50 filmów, które najmocniej wpłynęły na kształt współczesnej popkultury. Miejsca 50-26

podziemny krąg.jpg
fot. archiwum dystrybutora

To nie będzie kolejne zestawienie najlepszych filmów w historii kina, ale próba stworzenia kanonu na nowo, dopasowując go do współczesnych realiów.

Trudno o lepszy moment na publikację takiego tekstu, bo 2020 jest punktem zwrotnym dla światowego kina. Co prawda jeszcze w styczniu niewiele na to wskazywało. Nasyceni sukcesami frekwencyjnymi w poprzednich 12 miesiącach producenci szykowali się na kolejny tłusty czas, nieśmiało licząc na powtórkę z 2019, kiedy do kin trafiły aż trzy filmy, które finalnie znalazły się w pierwszej 10-tce najbardziej kasowych tytułów w historii (Avengers: Koniec gry, Król lew, Kraina Lodu 2). A potem koronawirus pogrzebał wszystkie plany. Kina zamknięto, ludzie zostali w domach, powoli przyzwyczaili się do streamingów i nie ruszyli tłumnie do kas, gdy tylko obiekty kinowe otwarto na nowo; wypada dodać, że spora w tym wina nieatrakcyjnego dla mas repertuaru. To sprawiło, że gracze streamingowi zarobili więcej, mają jeszcze szersze możliwości, by tworzyć własne produkcje, a stare firmy produkcyjne muszą jak najszybciej dostosować się do zmian na rynku. Czytaj - wejść w streaming.

Zmieniają się modele produkcji i dystrybucji, zmienia się też kino. Z jednej strony podgryzane przez potężny segment seriali, który wypracował w widzach nowy model odbioru treści. Z drugiej - targane wewnętrznymi walkami o to, by wyrównywać w branży pozycję kobiet, mniejszości rasowych czy seksualnych, czego dowodem są nowe zasady przyznawania Oscarów, o których pisaliśmy tutaj. Po pandemii trzeba będzie wszystko zbudować od nowa. Dlatego to dobry czas, żeby ułożyć nieformalny kanon filmów, które warto obejrzeć, żeby zrozumieć i współczesną popkulturę, i to, co ją ukształtowało. Bez dyskusji, czy ważniejsze były produkcje Chaplina, czy Obywatel Kane. Zresztą już możemy zdradzić, że ani jedno, ani drugie nie będzie u nas na pierwszym miejscu.

1
50. Mad Max: Na drodze gniewu (2015)
mad max.jpg

reż. George Miller

Geneza australijskiej sagi postapo to prawdziwa kopalnia anegdot. Pod koniec lat siedemdziesiątych George Miller wymyślił sobie fantastycznonaukowy western pod wpływem obrazków, które widywał na pogotowiu jako lekarz, ale też doświadczeń minionego kryzysu naftowego. Zebrał na swój pomysł śmieszne czterysta tysięcy dolarów, a w roli głównej obsadził nieznanego szerzej Mela Gibsona, który na casting przyszedł z obrażeniami po bójce. Kręcony na wariackich papierach film zarobił na całym świecie sto baniek i zapoczątkował serię, która w kolejnych latach stanowiła inspirację dla m.in. Falloutu, California Love, Drogi i The Last of Us. Na czwartą odsłonę trzeba było czekać całe wieki, a produkcję wielokrotnie trafiał szlag choćby z uwagi na 11 września czy inwazję na Irak. Kiedy jednak powstała, pokochali ją wszyscy poza Tomem Hardym i Charlize Theron, którzy autentycznie znienawidzili się na planie.

Na drodze gniewu stanowiło na wskroś aktualne, dystopiczne kino drogi, które już nie tylko wyrażało głębokie niepokoje cywilizacyjne, ale również nacechowane było women's empowermentem. Patrząc na Fury Road czy – powiedzmy – Blade Runner 2049 można chyba uznać, że mamy ostatnio farta z tymi powrotami do przeszłości? Marek Fall

2
49. Genialny klan (2001)
genialny klan.png

reż. Wes Anderson

Żeby uniknąć niekończących się sporów o konkretny tytuł Wesa Andersona, uznajmy, że Genialny klan reprezentuje w naszym przeglądzie kanonu cały jego dorobek – od Bottle Rocket i Rushmore aż do Isle of Dogs. Spadkobierca Godarda zajmuje w nim szczególnie miejsce, ponieważ faktycznie przynależy do wąskiego grona filmowców, którym udało się stworzyć autorski język wizualnej wypowiedzi. Stosowane przez niego symetria, wypłaszczenie kadrów czy rozpoznawalny zakres barw okazały się na tyle influential, że szybko znalazły przełożenie na świat mody, reklamy czy teledysku. Ten charakterystyczny styl ukonstytuował się właśnie w Genialnym klanie; rodzinnej sadze, słodko-gorzkiej jak samo życie. Anderson po raz kolejny dał się tam też poznać jako reżyser z wyjątkowym uchem od muzyki. Sceny z These Days od Nico, Needle in the Hay Elliotta Smitha czy Ruby Tuesday Stonesów to czołówka najbardziej poruszających music moments, jakie kino miało kiedykolwiek do zaproponowania. Jednemu z naszych redaktorów zdarzyło się zobaczyć ten film kilkanaście razy w ciągu roku i nie żałuje niczego jak Édith Piaf. Marek Fall

3
48. Joker (2019)
joker.jpg

reż. Todd Philips

Wraz z pierwszymi informacjami o samodzielnym tytule poświęconym szalonemu złoczyńcy z Gotham można było mieć zarówno powody do ekscytacji, jak i niepokoju. Bo o ile Joaquin Phoenix to najwybitniejszy aktor swojego pokolenia, o tyle Todd Phillips dał się wcześniej poznać głównie jako reżyser Kac Vegas. Kiedy jednak Joker otrzymał oficjalnie kategorię wiekową R, a następnie zrobił furorę na festiwalu filmowym w Wenecji, stało się jasne, że – cytując księdza Natanka – coś się dzieje. I właściwie już po pierwszych minutach seansu mieliśmy silne poczucie uczestnictwa w czymś naprawdę ważnym. Napisalibyśmy, że to najlepszy film w historii kina komiksowego, problem jest jednak taki, że Jokerowi bliżej do Polańskiego czy Scorsese aniżeli braci Russo – wyrokowaliśmy później. Wcześniej liczyliśmy po prostu na rzetelne origin story, a tymczasem Phillips wjechał z drugim Taksówkarzem; wywrotowym blockbusterem, stanowiącym alegorię ery powszechnych zaburzeń psychicznych i kapitalizmu chwiejącego się w posadach. Nie doszłoby pewnie do takiej redefinicji popkulturowej mitologii bez Christophera Nolana, ale Joker w porównaniu z The Dark Knight to nie tyle odważny krok, ile salto mortale. Marek Fall

4
47. The Room (2003)
14-the-room-tommy-wiseau.w710.h473.2x.jpg

reż. Tommy Wiseau

Podobno przychodził na plan spóźniony o kilka godzin i dziwił się, dlaczego wszyscy siedzą i czekają. Ponoć na potrzeby realizacji The Room kupił dwa komplety sprzętu - analogowy i cyfrowy - nie rozumiejąc, że można kręcić tylko na jednym. A finał filmu miał wyglądać tak, że grany przez niego bohater zamieniał się w wampira, wsiadał w latający kabriolet i obierał kurs na niebo. To wszystko faktycznie działo się na planie The Room. O samym przebiegu pracy nad tym filmem najpierw powstała książka, a później dokument i fabuła, co chyba najlepiej podsumowuje nagromadzenie seansów absurdów, jakie tam się regularnie odbywały.

The Room musi jednak znaleźć się w tym zestawieniu. I nie chodzi tu o walory artystyczne, bo takich zwyczajnie nie posiada, ale widoczny, rzeczywisty impakt, jaki dokonał się z udziałem Tommy'ego Wiseau, współczesnej reinkarnacji Eda Wooda. Ten film masowo odświeżył kinofilską zajawkę na wyszukiwanie najlepszych z najgorszych, dopisując przy tym nową odnogę retromanii - ludzie zaczęli grzebać w zapomnianych przez Boga, wypożyczalnianych tytułach kina klasy B lat 80. i 90, a co lepsze / gorsze pozycje (niepotrzebne skreślić) cieszyły się ogromną estymą. Oczywiście w kręgach fanów kina, nazwijmy to, osobliwego. Rzeczywistość twórców i odbiorców takich produkcji jest rzeczywistością dla Hollywood alternatywną, co idealnie pokazał incydent z gali wręczenia Złotych Globów, kiedy odbierający nagrodę za film The Disaster Artist (opowiadający o pracach nad The Room) James Franco nie dopuścił do mikrofonu znajdującego się obok Tommy'ego Wiseau. Ale sam nurt b-movies jest zjawiskiem tak mocnym, że nie można go tu pominąć. A The Room to jego najdoskonalszy reprezentant. Jacek Sobczyński

5
46. Nieustające wakacje (1980)
nieustające.jpg

reż. Jim Jarmusch

Młody nowojorczyk włóczy się po opustoszałych ulicach Manhattanu, napotykając na swojej drodze całą galerię ludzkich osobliwości. Fabuła praktycznie zerowa, oparta na strzępkowych dialogach i unoszącej się nad całością atmosferze nicnierobienia, a wszystko to trwa niewiele ponad godzinę. Dlaczego Nieustające wakacje są tak ważne dla dalszego rozwoju kina?

Co prawda amerykańskie filmy niezależne istniały od dawna, a za jedną z najistotniejszych postaci nurtu uważa się działającego już w latach 60. Johna Cassavetesa, ale to Jim Jarmusch stał się naprawdę wielką gwiazdą indie movies. Ludzie zakochali się w klimacie jego filmów, gdzie działo się niewiele, bo ważna była świadomość głównych bohaterów, wraz z nimi wiecznie poszukująca czegoś, co jeszcze jest niepoznane. Na Nieustających wakacjach, Nocy na Ziemi, Inaczej niż w raju czy Mystery Train wychowały się całe pokolenia filmowców i widzów. Także w Polsce, gdzie w latach 90., gdy w końcu trafiły do kin, zebrały ogromną, jak na niezalowe warunki, widownię.

Z tym, że u Jarmuscha nic się nie dzieje, wiąże się zresztą ciekawa anegdota. Nie byłoby Nieustających wakacji, gdyby nie jego wykładowca na New York University, reżyser Nicholas Ray. Ray odrzucił pierwszą wersję filmu dyplomowego swojego studenta, bo było w niej za mało akcji. Co zrobił Jarmusch? Napisał go od nowa, a akcji było... jeszcze mniej. Jego profesor zrozumiał, że ma do czynienia z typem, któremu bardziej zależy na wierności własnemu stylowi niż ukończeniu studiów. I zaangażował go do pomocy przy własnym filmie, wprowadzając przy tym Jarmuscha do świata kina. Jacek Sobczyński

6
45. Spirited Away: W krainie bogów (2001)
spirited-away.jpg

reż. Hayao Miyazaki

Hayao Miyazaki i Isao Takahata oraz Toshio Suzuki założyli Studio Ghibli w połowie lat osiemdziesiątych, ponieważ nikt nie chciał ich wesprzeć w realizacji artystycznych wizji. Krok po kroku udało im się zbudować imperium odpowiedzialne za popkulturowe zjawisko i osobniczą kategorię artystyczną, których oddziaływanie szybko wykroczyło poza domyślną strefę wpływów. Szczególne miejsce w katalogu Ghibli zajmuje Spirited Away, nagrodzone Oscarem w kategorii Najlepszy długometrażowy film animowany oraz Złotym Niedźwiedziem dla najlepszego filmu. Miyazakiego nazywa się japońskim Disneyem, ale jest to określenie ze wszech miar krzywdzące. Jego natchnione eksploracje niepokojów dzieciństwa, orientalnego folkloru czy ziemi niczyjej pomiędzy rzeczywistością fizyczną i sferą duchową są czymś całkowicie niepowtarzalnym. On nie ma też sobie równych, jeśli chodzi o kreację świata przedstawionego, a jak komuś wydaje się inaczej - niech pokontempluje nad krainą bogów przemierzaną przez młodą Chihiro i zamilknie na wieki. Gdyby wszyscy wychowywali się na Spirited Away – ten smutny jak pi*da świat naprawdę byłby lepszym miejscem. Marek Fall

7
44. Drive (2011)
drive.jpg

reż. Nicolas Winding Refn

Kilka lat temu Jacek Sobczyński zaryzykował na łamach newonce’a stwierdzenie, że Drive to jeden z niewielu kultowych filmów naszego pokolenia. Od tamtego czasu nic się w tej kwestii nie zmieniło. Wystarczy przywołać w pamięci scenę cruisingu Ryana Goslinga przez nocne Los Angeles z A Real Hero w tle, żeby zdać sobie sprawę, z jakiego kalibru kinem mamy do czynienia. Nicolas Winding Refn napisał tę gangsterską historię miłosną etyliną i krwią, ale w jego dziele losy bohaterów odgrywają właściwie mniejszą rolę niż atmosfera i niepowtarzalny kod wizualny, z którym ten duński reżyser cierpiący na ślepotę barw (!) wjechał do Hollywood jak Chevy Malibu. Czas pokazał, że Drive miał ogromny cultural impact, wzbudzając hype na lata osiemdziesiąte i muzyczną falę retrowave’u. Przełożyło się to później choćby na popularność Stranger Things. Marek Fall

8
43. Moonlight (2016)
moonlight.jpg

reż. Barry Jenkins

Dramatu w reżyserii Barry’ego Jenkinsa już się z masowej świadomości nie wygumkuje, a to choćby z uwagi na szokującą pomyłkę, jaka miała miejsce podczas oscarowej gali w 2017 roku. Warren Beatty i Faye Dunaway ogłaszają, że La La Land zgarnia statuetkę w kategorii Najlepszy film, na scenę wchodzi cała ekipa… po czym dochodzi do pamiętnej interwencji organizatorów i ostatecznie wygrywa Moonlight. Krytyk Tomasz Raczek dostrzegł w tym ambarasie wymiar symboliczny. - Eskapistyczna, radosna ucieczka w białą bajkę o Hollywoodzie ustąpiła miejsca bardzo surowej, introwertycznej opowieści o czarnej Ameryce, która w żadnym momencie nie jest bajką, która jest właściwie anty-bajką – komentował na gorąco. Adaptując sztukę Tarella Alvina McCraneya o dorastającym dzieciaku, który musi mierzyć się nie tylko ze wszechobecnym socjalnym hardkorem, ale też własną seksualnością, Jenkins odważnie zamachnął się na klisze, często eksploatowane w fabułach z getta; zrobił LGBTQ movie, jakiego wcześniej nie było i poruszającą historię z gatunku coming-of-age, stanowiącą rewers tej samej monety, co Boyhood. Powinniśmy sobie wszyscy życzyć doczekania czasów, kiedy Moonlight będzie można puścić w polskiej szkole i nikt nie zrobi z tego afery. Żyłoby się lepiej. Wszystkim. Marek Fall

9
42. American Pie (1999)
american pie.jpg

reż. Chris i Paul Weitz

Chyba najgorszy, a już na pewno najbardziej niespodziewany tytuł z całego zestawienia. Zanim filmoznawcy rzucą kamieniem i zapytają: jak to możliwe, że nie ma Felliniego i Kurosawy, a jest film o facecie, który wsadzał penis w ciasto, wyjaśniamy.

American Pie pojawiło się w kinach na przełomie milleniów, łącząc w sobie dwie estetyki: stereotypową komedię o dorastającej młodzieży, reprezentowaną w poprzednich dekadach przez tandetne rzeczy pokroju serii Lody na patyku, oraz świński humor po bandzie, w 90'sach domenę braci Farrelly - to ci od Sposobu na blondynkę. Chwyciło, bo to tematyka bliska każdemu, kto musiał w pewnym momencie życia stawić czoła piekłu inicjacji. I od dwóch dekad amerykańskie kino kilka razy do roku serwuje kolejną wariację na temat, który na dobre zapoczątkował właśnie ten film. Dziś rubaszne komedie dla masowego odbiorcy są zawsze mniejszą lub większą pochodną przygód Jima, Oza, Stiflera i spółki. A, nie zapomnijmy też o mamie tego ostatniego. Jacek Sobczyński

10
41. To właśnie miłość (2003)
151216_EM_StreamingHolidayMovies

reż. Richard Curtis

Komedia romantyczna jest prawdopodobnie tą dziedziną sztuki filmowej, która generuje największy dysonans pomiędzy opiniami krytyków, a frekwencją w kinach. Richard Curtis należy jednak do wąskiego grona twórców tego gatunku, którym nie jest potrzebna żadna rehabilitacja, gdyż cieszą się uznaniem na każdym możliwym poziomie. Być może stało się tak dlatego, że autor Czterech wesel i pogrzebu czy Notting Hill nigdy nie chciał robić ckliwych historyjek, tylko był zapatrzony w Barry’ego Levinsona i Woody’ego Allena. Z To właśnie miłość jest o tyle ciekawa sprawa, że Brytyjczyk miał początkowo pomysł na dwa niezależne filmy, ale koniec końców uznał, że woli zrobić wielowątkową fabułę jak Robert Altman albo Quentin Tarantino. O tym, jak udana była to decyzja, miliony widzów corocznie przekonują się w okresie świątecznym. Bardzo celnie zachwyt nad Love Actually uchwycił recenzent The New York Timesa, który docenił Curtisa za przekucie humorystycznego romansidła w epickie dzieło o oscarowym potencjale. Niejeden copycat próbował osiągnąć później podobny efekt, ale bezskutecznie. Marek Fall

11
40. Dzikość serca (1990)
dzikość.jpg

reż. David Lynch

Oniryczna Ameryka przedmieść i prowincji, mrok, niewyjaśnione zagadki, Nicolas Cage i jego kurtka ze skóry węża, która jest symbolem indywidualności i wiary w wolność jednostki - a wszystko utrzymane w konwencji romansu drogi. I z atrakcjami pokroju jakiejś zwariowanej wróżki, która pojawia się na niebie akurat wtedy, gdy wystylizowany na Elvisa główny bohater zgarnia łomot na ulicy. Bez Davida Lyncha kino nie byłoby takie samo.

To trochę przypadek Jima Jarmuscha - Lynch musiał znaleźć się w tym zestawieniu, bo wykształcił nowy, autorski język. Naśladowców miał wielu, zresztą w ostatnim etapie swojej kariery sam zaczął kręcić filmy tak, jak gdyby był własnym fanem. Nikt jednak nie potrafił oddać tak dobrze atmosfery strachu wobec tego, co kryje się za pozornie miłymi fasadami. W dodatku, częściowo dla oddania swojej fascynacji kinem gatunkowym, a częściowo dla dotarcia do szerszej widowni, David Lynch sięgał w swoich opowieściach po zgrane już klisze, ale pokazywał je w swoim unikalnym stylu, pełnym przemocy, tajemnic i niedopowiedzeń. W Dzikości serca też mamy zakazany romans, który nagle przybiera formę snu - a przecież na papierze ta historia mogłaby być zwyczajowym love story. Wybieramy ten film, bo to i najlepszy okres w karierze Davida Lyncha (również na przełomie lat 80. i 90. nakręcił swoje opus magnum, serial Miasteczko Twin Peaks), i jego największy artystyczny sukces; Dzikość serca otrzymała Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Co prawda przy akompaniamencie gwizdów i buczenia, ale dziwne, gdyby było inaczej. Jacek Sobczyński

12
39. Podziemny krąg (1999)
fight club.jpg

reż. David Fincher

The first rule of fight club is – you do not talk about fight club, ale brak Podziemnego kręgu w tym zestawieniu byłby sucker punchem wymierzonym we własną szczękę. Film Davida Finchera to adaptacja książki Chucka Palahniuka, który zaczął uczęszczać na kurs niebezpiecznego pisania do Toma Spanbauera i pod wpływem wp***dolu otrzymanego na kempingu, stworzył wykręconego Wielkiego Gatsby’ego dla Generacji X. Oto sterany wyścigiem szczurów japiszon spotyka na swojej drodze ekscentrycznego wywrotowca, z którym zakłada klub walki, przeradzający się stopniowo w organizację paraterrorystyczną.

W tej historii – zwieńczonej epickim plot twistem jak w The Usual Suspects – Fincher dostrzegł materiał na coming-of-age movie o potencjale Absolwenta. Ramię w ramię z Bradem Pittem i Edwardem Nortonem udało mu się stworzyć na jej podstawie obraz, będący jak krzyk w próżni ówczesnych trzydziestolatków podduszanych konsumpcyjną pętlą. Fight Club był - co prawda - mocno osadzony w realiach przełomu wieków, ale wydawało się, że w uniwersalny sposób oddaje niepokoje każdego pokolenia mierzącego się z dorosłością. Nic z tego. Coś musiało pójść nie tak, skoro w obliczu niedawnej fali protestów w Ameryce tak wielu komentatorów wolało skupić uwagę na aktach wandalizmu i plądrowaniu korporacyjnych spotów. Marek Fall

13
38. Annie Hall (1977)
annie hall.png

reż. Woody Allen

Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy - wyrokował lata temu Leszek Miller. Woody Allen kończy nie najlepiej, bo karierę jednego z najlepszych reżyserów wszech czasów wspominamy dziś przez pryzmat skandali seksualnych, których miał się dopuszczać. Ale trudno o bardziej ponure podsumowanie tematu niż sytuacja, w której jesteś oskarżany o nadużycia, a twój własny syn pisze książkę o ofiarach przemocy seksualnej w Hollywood. I trafia z nią na listy literackich bestsellerów na całym świecie.

Abstrahując od życie osobistego Woody'ego Allena - jego filmografia, choć od kilkunastu lat mocno nierówna, to w sporej części kanon. Najlepszym tytułem w jego dorobku jest chyba nagrodzona Oscarem Annie Hall, historia burzliwego związku nowojorskiego komika z młodą piosenkarką. I to w niej odbijają się wszystkie najbardziej charakterystyczne cechy reżysera. Opowiadanie o różnej maści emocjonalnych rozterkach intelektualistów, którzy czują więcej niż inni, Allen doprowadził do perfekcji, sprawiając, że nawet z żarcików o Camusie czy Kierkegaardzie śmieje się cała sala. Kino od neurotycznego snoba o neurotycznych snobach, ale zawsze bazujące na błyskotliwym żarcie. Nie byłoby wszystkich współczesnych komedii o nieradzących sobie z życiem introwertykach, gdyby nie Woody Allen. Zresztą - nie byłoby w ogóle wielu współczesnych komedii bez jego żartu. Jeśli na jednym końcu tęczy humoru znajduje się Michał Milowicz, który robi kupę w Kac Wawa i to ma być zabawne, to Woody Allen jest dokładnie po drugiej stronie. Jacek Sobczyński

14
37. Nienawiść (1995)
nienawiść.jpg

reż. Matthieu Kassovitz

Ten film był totalnym zaskoczeniem w latach 90., bo nikt przed Kassovitzem nie sportretował tak realistycznie marazmu, jaki panuje wśród imigrantów z wielkich europejskich metropolii. Krytycy nawet nazywali go drugim Spike'em Lee i nie chodziło tu o wspólną sympatię do hip-hopu, a wiarygodną psychologię bohaterów z marginesu. Kassovitz był bardziej jak wczesny Scorsese - powoli opisywał bohaterów poprzez ich codzienne zachowania, żeby wciągnąć widzów w swój świat i doprowadzić do dramatycznego finału. Oglądało się to naprawdę rewelacyjnie, zupełnie jak film kręcony tanią kamerą przez ich kumpla z bloku. Matthieu Kassovitz co prawda wychował się nie w środowisku blokersów, a paryskich artystów, za to jako syn węgierskiego Żyda wiedział co nieco o byciu innym we Francji lat 90. Może dlatego Nienawiść jest taka szczera. I może dlatego Kassovitzowi już nigdy nie udało się powtórzyć sukcesu tego filmu - ten temat siedział w nim tak mocno, że nie potrafił tak samo emocjonalnie wczuć się w kolejne projekty.

Jeśli pytacie o to, co kieruje młodymi ludźmi z Paryża, Londynu, Brukseli, którzy dają się omamić fundamentalistom i biorą udział w zamachach, ten film da wam odpowiedź: bezsilność, brak przyszłości, brak przeszłości i tytułowa nienawiść względem tego stanu rzeczy. Dlatego nakręcona w 1995 Nienawiść wyjaśnia wiele spraw z 2020. Jacek Sobczyński

15
36. Siedem (1995)
siedem.png

reż. David Fincher

Podobno po fiasku Obcego 3 David Fincher zraził się do kina. I podobno tkwił w tym, dopóki nie przeczytał scenariusza Andrew Kevina Walkera, który trafił na jego biurko. Dla producentów ten pomysł był zbyt brutalny, ale Fincher odbijał się od kolejnych drzwi, by w końcu sprzedać go New Line Cinema. Wypaliło, chociaż nie bez problemów; to była połowa lat 90., a krytycy nie przywykli do takiego natężenia mroku (Być może ten film ma więcej stylu, niż treści - pisał recenzent Guardiana, któremu ewidentnie podobało się, chociaż nie był pewien, czy wypada się tym chwalić).

Dzisiaj brak Siedem w zestawieniach najważniejszych filmów ostatnich dekad jest grzechem, zasługującym do wpisania w kajet Johna Doe. Jest to absolutnie kapitalna historia, balansująca pomiędzy dwiema postawami: młodego gliny, który myśli, że może więcej niż w rzeczywistości oraz wypalonego wewnętrznie weterana, który wie, że nic z tego, synku, na tej planszy jesteś tylko pionkiem. Bo mistrzem gry jest tu cudownie nijaki John Doe, seryjny zabójca o twarzy... Powiedzielibyśmy, ale nie chcemy psuć efektu zaskoczenia tym, którzy nie widzieli. Siedem ukonstytuowało podgatunek mrocznego jak smoła thrillera, zluzowało cenzurę względem brutalności w kinie masowym, stało się przewodnikiem dla twórców współczesnego kina o seryjnych zabójcach i przypomniało modę na efektowne twisty fabularne. Christopher Nolan? Mistrz tematu, ale to Fincher był pierwszy. Jacek Sobczyński

16
35. Mroczny rycerz (2008)
dark knight.jpeg

reż. Christopher Nolan

Why so serious? Bo mamy tutaj reinterpretację popkulturowych mitów największego kalibru. Christopher Nolan już w Batman Begins jasno zasygnalizował, co ma zamiar zrobić z figurą człowieka nietoperza, ale dopiero Mroczny rycerz przyniósł woltę, która przywróciła godność bohaterom w śmiesznych kostiumach, a z komiksowych produkcji zrobiła gałąź sztuki wysokiej. The Dark Knight Trilogy od reżysera Memento funkcjonuje obecnie jako właściwie oddzielna kategoria estetyczna i chyba naprawdę Tarantino musiałby zrobić Bonda po drugim Kill Billu, żeby powstało coś bardziej wywrotowego w obrębie rozrywkowego kanonu.

To blockbuster czujący ducha swoich czasów. Kilkanaście lat temu dopiero wchodziliśmy w erę social mediów, powodujących trwałe zmiany w ludzkiej psychice; większą tolerancję na przesyt bodźców i informacji, ale i coraz większe niepoukładanie. I tu wjeżdża lord chaosu w swoim krzywym makijażu, po czym podkłada bomby na promach pełnych ludzi i każe im uśmiercać innych, by samemu ocalić skórę. Spróbujcie obejrzeć ten film dziś – to jeszcze bardziej nieprzyjemne przeżycie, niż wtedy, po premierze. Nagle hasła o szaleńcach rządzących światem stają się dziwnie znajome, zresztą podobnie jak rozpadające się na naszych oczach społeczeństwo Gotham City – tymi słowami Jacek Sobczyński obwoływał niedawno Mrocznego rycerza najwybitniejszym dziełem w karierze Nolana. Wkład The Dark Knight w hollywoodzkie uniwersum to – co najmniej – ponura legenda Heatha Ledgera i jego roli Jokera oraz… pośrednio także Joker Todda Phillipsa. Całkiem sporo, prawda? Marek Fall

17
34. Wściekły byk (1980)
wsciekly byk.jpg

reż. Martin Scorsese

Wychowany na ulicach nowojorskiego Little Italy Martin Scorsese miał podobno w młodości dwie drogi: mógł zostać gangsterem albo księdzem. Wydaje się, że wielu z jego bohaterów ma podobne dylematy. Tak jak Jake La Motta, bokser z Bronxu, który miał wszelkie papiery na bycie gangusem. Wybrał sport, choć ze sportowym archetypem ma niewiele wspólnego. Ring to nie arena walki w duchu fair play, a eskalacja narastającej frustracji. Jak Jake tłucze, to do krwi, jak obrywa - to do krwi ostatniej. I tak potem wyżyje się w domu na żonie.

Chyba nie będzie za mocno, ale to jeden z najlepszych filmów w historii kina. I wzorzec dla twórców filmowych, którzy w ostatnich kilkudziesięciu latach przeprowadzali swoje postacie przez wszystkie możliwe kręgi piekła, sprawdzając, na ile są w stanie wytrzymać. Chandler z Manchester By The Sea, Howard Ratner z Uncut Gems, Joker... To wszystko ludzkie pochodne tytułowego Wściekłego byka, bohatera współczesnego klasyka kina psychologicznego, choć nakręconego już 40 lat temu. W naszym zestawieniu trafi się jeszcze film, który ustalił zasady dzisiejszego kina sportowego, osadzonego na heroicznym wysiłku bohatera, któremu w końcu się udaje. Wściekły byk najpierw podeptał te zasady, a potem spuścił je w muszli. Co z tego, że są moralni zwycięzcy, skoro na każdego z nich przypadają setki przegranych. To film o jednym z nich. Jacek Sobczyński

18
33. Avengers: Koniec gry (2019)
avengers.png

reż. Anthony i Joe Russo

Marvel Cinematic Universe to najpowszechniejsza i najsilniej rezonująca mitologia współczesnego świata. Kto wie – może za kilka tysięcy lat archeolodzy dokopią się do tego śladu naszej cywilizacji i postawią bohaterów wykreowanych przez Stana Lee na równi z greckimi bogami albo postaciami z Biblii? Zostawiając na boku kwestie artystyczne – o skali zjawiska niech świadczy fakt, że wszystkie filmy z MCU zarobiły ponad 22 miliardy dolarów. Więcej niż Gwiezdne Wojny, Harry Pottery czy Bondy. Epicentrum movementu było Avengers: Endgame, które wywołało wręcz nowożytną Beatlemanię, przyciągnęło do kin rekordową liczbę widzów i wygenerowało większy dochód niż jakikolwiek inny film w dziejach. Od przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych z oryginalną trylogią Star Wars żadna superprodukcja nie napromieniowała w ten sposób masowej wyobraźni. Znamy takich, którzy nie płakali po papieżu, a płakali po... No, wiecie po którym bohaterze. Marek Fall

19
32. Rocky (1976)
rocky.jpg

reż. John G. Avildsen

To nie jest film o mnie, chociaż przeszliśmy tę samą drogę - powiedział Sylvester Stallone o pierwszej części Rocky'ego, do którego napisał scenariusz i w którym zagrał główną rolę. Opowieść o lejącym się po spelunach underdogu - amatorze, który wykorzystuje szansę od losu i walczy o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej jest jak losy samego Stallone'a. W połowie lat 70. wegetował w ciasnej klitce, dzieląc ją z ciężarną żoną i psem. Gdy pomysł na Rocky'ego Balboę i jego historię przyszedł mu do głowy, usiadł i napisał scenariusz w trzy i pół dnia. Podobno na koncie miał wtedy około stu dolarów. Chwilę później siedział na rozdaniu Oscarów i klaskał, gdy napisany przez niego Rocky zgarniał trzy statuetki, w tym dla najlepszego filmu roku. Co prawda odbierali je inni, ale co z tego, skoro Stallone zagwarantował sobie 10% z wpływów.

Prosta historia, ale takie pisze się najtrudniej. Rocky na lata zdefiniował formułę filmu sportowego, stając się jednocześnie jednym z najważniejszych tytułów nieformalnego gatunku started from the bottom, now we're here. Stworzył charyzmatycznego bohatera, któremu nie można nie kibicować, a jego losy są lustrem dla rzeczywistości milionów widzów, toczących takie walki codziennie, w różnych okolicznościach. Polecimy coachingowo - każdy ma swoje filadelfijskie schody, na które może wbiec w szarym dresiku jak Sly. Jak puścicie sobie pod to ostatnie zdanie Eye Of The Tiger to nawet nie brzmi aż tak nieznośnie. Jacek Sobczyński

20
31. Obywatel Kane (1941)
obywatel kane.jpg

reż. Orson Welles

Ciężka sprawa z tym Obywatelem Kane. W obiegowej opinii to najlepszy i najważniejszy film w historii kina, ale trudno nie zauważyć, że ta opinia coraz mniej przystaje do współczesności. No bo tak...

Prawda, Orson Welles miał 26 lat, kiedy nakręcił film zmieniający zasady gry. Odszedł od tradycyjnej wówczas kompozycji linearnej i opowiada o swoim bohaterze, magnacie prasowym Charlesie Fosterze Kane, z punktu widzenia sześciu różnych osób. W dodatku każda z tych osób mówi o nim inaczej, przez co my jako widzowie nie jesteśmy w stanie poznać prawdziwego Kane'a. I o to Wellesowi chodziło - w końcu o tym, kim naprawdę był, wie tylko on sam. Do tego razem z operatorem Gregiem Tolandem zrobili mała rewolucję zdjęciową, budując obraz oparty na kilku planach, co jeszcze mocniej zbliżało go do realności. A przy tym to dalej była charakterystyczna dla amerykańskiej prozy narracja o zwycięstwie i upadku jednego człowieka, który wygrał zawodowo, ale przegrał mentalnie, umierając jako samotnik.

To film, na którym przyszli reżyserzy w szkołach filmowych uczą się fachu, i to od ponad pół wieku. Natomiast to nie Obywatel Kane jest ich główną inspiracją. I to nie ten film najmocniej wpłynął na kształt współczesnego kina masowego tu i teraz. Kilkadziesiąt lat temu - tak. Ale w międzyczasie narodziły się nowe pokolenia i nowy kanon. Być może biorąc pod uwagę tylko przemiany w historii kina, jedynka dla filmu Wellesa powinna być dożywotnia. Ale w szerszym, popkulturalnym ujęciu świat w 2020 jest zbudowany na innych tytułach. Jacek Sobczyński

21
30. Blair Witch Project (1999)
the blair witch project.jpg

reż. Eduardo Myrick, Daniel Sanchez

Miał być październik 1994 roku, kiedy troje studentów wyruszyło z kamerą w rejon Burkittsville i pobliskich lasów, żeby nakręcić dokument poświęcony wiedźmie z lokalnych podań. Do domu już nie wrócili, odnalazła się za to kaseta wideo z nakręconym przez nich materiałem… Majstersztykiem okazał się marketingowy myk towarzyszący The Blair Witch Project, który zakładał, że wszyscy uwierzą w prawdziwość tego backstory. W dużej mierze za sprawą niejednoznacznej, intrygującej otoczki ten półamatorski horror typu found footage najpierw zrobił furorę podczas nocnego pokazu na Sundance Film Festival, a następnie zarobił 250 milionów przy budżecie na poziomie kilkuset tysięcy dolarów. Poza tym to był film, który jako pierwszy w historii został wsparty naprawdę pomysłową, internetową promocją.

W kolejnej dekadzie na tym samym patencie próbowali ślizgać się twórcy Paranormal Activity czy Cloverfield, ale ich produkcje nie miały startu do Blair Witch Project. Daniel Myrick i Eduardo Sánchez osiągnęli bowiem perfekcję w dawkowaniu emocji i straszeniu tym, co niepokazane. Stworzony przez nich nibydokument stanowił w istocie pochwałę prostoty i był wyrazem głębokiej miłości do kina. Marek Fall

22
29. Lot nad kukułczym gniazdem (1975)
lot nad.jpg

reż. Milos Forman

To jest ten moment, w którym wpływ danego filmu wykracza poza kulturę popularną i zahacza o sprawy społeczne. Czy nawet... medyczne.

W połowie lat 70. ekranizacja powieści Lot nad kukułczym gniazdem Kena Keseya była wielkim hitem. Po pierwsze - bo to był świetny film; obraz Milosa Formana jest do dziś jednym z trzech tytułów w historii, którym udało się zdobyć Oscary w pięciu najważniejszych kategoriach: najlepszy film, najlepsze role pierwszoplanowe, najlepsza reżyseria i najlepszy scenariusz. Po drugie - Ameryka wciąż żyła hipisowską nostalgią, a postać McMurphy'ego, który trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie odmawia współpracy z lekarzami, była właśnie odczytywana jako ucieleśnienie pędu ku wolności w zinstytucjonalizowanych realiach. Po trzecie - bo to produkcja, która faktycznie otworzyła oczy ludziom na to, co działo się w psychiatrykach.

W latach 60., kiedy działa się akcja filmu, praktyki stosowane przez lekarzy od zdrowia psychicznego były przerażające. W Stanach szalał ruch antypsychiatryczny, którego orędownicy głosili, że choroby psychiczne tak naprawdę nie istnieją, a jeśli są, to można o nich mówić tylko jak o rysach, które wyrządziły na umysłach wydarzenia z przeszłości. I tak też do problemu podchodziło wielu medyków, na lewo i prawo szafujących zgodami na przeprowadzanie lobotomii; w filmie reprezentuje ich okrutna siostra Ratched. Rozgłos Lotu nad kukułczym gniazdem pozwolił na rozpoczęcie dyskusji o zmianach w systemowym leczeniu chorób umysłowych. A on sam raz na zawsze ustalił zasady gry odnośnie tego, w jaki sposób opowiadać o nich na ekranie. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w tej kategorii obrazu Milosa Formana już nikt nigdy nie przeskoczy. Jacek Sobczyński

23
28. Kevin sam w domu (1990)
kevin sam w domu.jpg

reż. Chris Columbus

To tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia! Kevina trudno wręcz oceniać obecnie w kategorii produktu kultury, skoro Zygmunt Solorz zrobił z niego świecki element bożonarodzeniowego obrządku. Niewiele filmów było w stanie do tego stopnia wpłynąć na masową wyobraźnię; niewiele posiada takie repeat value, żeby weżreć się w tkankę współczesnej tradycji. Ale tutaj nie ma przypadku, bo Home Alone to wzorzec z Sèvres dla kina familijnego i świątecznego, co już w momencie premiery widzowie potwierdzili przez aklamację. Wytwórnia Warner Bros. przeznaczyła na produkcję budżet poniżej przeciętnej, a tymczasem Kevin przez kilkanaście tygodni z rzędu okupował szczyt box-office'u, a potem latami cieszył się statusem najbardziej dochodowej komedii wszech czasów. I pomyśleć, że nie doszłoby do tego, gdyby legenda amerykańskiego kina lat osiemdziesiątych, John Hughes (m.in. The Breakfast Club, Ferris Bueller's Day Off) nie zadał sobie pewnego razu pytania w przedurlopowym szale: co by było, gdybym zapomniał zabrać ze sobą na wakacje swojego dzieciaka? Marek Fall

24
27. Akira (1988)
akira.jpg

reż. Katsuhiro Otomo

Początkowo Katsuhiro Otomo miał nie być chętny, żeby dokonywać filmowej adaptacji swojej komiksowej sagi. Kiedy w końcu jednak się na to zdecydował, zrobił to z takim rozmachem, jakby dopisywał kontynuację do Apokalipsy św. Jana. Na gruzach zniszczonego na skutek tajemniczej eksplozji Tokio wyrasta totalitarna metropolia. Uliczni kaznodzieje zapowiadają powtórne przyjście mesjasza Akiry, trwają walki między siłami rządowymi a uczestnikami protestów, mieszkańcy są terroryzowani przez gangi motocyklowe. Jeden z ich członków ulega wypadkowi i zostaje poddany eksperymentom, na skutek których uzyskuje nieokiełznaną moc, co prowadzi niemal do biblijnego końca. Otomo wykreował głęboko symboliczną i potężną wizję, która wstrząsnęła dosłownie całym światem. Akira stanowił przełom dla cyberpunku i postapo, za sprawą dystrybucji VHS-owej przyczynił się do promocji japońskiej kultury na Zachodzie i zainspirował niezliczone rzesze twórców. Bez Akiry nie byłoby Ghost in the Shell, Matriksa, globalnego sukcesu Pokémonów, Hype’a Williamsa i PRO8L3Mu. Nie byłoby niczego. Marek Fall

25
26. Lśnienie (1979)
lsnienie.jpeg

reż. Stanley Kubrick

Here's Stan! Nie mogliśmy pominąć ścisłej klasyki kina od reżysera, który zabierając się za adaptację Stephena Kinga, miał już w dorobku choćby 2001: Odyseję kosmiczną czy Mechaniczną pomarańczę. Oto pisarz Jack Torrance wraz z żoną i synkiem wyruszają do opuszczonego hotelu w oregońskiej głuszy, gdzie przeżywają zwariowane przygody niczym rodzina Griswoldów w filmie W krzywym zwierciadle: Wakacje. Dobra – koniec żartów. Kubrick za ikoniczną powieść z dreszczykiem zabrał się w ‘78. Obdarł ją właściwie z elementów nadprzyrodzonych wypinając się na utarte schematu horroru, nieustannie podnosił na planie ciśnienie Jackowi Nicholsonowi, udało mu się też wku*wić krytyków i striggerować miłośników teorii spiskowych, umieszczając liczne tropy wskazujące, że wyreżyserował lądowanie na Księżycu w 1969 roku. The Shining od dawna uchodzi za nietykalny hollywoodzki monument, ale w 1981 roku zgarnęło dwie nominacje do Złotych Malin. Mieliście w ogóle rozum i godność człowieka?! Marek Fall

Podziel się lub zapisz
Marek Fall
Jacek Sobczyński