Almost Famous: „Zawsze znajdą się debile, którym można pocisnąć” (WYWIAD)

Zobacz również:„Królu Złoty”, całkiem do twarzy ci w nowych szatach. Recenzujemy nową płytę Bonsona
Almost Famous 3.jpg

- Almost Famous to skillowa siłownia; projekt, który wyraża naszą wolność - mówił Laikike1 w rozmowie, udzielonej wspólnie z Bonsonem i Soulpetem jeszcze przed premierą AF2. Album już śmiga na streamingach.

Młodzi Beach Boysi niezależnie od nastroju musieli grać słoneczne szlagiery o dziewczynach i surfingu. Czy z wami – przewrotnie – nie jest podobnie? W tym sensie, że musicie wprowadzić się w stan wkurwienia, niejako wejść w rolę, żeby powstały kolejne numery Almost Famous?

Laikike1: Nie. Przynajmniej u mnie tak to nie wygląda. Almost Famous jest przedsięwzięciem, w którym przesuwam swoje granice. Zdarza się, że robię materiał poza naszym kolektywem i łapię się na tym, że nie mogę pozwolić sobie na pewne rzeczy. Nigdy jednak o nich nie zapominam. One nigdy nie znikają z horyzontu. Zbieram je sobie, żeby eksplorować te tereny przy okazji spotkań z Bonsonem i Soulpetem. Po wszystkim wychodzimy ze studia – czy w moim przypadku z domu, bo do tego zmusiła mnie sytuacja – bogatsi o doświadczenia. Żeby być w czymś dobry, musisz przesadzić; wyrobić nowe mięśnie, wypracować nowe narzędzia. Almost Famous to skillowa siłownia; projekt, który wyraża naszą wolność. Jestem w stanie wyobrazić nas sobie wspólnie w kompletnie innych odsłonach, ale wciąż powinny być to odsłony skrajne. Inaczej eksperyment się nie powiedzie.

Bonson: Dość długo zabieraliśmy się za kontynuację. Przynajmniej ja, bo Mar większość numerów zrobił wcześniej. One tak leżały aż w końcu zacząłem je ogarniać. Podchodzę do tego czysto skillowo i braggowo, a nie jak na solowych albumach, gdzie jest dużo emocji. Tutaj wyrzygujemy to, co chcemy. Możemy pozwolić sobie na więcej. Możemy wyzywać, krzyczeć, używać głupich wersów.

Trzeba umieć oddzielać nagrywanie od codziennych spraw. Zrobiłem swoje zwrotki w dwa tygodnie. Zamknąłem się w studio; wiedziałem, jaka jest taktyka, co chcemy osiągnąć i na ile mogę sobie pozwolić. Podchodziłem do tego z czystą głową. Przychodzi mi to naturalnie dzięki doświadczeniu.

Jeśli chodzi o samą konwencję Almost Famous, od razu zwróciłem uwagę na fragment o synu alkusa, który słucha Palucha z Powertrip. Czy to są wersy stricte obliczone na podostrzenie?

Laikike1: Kompletnie nie. Napisałem je na podstawie przygód z komentarzami na rozmaitych forach, gdzie Paluch jest klasyfikowany jako raper dla patusów, którzy mają pracę. Takich, którzy dostali kredyt na mieszkanie w bloku, ale wciąż lubią pierdolnąć flaszkę na ławce po zmroku. Właśnie z internetu dowiedziałem się, że on ma taki fanbase. W zwrotce z Powertrip przedstawiam trzy sytuacje i jedną z części postanowiłem poświęcić nie tyle gimbom, bo już nie ma gimnazjów w Polsce, co takim kilkunastoletnim – było nie było – idiotom. Wszyscy jesteśmy debilami w pewnym wieku...

Ale jak to właściwie jest z tym, że od lat bezpardonowo pozwalasz sobie na wbijanie szpilek po ksywach – bez konsekwencji. Chodzi o to, że mieszkasz na co dzień w Wielkiej Brytanii czy masz mocne plecy?

Laikike1: Będę posiłkował się tu mądrym, polskim filmem pod tytułem Zmruż oczy. Tam jest scena, w której córka gangstera pojawia się w wiosce. Szuka ciepła i zrozumienia, podczas gdy jej ojciec odpierdala ludzi, bo cały czas jest w pracy. Ktoś podchodzi do jednego z kolesi, którzy się z nią bawią i mówi: Przecież, jak on tu przyjedzie, to was wszystkich, kurwa, pozabija. Ten gość na niego spojrzał i odpowiedział: Jakie ty filmy oglądasz?

Słuchaj, jestem z bloków i wiem, jak to wszystko wygląda naprawdę. Jeżeli ktokolwiek myśli, że jeden raper podjeżdża furą do drugiego, pakuje go w bagażnik i wiezie do lasu, to jest abstrakcja. Ludzie lubią sobie wyobrażać, że tak wygląda rap, ale – przynajmniej w Polsce – podobne sytuacje nie mają miejsca. Chociaż pewnie przekonałbym się na własnej skórze, gdybym zagrał na jakimś festiwalu. Może w końcu ktoś nas zaprosi i wtedy chętnie się dowiem.

To jest kolejny materiał, gdzie surowo rozliczacie się ze sceną. Kwestia przyzwyczajenia, czy faktycznie dzieje się gorzej niż zwykle?

Bonson: Tu ciągle źle się dzieje. Zawsze znajdą się debile, którym można pocisnąć. I tyle. Nie ma się co rozwodzić.

Laikike1: Odkąd na szeroką skalę zaczęła się monetyzacja contentu, każdy chce kawałek ciastka dla siebie. Wszyscy oczekują możliwie najwięcej rozrywki za darmo. Nie brakuje więc chętnych, żeby ją dostarczać. Hip-hop nie wymaga wrodzonych umiejętności wokalnych, więc niektórzy sądzą, że wystarczy stanąć przed mikrofonem i zacząć mówić. W Polsce widać to nawet po nowych płytach od wyjadaczy. Flow zostało skrajnie zmarginalizowane. Chodzi tylko o to, żeby rzucić kilka chwytliwych haseł. Wkurwia mnie to jak nic innego, bo wiem, ile czasu sam spędzam na szlifowaniu umiejętności. I nie chodzi o zazdrość. Znaczna część nowych rzeczy nie ma w sobie żadnego kunsztu. Są robione na odpierdol. Tylko po to, żeby nagrać i publikować jak najszybciej. Kluczowe stają się oprawa i timing, a nie zawartość. To przeczy wartościom gatunku, który ma wiele do zaoferowania. Rap traktowany jest po macoszemu, jak piąte koło u wozu show-biznesu, bo nie ma żadnej szkoły, która cię tego nauczy. Nie ma uniwersytetu rapu.

Almost Famous 2.jpg

Może wydawać się to nieprawdopodobne, ale minęły ponad cztery lata od debiutu Almost Famous. W tym czasie wiele wydarzyło się nie tylko na płaszczyźnie globalnej, ale także u was - prywatnie. Zaskoczyło mnie w tym kontekście, że nowy album nie nosi znamion przełomu.

Bonson: Każdy z nas ma swoje projekty, gdzie takie rzeczy się dzieją. Na solówkach już naprawdę momentami odpływam. Almost Famous nie potrzebuje zmian czy rewolucji. Wkurwienie jest uniwersalne. Każdy czasem musi wydrzeć mordę albo rzucić butelką w ścianę. Tak będzie zawsze. Od tego jest AF i to wydawnictwo.

Samodzielnie miewaliście dotąd imponujące tempo pracy, ale zamknięcie AF2 zajęło mnóstwo czasu.

Soulpete: Chcieliśmy zrobić tę płytę właściwie od razu po wcześniejszej, ale miały miejsce różne wydarzenia i skupiliśmy się na pozostałych projektach. Na dobrą sprawę dopiero kontrakt pozwolił nam to wszystko spiąć.

Marcin, rozmawialiśmy jesienią i mówiłeś mi wtedy, że za Almost Famous mieliście zabrać się pod koniec stycznia 2019 roku. Były przygotowane beaty, ale zdążyłeś napisać tylko sześć tracków. Potem nastąpiła przerwa, przygotowałeś Diamondlife i dopiero wróciłeś do nagrań zespołu. Jaki to miało wpływ na kształt twoich zwrotek? Ten materiał należy traktować jako przejściowy?

Laikike1: W pewnym sensie na pewno tak jest, chociaż nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Tak, jak powiedziałeś - zrobiłem Diamondlife, a potem usiadłem do Almost Famous. Solowy album traktuje o przeszłości, więc nie zaliczałbym go do nowego życia. On jest podsumowaniem. AF2 to z kolei projekt, który obiecaliśmy i musiał zostać zrealizowany. Perturbacje i przeszkody, które spotkały nas po drodze, opóźniły cały proces, ale na pewno nie wpłynęły na jakość materiału. Z mojej perspektywy to wydawnictwo, gdzie zaliczam progres. Praca nad nim rozwinęła mnie i korzystam z tego przy innych projektach.

Jeśli chodzi o różne etapy u mnie, sam zauważyłeś przy okazji tamtej rozmowy, że dużo się nie zmieniło. Po prostu nie piję. Wszystko, co za tym idzie – siedziało we mnie od zawsze. Czułem, że tam jest, ale po to nie sięgałem. Miałem inne zabawki i szukałem innych wrażeń. To cały czas jedno życie; nie stoję w rozkroku. Co do treści – słyszałeś album, więc wiesz, że nie mam kompletnie żadnego problemu, żeby godzić te światy. One dalej są moje. Almost Famous też nigdy nie było szczególnie głębokim projektem. To nie jest nasze zadanie. Kiedy jesteśmy razem, musimy się w tym zatracić; mamy czuć, a nie myśleć. Przy takim podejściu nie ma znaczenia, w którym momencie życia jesteś. Chodzi o tu i teraz.

Tak jak przy Diamondlife - być może na siłę – szukałem teraz w twoich tekstach natchnionego alter ego; nowego artysty. Ty jednak wydajesz się zadziorny jak nigdy.

Laikike1: Dostrzegam u siebie wiele zmian i bardzo rozwinąłem się przez ostatnie dwa lata, natomiast album Almost Famous to nie miejsce, żeby o tym opowiadać. To nie jest materiał o mnie. Odbicie znalazły tu nasze nastroje, skonfrontowane z wizją Pete’a; z tym, co on zrobił muzycznie. Jeżeli chodzi więc o moją ewolucję, mam inne przestrzenie, żeby przybliżyć to ludziom, gdybym czuł, że mam taką ochotę. AF nie jest kamieniem milowym na poziomie osobistej relacji.

Zauważyłem ostatnio, że jak wydajesz album w Polsce, to taka premiera – w oczach fanów – spycha w cień pamięć o twoim wcześniejszym dorobku. Ta nowość ma być przełomowa i najlepsza. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Wypuszczanie płyt – szczególnie w takim tempie, jak to ostatnio robimy – daje nam prawo, żeby bawić się muzyką, pograć z konwencją, a nawet popełnić błąd. Niekoniecznie musi to być od razu lifetime statement. AF jest zapisem chwili.

W sierpniu ubiegłego roku - przy okazji koncertu Bonsoul we Wrocławiu - usłyszałem, że Marcin po odwyku nie stał się bynajmniej oazą spokoju. Praca nad finalizacją tego krążka różniła się więc od tego, jak to wyglądało wcześniej?

Bonson: Dużo w tamtych słowach było żartu, ale sam wiesz, jak Laik teraz nawija. Poziom, na który wchodzi jest jeszcze bardziej bezczelny niż miało to miejsce w przeszłości. On też stoi za większością numerów, ja się do nich dopisywałem.

Przegadaliście w ogóle wspólnie to, co wydarzyło się w 2019 roku? Almost Famous było przedsięwzięciem spójnym na poziomie stylu życia, a tamte doświadczenia chyba jednak przynoszą zmianę...

Bonson: Nie gniewamy się na Mara. Przyjęliśmy to do wiadomości (śmiech).

Laikike1: U nas zawsze funkcjonuje to w taki sposób, że jak ktoś ma problem, to o tym mówi. Nic takiego się nie stało, więc uznałem, że problemu nie ma. Co do stylu życia, który właściwie prowadzimy dalej – pojawia się tu pewnego rodzaju niezrozumienie. Z mojej perspektywy najbardziej wartościowe było to, kim jesteśmy i co robimy, a nie pod wpływem czego tak się dzieje. Alkohol rozmywał moją osobowość; rozcieńczał. Teraz, kiedy nie piję, wszystko jest zwarte; więcej w tym mięsa. Osobna sprawa, że mam rodzinę. To jest też autonomiczna część mojej osobowości. W otoczeniu bliskich jestem całkiem innym człowiekiem niż z chłopakami. I to zdrowe podejście, bo przecież nie będę rzucał kurwami przy dziecku ani śpiewał fanom kołysanek.

Bonson: Niektórzy myślą, że chodzę napierdolony non-stop. Jak wbijamy na koncert, faktycznie potrafimy pociągnąć melanż i dać ludziom wspomnienia, których nie zapomną do końca życia, ale w tygodniu żyję jak wszyscy. Mam rodzinę, o którą muszę zadbać, ogarniam życie i prowadzam się raczej przyzwoicie. Złamię tu serduszko kilku słuchaczy, ale ja nawet nie lubię piwa w tygodniu.

Jesteśmy normalnymi ludźmi. Może trochę bardziej chamskimi i bezczelnymi.

Almost Famous.jpg

Zostawmy już sprawy obyczajowe. Pytanie do producenta. Poprzednio samplowałeś wyłącznie The Black Keys. Tym razem sięgasz po m.in. Black Rebel Motorcycle Club i Jacka White’a. Czego konkretnie szukasz w muzyce gitarowej?

Soulpete: Lubię specyficzny rock. Wcześniej wybrałem Black Keys, bo mają mocne, garażowe bębny i przestery. Trafia do mnie coś takiego. Idealną kontrą do tamtych sampli wydał mi się tym razem Jack White. Brzmienie jest podobne, ale dochodzi do tego historia jego beefu z Black Keys. W grę wchodziła nawet bójka w barze, szklanki poszły w ruch. Od takiego twistu zacząłem płytę. Na początku sięgałem więc w produkcjach tylko po White’a, ale to było cztery lata temu i zdążyło mi się przejeść.

Jeszcze przed premierą drugiego AF ukazał się twój singiel z samym Laikiem - Cancer Culture. Powiesz coś o tym projekcie?

Soulpete: Chodzi o to, że wrzuciliśmy sobie numer. Tak jak Bons wrzuca Grupę Wsparcia. Pół roku temu zacząłem kombinować sobie numery i podsyłałem je Marcinowi. Każdy okazał się świetny, więc siadł do nich i pisał. Chyba pierwszy raz od Warszawskiego Zoo sprzed – prawie dekady – zrobiłem materiał bez sampli. Chciałem się wyrwać z trueschoolowej otoczki.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.