Fukaj: patchworkowy debiut (RECENZJA)

Zobacz również:Białas, Janusz Walczuk i Lanek rozkręcają kanały na Twitterze. Jak nowa społeczność zmienia charakter platformy?
Fukaj.jpg

Powiedz mu: na chaos! Żeby walił, bo nie ma czasu - krzyczał Piotr Świerczewski do swoich piłkarzy. Fukaj tego czasu ma aż nadto, ale jego błyskawiczny hype został zdyskontowany właściwie z miejsca. Płyta z Kubim Producentem w barwach SBM Label wydaje się przez to przedwczesna i nie dość autorska. W żadnym wypadku nie zostaje udźwignięte ambitne założenie concept albumu. Ale też nie dzieje się tu nic nadzwyczajnego, co uzasadniałoby złą krew.

Mamo, możemy kupić Matę? Mamy Matę w domu. Mata w domu... Do Aleksandra przylgnęła etykietka copycata Maty, od której odżegnuje się zresztą w utworze nominacja, gdzie pada: Siedziałem na chacie, piłem herbatę/I nie myślałem w ogóle o Macie, ale całe dnie myślałem o rapie. Problem jest jednak głębszy. Cały Chaos stoi pod znakiem braku indywidualnego sznytu czy wyróżnika. Fukaj bywa Matą, bywa Bedoesem w momentach dramatycznych i nadekspresyjnych, bywa Guziorem (zatapiamy się, Tańczę nim zasnę), bywa Filipkiem (Bar mleczny).

Prawdą jest, że ma wyjątkowo pod górkę. Bo wszystko przyszło mu łatwo i nie wybił się tak jak należy. Miał na koncie zaledwie kilka kawałków, gdy zwrócił na siebie uwagę Młodego Matczaka i Quebonafide, trafił do SBM Starter i dostał kontrakt, co wywołało sporo negatywnych emocji. Odbija je przytomnym argumentem: Że jest dużo lepszych ode mnie? Tak - ja się nie dziwię, bo to tak jak od każdego w mainstreamie, ale fakt faktem - zwariowany poziom mimikry i niedostatków technicznym jest czymś, co wypadało przepracować przed pełnoprawnym debiutem. Inna sprawa, że obrywa w dużym stopniu za wiatr przemian na scenie. To nie jest początek lat dwutysięcznych, żeby newcomerzy mieli w nieskończoność spłacać podziemne długi.

Fukaj 2.jpg

Uprzedzenia, które łatwo można było nabyć przed premierą, zostają przez Fukaja szybko rozbrojone. Przynajmniej na chwilę. W oto jest dzień wjeżdża na klasyczną pętlę Kubiego z taką nonszalancją, że aż przypominają się czasy, gdy Peerzet był najjaśniejszym diamentem undergroundu. Potwierdza się przy tym, że najlepiej sprawdza się w opcji niezobowiązującej. Jak wcześniej w Owocach i jak tutaj w ogrodzie (korespondencja z Letnim przesileniem PRO8L3MU?) czy nostalgicznym Barze mlecznym. Gorzej wypada w melanżowym Marvinie Gaye'u, ale to ze względu na fatalny poziom wykonawczy - szczególnie w rozpoczęciu pierwszej zwrotki.

Chaos to równocześnie - a może przede wszystkim - mollowe coming-of-age story, zamknięte w ramy spójnej opowieści; poprzedzone jałową rozkminą kosmologiczną. Fukaj ostatni raz nagrywa track, który wygląda, jakby się tłumaczył; mierzy się z demonami przeszłości, pisze o złamanym sercu i nieprzespanych nocach; o myślach samobójczych, zaburzeniach i niestabilnościach. Nie sposób polemizować z samym ciężarem linijek, ale ewidentny jest brak własnego języka w tych introspekcjach. Szczecinianin alergicznie reaguje na ocenianie jego nagrań przez pryzmat wieku, ale metryka daje o sobie znać w skłonności do juwenilnej poezji czy w ograniu ze śmiertelną powagą patentu, z którego taki Taco Hemingway zrobił żartobliwego Wujka Dobrą Radę (Wstań i Zaśnij)... Chaos podporządkowany zostaje konceptowi ewolucji bohatera, co sprawdza się średnio i wrzuca jeszcze Fukajowi dodatkowy balast na barki, ale to zdystansowane outro ZIEMI OBIECANEJ częściowo rekompensuje braki narracyjne.

Kubi.jpg

Wiele rekompensują natomiast produkcje Kubiego. Potrafi zrobić trueschoolowy banger jak sprzed dekady (wspomniane oto jest dzień), floor-filler, jaki znajduje się na każdym wydawnictwie z katalogu SBM Label - od Millenium Sport do MDK czy gitarową balladę, przypominającą push slowthaia i Deb Never (BÓL). Najlepszy jest w londyńskim rozwinięciu Świateł miasta. Generalnie - to gość zasłuchany w Burialu, który zachwyca się nowoczesnymi reinterpretacjami tradycyjnych pieśni litewskich kolektywu Merope, więc jego rozwój i rosnąca wszechstronność nie wzięły się znikąd.

4J6A0534.jpg

Fukaj - póki co - złożył patchwork debiutu z niedoskonałości i - świadomych bądź nie - inspiracji, notując pewien falstart. Ale raczej nie można wykluczyć po tym krążku, że przyjdzie czas na realizację deklaracji z nominacji: Im będę starszy, tym będę lepszy jak wino/Jak skończę karierę, to się jeszcze zdziwią. Na początku zawsze jest chaos.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.