Bomba negatywnych emocji. Antonio Conte zaczyna spłakiwać się szybciej niż myśleliśmy

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Tottenham Hotspur - Antonio Conte
Fot. Sebastian Frej/MB Media via Getty Images

Antonio Conte za chwilę odhaczy czwarty miesiąc w roli trenera Tottenhamu, czyli już teraz możemy założyć, że wytrzyma dłużej niż Nuno Espirto Santo. Wyniki ma lepsze, ale wypłakiwanie się na politykę transferową klubu znowu pokazuje nam trenera rozgoryczonego, idącego na zwarcie i chyba już teraz mającego wszystkiego dość. Wygląda na to, że to nie będzie długi związek.

Moglibyśmy powiedzieć, że idzie na rekord, ale to przecież on lata temu z Arezzo odchodził po trzech miesiącach, a z Atalanty po niecałych czterech. Antonio Conte nie jest gościem, który lubi wikłać gniazdka na dłużej. Nie byłby sobą, gdyby w Tottenhamie nie płakał na transfery, bo płakał wszędzie tam, gdzie w końcu trzaskał drzwiami i wychodził. Kupiłbyś mu zimą Ronaldo i Messiego, a on latem powiedziałby, że zabrakło transferu Lukaku.

To było pewne, że za chwilę odpali rakietę. Tottenham zimą poniósł klęskę przy umowach Luisa Diaza, Adamy Traore i Ousmane'a Dembele. Nie udało się wzmocnić sygnalizowanego środka obrony. Niby rzutem na taśmę klub wypożyczył Dejana Kulusevskiego i Rodrigo Bentancura z Juventusu, ale chyba nie takiego okna spodziewał się głośno mówiący o swoich potrzebach Conte. Skoro robił dym w Interze i Chelsea, to od początku jasne było, że zrobi też w Tottenhamie. Czasem można odnieść wrażenie, że jedyne wypowiedzi Włocha przebijające się do mediów to te, w których ciągle mu coś nie pasuje.

Spurs aktualnie zajmują ósme miejsce. Przegrali trzy ligowe mecze z rzędu i jeśli przegrają w weekend z Manchesterem City, zaliczą najgorszą serię od 2004 roku. Prawie dwie dekady żaden trener nie wsadził Tottenhamu w taki dół, a przecież mówimy o szkoleniowcu z najwyższej półki, przyzwyczajonego do wygrywania trofeów, który miał tę zwycięską mentalność przytachać w pakiecie. Conte zaliczył jesienią niezły początek. Odblokował Harry’ego Kane, ale dziś oglądamy ten sam dobrze znany w Londynie marazm. Seryjny zwycięzca, facet z tytułami w trzech ostatnich klubach, wprost mówi dzisiaj, że Tottenham ma jeden procent szans na awans do pierwszej czwórki.

Ten pesymizm musi przekładać się na piłkarzy. Gra Tottenhamu wygląda dziś jak twarz jej trenera — jest zmęczona i pełna napięć. Nawet gdy zdarzały się wygrane mecze, dalej brakowało uśmiechu. Conte uderza w tony: brakuje nam mentalności zwycięzców. Albo mówi, że kadra jest młoda i niedoświadczona. Z jednej strony opowiada oodejściu czterech kluczowych graczy, a przecież, gdyby byli kluczowi, to raczej nie trzymałby ich na ławce. Znamienne jest to, że cała czwórka szybko odżyła w nowym otoczeniu. Przykładowy Ndombele był szefem pomocy w sobotnim meczu Lyon - Nicea.

Conte w Tottenhamie jest dopiero czwarty miesiąc, a już teraz przypomina schyłkowego Jose Mourinho, który w desperacji plótł już trzy po trzy, byle tylko oddalić winę od siebie. Jeszcze niedawno wkurzał się, że zawsze walczył o mistrza, a teraz musi drżeć o czwórkę. Celowo obniża oczekiwania mimo że jego główni konkurenci też ostatnio nie rozpieszczają. Mógłby wykorzystać ten moment na scalenie grupy, ale jak to on, woli toczyć wojny podjazdowe z władzami klubu. Najbliższe dni pokażą jak dużą burzę rozpęta wywiad w Sky Italia, bo to przecież dopiero część wypowiedzi Włocha.

To jest ciekawy moment, bo z jednej strony Conte nagle doznaje olśnienia i widzi jakie zmory w ostatnich latach męczą Tottenham, a Tottenham z kolei ma okazję z bliska przyjrzeć się jak męczącą osobowością jest Conte. To czas, gdy minęło już pierwsze zauroczenie. Drużyna z każdej strony słyszy, że jest słaba, a moment pobudzenia po zwycięstwo nad Leicester (3:2) zgasł szybciej niż myśleliśmy. Trudno byłoby się dziś założyć o to, że Conte latem dalej prowadzić będzie Tottenham. Do tego czasu jeszcze z trzy razy zdąży się spłakać w mediach.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.