywnym, ale docenionym projektem, zwiększającym apetyt na kolejne kroki wokalistki porównywanej już do Adele, Amy Winehouse i Lorde. Lola Young na szczęście nie kazała na siebie długo czekać, prezentując najlepszy numer w dotychczasowej karierze – Conceited. Ekspresyjny, przenikliwy, trafnie wycelowany w kierunku toksycznego partnera i prezentujący cały wachlarz umiejętności wokalnych. Na zapętleniu od premiery. Karina Lachmirowicz

6
Dua Lipa – „Houdini”

Future Nostalgia – zatytuowała Dua Lipa swój ostatni dotąd album, gdzie wykorzystała dziedzictwo czterech dekad popu z taką czutką i energią, że są solidne podstawy do rozpatrywania jej w kategoriach ścisłej czołówki najfajniejszych obecnie postaci w mainstreamie. Przy Houdini znowu to robi. Sięgnęła po pomoc Kevina Parkera z Tame Impali. Wsparła się Dannym L Harlem, czyli związanym z PC Music producentem Desire, I Want to Turn Into You Caroline Polachek. Skaperowała Tobiasa Jesso Jr, który nagrał w przeszłości urzekającą mccartneyowska płytę Goon, a w ostatnich latach pracował choćby z FKA twigs. W takim składzie zrobili ponadczasowy, hedonistyczny banger, który zawiera w sobie zarówno klasyczne disco, jak i przyjemną neo-psychodelię. Pop masterclass – zachwycali się w Vogue'u; nic dodać, nic ująć. Marek Fall

5
Doja Cat – „Paint The Town Red”

Pokażcie mi gwiazdę popu, która prowokuje i zaskakuje bardziej niż ona; poczekam. Doja Cat robi dużo, by kobiety mogły wyglądać tak, jak chcą. Jej Watykanem są media społecznościowe i show-biznes, równie opresyjne wobec kobiecych ciał, gdzie nobilituje się i wzmacnia kanon i nagradza te, które się w niego posłusznie wpisują – pisała Angelika Kucińska zaraz po premierze jej najnowszego albumu. Po empoweringowej epoce Planet Her przyszedł czas na erę diaboliczną. I naprawdę, Doję Cat możecie cancelować, czepiać się każdego jej ruchu, spłycać dotychczasowe osiągnięcia czy powielać teorie spiskowe na temat jej satanistycznych zapędów, a ona i tak wróci z jeszcze lepszym brzmieniem i promocją albumu. Na Paint The Town Red, jej pierwszym samodzielnym numerem jeden na Hot 100 Billboardu, piosenkarka nie odchodzi od brzmienia z poprzednich wydawnictw i ponownie prezentuje rapowe umiejętności. Ale jest to instant hit wyjaśniający wszystkich hejterów i konkretna zapowiedź dowiezionego Scarlet. Karina Lachmirowicz

4
Baby Keem & Kendrick Lamar – „The Hillbillies”

Kiedy Baby Keem i Kendrick Lamar wchodzą razem do studia, wszelkie zasady przestają ich obowiązywać. A to przekłada się na powstawanie takich kawałków jak The Hillbillies – eksperymentalnych, lekko szalonych, przepełnionych ziomalsko-braterskim vibem. Dla obu raperów – taka współpraca jest szansą na wyjście poza własne ramy; na zabawę formą i wrzucenie na luz, który słychać tu na każdym kroku. Razem płyną więc po beacie w dominującym w tym roku jersey clubowym stylu, uzupełniając się lepiej niż Leo Messi z Neymarem w złotych latach FC Barcelony. Sami się zresztą do nich porównują. A uroku temu collabowi dodaje jeszcze oryginalny klip, w którym niespodziewanie pojawia się Tyler, the Creator. Gdybyśmy robili zestawienie najbardziej wariackich kawałków, The Hillbillies znalazłoby się pewnie na podium, a tak plasuje się tuż za nim. Jj Święcicki

3
Tyler, The Creator – „SORRY NOT SORRY”

Przeprosiny adresowane do mamy, do osób LGBTQ, a nawet do Matki Ziemi, którą Tyler prosi o wybaczenie za jeżdżenie spalinowymi autami i zatruwanie środowiska. Trawestując klasyczny cytat z Pulp Fiction: koniec ery dziękowania, wchodzimy w erę przepraszania. I ciekawe czy sytuacja, w której ten – napędzany ciepłymi gitarami i przestrzennym, funkowym klawiszem, porywający i zwyczajnie świetnie napisany – kawałek wchodzi na podium 2023 roku, podczas gdy powstał trzy lata wcześniej, ale nie zmieścił się na album, świadczy nie najlepiej o mijającym roku, czy dobrze o wykonawcy? Pokaż mi swoje odrzuty, a powiem ci, jak wysoko jesteś. Tyler jest bardzo wysoko. Jacek Sobczyński

2
Peggy Gou – „(It Goes Like) Nanana”

Jest takie uczucie, które wszyscy znamy, ale trudno je opisać. To uczucie miłości, ciepła i podekscytowania, gdy jesteś otoczony przez przyjaciół i bliskich, a energia mówi sama za siebie. Trudno to wyrazić słowami, ale dla mnie brzmi jak „nanana”! – tłumaczyła Peggy Gou w informacji prasowej, towarzyszącej earwormowi roku. To uczucie brzmi też jak 9 PM ATB i jak Baleary. A nanana jak lalala Kylie Minogue z Can't Get You Out of My Head. Podobne referencje można mnożyć w nieskończoność i będą o tyle uzasadnione, że geneza (It Goes Like) Nanana sięga pandemii, gdy producentka zasłuchiwała się w tanecznych hymnach z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Tutaj następuje przeskok czasowy, Peggy zabiera ten numer na festiwal do Marakeszu i reszta jest już viralową historią, która wydarzyła się, choć autorka zamieszania nie miała nawet wówczas TikToka! Marek Fall

1
PinkPantheress, Ice Spice – „Boy’s a liar Pt. 2”

Czy gdyby Brandy i Monica nagrywały swój wielki przebój The Boy Is Mine dziś, to brzmiałby właśnie jak Boy’s a liar Pt. 2? Tak, czytam wspólny numer PinkPantheress i Ice Spice jako piękne i więcej niż symboliczne świadectwo pokoleniowej zmiany. Podczas gdy Brandy i Monica ćwierć wieku temu biły się o chłopaka w potyczce na argumenty z romcomów, PinkPantheress i Ice Spice spotkały się, by w siostrzeńskim uścisku rozliczyć seryjnego ściemniacza. Działa treść, zgadza się forma. Boy’s a liar Pt. 2 zmyślnie operuje kontrastami. Wrażliwość londyńskiej wokalistki zestawia z tupetem nowojorskiej raperki. Nabuzowany beat w stylu Jersey Club pacyfikuje słodką, eteryczną melodią. Tak się robi precyzyjny, świeży, konkretny pop – może i bezwstydny w swojej demonstracyjnej przebojowości, ale jednocześnie wytrawny i błyskotliwy. To prawda, że brak nominacji dla PinkPantheress do nagrody Grammy ostatecznie potwierdza, że amerykańska akademia fonograficzna jest bandą słabo osłuchanych snobów. Angelika Kucińska

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Komentarze 0