846 dni czekaliśmy na Polaka w LaLiga. Czego nauczyła nas pierwsza kolejka?

Zobacz również:Narodzeni na nowo. Najwięksi wygrani restartu najsilniejszych lig europejskich
Kadzior-1272118646.jpg
Fot. Iñigo Larreina / AFP7 / Europa Press Sports via Getty Images

Z naszej perspektywy 1. kolejka ligi hiszpańskiej stała pod znakiem półgodzinnego debiutu Damiana Kądziora w Eibarze. Wszystkich zaskoczył również pierwszy lider nowego sezonu, bo jest nim Valencia pogrążona w największym kryzysie od kilku dekad. Trener Javi Gracia dał zagrać dzieciakom, ale osiągnął pierwszy sukces.

Początek rozgrywek został pozbawiony jej największych gwiazd, bo z racji napiętego kalendarza odpoczywają sierpniowi pucharowicze. Zamiast dziesięciu meczów, na start ligi dostaliśmy siedem spotkań. Może nie zagwarantowały takich emocji jak chociażby Premier League, ale już derby Walencji kończące weekend stały na wysokim poziomie.

Jeśli w natłoku obowiązków albo innych wydarzeń coś was ominęło, co tydzień będziemy serwować pigułkę z najważniejszymi wydarzeniami ligi hiszpańskiej, które należy przyswoić. Wzbogacimy je o kilka faktów oraz własne przemyślenia, także możecie być pewni, że będziecie na bieżąco z tym, co dzieje się na Półwyspie Iberyjskim.

1
Debiut Damiana Kądziora

Zaledwie cztery treningi z drużyną i ponad pół godziny gry w meczu otwarcia z Celtą Vigo? To bardzo duża laurka dla 28-letniego reprezentanta Polski. Tym bardziej kiedy twoim trenerem jest José Luis Mendilibar i ponad wszystko ceni sobie dyscyplinę taktyczną oraz automatyzmy. Ostatecznie one lekko przerosły Damiana Kądziora, który głównie oglądał piłkę latającą nad swoją głową. Nie przesadzimy, jeśli powiemy, że poczuł się jak techniczny Hiszpan debiutujący w ekstraklasie. Taki jest styl gry Eibaru: bez półśrodków, jak najszybciej pod bramkę, jak najbardziej do przodu, dlatego każdą przejętą piłkę Baskowie ekspediowali do ataku.

W tej rzeczywistości Kądzior był nieco zagubiony, ale kiedy już dostawał piłkę do nogi, to robił, co mógł. Zakończył spotkanie z jedną poważną stratą i jednym niecelnym strzałem z dystansu. Najpierw grał na lewym skrzydle, później w swoim naturalnym środowisku po prawej stronie. Pierwsze koty za płoty. Tych szans będzie więcej, ale jeszcze sporo pracy przed nim, aby zrozumieć specyfikę Eibaru w praktyce. My natomiast cieszymy się, bo na występ Polaka w LaLiga czekaliśmy 846 dni od czasów Przemysława Tytonia. Co do samego meczu otwarcia – mocno bezbarwne 0:0. Lepiej o tym zapomnieć. Zagraliśmy na zasadach Eibaru, tylko zabrakło zwycięzcy.

2
Cristian Tello ratuje początki Pellegriniego

W 95. minucie debiutujący Manuel Pellegrini wyskoczył z uniesionymi rękami. Krótko rozegrany rzut rożny, zbyt dużo przestrzeni zostawionej Cristianowi Tello i rzutem na taśmę Betis uratował udane otwarcie. Skrzydłowy oddał strzał, ale dziwiło jak opieszali byli zawodnicy Alaves, którzy w ostatniej akcji meczu nawet do niego nie doskoczyli. Jakimś cudem Betis wszedł w pierwszą kolejkę zwycięstwem – tak jak Valencia, Osasuna i Granada. To dość wąskie grono zwycięzców.

Na pewno należy wspomnieć o kapitalnym występie Sergio Canalesa, bardzo utalentowanego rozgrywającego, który takimi meczami domaga się powołania do drużyny narodowej. Jeden z przyjemniejszych zawodników do oglądania z piłką przy nodze, zawsze z pomysłem na rozwiązanie akcji. Oprócz udanego rozpoczęcia, Betis gwarantował też intensywność i poświęcenie. Widzieliśmy to nawet po wchodzącym do gry w 90. minucie Diego Lainezie – on nadal mocno wierzył, że pierwszy mecz nowej ery uda się wygrać. Pellegrini powinien wnieść wiele dobrego do klubu z Sewilli.

3
Falstart Realu Sociedad

Nie tak to sobie wyobrażała ekipa, którą wymieniamy nawet w kontekście rywalizacji o Champions League. Nie zobaczyliśmy jeszcze w akcji Davida Silvy, który dopiero w poniedziałek wrócił do zajęć po negatywnym wyniku testu na koronawirusa, ale to żadna wymówka dla Basków. Byli w końcu zdecydowanym faworytem meczu z Realem Valladolid, a dopiero po przerwie Roberto López dał wyrównanie strzałem z rzutu wolnego i to w mocno fartownych okolicznościach. Bramkarz Jordi Masip po prostu wypuścił z rąk jego dośrodkowanie.

Szukając jakichś plusów, 20-letni López to kolejne odkrycie, na które trzeba zwrócić uwagę obok Andera Barrenetxei czy Alexandra Isaka. Zaskakuje jak z dużą łatwością Baskowie wprowadzają młodzież do pierwszej drużyny bez wcześniejszych wypożyczeń. Gra w naprawdę mocnych rezerwach przygotowuje juniorów na ten skok jakościowy. Real Sociedad to być może największe złoża talentów w lidze, ale już teraz wiemy, że pierwsze kolejki będą dla drużyny z San Sebastian trudne. Tym bardziej, że w niedzielę przyjmuje u siebie mistrza Real Madryt. Trener Imanol Alguacil z pewnością spodziewał się pewniejszego kroku w nowy sezon.

4
Rzeczy typowe dla Unaia Emery'ego

Wielkie nadzieje i jeszcze większe rozczarowanie – tak można opisać pierwsze spotkanie Unaia Emery'ego w Villarrealu. Nie ma co wyrokować po jednym meczu, ale chociaż jego ekipa zdominowała rywalizację, to zobaczyliśmy również mnóstwo jej słabości. Z piłką przy nodze jeszcze wyglądało to przyzwoicie, a już po stracie zaczynały się kłopoty. Villarreal nie był przygotowany ani na skuteczny pressing, ani na kontrataki rywali.

Huesca to pierwszy beniaminek, jaki wywalczył punkty w tym sezonie, bo nie udało się to Cadizowi (0:2 z Osasuną). A już jej bramka na 1:0 to coś przepięknego, najpewniej najładniejsze trafienie kolejki po widowiskowej, zespołowej akcji i wykończeniu Pablo Maffeo, który wykorzystał sytuację jak środkowy napastnik, a nie boczny obrońca.

Przed Villarrealem jeszcze wiele dobrych chwil, ale też sporo do poprawy. Nie mamy wątpliwości, że Gerard Moreno z takim towarzystwem nastrzela mnóstwo goli. Nowy narybek jednak potrzebuje jeszcze czasu: Dani Parejo nie porwał, Francis Coquelin doznał kontuzji, a Takefusa Kubo dostał szansę tylko w ostatnim kwadransie. Na prawdziwą, nową twarz Żółtej Łodzi Podwodnej jeszcze czekamy, bo potencjał jest gigantyczny.

5
Bardzo zaskakujący lider

Przed spotkaniem trener Javi Gracia publicznie narzekał na brak transferów, które zarząd mu obiecywał. Okazało się, że sprowadzenie za darmo Pepe Reiny czy wydatek 2 milionów euro na Étienne'a Capoue przerastał zadłużony klub. Doszliśmy do momentu największego załamania w Valencii od lat, dlatego w podstawowej jedenastce wybiegł 17-letni debiutant Yunus Musah czy 21-letni Vicente Esquerdo, do niedawna rozgrywający rezerw.

Wszystko przepowiadało tragedię, gdy w 37 sekundzie meczu José Luis Morales położył na glebę rywali i zdobył bramkę dla Levante. Dwukrotnie zresztą ośmieszał defensywę Valencii, ale za każdym razem Nietoperzom udawało się odpowiedzieć. Spotkanie było na ostrzu noża, ale w końcówce zadecydowały dobre zmiany Javiego Gracii. Manu Vallejo, kolejny nowy bohater wyciągnięty z szerokiej kadry, w kilkanaście minut zdobył dwie bramki, a Valencia wygrała 4:2. Mestalla pozostało niezdobyte przez Levante.

Można powiedzieć, że inna drużyna zaczynała to spotkanie (rozstrzęsiona, niepewna, popełniająca dziecinne błędy), a inna je kończyła. Dzieciaki Javiego Gracii zaczęły się rozkręcać, a dzięki przewadze bramkowej, na chwilę zostały nawet liderem ligi hiszpańskiej. Nie ma co się oszukiwać, stan optymizmu nie potrwa wiecznie, a każda kolejka powinna być trudną bitwą o punkty. Na razie w gabinetach trwa szarpanina o jakiekolwiek transfery po wyprzedaniu większości gwiazd zeszłorocznej Valencii. Ale prezydent Anil Murthy będzie mógł zaraz odpowiedzieć: przecież jesteśmy na szczycie, damy radę w wersji ekonomicznej. Jeśli spojrzymy na rezultaty Sociedad, Villarrealu czy Valencii, to pierwsza kolejka jest dość dużym oszustwem.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.