4 polskie kawałki, które są jednocześnie i odrobinę przypałowe, i... dobre

Zobacz również:Musical sci-fi. Kulisy trasy „Psycho Relations” Quebonafide (ROZMOWY)
hdlnrz.jpg

W końcu nie wszystkie numery muszą operować przepiękną frazą, błyskotliwym żartem i wysmakowanym podkładem. Let's have some fun!

Wiecie, że chętnie wyżywamy się na różnej maści wykwitach polskiego rynku rapowo-wydawniczego – i tych, które pojawiają się w podziemiu podziemia, i tych znanych z ogromnych wyświetleń.

Musimy jednak przyznać, że czasem pojawiają się nad Wisłą tracki, które powinny być uznane za takie sobie, ale mają przy tym w sobie potężny pierwiastek jakości. Paradoks? Za to lubimy polski rap. I za to lubimy te tracki.

1
Dwa Sławy – Pengaboys

Ile znaczą dwa czy trzy lata w muzyce pokazuje choćby track Pengaboys Sławów. Wiadomo, nie wychodził w najsztywniejszych czasach (bo to przecież 2017), ale też nie tak frywolnych, żeby słuchacze jak Polska długa i szeroka zasłuchiwali się w polskiej odmianie wschodnio-bitowej tancbudy czy nie psioczyli na mizianie się rapu z disco polo. Wtedy miał zero-jedynkowy odbiór, tym bardziej że bit bujał nie po hip-hopowemu, a nawijka, szczególnie ta Radka, była autoironiczna. Po czasie trzeba przyznać – ten banger autorstwa P.A.F.F.-a robi robotę.

2
HEADLINERZ – Om Nom Nom

Zdarzyło nam się napisać o materiale HEADLINERZ tak: nigdy w historii nie pojawiła się rzecz, która scaliłaby w jedno podkarpacki pastiszowy swag, bangerowe podkłady z różnych (także brytyjskich) parafii i czasów oraz wersy tak bardzo zero-jedynkowe w odbiorze, że aż imponujące odwagą. Brzmi ryzykownie? I dobrze, bo właśnie tak tu jest. Om Nom Nom, które nie pochodzi z tego krążka, pojawiło się na kanale Stoprocent, ale już go tam nie ma. Wyświetlenia się wyzerowały, lecz nieoczywisty, karykaturalnie przewożony track, który nie brzmi jak nic innego w kraju, pozostał.

3
Mata – GOMBAO 33

Gdyby nie ten track, spokojnie moglibyśmy uznać, że największym wykrętem na albumie 100 dni do matury Maty, który nie tak dawno temu opisaliśmy, jest cover Hallelujah, brzmiący jak mniej lub bardziej zaplanowany pastisz jednej ze szkolnych akademii. O GOMBAO 33, nowym wiksiarskim hymnie napędzanym grubym żartem, będzie się jeszcze sporo mówić, bo to rzecz z gatunku tych polaryzujących i niektórych pewnie maksymalnie wkurwiających. A dla nas? Cóż, to wwiercający się w łeb kawałek, w którym czuć niewymuszoną i nienapuszoną młodzieńczość, o czym przekonują nie tylko koleżeńskie featy. Jest okejka, chłopiec.

4
Pezet/Noon – Seniorita

Tylko ktoś, kto nie kuma tematu, kwestionowałby – nomen omen – klasyczność Muzyki Klasycznej Pezeta i Noona. Trzeba jednak powiedzieć wprost, że Seniorita jest jednak jednym z najsłabszych kawałków tego projektu (o ile w ogóle nie najsłabszym). Tyle że ten napompowany, rozbujany i prezentujący najprostsze skojarzenia banger koniec końców jest wyjątkowo słuchalny, a dzięki nucie nostalgii i wkomponowaniu w całość działa jak należy.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.