Gdybyśmy zrobili wśród fanów NFL ankietę z pytaniem o to, kto jest najbardziej kontrowersyjnym zawodnikiem ostatnich lat, znacząca większość wskazałaby właśnie na niego. Przy czym wielu ankietowanych stwierdziłoby, że „kontrowersyjny” to w tym przypadku ogromne niedopowiedzenie. Antonio Brown po raz kolejny trafił na usta wszystkich, którym bliski jest futbol amerykański – i po raz kolejny nie jest to pozytywna sytuacja.
Antonio Brown, skrzydłowy Tampa Bay Buccaneers, aktualnych mistrzów NFL, po kłótni ze sztabem teatralnie opuścił boisko w trakcie meczu, rzucając część swoich ubrań kibicom i nie kryjąc się z tym, że nie zamierzał zrobić tego po cichu. Bruce Arians, trener Bucs, jasno zakomunikował, że taka niesubordynacja oznacza, że więcej Browna w barwach zespołu z Florydy nie zobaczymy.
Emocje? Zdarzyło się raz i reakcja trenerów jest przesadzona? Nie, przynajmniej nie w przypadku Browna. Ten niegdyś absolutnie topowy zawodnik ligi (w latach 2014-17 wybierany do drużyny sezonu, trafił również do najlepszej drużyny drugiej dekady XXI wieku) od dłuższego czasu zdaje się być odklejony od rzeczywistości.
UDERZENIE CZY CHARAKTER?
Brown od 2010 roku był niezwykle ważną częścią ofensywy Pittsburgh Steelers. Wraz z Benem Roethlisbergerem, LeVeonem Bellem czy nawet Martavisem Bryantem tworzył w pewnym momencie bardzo mocną grupę, która zyskała sobie przydomek „Killer Bees” (nawiązanie do legendarnej defensywy Miami Dolphins i imion/nazwisk na literę „B” u każdego z nich). Te „zabójcze pszczoły” (przydomek był o tyle trafny, że Steelers okazyjnie grają w strojach w żółto-czarne pasy) okazały się jednak groźne głównie dla samych siebie. Pierścienia mistrzowskiego Pittsburgh nie uświadczył, a ten mocny atak po prostu się rozleciał.
Bell odszedł z Pittsburgha po długich kłótniach o nowy kontrakt i zdążył już przez New York Jets i Kansas City Chiefs trafić do… Buccaneers, z tym że w międzyczasie stracił sporo pieniędzy. Bryanta w lidze już nie ma – po dwóch zawieszeniach (jednym rocznym i jednym bezterminowym) za używanie niedozwolonych substancji nikt więcej nie chciał mieć z nim do czynienia i gra teraz w lidze kanadyjskiej. A Brown… Cóż, gdzie by tu zacząć?
Wielu twierdzi, że sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli po bardzo mocnym uderzeniu w głowę, jakie Brown otrzymał od znanego z brutalnej gry Vontaze Burficta na początku 2016 roku. Upatruje się w tym umocnienia jakiejś choroby psychicznej, a nawet niesławnego w kręgach futbolowych CTE – uszkodzenia mózgu spowodowanego wielokrotnymi wstrząsami, którego ofiarą bardzo często padają właśnie futboliści amerykańscy czy bokserzy. To wyjaśniałoby późniejsze zachowanie Browna i sprawiałoby, że zamiast śledzić ze zdumieniem jego kolejne ekscesy, należałoby mu pomóc i współczuć. Szczególnie, że w sezonie 2018... Burfict ponownie z pełnym impetem uderzył w trakcie meczu w głowę Browna.
Z drugiej strony ci, którzy znali go wcześniej uważają, że Antonio już dawno był człowiekiem niezwykle trudnym w obyciu, a z czasem się to tylko nasiliło i nie upatrują w tym wpływu Burficta czy czegokolwiek innego. Szczególnie że cała sprawa zaczęła się na dobre ponad dwa lata po akcji, którą możecie zobaczyć powyżej.
Na początku sezonu 2018 Brown trafił do mediów, kiedy okazało się, że wyrzucał meble przez okno swojego mieszkania. Sama ta informacja nie była aż tak szokująca jak to, że ten apartament znajdował się na czternastym piętrze, a mało brakowało, żeby zawodnik zrobił ogromną krzywdę dwuletniemu dziecku będącemu na dole. Do tego dochodziło pomniejsze rzeczy, typu grzywny za bardzo niebezpieczną jazdę samochodem.
Były to jednak przykre sprawy pozaboiskowe, których u sportowców nie brakuje. W drużynie Brown większych problemów nie robił. Minęło jednak kilka miesięcy, a skrzydłowy został zawieszony na ostatni mecz sezonu 2018. Miał zrobić awanturę na treningu, w trakcie której rzucił piłką w jednego z kolegów, po czym dostało się także jego rozgrywającemu – Roethlisbergerowi i kolegom, między innymi innemu skrzydłowemu Juju Smith-Schusterowi, który miał według Antonio otrzymywać zbyt dużo rzuconych przez Roethlisbergera piłek (w domyśle – on sam dostawał ich przez to za mało).
Kilka dni później Brown spotkał się z Artem Rooneyem III (właścicielem Steelers) i wspólnie zadecydowali, że dla każdej ze stron najlepszą opcją będzie wytransferowanie gracza do innej drużyny. Dla kibiców Steelers była to szybka i bolesna sytuacja – część z nich myślała, że Brown zostanie z drużyną do końca kariery.
KASK, INSTAGRAM I ODMROŻONE STOPY
Zgodnie z umową Steelers postanowili wytransferować zawodnika przed sezonem 2019. Mieli już dogadaną umowę z Buffalo Bills, jednak sam Antonio zagroził, że przeniesienie go do Buffalo sprawi, że nigdy nie wyjdzie na boisko. Za niższą cenę oddano go więc do Oakland (aktualnie Las Vegas) Raiders i w tamtym momencie zdawało się, że Raiders otrzymują znakomitego zawodnika za „frytki”.
Nic bardziej mylnego, bowiem Brown nie zagrał w nowej drużynie ani jednego meczu, a do takiego stanu rzeczy doprowadziła cała seria nietypowych zdarzeń, wynikająca przede wszystkim z tego, że w pewnym momencie, na starcie przygotowań do sezonu, Brownowi jednak odechciało się grać w Raiders i zaczął robić wszystko, tylko nie grać w futbol.
Zaczęło się od… odmrożonych stóp. Chwilę przed startem treningów Brown trafił na listę graczy z kontuzją pozafutbolową („non-football injury”) po tym, jak zapomniał (czy na pewno zapomniał?) założyć obuwia do kriokomory i wyszedł z niej z całkowicie odmrożonymi stopami. Już wtedy zastanawiano się, czy Brown jest na tyle głupi, by zrobić coś tak absurdalnego, czy może jest w tym głębszy sens.
Kiedy w końcu mógł wrócić do treningów wymyślił co innego. Mianowicie fakt, że… nie podoba mu się jego nowy kask. W tamtej przerwie przedsezonowej NFL postanowiło wzmocnić bezpieczeństwo zawodników, więc zakazano grania w tych modelach kasków, które według badań najmniej chroniły głowy graczy. Zmianę musiał przejść m.in. Tom Brady i inni czołowi zawodnicy, ale nikt nie robił z tego aż takiego problemu jak Brown, który w pewnym momencie ogłosił, że więcej nie zagra, dopóki liga nie przywróci starych kasków. Choć oczywiście musiał zdawać sobie sprawę z tego, że do tego nie dojdzie.
W międzyczasie doszło do awantury na treningu, w trakcie której miał nazwać generalnego menedżera Mike’a Mayocka „crackerem” (pogardliwe i rasistowskie określenie na białego człowieka, często z niższych klas społecznych), a także powyzywać wiele osób dookoła. Wrzucił również post na Instagrama, w którym zażądał zwolnienia. Raiders nie mieli wyjścia – musieli go zwolnić, przyznając się do ogromnego błędu, a Brown zareagował co najmniej dziwnie.
JAK NIE BELICHICK I BRADY, TO KTO?
Taki zawodnik nie mógł jednak pozostać zbyt długo bez klubu, a przejął go klub nie byle jaki – New England Patriots, w tamtym momencie mistrzowie NFL na czele z trenerem Billem Belichickiem i rozgrywającym Tomem Bradym, którzy są uznawani za najlepszych w historii w swoich rolach. Belichick ma w karierze wiele historii odrzuconych lub sprawiających gdzie indziej problemy zawodników, którzy pod jego wodzą potrafili skupić się na futbolu. W dodatku Brady na tyle zaangażował się w sprawę Browna, że pozwolił mu nawet zamieszkać w swoim domu.
I faktycznie, Brown wydawał się być szczęśliwy i chętny, by zapomnieć o wszystkim. Problem w tym, że postanowiła go dopaść przeszłość. Tydzień po trafieniu do Patriots Brown został oskarżony o molestowanie seksualne i gwałt przez dwie różne kobiety. Samo to nie skończyło jego przygody z Patriots. Belichick, pełniący również funkcję generalnego menedżera, zdawał się czekać na rozwiązanie sprawy, szczególnie że domniemane napaści miały się zdarzyć lata wcześniej. Kiedy jednak wyszły na jaw wiadomości, w których Brown groził jednej z kobiet, miarka się przebrała. Miały one bowiem miejsce w momencie, w którym zawodnik był częścią Patriots, a tego Belichick nie toleruje. Antonio został zwolniony.
Przez kilka miesięcy było o Brownie cicho. Ciążyły na nim poważne zarzuty, a żadna drużyna nie zamierzała go podpisywać, bo była duża szansa, że automatycznie trafi na listę zawieszonych. Skrzydłowy przypomniał o sobie na początku 2020 roku, kiedy zaatakował… pracownika firmy przeprowadzkowej i miał w domu co najmniej kilka interwencji policji z różnych względów. Nazbierało mu się z tego tytułu 100 godzin prac społecznych, trzymiesięczny kurs opanowania gniewu i konieczność współpracy z psychologiem.
W międzyczasie jego sprawa o molestowania stała się jedynie cywilną, co sprawiło, że NFL mogło oficjalnie nałożyć na niego karę. Tą karą było osiem meczów zawieszenia (czyli w zasadzie pół sezonu, bo w tamtym momencie liga grała 16 spotkań), co niektórzy uznali za karę zbyt niską za wszystkie jego wybryki. Wiadomym było, że bardzo szybko znajdzie się na niego chętny. Tym chętnym okazali się Buccaneers, do których właśnie trafił Brady, który był ogólnie niezadowolony zwolnieniem Browna z Patriots i sam wciąż liczył na szczęśliwe zakończenie historii Antonio i to, że będzie w stanie mu pomóc. Ponownie zaprosił go więc do swojego domu.
MISTRZOSTWO NA RATUNEK
Buccaneers, w składzie z Brownem, wygrali Super Bowl. Wielu neutralnych kibiców kibicowało przeciwko nim nie tylko dlatego, że nie chcieli kolejnego mistrzostwa dla Brady’ego, ale też dlatego, że nie uznawali Browna za wartego grania o najwyższe futbolowe cele po wszystkim, co zrobił. Antonio jednak otrzymał swój wymarzony pierścień, a złośliwi twierdzili, że wytrzymał w Bucs do mistrzostwa wyłącznie dlatego, że wygrywali, a pół sezonu to w tej sytuacji za mało, by zdążyć coś „odwalić”.
Ci sami komentujący na pewno bardzo głośno się zaśmiali, kiedy okazało się, że przedłużenie kontraktu z Bucs tę sielankę zakończyło. Właśnie trwa sezon 2021, drugi Browna w Tampie. Miał nieco problemów z kontuzjami, więc przez jakiś czas nie było o nim głośno, jednak jak już wrócił, to z hukiem. Wraz z dwoma kolegami z drużyny otrzymał trzy mecze zawieszenia za sfałszowanie certyfikatu szczepień na koronawirusa – kolejny dowód na to, że do najbystrzejszych Brown nie należy. Mógł się po prostu nie zaszczepić (ma wtedy dodatkowe obostrzenia w obrębie siedziby klubu, ale nic mu nie grozi), jednak wolał zaryzykować złamanie protokołów i kolejne zawieszenie. Trener Bruce Arians od razu powiedział jednak, że Brown jest na tyle potrzebny, że wróci tak szybko, jak będzie mógł. Szczególnie że inni skrzydłowi Bucs mieli wtedy ogromne problemy ze zdrowiem.
Faktycznie, Brown wrócił, jednak potrwało to dosłownie chwilę. W przedostatnim meczu sezonu z New York Jets przy linii bocznej Bucs miały odbywać się kłótnie. Według jednej wersji Antonio miał być niezadowolony z posadzenia na ławkę, według innej – był zdenerwowany, że trenerzy chcą go za wszelką cenę wpuścić na boisko, kiedy on odczuwał ból w kostce i twierdził, że jest kontuzjowany. Na pewno wiemy to, że zawodnik zrobił to, co potrafił najlepiej – ogromny teatr. Zdjął z siebie sprzęt i zbiegł do szatni, m.in. rzucając część ubioru w stronę kibiców i machając do nich oraz przebiegając po boisku (trwał mecz). Jakoś nie chce nam się też wierzyć, że wina leży tutaj po jakiejkolwiek innej stronie niż samego gracza.
Trener Arians od razu po meczu powiedział, że nie traktuje Browna jako części drużyny i więcej go w barwach Bucs nie zobaczymy. Nie został jednak zwolniony, prawdopodobnie po to, by żadna inna drużyna nie przejęła go na chwilę przed play-offami. Wydawać by się mogło, że po takiej serii dowodów na to, że z głową Antonio Browna nie dzieje się zbyt dobrze już nikt nie powinien go podpisać. Talent oraz nadzieja na poprawę robią jednak swoje – dziennikarka ESPN, Josina Anderson, podała, że według jej źródeł Brown znalazłby chętnych, gdyby trafił na rynek.
To jednak na razie nie nastąpi. Zawodnik formalnie wciąż jest częścią Bucs, a wiemy, że w ich barwach już nie zagra. Kibice i eksperci zastanawiają się, czy Antonio jest przypadkiem, któremu należy współczuć ze względu na ewentualne problemy z głową, czy jednak wytykać palcem, ze względu na głupotę.
Dyskusja trwa, tylko sam Brown zdaje się mieć to wszystko gdzieś, zresztą jak zwykle. Prosto ze stadionu miał zamiar wrócić do domu pod eskortą policji. Potem okazało się, że wracał z taksówkarzem z jednej z aplikacji, który nagrał filmik i wrzucił go do Internetu. Wcześniej ktoś zrobił mu też zdjęcie jak stoi pod stadionem, czekając na podwózkę. A kolejnego dnia skrzydłowy był już na meczu NBA w Nowym Jorku, nie przejmując się niczym.
Moglibyśmy stwierdzić, że to koniec Antonio w NFL, jednak czy na pewno? Rywalizacja Browna z rozsądkiem trwa już bardzo długo i trudno uwierzyć, że zobaczyliśmy właśnie jej ostatni odcinek.
