Ciąg dalszy covidowego szaleństwa w Szanghaju: po lockdownie czas na masowe dezynfekcje

Zobacz również:Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, Duda… Jak wyglądały wybory prezydenckie od 1990 roku?
Shanghai City Lockdown
fot. VCG/VCG/Getty Images

Podczas gdy Polacy praktycznie zapomnieli, czym w ogóle jest pandemia – po czym przeżywają niemiłe zaskoczenie, kiedy przed wejściem na pokład samolotu ktoś wymaga od nich maski FPP2 – Chińczycy z Szanghaju cały czas żyją w lockdownie.

26-milionowa metropolia od kwietnia jest praktycznie zamkniętym obszarem. Wszystko ze względu na ultrarestrykcyjną politykę włodarzy Szanghaju – zero COVID. Parę tygodni temu oglądaliśmy dramatyczne obrazki – ludzie pozamykani w swoich mieszkaniach, a z okien kilkudziesięciopiętrowych wieżowców (w Szanghaju stoją praktycznie tylko takie) dobiegały przeraźliwe wołania o pomoc, bo ludziom kończyła się żywność. Gdy tylko jeden mieszkaniec został zdiagnozowany pozytywnie, na kwarantannę szli wszyscy z jego klatki schodowej. Obecnie jest już odrobinę lepiej – w rozmowie z RMF FM mieszkająca tam sinolożka Weronika Truszczyńska donosi, że część osób może już opuszczać swoje mieszkania i udawać się do sklepów na zakupy. Jednak ogólna sytuacja jest wciąż daleka od idealnej, co fatalnie wpływa na stan psychiczny mieszkańców Szanghaju.

Władze postanowiły wziąć sprawę w swoje ręce. I wypuściły na ulice specjalistów, którzy odkażają wielkie powierzchnie. Niby nic w tym dziwnego, ale o osobliwym czyszczeniu Szanghaju piszą już nawet zagraniczne media. Ubrani w białe kombinezony pracownicy miejscy dezynfekują takie miejsca jak boiska do piłki nożnej czy koszykówki, jezdnie, a nawet... pasy startowe na lotniskach. I to wszystko w sytuacji, w której – co wiadomo od dawna – mamy do czynienia z wirusem, przenoszącym się głównie drogą kropelkową, z jednego człowieka na drugiego. No, chyba że ktoś nakaszle na pas startowy, a inna osoba położy głowę akurat w tym miejscu. To rozumiemy.

Disinfection Work Against COVID-19 Spread In Shanghai
fot. Chen Chen/VCG/Getty Images

Daleko nam wszystkim do bagatelizowania pandemii koronawirusa, której skutki odczuwamy w dalszym ciągu – i pewnie będziemy odczuwać jeszcze przez najbliższe lata. Wielu z nas także zdrowotne. Natomiast działania władz Szanghaju spotykają się z kpinami jak świat długi i szeroki. Krytykują ich nawet fachowcy – Yanzhang Huang, specjalista do spraw globalnej ochrony zdrowia z amerykańskiego think tanku Council On Foreign Relations, uważa, że akcja dezynfekcyjna to nic innego jak gra polityczna, mająca pokazać Chińczykom, jak bardzo ich rząd jest zaangażowany w walkę z niewidocznym wrogiem – wirusem. Ponadto rozpylanie środków chemicznych na ulicach miast jest zwyczajnie niezgodne z zaleceniami WHO. Spryskiwanie środkami dezynfekującymi, nawet na zewnątrz, może być szkodliwe dla zdrowia ludzi i powodować podrażnienie lub uszkodzenie oczu, dróg oddechowych lub skóry – alarmuje organizacja.

Ale Chińczycy będą dezynfekować na potęgę. Vice podaje, że miasto Wuhan rozdysponowało 2000 ton środków odkażających. Pytanie, na ile da się dzięki temu faktycznie wyeliminować COVID, jest otwarte. Chociaż odpowiedź nasuwa się sama.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.