Gitary znowu mają znaczenie! To ostatni moment, żeby wskoczyć na hype train Turnstile

Turnstile
Gonzales Photo/Peter Troest/PYMCA/Avalon/Universal Images Group via Getty Images

W Pitchforku nie mogą się nachwalić Turnstile, pisząc o kumpelskiej energii dla tych, którzy hardcore znali dotychczas wyłącznie ze ścieżki dźwiękowej Tony Hawk's Pro Skater. W NME dostają maksymalną ocenę; padają przy tym słowa o podważeniu status quo na rockowej scenie. Sytuacja robi się jeszcze bardziej niezwykła wraz z informacją, że Glow On zostało wyprodukowane przez podopiecznego Dr. Dre, a gościem specjalnym jest Blood Orange.

Zrobiło się o nich głośnio już kilka lat temu, gdy podpisali kontrakt z potężną wytwórnią Roadrunner Records (m.in. Korn, Slipknot i Slash). Szybko stało się jasne, że Turnstile nie mają klapek na oczach i nie dadzą się łatwo zamknąć w hermetycznym środowisku. W początkowej fazie doszukiwano się u nich wpływów Rage Against the Machine; wokalista Brendan Yates dementował, jakoby nu-metal stanowił dla niego jakikolwiek punkt odniesienia, ale przyjmował to ze spokojem. I think that's just kind of that everyone has their own frame of reference for how they hear. W tym samym czasie jeden z numerów na Time & Space (2018) został wyprodukowany przez Diplo. Tak - tego Diplo od Paper Planes M.I.A. czy Hold Up Beyoncé.

Zespół doczekał się wtedy szumnych nagłówków w rodzaju Turnstile Are Here to Save Hardcore; został uwzględniony w końcoworocznym zestawieniu The New York Times i podsumowaniu dekady GQ. Komercyjnie również nie było najgorzej, gdy weźmie się pod uwagę szóstą dziesiątkę Billboardu. A to i tak nic przy zamieszaniu wywołanym przez Glow On.

Turnstile sięgnęli po realizatora spoza macierzystego uniwersum - wzięli wymienianego w creditsach The Real Slim Shady i In Da Club Mike'a Elizondo, co jest znaczącym symbolem działania na przekór gatunkowym prawidłom. Bo dla nich hardcore jest tylko punktem wyjścia. Na poziomie przebojowego rozmachu i rozwiązań produkcyjnych Glow On przypomina chwilami pop-punkowe bestsellery końca lat 90., a kompozycje bywają wysublimowane jak u Toro y Moi.

- Wywodzimy się ze sceny hardcore'owej, ale tym, co zawsze mnie do niej ciągnęło, była przestrzeń dla ludzi z otwartymi głowami. Etykietki są ograniczające, a ja nigdy nie miałem zamiaru się ograniczać - tłumaczył Yates na łamach Guardiana.

W tym samym materiale James McMahon leci już naprawde wysoko, kiedy rozważa, czy Turnstile mają potencjał, żeby zawojować mainstream, porównując sytuację ekipy z Baltimore do tego, co działo się z Nirvaną między 1989 a 1991 rokiem. Można doszukiwać się w tym hiperboli charakterystycznej dla wyspiarskiej prasy, ale - obserwując buzz wokół Glow On - trudno nie dostrzec, że dzieje się tutaj coś niezwykłego.

Potencjalny blitzkrieg dokonany na mainstreamie pozostaje na razie w sferze domysłów, ale fakt faktem - jeśli chodzi o hardcore, mają miejsce ostatnio zjawiskowe sytuacje. Dość wspomnieć The Armed - bohaterów naszego tekstu Co łączy Tommy'ego Wiseau, „Cyberpunk 2077”, hardcore i bodybuilding? Najbardziej ekscytujący zespół świata; jeszcze zanim ogłoszona została wizyta tego składu na OFF Festival 2022.

A jeżeli macie po drodze z takim graniem, koniecznie sprawdźcie The Fall - w każdy czwartek o 18:00 na antenie newonce.radio. W najbliższym odcinku wątek Turnstile na pewno nie zostanie przemilczany...

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.