CZWARTY SEKTOR: Wielki Szlem Leclerca! Kanadyjski ból głowy na końcu stawki

Zobacz również:CZWARTY SEKTOR: Hamilton po raz setny, kosztowny błąd Lando. Rosja była szalona!
Charles Leclerc
Fot. Dan Istitene/Formula 1 via Getty Images

Trzeci wyścig sezonu 2022 i drugie zwycięstwo Charlesa Leclerca. Po raz drugi również zawodów nie ukończył Max Verstappen, a pierwszy raz jako kierowca Mercedesa na podium finiszował George Russell. Co jeszcze wiemy po Grand Prix Australii?

Nie mogło być zbyt pięknie. Nie da się przejechać pełnego sezonu w Formule 1 bez takiego wyścigu. Albert Park po przebudowie miał dać nam zdecydowanie lepsze ściganie, a zmieniło się niewiele.

Tor w Melbourne nie zyskał dużo większej atrakcyjności, a dodatkowo nie pomógł w tym absolutnie dominujący w ten weekend Charles Leclerc. Monakijczyk potwierdza swoje aspiracje do mistrzostwa, a jego główny rywal kolejny raz nie dojeżdża do mety.

*****

1
Perfekcyjny Carletto

Nie było mocnych na Leclerca w ten weekend. Po prostu. Ferrari jest tak świetnie prowadzącym się bolidem, że trudno sobie wyobrazić, że gdziekolwiek będzie mocno odstawać tempem. Dodatkowo Charles w wersji 2022 to dosłownie maszyna. Pewny, szybki i bezbłędny. Pierwszy raz w historii zdobywa formułowy Wielki Szlem, czyli wygrywa kwalifikacje, prowadzi od startu do mety, a wszystko wieńczy najszybszym okrążeniem. Nie da się powiedzieć złego słowa o czymkolwiek w jego wykonaniu.

Dla Ferrari na minus w ten weekend wypadł niestety Carlos Sainz. Hiszpan najpierw miał całego pecha świata w kwalifikacjach, a potem w wyścigu chciał za mocno. Po starcie z P9 spadł na P14 i za wszelką cenę chciał odrabiać to jak najszybciej. Skończyło się w żwirze po dwóch okrążeniach i staconych nadziejach.

To był weekend na dublet ekipy z Maranello i Hiszpan o tym wie. Oby to nie odbiło się na jego formie psychicznej w dalszej części sezonu.

2
Flashbacki z McLarena
Max Verstappen
Fot. Mark Thompson/Getty Images

Teoretycznie w Red Bullu nie ma już Hondy, praktycznie wszyscy doskonale wiemy jak to wygląda. Zeszły rok był świetny dla zespołu z Milton Keynes. Mistrzostwo Verstappena przekuli w tym roku w świetne kontrakty reklamowe, a dodatkowo znowu stworzyli świetne auto.

Okazuje się jednak, że inżynierowie Hondy projektując silnik na 2022 popełnili pewne błędy. Kolejny raz w tym sezonie Max nie dojeżdża do mety z powodu usterki technicznej. Jednostki Red Bull Powertrains psują się i wygląda na to, że ekipa ma z czym się mierzyć w kwestiach technicznych. Ta utrata 36 punktów – bo realnie szans na wygraną nie było ani w Bahrajnie, ani w Australii – może bardzo zaboleć na koniec sezonu.

Ferrari zgubiło punkty w klasyfikacji konstruktorów, więc chociaż tam aż tak daleko Red Bullowi nie uciekli. Max ma jednak pełne prawo do frustracji, bo sam wyciąga z auta wszystko co się da i dostarcza na najwyższym poziomie. Teraz tylko zespół musi zapewnić mu bezawaryjność na poziomie sezonu 2021.

3
Powrót McLarena – na stałe czy na chwilę?
Lando Norris i Daniel Ricciardo
Fot. Dan Istitene/Formula 1 via Getty Images

Ekipa z Woking odbija się od lin po mocnym ciosie i wraca do gry? Chciałbym żeby tak było, ale obawiam się, że jesteśmy świadkami swego rodzaju anomalii. Od lat mówi się o tym, że Australia bywa bardzo niewymierna, bo to specyficzny tor. Trudno się z tym nie zgodzić, ale nie zmienia to faktu, że McLaren ma powody do zadowolenia. Dwa auta w Q3, P5 i P6 w wyścigu braliby w ciemno.

Demonów dręczących nową konstrukcje w pomarańczowym kolorze ma być kilka, a uporanie się nie ma być łatwe. Lando Norris otwarcie mówił, że te wyniki w Melbourne nie są do końca miarodajne, bo wynikają ze specyfiki toru i opon. Pakiet poprawek ma nadal być w drodze, a taki weekend to świetny damage control.

Złapanie 18 punktów wywindowało McLarena na czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów, co też było możliwe dzięki problemom Fernando Alonso, Carlosa Sainza czy Maxa Verstappena. Najbardziej w Woking cieszą się, że udało się ten dorobek powiększyć kosztem tego pierwszego, bo to chyba realnie najbliższy rywal w tym roku.

4
Kanadyjska farsa
Stroll Latifi
screen F1TV

Nie można nic nie napisać o kanadyjskim duecie po takim starcie sezonu. Lance Stroll i Nicholas Latifi notorycznie są uwikłani w dziwne sytuacje na torze, rozbijają auta, a teraz doprowadzili do absolutnego kuriozum.

Jadąc po czapkę gruszek w pierwszym segmencie kwalifikacji i walcząc o pozycję na torze Stroll zdemolował swojego rodaka z Williamsa. Bolid Latifiego rozbił się w drobny mak, a Aston Martin skończył z połamanym przednim zawieszeniem.

Panów łączy jedno – dostali w F1 bardzo dużo czasu, a pokazali bardzo mało progresu. Stroll jeszcze do niedawna dobrze rokował, ale czas powiedzieć sobie jasno: IT’S TIME TO GO!

I to nie jeden, obaj. Ile można dawać drugie szanse, czekać i mieć nadzieje na poprawę? Latifi w obłędzie gada trzeci rok o niwelowaniu straty. Albon wszedł z buciora prosto z DTM do zespołu i rozstawia go po kątach. Stroll pływa po sinusoidzie od lat, ale teraz wydaje się, że ta zamienia się w prostą kreskę niczym na EKG. Notorycznie te same błędy, apatyczne podejście i jakiś brak chęci poprawy.

Obu panów łączy też fakt gigantycznych fortun ich ojców. Latifi zaraz przestanie nadążać z przelewami za kolejne rozbite części. Jeżeli nic się nie zmieni, to prawdopodobnie z Grove w końcu wyleci, bo jak odbudowywać zespół, kiedy w jednym z bolidów siedzi sabotażysta?

Gorzej będzie z tym drugim. Lance może sobie nie patrzeć w lusterka, taranować ludzi czy jeździć zygzakiem do woli. Dopóki Papa Stroll nie uzna, że zagraża jego interesom, to gość ma najmocniejszy dupochron świata. W idealnym świecie – obaj powinni po tym sezonie (a może i w trakcie) zakończyć swoją przygodę z F1. Niestety, taki nie istnieje.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1. W newonce.radio współprowadził PIT STOP.
Komentarze 0