Czy bracia Neville mają pojęcie o trenowaniu? Kłopoty, kłopoty Beckhama w Miami

Zobacz również:Pierwszy skalp Niezgody. Portland Timbers wygrali turniej MLS
CF Montreal v Inter Miami CF
Fot. Michael Reaves/Getty Images

O tym, jak niełatwo być właścicielem klubu, przekonuje się właśnie David Beckham, czyli twarz amerykańskiego Interu Miami. Klub z Florydy powierzono Philowi Neville'owi, przyjacielowi angielskiej legendy, a ten właśnie przegrał szósty mecz z rzędu. I to w jakich rozmiarach. New England Revolution sprawiło im lanie 5:0, w tym z dwoma golami Adama Buksy, a drużyna Neville'a jest absolutnie najgorszą w całej MLS. Nikt nie punktuje gorzej w Konferencji Wschodniej, a na razie Inter wygrał jedynie 2 spotkania z 12. Phil przekonuje się, jak łatwo wygłaszać kontrowersyjne tezy w Match of the Day, a jak trudno brać odpowiedzialnośc za rezultaty. Ale zna to przecież doskonale, bo na trenerce poważnie sparzył się jego brat Gary w Valencii.

Nie jest łatwo mieć głośne nazwisko i stać za sterami całego klubu. David Beckham jako współwłaściciel zainwestował 40 milionów dolarów w Inter Miami, ściągnął na Florydę Gonzalo Higuaina, mistrza świata Blaise'a Matuidiego, Kierana Gibbsa czy Ryana Shawcrossa, a przede wszystkim Phile'a Neville jako menedżera i głowę projektu. Na razie jednak jego największą gwiazdę, będącego przy kości Argentyńczyka, wygwizdano, a Inter po szóstej porażce z rzędu nie potrafi zareagować. Po otrzymaniu franczyzy dołączyli do rozgrywek w zeszłym roku, ale na razie w MLS nie ma bardziej nieporadnej ekipy.

O planach Beckhama i budowie wielkiej marki mówiło się latami. Na przełomie 2013 i 2014 roku formalnie zaczął działalność. Od tamtego czasu rozbudzał apetyty i zaczął konkretne działania. Inter teoretycznie ma wszystko: wspaniały marketing, piękne logo z flamingami, czyli ptakami będącymi symbolem miasta, stadion Miami Freedom Park w centrum aglomeracji zaplanowany do oddania w przyszłym roku czy transfery prosto z Juventusu. Nie ma jednak dobrego projektu sportowego, a przynajmniej zarządcy, skoro w ostatnich sześciu meczach zdobył jedną bramkę i przegrywał kolejno z Chicago Fire, dwukrotnie DC United, Orlando City, CF Montreal oraz Revolution. Miami biją wszyscy jak leci.

Mocarstwowe plany na razie wyglądają na koszmar z perspektywy boiska. A to ostatnie 0:5 w ogóle sprawiło, że szatnia jest przybita. 2 wygrane, 2 remisy i 8 porażek – tak na razie wygląda wejście Interu Miami do zawodowej ligi amerykańskiej. Bawią się w niej Chicharito i Nani, szaleją Adam Buksa i Kacper Przybyłko, a Beckham oraz Neville głowią się, jak zmienić kurs. Niżej na pewno się już nie da, więc Inter jedynie może zareagować.

„Chcemy grać z dumą dla naszych kibiców, tego klubu i herbu. W futbolu można przegrać, to normalne, ale sposób w jaki zrobiliśmy to tego wieczora był... powstrzymam się, bo w przeszłości użyłem tego słowa i zostało ono określone jako nie do przyjęcia. W każdym razie, dzisiaj czujemy się jeszcze gorzej, niż to, co miałem na myśli” – mówił menedżer Phil Neville po blamażu z New England Revolution.

Wiadomo, że z Beckhamem łączą go przyjacielskie relacje. Grali razem, latami spędzali wspólnie wakacje, później zainwestowali paczką kumpli w angielskie Salford. Czasem jednak przygody obu braci Neville nakazują się zastanowić, jak wiele dzieli rolę piłkarza oraz trenera. A tym bardziej eksperta telewizyjnego. Gary niejednokrotnie porywał tłumy, Phil potrafił się zagalopować i oberwać od opinii publicznej, ale też wywoływał wielkie zainteresowanie w BBC oraz Sky Sports. Czar pryskał, gdy obaj wchodzili w buty menedżera i siadali na ławce trenerskiej.

Nie każdy były piłkarz musi być dobrym trenerem, nawet gdyby dobrze znał się na futbolu, bo to wymaga palety zupełnie innych cech charakteru oraz umiejętności. Nie jest też jednoznacznie powiedziane, że bracia Neville się nie nadają – może trafiali do złych miejsc, a już na pewno do środowiska, którego nie znali w wystarczającym stopniu. Wystarczy wspomnieć Gary'ego w Valencii: do dzisiaj jest tam uważany za najgorszego trenera w dziejach klubu. Phil był tam asystentem współpracującym z nim oraz z Nuno Espirito Santo.

Phil z angielską reprezentacją Anglii zdobył czwarte miejsce na mistrzostwach świata, chociaż po czasie też wszystko się popsuło. Już sam przegrany mecz o brąz nazwał „bezsensownym”, za co brytyjska prasa go pożarła. Później spotkała go seria 7 porażek w 11 meczach, czego angielski kobiecy futbol nie pamiętął od 2003 roku. I chociaż mógł się bronić, że kadra biła rekordy oglądalności (co naturalnie wynika ze wzrostu zainteresowania dyscypliną) oraz zakwalifikował ją do igrzysk olimpijskich, ostatecznie nikt nie patrzył na niego jak na odpowiednik Garetha Southgate'a. Raczej gdzie się nie pojawiał, wzbudzał spore emocje, ale finalnie gorsze z racji suchych rezultatów.

Teraz Amerykanie chichrają, że Phil Neville przyjechał nauczać futbolu ze spojrzeniem z góry, a prowadzi najgorszy zespół w stawce i nie może oderwać się od dna. Mimo Gonzalo Higuaina czy Blaise'a Matuidiego w składzie, są uosobieniem nieporadności oraz błędów. A przecież za kilka lat wizją Interu Miami było zatrudnienie Leo Messiego na zakończenie kariery, aby mógł spędzić kilka lat w Stanach i rozkręcić biznesy, zanim na dobre zostanie ambasadorem Barcelony. Na razie nie wygląda to kolorowo.

Dla ruchów Beckhama zmieniono nawet limity płacowe, bo Inter z Matuidim dogadał się na umowę marketingową, aby zwiększyć jego dochody. Nikt nie mówi, że za kilka lat rzeczywiście ten klub nie będzie motorem napędowym amerykańskiej piłki, na razie wygląda jednak na serię nietrafionych ruchów. Gdzie pojawiają się Phil albo Gary Neville, tam trudno o satysfakcjonujące albo nawet przyzwoite rezultaty. I już w kolejnym miejscu na ziemi przekonują się, że odważne, brawurowe ocenianie wszystkich menedżerów dookoła jest nieco prostsze, niż wejście samemu w ich skórę.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.