10 polskich zapomnianych hitów z lat 80., które są w klimacie „Art Brut”

Zobacz również:W oczekiwaniu na część drugą - sprawdźcie wszystkie numery, które PRO8L3M samplował na mixtape Art Brut
pro8l3m.jpeg
fot. archiwum prasowe

O tym, jak pieczołowicie Steez83 podchodzi do diggingu poprzedzającego prace nad kolejnymi wydawnictwami PRO8L3M-u, najlepiej świadczy ich finalny efekt. Znacie te albumy i wiecie, jak bardzo są mocne.

Kiedy jednak usłyszeliśmy po raz kolejny: uwaga wszystkie radiowozy, za chwilę wchodzę do kasyna, to doszliśmy do wniosku, że nie będzie nadużyciem, jeśli sięgniemy do archiwum polskiej muzyki rozrywkowej i wybierzemy 10 kawałków, które idealnie pasowałyby do stylistyki PRO8L3M-u.

1
Arp Life - Jumbo Jet (1978)

Mimo że lata świetności zespołu Arp Life to jeszcze schyłek lat 70., to rozpoczynający ten utwór równo nabijany rytm zwiastował już nadejście nowej dekady i mógłby bez problemu posłużyć za kanwę jakiegoś nośnego rapowego hymnu. I choć dyskografia jednego z największych umysłów polskiej muzyki rozrywkowej, stałego współpracownika Żuławskiego i Wajdy, a także pioniera polskiego disco, electro i rapu, Andrzeja Korzyńskiego pełna jest podobnych perełek, to jak dotąd sięgali po nią naprawdę nieliczni. Poza tymi pojedynczymi próbkami, za które brali się Fu, Tede, Quebonafide czy… Flying Lotus, te przepastne archiwa muzyki filmowej, popowej i… pastiszowej stoją przed producentami otworem. A że dyskografię autora niezapomnianej ścieżki dźwiękowej do filmowych przygód Pana Kleksa wznawia od kilku lat rodzima oficyna GAD Records i brytyjski label Finders Keepers - naprawdę jest w czym grzebać.

2
Izabela Trojanowska - Jestem twoim grzechem (1981)

Utwór zamykający debiutancki album Izabeli Trojanowskiej aż prosi się o to, żeby na jego kanwie stworzyć jakąś zimną, retro-futurystyczną, chuligańską balladę. Od składających się na jego refren słów Jestem twoim grzechem / Twym sekretnym lustrem / W którym pragniesz przejrzeć się co noc / Jestem twym oddechem / Nieskończonym bóstwem / W którym mieszka dobro twe i zło, aż po napędzający go równie mocny, jak ulotny, syntetyczny rytm autorstwa króla Midasa polskiej branży rozrywkowej, Romualda Lipko, każdy właściwie wyimek z tego utworu może posłużyć za punkt wyjścia do ewentualnej bitowej kombinatoryki. A że jeszcze następujący w okolicach 2 minuty drop bez żadnej obróbki pozwala na mocne, rytmiczne rozpoczęcie tego ewentualnego rapowego szlagieru, pozostaje nam tylko czekać, aż ktoś się za niego wreszcie weźmie.

3
Halina Frąckowiak - Serca gwiazd (1983)

Na niebo spojrzyj, na samotność gwiazd / W bezdenną noc bez dnia / Czy gwiazdy wiedzą co to lęk / Czy gwiazdy znają strach? - śpiewa Halina Frąckowiak w pozbawionej rytmu, minimalistycznej introdukcji do tytułowego utworu ze swojej czwartej płyty długogrającej. W tle przygrywają jej ambientowe wręcz, new-age’owe pasaże, a jeśli kiedyś duet Taconafide powróci i dojdzie do wniosku, że chciałby się wybrać w te dawno już minione, zimne synth-popowe rejony - bądź Steezowi i Oskarowi zacznie przeszkadzać rosnąca z płyty na płytę sława ich projektu - trudno będzie im znaleźć lepszy refren do numeru opowiadającego o alienacji i lękach, z jakimi mierzą się największe tuzy branży rozrywkowej. Bo: tak łatwo spłonąć od kłamstw / Tak łatwo spłonąć od prawd / Lecz najokrutniej jest żyć / Z samotnym sercem gwiazd.

4
Jolanta Arnal - Metamorfoza trwa (1985)

Ten cronenbergowski wręcz w swoim opisie miłosnych uniesień utwór z debiutanckiej (i jedynej) płyty Jolanty Arnal nie dość, że - w swojej minimalistycznej strukturze - wprost idealnie nadaje się do samplowania, to jeszcze bez zbędnej ingerencji jego refren spokojnie mógłby posłużyć za kanwę do nagrania numeru o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą spożycie… metaamfetaminy. Uszami wyobraźni już słyszymy to psychodeliczne, XXI wieczne Aluminium, które ktoś zdolny mógłby stworzyć na bazie melancholijnego, ciemnego synth-popu. Meta, meta, meta, metamorfoza trwa / Szaleństwo nocy (ach), szaleństwo dnia / Meta, meta, meta, metamorfoza trwa / To znowu ty i znowu ja.

5
2 plus 1 - Samo życie (Chmury umysłu) (1985)

Steez83 zna na pewno ten zespół, jako że na Art Brut samplował ich utwór XXI wiek. Na późniejszym o dwa lata krążku Video warszawski skład, z którym przez dekady jego bytności na scenie współpracowały takie postaci jak Czesław Niemen czy Wojciech Młynarski, szedł dalej nowo wytyczoną ścieżką flirtu z electro-popem i new romantic, wzbogacając jeszcze swoje brzmienie o dęciaki. I choć w numerze Samo życie nie słychać trąbek czy saksofonów, to jest to zdecydowanie nasz ulubiony track z całej przepastnej dyskografii grupy. Wzbogacony laserowymi frazami syntezatorów basowy dukt, na którego tle charakterystycznie brzmiąca wokalistka dialoguje z samą sobą na efektach, wydaje się być wprost stworzony pod to, by kłaść na nim nieśpieszne, autorefleksyjne wersy.

6
Mad Money - Na twojej orbicie (1985)

Jedyny hit z nieszczególnie bogatej dyskografii żeńskiego zespołu Mad Money trafił na tę listę głównie z powodu swojego długiego instrumentalnego intro i specyficznych refrenów. Wokalistka Jadwiga Sandecka wypełniła je zimnymi, sennymi wokalizami, które zdają się dochodzić z jakiegoś innego, równie bajkowego, jak niepokojącego świata. Ciemny, zimny sznyt całej tej klawiszowej konstrukcji - na zespół składała się perkusja i trzy syntezatory - przywołuje natomiast na myśl dokonania włoskich kompozytorów tworzących muzykę do horrorów giallo. A że podobne próbki dla amerykańskich beatmakerów są na wagę złota, może warto go wykorzystać, zanim podkradnie nam go jakiś szeroko rozpoznawalny producent zza wielkiej wody?

7
Siekiera - Czerwony pejzaż (1986)

Twórczość Tomasza Adamskiego nie miała nigdy zbyt wiele wspólnego z synth-popem, jednak ten utwór z - bądź co bądź - debiutanckiego albumu Siekiery pasuje do tego zestawienia jak bodajże żadne inne nagranie pochodzące z bogatych, intrygujących archiwów polskiego cold wave’u. Nie dość bowiem, że grający w nim na bębnach Zbigniew Musiński niejednokrotnie był podejrzewany o to, że jest… automatem perkusyjnym, a obsługujący instrumenty klawiszowe Paweł Młynarczyk obchodził się ze swoimi synthami równie sprawnie, jak obrazowo, to jest on instrumentalny i pozwala na sporą dozę manipulacji z jego tempem czy tonacją. A dodatkowego smaczku dodaje mu jeszcze to, że nasz ulubiony zespół w historii polskiego punk rocka musiał się mierzyć z podobnymi zarzutami jak… newschoolowi MC's. Będąc nieustannie odsądzanym od czci i wiary przez gatunkowych ortodoksów, którzy nie mogli tej dzikiej bandzie wybaczyć tego, że przestali nagle grać swoje proste, acz apokaliptyczne podkłady pod pogo.

8
Władysław Komendarek - Przywitanie kosmitów (1990)

O tym, jak wielką kopalnią sampli jest dyskografia tego pomieszkującego w Polsce kosmity, wiedzą dobrze Hewra i… 50 Cent. Przepastne archiwa międzygwiezdnej twórczości tego rodzimego kuzyna Lee „Scratch” Perry’ego kryją w sobie nieporównywalnie więcej intrygujących pasaży niż tylko triumfalny wers Wygraliśmy z Niemcami 2:0, jak nigdy, jak nigdy czy charakterystyczne frazy wykorzystane w numerze Crazy. I choć Władysław Komendarek miał poważne pretensje do autorów numeru Fuji, w którym padają wspomniane słowa, to nie wynikały one z tego, że wzięli oni na warsztat jego dokonania, ale że nie zapytali go o zdanie. Bo z wszelakich metod próbkowania sam korzystał już w latach 70. i - z tego co wiemy ze spotkania z nim samym - na pewno można się z nim dogadać w kwestii wykorzystania dźwięków wychodzących z jego legendarnego Hammonda. Takie utwory jak choćby Przywitanie kosmitów aż się proszą o to, żeby posłużyć za intro do jakiejś retro-futurystycznej, rapowej produkcji.

9
Marek Kondrat i Marlena Drozdowska - Kasyno MiO (1991)

Mimo że utwór ten został zarejestrowany już na początku lat 90., słysząc tekst: uwaga wszystkie radiowozy, za chwilę wchodzę do kasyna po prostu nie mogliśmy się powstrzymać przed umieszczeniem go na tej liście. Swoją drogą na noszącej ten sam tytuł co rzeczony utwór, kolaboracyjnej płycie Marka Kondrata i Marleny Drozdowskiej pełno jest chwytliwych, nieco chuligańsko nazwanych tracków - Szukam sponsora, W salonie marzeń czy Co zrobić z białymi nocami, które dają pole do kreatywnej, rapowej reinterpretacji. I choć całość tego krążka - z którego pochodzi również niezapomniany (niestety) szlagier Mydełko Fa - flirtuje mocno z disco polo, czy też raczej kreatywnie dialoguje z muzyką chodnikową, to jako że nad całością pieczę trzymał wspomniany już Andrzej Korzyński, tandeta i kunszt pozostają tu w idealnym balansie, a przy kreatywnym pocięciu tego sampla mogłaby powstać prawdziwa bomba.

10
Kafel - Klatka (1992)

Choć numer ten współtworzący zespół Kafel Darek Krzywański i Andrzej Kwinto zarejestrowali w 1992 roku, idealnie wpisuje się w PRO8L3M-owy, zimny, futurystyczny sznyt. Szczecińska załoga, w której debiutowała Katarzyna Nosowska, zawsze bowiem klimat stawiała nad wszelkie gatunkowe podziały. A poruszając się po zgliszczach pozostałych po rodzimym cold wave czy post punku, udało im się wypreparować swoją własną wizję muzyki równie awangardowej, jak w dziwny sposób chwytliwej. I choć gros ich produkcji znana jest szerszym gremiom dopiero od niedawna za sprawą publikującej archiwalia oficyny Requiem Records, to ich rola w rozwoju - wciąż zbyt słabo udokumentowanej - rodzimej sceny niezależnej lat 90. jest niezaprzeczalna. A to, że domowe, kasetowe (zwykle) archiwa tego typu niewydanych wcześniej nagrań kryją wciąż takie perełki, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość katalogów krajowych wytwórni specjalizujących się we wznawianiu - i odkrywaniu - dźwiękowej przeszłości RP.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz muzyczny, kompendium wiedzy na tematy wszelakie. Poza tym muzyk, słuchacz i pasjonat, który swoimi fascynacjami muzycznymi dzieli się na antenie newonce.radio w audycji ZA DALEKI ODLOT w co drugi czwartek od północy.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.