Tottenham nie powalił zimowym oknem transferowym. Owszem, przewietrzył szatnię, ale gdy przyszło do wzmacniania składu, poniósł klęskę przy umowach Luisa Diaza, Adamy Traore i Ousmana Dembele. Fabio Paratici ratował się w miejscu, które dobrze zna. Ściągnięci z Juventusu Rodrigo Bentancour i Dejan Kulusevski dają Antonio Conte szersze pole manewru, ale mnożą też znaki zapytania. Szczególnie ciekawy jest przypadek Szweda, którego kariera potrzebuje wstrząsu.
Życie płata figle. Dwa lata temu Kulusevski opowiadał w szwedzkim podcaście „Lundh”, że jego wymarzoną ligą jest Premier League, ale klubem nie Tottenham, tylko Arsenal. Wkrótce w innym miejscu podjął też rozmowę o trenerach: Antonio Conte był zły, bo grał systemem 3-5-2. Nie podobało mu się poruszanie w zespołach Włocha i nawet w pewnym momencie głośno powiedział, że to dlatego nie chciał iść do Interu. Za chwilę oczywiście będzie musiał śpiewać inaczej. Jeśli ktoś ma obudzić Kulusevskiego, to właśnie Conte.
To pewnie jeden z najciekawszych transferów zimy. Jasne, Tottenham nie dostaje piłkarza z wielkimi liczbami i aurą doskonałości. Obecny sezon Szweda w Juventusie to rozczarowanie, a gdyby poszukać jego ostatniego dobrego meczu to musielibyśmy grzebać w reprezentacji i przywołać spotkanie z Polską na Euro. Jest jednak coś w Kulusevskim, co każe mu się przyglądać. Ciągle drzemie w nim potencjał i ciągle należy liczyć, że tak jak we wspomnianym spotkaniu z naszą reprezentacją, włączy mu się wizja, pokrętło i że sypać będzie asystami. Marny epizod w Juventusie niczego nie przekreśla.
Kulusevski w Anglii zagra na półtorarocznym wypożyczeniu z opcją wykupu. Już teraz można zakładać, że do Juventusu nie wróci, bo też trzeba powiedzieć to sobie wprost - wybór Turynu zimą 2020 roku był jego najgorszym wyborem. Do tamtego momentu wszystko szło wzorowo. Było mistrzostwo Włoch juniorów z Atalantą, była nagroda dla najlepszego gracza turnieju, był też debiut w reprezentacji młodzieżowej, a zaraz potem w dorosłej. Na temat Kulusevskiego pochlebnie wypowiadał się Zlatan Ibrahimović. Wypożyczenie i dobra gra w Parmie podbiły jego wartość, a potem nagle wszystko stanęło.
W swoim najlepszym sezonie w Serie A, Kulusevski nie miał przypisanej roli. Mógł być skrzydłowym, ale też numerem 10 bądź fałszywą dziewiątką. Miał wtedy dopiero 19 lat i momentami sam ciągnął drużynę walczącą o utrzymanie. Gdy dzisiaj patrzy się na statystyki z sezonu 19/20, imponuje fakt, że Szwed ma tam 10 goli i 9 asyst. Wiele z tych akcji pokazuje nam piłkarza świetnie wyszkolonego technicznie, który potrafi zejść do środka i nie boi się kąśliwych strzałów. Dziwne jest to jak Juventus nie umiał wykorzystać jego talentu. Ale też sama sytuacja w klubie, gdzie podczas jego pobytu pracowało aż trzech trenerów, jest tutaj jasną wskazówką.
Problem Kulusevskiego polega na tym, że zaraz po imponującym boomie trafił do niewłaściwego klubu. Był czas, że u Andrei Pirlo grał jako drugi napastnik, co ewidentnie hamowało jego grę. Max Allegri mówił, że nie do końca dobrze czyta grę, co jest ciekawe, bo inni trenerzy chwalą jego wizję i to, że zawsze potrafi wymyśleć coś nieszablonowego. Owszem, często irytował nieudanymi pojedynkami 1 na 1, ale to też wynikało z tego, że gdy grasz ogony i masz te kilka minut, by pokazać coś trenerowi, nie zawsze wybierasz najbardziej rozsądne opcje. Juventus w ostatnich dwóch sezonach był placem budowy. Niechętnie ufał młodym. Dlatego dobrze się staje, że ten związek nie trwa dłużej.
Ostatnio wiele jest zachwytów na temat Alexandra Isaka w Realu Sociedad. Szwed przymierzany był do Arsenalu, a potencjalne kwoty wirowały na takim poziomie, że przyprawiała o ból głowy. Akcje Kulusevskiego stoją dziś niżej niż Isaka, ale wielu szwedzkich dziennikarzy powtarza, że pod względem talentu to jest ta sama półka, a może nawet wyższa. Antonio Conte nieprzypadkowo już dawno zawiesił na nim oko. Umie dokręcać śrubę piłkarzom, więc obserwowanie jak tworzy Szweda na swoją modłę będzie widowiskiem. Trio Son - Kane - Kulusevski czeka w blokach, jest tu z czego wyciskać.
