18 lat temu na sklepowe półki trafiła Kinematografia Paktofoniki. Dlaczego to był tak ważny album?

paktofonika.jpg

Do tej pory można zastanawiać się, czy nie jest to najważniejsza płyta w historii polskiego hip-hopu. Na pewno jedna z tych, które porwały za sobą miliony.

Premiera odbyła się 18 grudnia 2000 roku i żeby było jasne - to nie tak, że czekały na nią rzesze fanów z całej Polski. Wydana nakładem niszowej oficyny Gigant Records przyciągała przede wszystkim za sprawą Magika, rapera szerzej znanego przede wszystkim za sprawą grania z Kalibrem 44; wielu chciało się dowiedzieć, jak też Mag poradzi sobie z nową formacją. Co prawda w okresie przedświątecznym trochę znikła w nawale innych płyt, ale potem...

No właśnie. Wiadomo, co wydarzyło się w drugi dzień świąt. I nie można zaprzeczyć, że część legendy Kinematografii - dodajmy: smutnej legendy - została zbudowana na śmierci Magika, tak samo jak stało się choćby w przypadku wydawnictw Notoriousa B.I.G. czy Queen. Pewne jest za to, że po tym tragicznym wydarzeniu wokół zespołu rozpętało się szaleństwo. Praktycznie każdy chciał mieć ten album dla siebie, a że to jeszcze były czasy kopiowania płyt i kaset, Kinematografia jeszcze większą karierę zrobiła w tzw. drugim obiegu, czyli na przegrywanych nośnikach.

Mamy z tym albumem potężny problem. Kinematografia nie tylko nie przetrwała próby czasu, brzmiąc dziś, w odróżnieniu od choćby wydanych w podobnym czasie Świateł miasta, mocno anachronicznie. Więcej – sytuując go po latach w jednym szeregu z resztą płytowych legend pierwszej fali polskiego rapu, dzieło Fokusa, Magika i Rahima jest zwyczajnie kiepskie, pełne banału, przypadkowych porównań (postarajcie się przesłuchać choćby hitowe Jestem Bogiem na chłodno) i płaskich beatów. Natomiast siła rażenia tego wydawnictwa była w pierwszej połowie minionej dekady obezwładniająca. Dla porównania: Kinematografia była jak fejm Taco, Quebo i Życia po śmierci razem wziętych, albumem, o którym mówiło się na osiedlach, w szkołach, autobusach, mediach, po prostu wszędzie - pisaliśmy rok temu w naszym podsumowaniu najważniejszych polskich albumów hip-hopowych w historii. Zdania nie zmieniamy: Kinematografia kiepsko broni się po latach, ale i tak jest nadal kamieniem milowym w rozwoju polskiego rapu. Dlaczego? Wyjaśniamy na paru przykładach.

1
1. Dzięki niej setki tysięcy słuchaczy pokochały hip-hop

Brzmi górnolotnie, ale tak naprawdę było. Fejm, jaki rozprzestrzenił się wokół Kinematografii, przyciągnął do tego albumu ogromną ilość osób, zwłaszcza tych, które nie były za pan brat z rapem. A wiecie, wtedy to jeszcze były czasy, kiedy pokutował wizerunek hip-hopowca gangstera. I nagle dostajecie płytę, na której Rahim łagodnym głosem rapuje, że: w moich kręgach już wielu odpadło, Fokus wjeżdża w mistyczne klimaty Powierzchniami tnącymi, a całość zaczyna się od metaforycznych, kołysankowych Priorytetów. Dlatego po Paktofonice ludzie od razu sięgnęli po Fisza, potem po Grammatik, potem po skonfliktowanego z Eldoką Tedego... I tak rap dorobił się kolejnych słuchaczy.

2
2. Obok Świateł miasta to jedna z ważniejszych refleksyjnych płyt tamtych czasów

No właśnie - obok ulicy coraz mocniej dawał wówczas o sobie znać rap wrażliwców. Grammatik, Fenomen, święcący triumfy Fisz... I Paktofonika, która faktycznie potrafiła oddać ówczesne niepokoje wychowanków blokowisk z całego kraju. Co dodatkowo istotne - chłopaki nie byli z Warszawy i wraz z Kalibrem 44 trochę przełamali panujący wówczas stołeczny monopol na krajowej scenie.

3
3. Kinematografia była uniwersalna i przebojowa

Tak szczerze mówiąc to trochę zastanawia nas fenomen Jestem Bogiem - ani beat, ani tekst nie są jakoś szczególnie porywające, a jednak to ten numer stał się prawdopodobnie największym polskim rap-hitem wszechczasów. O wiele większe wrażenie mogły wówczas robić smutne, oparte na charakterystycznym klawiszu Chwile ulotne czy - niejako na kontrze - rozśpiewane Ja to ja, jeden z pierwszych tak odważnych flirtów krajowego rapu z reggae.

Ale co się będziemy wymądrzać - wszystkie trzy kawałki to numery, które po latach jest w stanie nawinąć z pamięci każdy. To też dowód, jak wielką popularnością cieszyła się Kinematografia.

4
4. Trzech MC's, trzy osobowości

Magik generalnie miał szczęście do składów z wzmożoną rywalizacją o to, kto był najlepszy. W Kalibrze 44 obok siebie miał dysponujących wrzaskliwym, niepowtarzalnym flow Abradaba i Jokę - naprawdę nie sposób opisać jego wokalu, ale zgodzimy się co do tego, że był nie do pod***ania. W PFK byli za to Rahim, którego miękkie flow jakoś średnio nam siedziało, oraz Fokus i jego zimny rap. Razem tworzyli trio, które nawet jeśli lekko kulało tekstowo, to zawsze nadrabiało charyzmą. I to jest kolejny z czynników, dla którego Paktofonika była tak lubiana.

5
5. Nowe szaty króla

Wypada dodać też, że Kinematografia zaliczyła dwie młodości - najpierw tuż po wydaniu, później w 2012, po premierze hitowego filmu Jesteś Bogiem, opowiadającego o kulisach powstania tego albumu. Dlatego to jeden z niewielu klasycznych krążków, który jest bardzo dobrze znany także przez młodszą falę słuchaczy rapu. Niesamowita sprawa - w chwili wydania tej płyty nigdy byśmy nie powiedzieli, że będzie z tego aż taki hit.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.