„Dom Hammerów”: szokujące sekrety aktora podane w fatalny sposób (RECENZJA)

Armie Hammer
fot. Axelle/Bauer-Griffin/FilmMagic

Twórcy 3-odcinkowego mini-serialu bardzo chcieli nas utwierdzić w przekonaniu, że obcujemy z czymś bardzo złym i kontrowersyjnym. Trochę przesadzili.

Na 100% jestem kanibalem – jedna wiadomość, która doprowadziła do internetowej eksplozji. Przez jakiś czas nikt nie wiedział czy ich autorem faktycznie jest hollywoodzki aktor Armie Hammer. A niepokojących komunikatów było więcej. Zdania o gryzieniu i utrwalaniu powstałych obrażeń w formie tatuażu, potrzebie całkowitej kontroli nad bezbronną kobietą czy symulacji gwałtu pod groźbą dźgnięcia nożem. Ale stopniowo coraz więcej osób, z udokumentowanymi powiązaniami z gwiazdorem, potwierdzało, że słowa te są prawdziwe. Hammer rozkochał w sobie mnóstwo osób partnerując Timothéemu Chalametowi w Tamtych dniach, tamtych noce, a seria social mediowych postów sprawiła, że oglądanie tego filmu może być zupełnie innym, mroczniejszym doznaniem.

Dom Hammerów – mroczne tajemnice to jedna z najgłośniejszych premier serwisu Discovery+. W Polsce 3-odcinkowy dokument można obejrzeć za pośrednictwem Playera. Ale czy trzeba? Owszem, kobiety uwiedzione przez Hammera mówią o rzeczach wstrząsających. Opowiadają o nieprawdopodobnym pojawieniu się w ich życiu księcia z bajki, który szybko zaczyna opowiadać o fantazjach tak niewiarygodnych, że uznawały je najczęściej za metafory. Cała produkcja jest jednak utrzymana w tonie tak sensacjonalistycznym, że ciężko jest ją znieść. Tak jakby wedle twórców przedstawianie emanacji zła, czegokolwiek będącego chociaż częściowo tabu, miało być jedynym powodem dla widza do dalszego oglądania. Łatwo uwierzyć w historie wypowiadających się osób, ale gdy postać aktora ocenia też facet, który chodził z nim do szkoły aktorskiej, a potem nie miał z nim kontaktu, niebezpiecznie przesuwamy się w stronę bezrefleksyjnego paszkwilu.

Przez całe 3 godziny regularnie powraca motyw fascynacji Hammera shibari – japońską techniką pętania, która jest powiązana z praktykami BDSM. W jednym z nielicznych momentów przytomności nakreślana jest różnica między fetyszami, a krzywdzeniem innych osób oraz ubezwłasnowolnieniem ich dla własnej satysfakcji. I gdy po pierwszym odcinku widzimy już portret aktora jako pewnego siebie predatora, który spełnia swoje chore fantazje, kamera nieco się oddala, by nakreślić losy jego rodziny. Armie Hammer pochodzi bowiem z dynastii Hammerów – w Stanach nadal najbardziej znanej przez pryzmat życia Armanda Hammera. Stojący na czele Occidental Petroleum – koncernu zajmującego się wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego – pradziad Armiego był przez lata jednym z najbogatszym ludzi w USA. Ze względu na swoje powiązania ze Związkiem Radzieckim (ojciec – zagorzały socjalista – miał mu nadać imię tak, by w połączeniu z nazwiskiem nawiązywało do symbolu ramienia i młota) był postacią kontrowersyjną. Równocześnie prowadził jednak także działalność charytatywną i pojawiał się w telewizji, by opowiadać o tym jak przekazuje sowite dotacje na wynalezienie lekarstwa na raka.

Równolegle dowiadujemy się o jego trudnym temperamencie i przedmiotowym podejściu do kobiet. Przeplata się z rekonstrukcją sylwetek Juliana i Michaela – kolejno dziadka i ojca Armiego. Orgie, romanse, morderstwa, przemoc, pieniądze – o tym wszystkim opowiada wyklęta przez swoją rodzinę Casey Hammer (siostra Michaela i ciotka Armiego). Opowieści o traumatycznych wydarzeniach przeplatają się z domalowywaniem rogów na siłę kolejnym członkom klanu.

Narracja o złu wyuczonym, zepsuciu pieniędzmi i braku hamulców mogłaby być wartościowa, ale miejscami jest na tyle karykaturalna, że brakuje tutaj rozmowy z egzorcystą. W odbiorze nie pomoże też zapewne to, że obecnie na Playerze dokument jest dostępny jedynie w wersji z lektorem, co wzmaga wrażenie obcowania z sensacjonalistyczną tandetą. Twórcy tego mini-serialu sprzeniewierzyli więc zaufanie osób, które zdecydowały się na rozmowy na temat wyjątkowo traumatycznych przeżyć.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
W muzycznym świecie szuka ciekawych dźwięków, ale też wyróżniających się idei – niezależnie od gatunku. Bo najważniejszy jest dla niego ludzki aspekt sztuki. Zajmuje się także kulturą internetu i zajawkami, które można określić jako nerdowskie. Wcześniej jego teksty publikowały m.in. „Aktivist”, „K Mag”, Poptown czy „Art & Business”.
Komentarze 0