Szacunkiem się płaci? Autorzy okładek płyt chcą creditsów. I nie tylko!

Okładki
Zdjęcie Forina: Ania Bystrowska dla No Dayz Off

Kiedyś to było. Człowiek trzymał na regale imponujący artefakt w postaci winyla z okładką o powierzchni trzydzieści na trzydzieści centymetrów, a gdy front zrobił na nim szczególne wrażenie, zawsze mógł otworzyć gatefold, żeby sprawdzić, kto jest autorem. Obecnie jednak panuje w tym względzie wolna amerykanka.

Środowiskowa dyskusja na ten temat trwa nieustannie. Tym razem wróciła za sprawą instagramowego apelu Konrada nghtlou Tułaka, który – samemu mając przekroczoną granicę 100 milionów wyświetleń zdjęć na Spotify – zaapelował o oddanie twórcom wizualnym co cesarskie.

Dostałem ostatnio gramofon i szukałem dla siebie winyli. W moim przypadku proces odkrywania płyt wygląda w ten sposób, że kieruję się okładką. To jest punkt zaczepienia. No i starałem się znaleźć album, którego artwork ma w moim przekonaniu szczególne znaczenie dla promocji muzyki, czyli „Titanic Rising” Weyes Blood. Niezliczoną liczbę razy natykałem się na ten tytuł i zawsze miało to miejsce w przestrzeni wizualnej. Chciałem go zamówić, ale uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia, kto zrobił okładkę. Poczułem się z tym realnie źle. Zacząłem diggować publikacje, ale nawet przy wzmiankach o coverze twórca nie był wspominany – tłumaczy Konrad.

Weyes Blood
Brett Stanley

Jestem nawet w stanie zrozumieć odbiorcę, który twierdzi, że wchodzi na serwis streamingowy, żeby słuchać muzyki, a nie oglądać obrazki. Tylko równocześnie odbijam piłeczkę. Dlaczego te obrazki stanowią tak znaczną część aplikacji? Język muzyki nie ogranicza się wyłącznie do sfery audio. Jest audiowizualny – zauważa z kolei Grzegorz Forin Piwnicki, nestor wśród autorów okładek polskich albumów rapowych; gość, który na przestrzeni ostatnich dwóch dekad natłukł ich ponad dwieście. Weźmy inny przykład. Jeżeli puścisz sam utwór na YouTube, ale wrzucisz też wersję z teledyskiem, nagranie z klipem wykręca wielokrotnie większe wyświetlenia. Trudno więc polemizować z tym, że oprawa wizualna wpływa na odbiór – dodaje.

Na początku ubiegłego roku pojawił się u nas materiał, dotyczący przemian w branży hip-hopowej na poziomie relacji wykonawca – kompozytor. Przez długi okres formacyjny większość pionierów spośród producentów musiała przywyknąć do przełykania gorzkiej pigułki, gdy odnajdywała się na końcu łańcucha beneficjentów przy kolejnych hossach gatunku; oni oddawali beaty za grosze, a inni spijali śmietankę – korzystając z rosnącej popularności gotowych utworów, obwożąc je po trasach koncertowych. Zmiany zaczęły zachodzić dopiero w połowie pierwszej dekady lat dwutysięcznych i ostatecznie udało się wypracować względnie cywilizowaną sytuację. Względnie, bo co jakiś czas wybuchają konflikty o beaty, ale nikogo już jednak nie dziwi wspólne podpisywanie materiału przez rapera i producenta; części songwriterów udaje się wywalczyć procent od zysków; wymieniani zostają w polu artysty na platformach streamingowych, figurują w rankingach popularności.

Działalność twórców wizualnych przy projektach muzycznych ma specyficzny charakter. W tym sensie, że jest wyabstrahowana z samej muzyki sensu stricto; stanowi niejako towarzyszący produkt kultury. Przez to głos tych twórców może być słabiej słyszalny; znajdują się niejako w sytuacji pracowników drugiej kategorii z popularnego zdjęcia: herbata Lipton wyłącznie dla zarządu i gości; prosimy o korzystanie z Sagi. Pytanie tylko, czy dostają chociaż tę Sagę.

Masz „Sicko Mode”, gdzie wśród kompozytorów figuruje ponad czterdzieści pozycji. Realnie nie powinno być więc problemu z zasygnalizowaniem wśród autorów treści, kto zrobił okładkę, a pozostaje to niewiadomą. Gdy chodzi o Travisa Scotta zawsze znajdzie się sposób, żeby ustalić tę informację, ale w przypadku niszowych wykonawców często staje się to niemożliwe – tłumaczy nghtlou. Moim zdaniem skorzystaliby na tym wszyscy. Dlatego zależy mi, żebyśmy zyskali „osobowość” czy „tożsamość sceniczną”. Tak, jak producenci na pewnym etapie.

Travis
David LaChapelle

Nie istnieje właściwie zwyczaj podpisywania autorów okładek w sferze internetowej; odpowiedzialność prawna została zrzucona na samych artystów, którzy dostarczają dzieło. I kończy się to tak, jakby „towarzyszących” obrazków w ogóle nie było. Jeżeli one mają małe znaczenie, dlaczego cały przemysł tak skwapliwie z nich korzysta? – pyta Forin. Mam też zresztą sporo uwag do najbardziej popularnego w tym biznesie modelu umów. Klient przychodzi po okładkę drukowaną, a potem wymaga mnóstwa materiałów dedykowanych promocji w sieci. Równocześnie oczekuje jednak, żeby wycena oparta była o – powiedzmy – sprzedaż na poziomie dwóch tysięcy fizyków. Pomija przy tym fakt, że promocja nastawiona jest z jego strony na streaming, gdzie wyniki będą już milionowe, co przekłada się na zupełnie inne pieniądze. Generalnie trudno mi zaakceptować sytuację, gdy podsuwana jest mi pod nos umowa napisana przez prawnika kilkanaście lat temu. Realia się zmieniły, a pola eksploatacji są znacznie szersze niż miało to miejsce w przeszłości.

Bo zadbanie o creditsy choć wyznacza minimum przyzwoitości nie zamyka tematu. Nie brakuje – progresywnych przy aktualnym mindsecie głosów, żeby osoby przygotowujące oprawę wizualną projektów muzycznych brali również udział w podziale tortu zysków. Szczególnie, że insiderzy operujący zarówno w środowisku artystycznym, jak i komercyjnym zwracają uwagę, że realia finansowe przy pracy nawet z największymi wykonawcami w branży rozrywkowej mają się nijak do projektów reklamowych.

W tym momencie grafik czy fotograf, który wjechałby z oczekiwaniem tantiem na etapie ustaleń z wykonawcą muzyki albo z jego przedstawicielami – najpewniej zostałby uznany za poodklejanego. Bywa, że artworki, które towarzyszą potem nagraniom z kilkudziesięcioma milionami wyświetleń bywają robione za niesławny wpis do CV, a o ich twórcach zapomina się nawet, gdy przychodzi do odbierania Złotych czy Platynowych Płyt. Takie wyróżnienie do powieszenia na ścianę to wydatek rzędu kilkuset złotych, a ja nie dostałem go nigdy, jako ktoś odpowiedzialny za okładkę – mówi nghtlou.

Czy istnieje sposób, żeby się przed tym ustrzec? Patrząc dalekosiężnie, jak najbardziej. Twórcy wizualni będą olewani, dopóki nie zaczną się formalnie zrzeszać. Bez tego nie ma właściwie płaszczyzny do rozmowy, gdy po jednej stronie jest wielka korporacja, a po drugiej – trybik w maszynie. Układ sił zmieni się w momencie zaangażowania środowiska w związek zawodowy. A taka organizacja już istnieje – Truest Artists i jej współpraca partnerska ze Związkiem Zawodowym Twórców Kultury. Namawiam do wstępowania, bo to jedyna droga, żeby zainicjować dyskusję na poziomie legislacji i prawodawstwa. Trzeba to załatwić odgórnie radzi Forin. Czy jednak nie byłoby sprawiedliwie społeczne, żeby w przypadku totalnego sukcesu sprzedażowego albumu, następowała u wydawcy refleksja na temat podziału zysków? – puentuje.

A wracając jeszcze na koniec do sprawy creditsów w serwisach streamingowych, zwróciliśmy się do ich przedstawicieli z prośbą o komentarz.

W bibliotece TIDAL można znaleźć ponad dziewięćdziesiąt milionów utworów. Większość z wydawnictw jest opatrzona najbardziej rozbudowanymi informacjami o autorach wśród wszystkich serwisów streamingowych. Dzięki nim, fani mogą dowiedzieć się wszystkiego na temat kompozytorów, tekściarzy, producentów, realizatorów dźwięku i wykonawców – odpowiedział Tony Gervino, Executive Vice President i Editor-in-Chief TIDALa.

Jeśli chodzi o dostępność informacji na temat autorów treści wizualnych, wciąż widzimy przestrzeń do rozwoju. Pomimo tego, że niektóre wydawnictwa dostępne w TIDAL wskazują nazwiska osób odpowiedzialnych za projekt okładki, dyrekcję kreatywną czy fotografię, takie przypadki stanowią tylko kilka tysięcy spośród milionów dostępnych wydawnictw. Nasze zaangażowanie w dostarczanie słuchaczom informacji o twórcach pozostaje niezmienne i cieszymy się, że dzięki nam fani mogą dowiadywać się więcej na temat twórców swoich ulubionych utworów i albumów – dodaje.

Ze strony Spotify otrzymaliśmy informację, że to wytwórnie płytowe oraz dystrybutorzy muzyki są odpowiedzialni za sekcję  „Autorzy treści” w serwisie.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.
Komentarze 0