
Ostatni raz aktor under 30 dostał Oscara za główną rolę męską w 2003 roku, za drugoplanową - w 1996 (nie licząc pośmiertnej nagrody dla Heatha Ledgera). Tylko w tej dekadzie dwudziestokilkuletnie aktorki odbierały Oscary siedem razy. Jakieś pytania?
No pewnie, że jest w tym element dziejowej niesprawiedliwości, wiele hollywoodzkich kobiet gorzko zauważało, że po 40-tce telefony od agentów nagle przestają dzwonić, o ile oczywiście nie jesteś Meryl Streep. Ale też kij ma dwa końce, a kto jest na bieżąco z kinowymi nowościami, ten wie, że dziewczyny poniżej 30-tki są po prostu zdolniejsze od swoich kolegów po fachu i w podobnym wieku. Tak z ręką na sercu to poza Heathem Ledgerem (Mroczny Rycerz) i Milesem Tellerem (Whiplash) - kto z młodych wilczków Hollywood w ostatnim dziesięcioleciu zapadł w pamięć jakąś naprawdę wybitną rolą, o której będą uczyć w szkołach aktorskich? No właśnie. Co innego u kobiet - one naprawdę rozdają karty w branży.
10. Chloë Grace Moretz
najlepsza rola: The Miseducation Of Cameron Post
Dziewczyna z najbardziej sennym wyrazem twarzy w Hollywood. Liczby mówią, że kto jak kto, ale ona na spanie raczej nie ma czasu. 21 lat i blisko 40 produkcji filmowych i serialowych, w tym Hugo i jego wynalazek, 500 dni miłości, Mroczne cienie czy Kick-Ass, film, który wybił ją do czołówki młodych gwiazd kina. Do niedawna obstawiała postacie zbuntowanych nastolatek, teraz czas na poważniejsze kreacje kobiece. I taką ma być jej rola w zwycięzcy tegorocznego festiwalu Sundance, The Miseducation Of Cameron Post. Moretz gra tam młodą lesbijkę, mieszkającą w ultrakonserwatywnym otoczeniu. Od razu mówimy, że nie widzieliśmy (film pokazano tylko na Sundance), ale skoro wszyscy amerykańscy krytycy uważają, że to jej najlepsza rola - co będziemy świrować i wpisywać tu Kick-Assa.
9. Brie Larson
najlepsza rola: Pokój
Pierwsza nominacja i od razu Oscar - to nie zdarza się za często, ale w tym przypadku nikt nie protestował, bo jej kreacja uwięzionej matki, która wychowuje kilkuletniego syna, to jedna z tych ról, które siedzą w głowie jeszcze długo po seansie. Pytanie, w którą stronę pójdzie Brie Larson? Do mainstreamu dostała się przez amerykańskie kino niezależne; grała m.in. w świetnie przyjętych Short Term 12 oraz Cudownym tu i teraz. Jej specjalnością zakładu są mocno zamknięte w sobie, wyizolowane postacie, ale z drugiej strony nie miała kłopotów z przejściem do blockbusterów - znamy już Konga. Wyspę Czaszki, nie znamy komiksowego Captain Marvel, gdzie Larson pojawi się w głównej roli. Akurat o nią mamy trochę obawy, bo to przejście było zbyt szybkie, a i sama aktorka przed Oscarem nie miała jakiegoś super imponującego CV. Oby nie było powtórki z innych oscarowych, szybko spadających gwiazd. Pamiętacie Hilary Swank? No właśnie.
8. Kristen Stewart
najlepsza rola: Sils Maria
Hollywoodzka kariera Kristen Stewart trochę przypomina nam to, co działo się z Robertem Pattinsonem... a nie, wróć. Zupełnie serio - tę dwójkę trzeba ze sobą zestawić. Najpierw udział w serii Zmierzch, Bella patrząca na nas z merchu dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych i mocna szydera ze strony środowiska, które wytykało jej wiecznie strutą minę i niedomknięte usta. W sensie: Kristen Stewart miała operować mimiką a'la Kolumna Zygmunta:
�
Ale potem okazało się, że ta wiecznie zawieszona dziewczyna naprawdę potrafi grać. Pojawiła się w Cafe Society Woody'ego Allena, mocno awangardowym Personal Shopper oraz dramacie Sils Maria, za który uhonorowano ją prestiżową nagrodą Cezara. Wszędzie była świetna. I w ogóle mamy wrażenie, że Stewart bardzo mocno chce odciąć się od zmierzchowego wizerunku. Nie tylko gra w ambitnych produkcjach, ale i sama nakręciła mocno psychodeliczny krótkometrażowy film Come Swim. A poza tym daje się przyłapać paparazzi w brudnych ciuchach, tłustych włosach, sprawiając wrażenie, jakby miała to wszystko gdzieś. Robert Pattinson po Zmierzchu też dał się poznać jako bardzo utalentowany aktor, za to o Taylorze Lautnerze słuch zaginął. Ktokolwiek widział...?
7. Alicia Vikander
najlepsza rola: Kryptonim U.N.C.L.E.
Trochę zaskoczyliśmy tym, że U.N.C.L.E., a nie nagrodzona Oscarem kreacja w Dziewczynie z portretu? Po prostu uważamy, że Alicia Vikander to jedna z niewielu hollywoodzkich aktorek, które potrafią przemycić szczyptę swojej artystycznej osobowości do największych blockbusterów. W Kryptonimie U.N.C.L.E. była świetna, zabawna i czarująca, jak gwiazdy amerykańskiego kina lat 60. Świetnie odnalazła się w mocno oszczędnej kreacji w Ex Machina, podobała się w Jasonie Bourne, nawet Tomb Raider udowodnił, że Alicia potrafi grać w tę grę. Przy wielu nazwiskach życzymy sobie, żeby mainstreamowe kino nie porwało je za szybko. Tu odwrotnie - bierzcie ją! Alicia Vikander nie zalicza wtop.
6. Elle Fanning
najlepsza rola: Neon Demon
20 lat, a wciąż wygląda jakby zdawała egzamin do gimnazjum. Nic dziwnego, że zwróciła na nią uwagę Sofia Coppola - Elle Fanning wydaje się stworzona dla jej eterycznych bohaterek. Ale jeszcze większe wrażenie, niż w Na pokuszenie, Fanning zrobiła na nas za sprawą Neon Demon, gdzie doskonale odnalazła się w psychodeliczno - modelingowej historii o brutalnej utracie młodości. Czujemy, że z tej dziewczyny Hollywood będzie miało ogromną pociechę, bo tak oszczędnych, a jednocześnie emocjonalnych kreacji nie spotyka się za często. Tu będzie za chwilę Oscar.
5. Saoirse Ronan
najlepsza rola: Lady Bird
Już trzy razy byliśmy przekonani, że ta 24-latka z Nowego Jorku znalazła swoją aktorską niszę, w której czuje się najlepiej, a tu okazywało się, że Saoirse (wymawia się: szersze) jest opór wszechstronna. Po Hannie i Intruzie wydawało nam się, że ta kariera zaczęła się i skończy na rolach dziwacznych nastolatek. Potem Brooklyn oraz Grand Budapest Hotel i dwie podobne kreacje ułożonych panienek, które muszą skonfrontować się z dorosłością. Ale już w Lady Bird Ronan kompletnie nas położyła - jej rola Christine Lady Bird McPherson to trochę teenage drama, trochę sfrustrowana Lena Dunham, a trochę Woody Allen w spódnicy; sarkastyczna, przeintelektualizowana dziewczyna, szukająca miejsca w świecie, gdzie nic jej nie pasuje. Rocznik 94 i dwie nominacje do Oscara na koncie. Słabo?
4. Emma Stone
najlepsza rola: La La Land
Jest w Emmie jakiś trudny do opisania czar dawnych gwiazd amerykańskiego kina - może i to nie jest piękność w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale od Stone po prostu bije elegancją. Dlatego tak dobrze sprawdziła się w mocno niedzisiejszym La La Land, za który zresztą otrzymała Oscara. Ale moment, dziewczyna zaczynała przecież jako koniobijcze marzenie nastoletnich wypłoszy w Supersamcu! I tu wjeżdżamy w drugą wersję Emmy Stone - ziomalki z ulicy obok, laski z wiecznie zachrypniętym głosem i głośnym śmiechem, którą aż chce się zaprosić do kina na Borata. Jak to jest, że w każdym z tych wcieleń jest równie wiarygodna? Za to chyba dostaje się te Oscary.
3. Shailene Woodley
najlepsza rola: Cudowne tu i teraz
Czy to najbardziej niedoceniona młoda gwiazda Hollywood? Na karierze Shailene Woodley - dajemy sobie rękę uciąć, że kojarzycie twarz, ale imienia i nazwiska już nie - trochę zaważyły nietrafione wybory; w końcu wystąpiła w okropnej, nastoletniej serii Niezgodna. Ale OK, zakładamy, że po prostu chciała już teraz dorobić sobie do emerytury. Reszta filmografii na medal: fantastyczna kreacja małomiasteczkowej nastolatki w Cudowne tu i teraz, przejmująca na siebie rolę głowy rodzina córka George'a Clooneya w Spadkobiercach, czy wreszcie jej ostatnia, tajemnicza kreacja Jane w Wielkich kłamstewkach. Naszym zdaniem to może być nowa Maeyl Streep - to ten sam rodzaj wyjątkowego aktorskiego dystansu.
2. Jennifer Lawrence
najlepsza rola: Do szpiku kości
Co niektóre aktorki z tego zestawienia mogłyby mówić jej per pani. 28 lat i imponujące CV: cztery nominacje do Oscara i jedna statuetka, cztery nominacje do Złotych Globów, z których aż trzy zamieniły się w nagrody. Przyznamy, że do pewnego momentu uważaliśmy Lawrence za przereklamowaną aktorkę, która dodatkowo umizguje się do publiczności swoim wizerunkiem kumpeli z sąsiedztwa. Ale po wzbudzających mieszane uczucia Joy i mother! zrozumieliśmy, że to aktorski kameleon, który jest i twardą superbohaterką (Igrzyska śmierci), i kompletnie posypaną emocjonalnie kobietą (Poradnik pozytywnego myślenia) i postacią, niosącą na swoich barkach cały film - jak w tych dwóch przywołanych wcześniej obrazach. Nie no, J.Law jest super. Ale ma w Hollywood jeszcze mocniejszą rywalkę.
1. Margot Robbie
najlepsza rola: Jestem najlepsza. Ja, Tonya
To, co wielu postrzega jako największy atut, może być dla Margot Robbie przekleństwem: wielu patrzy na nią tylko przez pryzmat bycia prawdopodobnie najseksowniejszą kobietą w Hollywood. Z tym trudno jest się kłócić, ale z szufladkowaniem jej jako seksbomby - już nie. Przede wszystkim Robbie ma jedną, niespotykaną cechę: nawet w słabym filmie zawłaszcza ekran za każdym razem, gdy tylko się na nim pojawia. Jest osobowością przez wielkie O - patrząc trzeźwo, przecież to była jedyna postać, która nie położyła Suicide Squad! A przecież doskonale grała także zimną sucz w Wilku z Wall Street, nie sposób nie było zakochać się w jej mimozowatej bohaterce podczas seansu Czasu na miłość, a jej wybuchowa Tonya Harding w Ja, Tonya... Wow, serio? Jak ta Australijka mogła tak wiarygodnie wcielić się w pyskatą dziewczynę z amerykańskiego zagłębia rednecków? To jest jej czas w Hollywood, a tytuł tego tekstu powinien brzmieć: Jestem najlepsza. Ja, Margot.