„Daj znać, jak będziesz w domu” to akcja od i do wszystkich dziewczyn. O co w niej chodzi?

Met Police Criticised Over Response To Sarah Everard Vigil
fot. Hollie Adams/Getty Images

Mieszkanka Londynu Sarah Everard wracała do domu po spotkaniu z przyjaciółką. Nigdy do niego nie dotarła. Dziewięć dni od rozpoczęcia poszukiwań jej ciało znaleziono w plastikowej torbie 100 kilometrów dalej, w lesie w hrabstwie Kent. Oskarżonym o uprowadzenie i zamordowanie 33-latki jest funkcjonariusz policji, Wayne Couzens. Śledczy podejrzewają, że motywem jego działań mogła być napaść seksualna.

Zabójstwo Brytyjki, która po prostu wracała po zmroku do domu, wywołało falę protestów w wielu miastach na Wyspach. Protestów, mających wymusić na władzy realne działania względem poprawy bezpieczeństwa. Historia Sarah Everard zapoczątkowała ruch kobiet, które okazują sobie wzajemne wsparcie w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, jaką jest późny powrót do domu.

Od kilku dni na Instagramie możecie zobaczyć viralowe posty z podpisem: Text Me When You Get Home. To tekst, który doskonale zna każda dziewczyna. Towarzyszy jej przy okazji wszystkich samotnych powrotów z wieczornego wyjścia, jest wysyłany, aby upewnić się, że ona albo jej koleżanka dotarła do domu. Użytkowniczki dzielą się własnymi historiami, podpowiadają, jakie kroki podejmują, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo i udostępniają screeny wiadomości, jakie wysłali do znajomych w niebezpiecznych sytuacjach. Wszystko po to, żeby zwiększyć świadomość na temat nieustannej czujności kobiet i podjąć działania, aby zminimalizować ryzyko zagrożenia.

Jak to wygląda w rzeczywistości? Za każdym razem, kiedy wychodziłam wieczorami, mama dawała mi pieniądze na taksówkę, mówiąc: pod żadnym pozorem nie wracaj autobusem nocnym. Niestety - zdarzało się, a za każdym razem było to stresujące doświadczenie. Pamiętam zajmowanie miejsca z przodu, żeby w razie niebezpieczeństwa liczyć na pomoc kierowcy, pamiętam zakładanie słuchawek, kiedy ktoś siadał za mną - żeby uniknąć zaczepek - i pamiętam udawanie, że nie słyszę, kiedy pewnego razu siedząca za mną pijana para zagroziła, że za chwilę obetnie mi włosy.

Najgorszy jednak był moment, kiedy trzeba było wysiąść i dojść do domu. Szybki telefon do przyjaciółki, a jeśli ta nie odbiera - udaję, że z kimś rozmawiam, kurczowo trzymam klucze, upewniam się, że mam pod ręką gaz pieprzowy, chodzę tylko po oświetlonym chodniku, szeroko omijam lasy i parki, a po dotarciu wysyłam wiadomość do znajomych. Nie jestem jedyna - te środki ostrożności podejmuje większość dziewczyn.

Szybko przekonałam się jednak, że powrót taksówką czy Uberem też nie zawsze jest bezpieczną opcją, kiedy niektórzy kierowcy nie przepuszczali okazji, żeby podzielić się niewybrednym żartem albo nalegali na dodanie się na Instagramie. Nocne powroty do domu wiążą się z poczuciem zagrożenia, o czym wspominaliśmy jakiś czas temu w rozmowie z ZuząOK, Sworo i Tycjaną oraz audycji Mam Sprawę.

Tak generalnie wygląda codzienność wielu kobiet w Polsce. Poważnie.

Pomimo tego, że kobiety często robią wszystko, co w ich mocy, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, czasami okazuje się, że to nie wystarczy. Sarah Everard również podjęła liczne środki ostrożności: założyła widoczne z daleka ubrania i sportowe buty, stosunkowo wcześnie zdecydowała się na powrót do domu, wybrała dobrze oświetloną trasę, a w trakcie spaceru rozmawiała przez telefon z chłopakiem. Pomimo tego nie udało jej się uniknąć tragedii.

Police Search For Missing Woman Sarah Everard
fot. Leon Neal/Getty Images

Przeprowadzone niedawno w Wielkiej Brytanii badania są wstrząsającym dowodem na to, jak powszechnym zjawiskiem jest molestowanie. Ankieta YouGov, przeprowadzona przez UN Women UK, wykazała, że 80% kobiet w każdym wieku doświadczyło go w miejscach publicznych, z czego 96% respondentek przyznała, że nigdy nie zdecydowała się tego zgłosić. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku młodych kobiet - wśród badanych w wieku 18-24 lat aż 97% stwierdziło, że padło ofiarą molestowania. Śmierć Sarah Everard to nie nieszczęśliwy wypadek - to tragedia, która może spotkać każdą z nas, a ten smutny wniosek wyciągnęłyśmy już dawno temu.

Pod koniec sierpnia 2018 roku amerykański działacz feministyczny Jackson Katz przeprowadził badania na temat zapobiegania napadom na tle seksualnym. Kobiety odpowiedziały między innymi, że zwracają uwagę na to, w co się ubierają, uważają z piciem alkoholu, udostępniają swoją lokalizację znajomym czy wysyłają numer tablicy rejestracyjnej kierowcy taksówki. Kiedy zadał to samo pytanie mężczyznom, najczęstszą odpowiedzią było: Nic, nie myślę o tym. To tak a propos pytań w internetowych komentarzach, dlaczego mówi się tylko o molestujących facetach.

Od tego czasu niewiele się zmieniło: obawy przed napaścią na tle seksualnym to dla kobiet codzienność, a wielu mężczyzn nadal traktuje to jako problem, który ich nie dotyczy. Ankieta z 2014 roku, przeprowadzona przez Cornell University i Hollaback!, inicjatywę mająca na celu podnoszenie świadomości na temat nękania na ulicach, wykazała, że safety work, czyli wszystkie kroki podejmowane świadomie lub nieświadomie w celu ochrony przed molestowaniem lub napaścią na tle seksualnym, obejmowały zmianę stylu ubierania, trasy do domu, a nawet pracy i lokalizacji zamieszkania (chociażby w przypadku mieszkań na parterze).

Jackson Katz zaczął zauważać ten problem, kiedy mieszkał w akademiku. Wówczas on - jako młody dorosły - miał poczucie pełnej wolności, mógł wychodzić na imprezy i wracać w środku nocy, o nic się nie martwiąc. Jednak jego koleżanki podchodziły do tego zupełnie inaczej: już przed wyjściem musiały zaplanować, jak wrócą do domu, zmieniały plany, mając na uwagę własne bezpieczeństwo lub szukały osób, które odprowadzą je pod same drzwi. To perspektywa, której niektórzy zupełnie nie biorą pod uwagę.

Nie chcemy uogólniać i obwiniać za obecną sytuację wszystkich mężczyzn, jednak w zdecydowanej większości przemoc domowa i seksualna jest popełniana właśnie przez nich. Nie powinniśmy martwić się o to, co może stać się kobietom i jak temu zapobiec, tylko jak edukować, żeby zminimalizować to zjawisko. Przemoc ze strony mężczyzn to problem mężczyzn.

Demonstration Against Anti-Protest Bill in London
Getty Images

Jednak w przypadku wstrząsającego morderstwa Sarah Everard już możemy mówić o fali pozytywnych zmian w zakresie bezpieczeństwa w sieci. Tak jak niedawno wspominaliśmy, firma Match Group, czyli właściciel ponad 40 globalnych firm randkowych, w tym Tindera, wprowadzi system, który pozwoli użytkownikom (a zwłaszcza użytkowniczkom) na zweryfikowanie podejrzanego konta - przede wszystkim pod kątem kryminalnej przeszłości. Organizacja non-profit Garbo, w którą zainwestowano, od lat zbiera informacje na temat mężczyzn, którzy stosowali przemoc wobec kobiet i stara się alarmować o groźnych jednostkach. A nie dalej jak wczoraj pisaliśmy też o nowych ograniczeniach Instagrama.

Włodarze aplikacji i serwisów społecznościowych nie bagatelizują problemu i starają się minimalizować niebezpieczeństwa w sieci. Słusznie - to kiedy działania w realu?

Podziel się lub zapisz
Jedyna dziewczyna w redakcji newonce.net i najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.