Czy „Cock.0z Mixtape” Kaza Bałagane to dla naszej duszy balsam? (DWUGŁOS)

Zobacz również:6 polskich raperów, którzy naprawdę sporo klną w swoich tekstach
Kaz Bałagane.jpg
fot. pojman

Balzakowskie szaleństwo twórcze Kaza trwa w najlepsze. Od premiery Digital Scale Music nie minął rok, a Bedogie dostarcza blisko osiemdziesiąt minut premierowego materiału. Pierwszoligowy producent w rozmowie z jednym z naszych redaktorów zaryzykował stwierdzenie, że Cock.0z Mixtape przerasta trzy ostatnie wydawnictwa warszawskiego rapera. Czy tak w istocie jest?

Podobnie jak ubiegłej jesieni, wrażenia na gorąco po premierze spisują Marek Fall i Lech Podhalicz. Ich dwugłos będzie kontynuowany w poniedziałek o 15:15 przy okazji cotygodniowego programu Ucho w newonce.radio.

Kaz Bałagane

Kaz Bałagane

1
Lech Podhalicz
Kaz Bałagane 2.jpg
fot. pojman

Nie od dziś wiadomo, że nowy Kaz to święto. Premiera albumu Bałagana zawsze przynosi wysyp znanych sloganów. Ponadczasowych one-linerów, charakterystycznych punchline'ów i narkopopowej nowomowy. I pomimo, że piątek to dzień powszedni, 27 sierpnia 2021 roku obchodzimy właśnie małe święto. Bo Cock.0z Mixtape to bezapelacyjnie jeden z równiejszych i najbardziej wyrazistych materiałów warszawskiego rapera.

Wakacyjny mixtape stanowi pewnego rodzaju antologię bałaganowej twórczości. Jest swoistą odpowiedzią na składanki the greatest hits. Z tą różnicą, że pozbawioną koniunktury i nagrywanych na siłę numerów. I nawet przy lekko przytłaczającej długości - godzina i dwanaście minut - broni się spójnością i brzmieniową konsekwencją. W końcu dwadzieścia cztery tracki to całkiem pokaźny bochen. Zadowoleni będą ci, którzy wspominają z sentymentem oba Hugo Bucce. Ucieszą się fani kultowego Narkopopu, jak i grupa tych, którym przypadł do gustu ubiegłoroczny Digital Scale Music.

Słucham siebie tylko, bo nic mi nie siedzi. Kładąc tę linijkę w otwierającej Mgle, Bedogie narzuca dominującą narrację Cock.0z Mixtape. Jestem po to, żebyś o mnie gadał to nie żadna egotripowa przewózka. Doskonale wiadomo, że to stan faktyczny. Pewność siebie wyewoluowała u Jacka w naturalny sposób. Jest w pełni świadomy, że dotarł na szczyt rapowego Olimpu. I nie zamierza się stamtąd prędko odmeldowywać. Żaden nadęty narcyz, a dojrzały, kumaty artysta.

Pierwsza dziesiątka tracklisty jest w zasadzie pozbawiona mielizn. Bałagane nie popełnia błędów i dowozi skrajnie przebojowe, chwytliwe i przemyślane numery. Raper prezentuje na Cock.0z wyjątkowo eklektyczne oblicze. Przecież wyprodukowany przez APmg i Hubiego Opalony Cham to instant klasyk, którego tytuł lada moment wejdzie do mowy potocznej; rozpływający się letniak, którego nie powstydziłaby się ekipa OVO Sound. Zresztą - to nie pierwszy raz, kiedy Kazek sięga po brzmienia z Toronto. Wystarczy wspomnieć Sildenafil Boy czy tytułowy Digital Scale Music z poprzedniego albumu.

Po lekko kwasowym, hewrowym intro i earwormowym Opalonym Chamie tempo nie zwalnia. Pozostajemy w nadmorskim kurorcie, a z głośników płynie Ananas. Zinobeatz wysmażył tu taki bit, że mucha nie siada. Znajomo brzmiące soca i reggaeton? Pierwsze skojarzenie: brytyjsko-karaibski sznyt AJ Traceya. I pokaz lirycznej siły w więcej fanatyków mam, kurwa, od kleru. Latynoski vibe powraca jeszcze w Miodku, gdzie beatowymi skillami popisuje się niezawodny atutowy. Klasę potwierdza w To Idzie i Shoppingu. Muzyczna erudycja pełną gębą.

Pierwszą część wydawnictwa zjada jednak podniosły Money Mitch. Mocarny podkład APmg i Worka, a do tego krystalicznie czyste delivery Jacy. I jedna z wybitniejszych kombinacji lirycznychna całej płycie. Wiem, jak to rozegrać, mordo, Leszek Pisz, cały w Givenchy, leci sobie stare Tripple Six. Linijka sezonu? Storytellingiem intryguje Dorex. Nastoletnie coming-of-age podszyte nostalgiczną, wakacyjną atmosferą made in Poland. W zamykających Pomówieniach Szamz po raz kolejny udowadnia, że w temacie drillu czuje się jak Thomas Tuchel na ławce Chelsea; eksperymentalny, wykręcony beat, który idealnie podkreśla znakomity writing Kazka. Chciałem być bohaterem jak Kazuya? Szanuję za nawiązanie do kultowego Tekkena.

Osobny akapit warto poświęcić foliarskim wynurzeniom Bałagana. Podchodzę do nich z dystansem i przyznam, że chętnie zapytałbym Kazka, skąd taki światopogląd. W poszczególnych numerach nie brakuje kontrowersyjnych statementów. Ja to, mordo, foliarz, wojna jest od marca albo Nigdzie nie chodzę w jebanej maseczce, laboratorium jak Dexter. Każdy ma prawo do wyrażania opinii, co nie oznacza, że nie należy punktować takich wypowiedzi. Tym bardziej, że mogą się skończyć przykrymi społecznymi konsekwencjami. Chociaż przyznaję, że linijka więcej, kurwa, folii niż PSB Mrówka to czyste złoto.

Zmienne szczęście towarzyszy zaproszonym przez Kaza gościom. Hałastra stanowi naturalny wybór, a show Młodego Drona w Blueface to kompletne wariactwo. W Materiale jest przykładem sugestywnego raportu z osiedla. Co ciekawe, track brzmi jak numer Księcia Mazowieckiego i Kwiatka Haze’a, na którym dograł się Bałagane, a nie na odwrót. Ty to, kurwa, sołtys - ja to wójt/Ty to, kurwa, Hołdys - ja to Kult. No i znowu Pan Jacek zmiata przewózką z planszy. W końcu połowa nowej sceny to jego są synowie. Na tym tle nieco słabiej wypadają Avi i Tektonika. Szczególnie Krzysztof Skonieczny nie pasuje do całości. Podobny casus jak zwrotka Sariusa w Cześć Sokoła.

Gościnka Tektoniki odstaje nie tylko warsztatowo, ale głównie tekstowo. Ratatata Gwatemala; miłość zabija jak zawał; prawda odwieczna jak trawa czy Psik, Paco Rabanne, rucham twój cukier i twoją miss, robię raban. Trudno mi zrozumieć motywację Skoniecznego przy pisaniu tych wersów. Powiedzieć o przeroście formy nad treścią to nie powiedzieć nic. Wracając do pozytywów: przyjemne, śpiewane refreny dostarczyli DMN, Smolasty i CatchUp. Psychodelicznymi wokalizami w futurystycznym To Idzie uwodzi Gicik A’mane, a klasę potwierdzają również Koldi i Kabe. W kontekście gorszej kondycji duetu PRO8L3M, Szafa jest udanym, lekkim trackiem.

Słabsze momenty? Niezłe, ale odstające od znakomitej reszty Lotto, Tudej czy Szukam Cienia. Przyjemną balladą jest Srebrna sukienka, ale mam wrażenie, że gdzieś już to słyszałem. Podobnie ze Sparingiem, który spokojnie mógłby znaleźć się na Narkopopie. Niczym specjalnym nie wyróżnia się Trapster. Może poza wyrazistą linijką niepotrzebny QR, żeby dostać pełen access.

Cała siła Cock.0z tkwi w umiejętności utrzymania ciekawości słuchacza przez całą długość płyty. I nawet, jeśli sporadycznie pojawiają się wypełniacze, to zaraz wlatuje klasyczny, bangerowy Kazek. Buńczuczne - i zarazem słuszne - oświadczenie przyprowadziłem do polskiej muzyki renesans zobowiązuje. A jeśli ktoś po odsłuchu Cock.0z Mixtape uważa, że Kaz Bałagane zjada własny ogon - szanuję opinię, ale kompletnie się nie zgadzam. Warszawski wieszcz nadal sprawnie rozbraja polski kompleks Zachodu. W końcu to Narkopop wave, nie żadne podziemie. Na wieki wieków i pacierz w amenie.

2
Marek Fall
Kaz Bałagane.jpg
fot. pojman

Idée fixe Balzaka była antropologia dziewiętnastowiecznej Francji, co doprowadziło do powstania cyklu Komedia ludzka, obejmującego blisko setkę utworów. Kazowi jeszcze do tego daleko, ale jest na dobrej drodze. Choć trudno dziwić się jego częstotliwości wydawniczej, mając w pamięci, że w ciągu kilku miesięcy potrafił wypuścić Źródło, Radio Gruz i Hugo Bucc 2. Tak zawrotne tempo stanowiło przyczynę niejednego upadku pominka na scenie, ale to nie ten przypadek. Na razie nie ziści się fatalistyczna wizja, o której pisałem w październiku ubiegłego roku: Siedzi gdzieś w człowieku ten rodzaj przekory, że hossa nie może trwać w nieskończoność. Coś jak ze znurzeniem serią Golden State Warriors w sezonie 2015/16 czy trypletem Realu Madryt w Lidze Mistrzów z lat 2016-2018. W okresie poprzedzającym premierę Digital Scale Music towarzyszyła mi tego typu projekcja, co kocurowi z popularnego mema, że tym razem to je*nie.

Wiele mówiącym statementem w kontekście Cock.0z Mixtape są słowa z finału albumu: Brakuje mi muzyki 2017, dlatego zrobiłem ten tape. To jest Narkopop wave; jak również sam emblemat, sygnalizujący formułę materiału. Kaz odwołuje się do estetyki, która działa na wyobraźnię fanów; zebrał rzesze gości i producentów, przygotowując w ten sposób premierowy zestaw o charakterze kompilacji, a nie wewnętrznie spójnej narracji. Cock.0z przynosi reggaeton (Ananas czy Miodek), King Von type of beat (Insalata Mista), produkcję Steeza jak z Widma (Szafa) czy na wejście - poetykę niepokoju Hewry w Mgle zrobioną przez duet Clearmind x Bervi Beats.

Podobnie urozmaicona jest warstwa tekstowa. Nie brakuje gorzkiej obyczajówki i nowel z półświatka, gdzie Bałagane standardowo lubi podostrzyć, dystrybuując pogardę względem swojej galerii postaci. Ty walisz gruchę i popijasz ciągle bimber. Mirabelki wysypały ci się w windzie, rzuca w Opalonym chamie. Przez cały dzień zarobiłeś tylko nowy dług. Skarpety ci klepią tak jak bób, punktuje w Milionerku. Na drugim biegunie jest słoneczna nostalgia w Dorex; pocztówka z wyjazdu na działkę, gdy miał piętnaście lat. Kierunek - Narew. Czeka ławka za przystankiem. Średnio co godzinę odjeżdżają autobusy. To już prawie Edmund Niziurski. Bragga sypie się gęsto (Kiedy chcę słuchać klasyki, to puszczam se folder, co nagrałem w lutym); powiększa się wokabularz rekonstruowanych archaizmów, stąd wszystkie moczydła i barabany. Sporo jest przy tym pisania konceptualnego. Srebrna sukienka przypomina pod tym względem Białę laskę w kusej sukni z folii Mesa i Piha. Albo Dwie kochanki Sokoła i Pono. Insalata Mista stanowi w pewnym stopniu powrót do Zapytań z DSM. Lotto bazuje na magii liczb (Piętnasty numer z ostatniej płyty to moja jest topka kawalin). Dawno temu Brudne Serca zrobiły coś takiego w Liczbach. Szafa przynosi fajny zabieg w mierzeniu się ze wspomnieniami. Sparing to erotyk zbudowany na metaforyce MMA - udziela się tam Smolasty, autor jednego z kilkunastu featuringów na Cock.0z Mixtape. Wśród gościnnych highlightów należy wskazać W materiale, gdzie kolejny raz - po Baltonowskim - daje o sobie znać chemia między Kazem i Hałastrą. Poza tym - Książe Mazowiecki daje jedną z najlepszych zwrotek na płycie. Interesujące jest sięgnięcie po Krzysztofa Skoniecznego, który jako Tektonika ewidentnie pozostaje pod dużym wpływem Bedogie. Zamknięcie Milionerek skit z follow-upem do samego siebie: Twoje dzieciaki biegają osrane po chacie, wpierdalają ciabattę. Pytasz o drugi sezon, mordziaty, a dawno oślepłeś od świateł? No, jest wysoko. Kaczy przeżywa renesans po Drill Prawda Kumple; intrygująco wypada to międzypokoleniowe zderzenie w Trapsterze, gdzie gospodarz deklaruje: To nowy jest warszawski rap, a on odbija piłeczkę, mówiąc o Prostym stolicy stylu. Znowu sprawdza się - pozornie sprzeczne - zestawienie Jacka z Avim; wysublimowanego chamstwa z poetyckim stoicyzmem (Szukam cienia). Przez aklamację zostało już uznane, że Blueface z Dronem to instant classic, więc szkoda strzępić ryja. CatchUp dał jedyną akceptowalną z mojej perspektywy partię śpiewaną (Włóczęga).

Chwilami towarzyszy mi poczucie, że Cock.0z Mixtape dzieje się niejako siłą rozpędu i Kaz mógłby na sprawdzonych patentach, co miesiąc przygotowywać podobny drop; że wkrótce potrzebny będzie moment wytchnienia, twist, redefinicja, żeby nie nastąpiło zmęczenie materiału. Wciąż jednak studzenie emocji byłoby równie nie na miejscu, jak beznamiętne powtarzanie linekerowskiego prawidła o zawsze zwycięskich Niemcach, gdy Schürrle wbija siódmego gola Brazylii na oczach dziesiątek tysięcy zapłakanych kibiców w Belo Horizonte. A - wracając do wstępu - czy Cock.0z przerasta trzy ostatnie wydawnictwa warszawskiego rapera? Trzeba by zadziałać z fotokomórką jak przy biegu sprinterskim, ale u mnie na ten moment: 1. Digital Scale Music 2. Książę Nieporządek 3. Polska Gotówkowa 4. Cock.0z Mixtape 5. Chleb i Miód.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.