Adam Buksa: Nie mogę grać w piłkę, więc wróciłem do nauki (WYWIAD)

Zobacz również:Pierwszy skalp Niezgody. Portland Timbers wygrali turniej MLS
Adam-Buksa-e1586506540550.jpg
fot. David L. Ryan/The Boston Globe via Getty Images

Zimą przeszedł z Pogoni Szczecin do New England Revolution, stając się najlepiej zarabiającym polskim piłkarzem (milion dolarów rocznie) w historii Major League Soccer. Zdążył rozegrać dwa mecze i strzelić jednego, bardzo ładnego gola, ale koronawirus stanął na drodze do kolejnych trafień. Adam Buksa jest jednak piłkarzem nietypowym. I to nie tyle ze względu na sposób grania, co podejście do życia. To jak wykorzystuje fakt, że świat stanął w miejscu, może zawstydzić większość z nas. Była gwiazda „Portowców” to człowiek wielu talentów.

MARCIN HARASIMOWICZ: Jak mija kwarantanna?

ADAM BUKSA: Dobrze, chociaż czas dłuży się coraz bardziej… Jestem przyzwyczajony do częstych wyjazdów na mecze i tego na pewno brakuje. Coraz trudniej jest znaleźć jakieś zajęcie, wypełnić dzień. Najważniejsze jednak, że jestem zdrowy. Staram się położyć większy nacisk na rzeczy, na które normalnie nie miałem czasu, czyli na naukę. Do tego trenuję indywidualnie. Mamy również wirtualne zajęcia z resztą drużyny, gdzie wykonujemy wspólnie poszczególne ćwiczenia.

Wspomniałeś o nauce. Może coś więcej?

Zapisałem się na różne kursy o tematyce finansowej. Odwiedzam także sporo stron w internecie, czytam książki. Zgłębiam wiedzę w dziedzinie inwestowania, w szeroko pojętym zakresie. Zawsze mnie to interesowało, więc teraz wykorzystuję nadmiar czasu właśnie na to.

Czy jest coś, czym chciałbyś się zajęć po zakończeniu kariery. Na przykład – zostać właścicielem klubu?

Liczę, że jeszcze przez najbliższych kilkanaście lat pogram w piłkę! Równolegle myślę jednak o tym, co mogę robić nie tylko po zakończeniu kariery, ale nawet w jej trakcie. Wiadomo, że trzeba dbać o finanse, rozsądnie gospodarować. Ważne jest także, aby mieć plan – na teraz i na później. Tematy ekonomiczne mnie, po ludzku, ciekawią, więc staram się dowiedzieć jak najwięcej. Przyszłości nie da się przewidzieć, więc chcę otworzyć sobie kilka różnych furtek i mieć pole wyboru. Na czas ligi i intensywnych treningów skupiam się przede wszystkim na piłce, teraz mogę nadrobić zaległości w innych tematach. A zostać właścicielem klubu w przyszłości? To byłoby coś!

Czy uważasz siebie za fanatyka futbolu, czy to tylko twoja praca?

Bliżej mi do fanatyka. Uwielbiam piłkę nożną, ale gdy mam wolną niedzielę to nie oglądam pięciu meczów z rzędu w telewizji. Obejrzę dwa najlepsze i to mi wystarczy. Uwielbiam Champions League, oglądam regularnie MLS, ekstraklasę i czołowe ligi europejskie. Bardzo interesuje mnie tematyka czysto piłkarska, ale nie tylko. Lubię także tematy pozaboiskowe, czyli to co się dzieje w gabinetach działaczy, czego nie widać… Interesują mnie takie sprawy. Chcę wiedzieć jak klub funkcjonuje jako przedsiębiorstwo. Same mecze są oczywiście najciekawsze, ale ja patrzę na piłkę z kilku różnych perspektyw.

Czy masz ulubiony klub, któremu kibicujesz?

FC Barcelona! Byłem tam kilka razy i bardzo mi się podobało. Kibicuję im od dawna.

Porozmawiajmy o New England Revolution. Przemek Frankowski mówił mi w zeszłym tygodniu, że bardzo namawiał cię na ten transfer. To prawda?

Zgadza się. Rozmawiałem z Przemkiem przed podpisaniem kontraktu. Pytałem go o wszystko – poziom ligi, organizację, a także życie na miejscu. Przemek był bardzo zadowolony w Chicago i sugerował, że mnie się także spodoba. Miał rację.

Co najbardziej zaskoczyło cię na plus i na minus w porównaniu z tym, jak wyobrażałeś sobie Major League Soccer?

Sporo jest takich rzeczy… Na pewno największą zmianą są długie podróże. Praktycznie na każdy mecz latamy samolotem. To jest dla mnie nowość, podobnie jak zmiany stref czasowych i różnice w pogodzie. Pierwszy mecz sezonu w Montrealu graliśmy przy temperaturze minus piętnaście stopni. Spotkanie musiało zostać przeniesione na zamknięty stadion olimpijski. A przecież w kolejnym tygodniu moglibyśmy grać na Florydzie czy w Kalifornii, gdzie temperatura przekracza dwadzieścia stopni. To jest olbrzymia różnica! Organizacja jest na pewno na bardzo wysokim poziomie – treningi, transport, do tego znakomita baza treningowa w klubie. Poziom sportowy jest wysoki i wzrasta z roku na rok, jest wielu zawodników młodych, uzdolnionych, ale także doświadczonych piłkarzy, od których można się wiele nauczyć. Ogólnie to interesująca liga, którą fajnie się ogląda, bo pada dużo bramek. Cieszę się, że tutaj trafiłem. Widzę, że na pewno rozwinę się piłkarsko.

Opiekunem Revolution jest największa legenda wśród amerykańskich trenerów, człowiek-instytucja Bruce Arena. Jak oceniasz waszą współpracę?

Na razie jest ona stosunkowo krótka, bo przepracowaliśmy okres przygotowawczy i rozegraliśmy dwa mecze. Trener nakreślił, czego ode mnie oczekuje. Powiedział co robię dobrze, a co muszę poprawić. Szkoda, że zostaliśmy zastopowani przez koronawirusa, bo nasza dobra współpraca zaczęła przynosić efekty. Cały czas mam jednak kontakt z trenerem, rozmawiamy regularnie i liczę, że niedługo wrócimy do grania.

Euro 2020 zostało przełożone na kolejny rok. Czy uważasz, że możesz na tym skorzystać? Masz teraz więcej czasu na przebicie się do reprezentacji strzelając regularnie gole w MLS?

Ciężko stwierdzić. Myślę, że powołanie do kadry to kwestia dobrego momentu, dyspozycji w określonym czasie. Uważam, że gdybym grał bardzo dobrze w nadchodzących miesiącach i strzelał dużo goli, to dostarczyłbym mocne argumenty trenerowi Brzęczkowi. Rok w piłce to ogrom czasu, nie wiemy co przyniesie 2021.

Czy byłeś ostatnio w kręgu zainteresowań Jerzego Brzęczka? Czy mówił, że będzie cię obserwować?

Gdy zostałem powołany w listopadzie 2018 roku, trener Brzęczek powiedział, że znajduję się pod jego stałą obserwacją. Jestem więc przekonany, że tak było i będzie, gdy wrócimy na boiska. Moim zadaniem jest dostarczać selekcjonerowi regularnie argumenty w postaci goli i asyst.

Co było decydującym argumentem, że zdecydowałeś się na ten krok, wyjazd za Ocean? Miałeś przecież oferty także z klubów europejskich?

Oferta New England Revolution była najlepsza pod wieloma względami i dlatego tu jestem. Argumentów za tym transferem było najwięcej w porównaniu z innymi możliwymi opcjami. Do tego można zaliczyć przede wszystkim duże szanse na regularne występy, a co za tym idzie – postęp sportowy. Kwestie finansowe i komfort życia zawsze były dla mnie istotne i tu nie było inaczej. Boston to wspaniałe miejsce do życia. Mam tu wszystko czego potrzebuję do rozwoju na wielu płaszczyznach. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że tu jestem.

MLS jest w o tyle lepszej sytuacji niż większość lig europejskich, że ten sezon był zaplanowany do listopada, więc – prędzej czy później – na pewno się odbędzie. Tak, to jest dodatkowy plus. Oczywiście nikt nie mógł przewidzieć koronawirusa, ale na wypadek takich kryzysowych sytuacji MLS jest przygotowana bardzo dobrze. Nie wiem, czy rozegramy wszystkie mecze zaplanowane w kalendarzu rozgrywek, ale większość na pewno. Nie ma więc potrzeby ryzykowania zdrowia i planowania spotkań na siłę, w trakcie pandemii, kosztem bezpieczeństwa piłkarzy i pracowników klubów.

Poza tym klubom nie grozi widmo bankructwa?

Każdy klub – zanim zostanie dopuszczony do rozgrywek – musi mieć zgromadzone finanse gwarantujące wypłatę wszystkich pensji do końca nadchodzącego sezonu. Bez tego nie dostanie licencji. To są bardzo surowe wymagania, ale zapewniające stabilizację. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Myślę, że pod tym względem MLS będzie przykładem dla klubów z Europy, gdy pandemia ostatecznie się skończy i ludzie wrócą do pracy. Oczywiście kluby tracą pieniądze także tutaj – wiadomo, że brak meczów odbija się negatywnie na wszystkich. Są jednak lepiej przygotowane na takie, nadzwyczajne sytuacje.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
W jego sercu na zawsze pozostaje Los Angeles i drużyna Jeziorowców. Marcin Harasimowicz przesyła korespondencję z USA, gdzie opisuje najważniejsze wydarzenia ze świata NBA.