„Hamnet” pokazuje Szekspira, jakiego nie znaliście

Hamnet.jpg
fot. kadr z filmu "Hamnet"

Zapomnijcie o wizerunku poety – lekkoducha. Dla tego Szekspira kluczowym motorem napędowym okazał się ból. Czy ma do tego prawo?

Tekst sponsorowany przez UIP

Lokalny nauczyciel i dziewczyna z lasu. Niektórzy myślą, że trochę dziwaczka, a tak naprawdę Agnes po prostu nie kłania się oczekiwaniom i chodzi swoimi drogami. A jednak ich ścieżki jakoś się skrzyżowały. Zostali małżeństwem, doczekali się trójki dzieci, ale ich jedyny syn, Hamnet, niespodziewanie zmarł. To nie spoiler – tragiczne wydarzenie jest tak naprawdę punktem wyjścia dla „Hamneta” Chloé Zhao, kinowego rozważania o tym, że traumę i żałobę trzeba przeżywać na swój własny sposób. Nawet jeśli kłóci się to z oczekiwaniami bliskich.

„Hamnet”, nie „Hamlet”, bo tak faktycznie miał na imię syn Williama Szekspira. I to on miał być jedną z inspiracji do powstania ponadczasowej sztuki. Ale to generalnie jeden z mniej znanych okresów w historii życia Szekspira. Dlatego zainteresowała się nim brytyjska powieściopisarka Maggie O’Farrell, autorka zarówno literackiego pierwowzoru filmu „Hamnet”, jak i scenariusza. I stworzyła film, który tylko pozornie opowiada właśnie o tym etapie. „Hamnet” jest tak naprawdę pytaniem o to, na ile sztuka może być ucieczką od smutku, a na ile – rodzajem terapii.

Gdy Will podąża za rozwijającą się karierą teatralną w odległym Londynie, Agnes samotnie dźwiga ciężar życia. I znów – egocentryzm? A może po prostu tylko tak Szekspir jest w stanie wrócić do normalności, zachować balans? Bo w sumie normalnie nie będzie już nigdy – i wie o tym każdy rodzic, który stracił dziecko.

„Hamnet” uchodzi za jeden z najważniejszych tytułów w wyścigu po tegoroczne Oscary, jest „czarnym koniem” mogącym pokrzyżować szyki dwóm głównym kandydatom do statuetki za najlepszy film: „Jednej bitwie po drugiej” i „Grzesznikom”. Zresztą tym ostatnim obraz Chloé Zhao już sprzątnął sprzed nosa niezwykle ważną nagrodę, Złotego Globa w kategorii „najlepszy film dramatyczny”. Uda się zaskoczyć i tym razem? Zobaczymy. A skoro już o zaskoczeniach – szokiem dla świata filmu będzie, jeśli grająca Agnes Jessie Buckley nie otrzyma Oscara za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową.

Są też tzw. polskie wątki i tu musimy trzymać kciuki za Łukasza Żala (autor zdjęć) oraz Małgorzatę Turzańską (kostiumy). I ona, i on są wymieniani wśród głównych kandydatów do nominacji w „swoich” kategoriach. Poza tym przy „Hamnecie” pracowała też ekipa w składzie: Staszek Cuske (operator kamery), Krzysztof Zawieja (DIT), Agata Grzybowska (fotosy), Radek Kokot (focus puller). Oraz, oczywiście, kierownik osprzętu Tomasz Sternicki – ten sam, który gotował aktorom i filmowcom zupę, o jakiej wspomniała Jessie Buckley podczas odbierania Złotego Globa.

Film trafi do polskich kin 23 stycznia.

Tekst sponsorowany przez UIP

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.