Podczas gdy Polacy praktycznie zapomnieli, czym w ogóle jest pandemia – po czym przeżywają niemiłe zaskoczenie, kiedy przed wejściem na pokład samolotu ktoś wymaga od nich maski FPP2 – Chińczycy z Szanghaju cały czas żyją w lockdownie.
26-milionowa metropolia od kwietnia jest praktycznie zamkniętym obszarem. Wszystko ze względu na ultrarestrykcyjną politykę włodarzy Szanghaju – zero COVID. Parę tygodni temu oglądaliśmy dramatyczne obrazki – ludzie pozamykani w swoich mieszkaniach, a z okien kilkudziesięciopiętrowych wieżowców (w Szanghaju stoją praktycznie tylko takie) dobiegały przeraźliwe wołania o pomoc, bo ludziom kończyła się żywność. Gdy tylko jeden mieszkaniec został zdiagnozowany pozytywnie, na kwarantannę szli wszyscy z jego klatki schodowej. Obecnie jest już odrobinę lepiej – w rozmowie z RMF FM mieszkająca tam sinolożka Weronika Truszczyńska donosi, że część osób może już opuszczać swoje mieszkania i udawać się do sklepów na zakupy. Jednak ogólna sytuacja jest wciąż daleka od idealnej, co fatalnie wpływa na stan psychiczny mieszkańców Szanghaju.
Władze postanowiły wziąć sprawę w swoje ręce. I wypuściły na ulice specjalistów, którzy odkażają wielkie powierzchnie. Niby nic w tym dziwnego, ale o osobliwym czyszczeniu Szanghaju piszą już nawet zagraniczne media. Ubrani w białe kombinezony pracownicy miejscy dezynfekują takie miejsca jak boiska do piłki nożnej czy koszykówki, jezdnie, a nawet... pasy startowe na lotniskach. I to wszystko w sytuacji, w której – co wiadomo od dawna – mamy do czynienia z wirusem, przenoszącym się głównie drogą kropelkową, z jednego człowieka na drugiego. No, chyba że ktoś nakaszle na pas startowy, a inna osoba położy głowę akurat w tym miejscu. To rozumiemy.

Daleko nam wszystkim do bagatelizowania pandemii koronawirusa, której skutki odczuwamy w dalszym ciągu – i pewnie będziemy odczuwać jeszcze przez najbliższe lata. Wielu z nas także zdrowotne. Natomiast działania władz Szanghaju spotykają się z kpinami jak świat długi i szeroki. Krytykują ich nawet fachowcy – Yanzhang Huang, specjalista do spraw globalnej ochrony zdrowia z amerykańskiego think tanku Council On Foreign Relations, uważa, że akcja dezynfekcyjna to nic innego jak gra polityczna, mająca pokazać Chińczykom, jak bardzo ich rząd jest zaangażowany w walkę z niewidocznym wrogiem – wirusem. Ponadto rozpylanie środków chemicznych na ulicach miast jest zwyczajnie niezgodne z zaleceniami WHO. Spryskiwanie środkami dezynfekującymi, nawet na zewnątrz, może być szkodliwe dla zdrowia ludzi i powodować podrażnienie lub uszkodzenie oczu, dróg oddechowych lub skóry – alarmuje organizacja.
Ale Chińczycy będą dezynfekować na potęgę. Vice podaje, że miasto Wuhan rozdysponowało 2000 ton środków odkażających. Pytanie, na ile da się dzięki temu faktycznie wyeliminować COVID, jest otwarte. Chociaż odpowiedź nasuwa się sama.
